Higheels radzi: Jak zmienić kształt paznokci na migdałki?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Całe życie piłowałam paznokcie na płasko. Myślałam, że tak moje palce wyglądają najkorzystniej. No i w ogóle nie ma wielkiej filozofii w piłowaniu paznokci w ten sposób, także było mi to na rękę (dosłownie :P). Jakiś czas temu, będąc jeszcze we Włoszech, zupełnie spontanicznie wpadłam na pomysł, żeby zmienić ich kształt. A że ostatnio wpadły mi w oko właśnie migdały, wybór padł właśnie na nie. Jak to zrobić?

Po pierwsze potrzeba czasu. Paznokcie i skórki wokół muszą się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Myślę, że musimy sobie dać na to jakieś 7/8 tygodni. Wiem, dość sporo, ale uwierzcie mi, że nawet po 2/3 tygodniach już będą zaczynały wyglądać dobrze. Poza tym WARTO! Te 7/8 tygodni to jest już taki naprawdę maksymalny czas. Daję dwutygodniową nadwyżkę, bo nie wiem przecież, jak szybko rosną Wam pazury. Mi na przykład wkurzająco baaardzo szybko, także efekty było widać naprawdę szybko. Alee spokojnie, cierpliwości!

Jak się za to zabrać? Piłować, piłować i jeszcze raz piłować. Pierwszy raz był najgorszy. Zapuściłam dość długie paznokcie w starym kształcie i zaczęłam spiłowywać po obu stronach paznokcia tak, aby otrzymać kształt taki jaki sobie wymarzyłam. Piękny, lekko zaokrąglony migdałek. Oczywiście nie wyszło mi to idealnie, a zajęło strasznie dużo czasu. Niektóre były bardziej szpiczaste, inne mniej. Postanowiłam się jednak tym nie przejmować. Zostawiłam je i po ponad tygodniu znów wróciłam do piłowania. I tak powtarzałam tę czynność przez bite 6/7 tygodni co około tydzień. Nie obcinałam paznokci nożyczkami. Tylko leciutko je skracałam pilnikiem. Najważniejsze jednak było piłowanie po bokach. Cały czas cierpliwie je zaokrąglałam, aż w końcu zaczęły wyglądać tak jakbym tego chciała. Po tym czasie nauczyłam się też równo je piłować. Już nie jest tak, że jeden albo dwa nie pasują do reszty :P. 

Powiem szczerze, że nie rozumiem dlaczego przez całe życie wybierałam paznokcie obcięte na prosto. Migdały są najlepsze na świecie! Palce wydają się dłuższe i smuklejsze. W ogóle dłonie wyglądają o wiele bardziej kobieco, wręcz seksownie, tak mi się przynajmniej wydaje. Niesamowicie mi się teraz podobają. Fakt faktem, trzeba mieć dość mocne i wytrzymałe paznokcie, bo jednak są one dłuższe niż nosiłam kiedyś. Na początku było dziwnie, ale przyzwyczaiłam się. A! I uważajcie, żeby kogoś nie podrapać, bo właśnie teraz jesteście w posiadaniu swoistej broni :P. Jeśli chodzi o to, jak wzmacniam paznokcie, to przede wszystkim muszę Wam powiedzieć niestety, że to jak się odżywiacie, ma jednak największy na nie wpływ. Także, powtórzę to, co słyszycie w każdych możliwych mass media- owoce, warzywa! Fast foodom mówimy nie ble ble ble… Resztę znacie :).

Jeśli jednak wolicie zabezpieczyć się jakimś kosmetykiem (ja na wszelki wypadek zawsze to robię), to polecam gorąco odżywkę z Golden Rose Black Diamond Hardener. Jest genialna! Nie zawiera w swoim składzie szkodliwego formaldehydu, który można często znaleźć w tego typu produktach. Jeśli nie wiecie, co to jest formaldehyd i jak wpływa on na nasze zdrowie, zapraszam na POST, który pisałam dla Was już jakiś czas temu. Tam wszystkiego się dowiecie :). Produkt z Golden Rose sprawia, że pazury są naprawdę twardsze i mocniejsze. Nie łamią się i wytrzymują znacznie więcej niż normalnie.

higheels

 A tak obecnie (no może już mniej, bo muszę na nowo je pomalować :P) wyglądają moje paznokcie. Lakier to Golden Rose Rich Color nr 106.

image

Jestem z nich niesamowicie zadowolona! O wiele bardziej mi się podobają i też ja się w nich lepiej czuję. Polecam! Teraz tylko jak zmieniam lakier delikatnie skracam je pilnikiem. Pod lakier zawsze nakładam wspomnianą odżywkę i tak wygląda moja cała pielęgnacja. Nie denerwujcie się, jeśli nie będzie Wam na początku wychodziło piłowanie. Spokojnie, nauczycie się. Ja aż miałam ciarki od tego odgłosu :P. Dajcie znać, jaki kształt Wy nosicie.

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy stycznia i lutego 2016!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Serio już mamy marzec?! Kiedy to tak szybko zleciało? Niedawno byli Ulubieńcy roku… Ale za to Wielkanoc już niedługo, czyli Święto Majonezu, za którym tak się stęskniłam będąc we Florencji :P. Korzystając z okazji, że zaczyna się kolejny miesiąc przygotowałam dla Was ULUBIEŃCÓW! Nie ma ich wiele, ale są to produkty, które są naprawdę godne uwagi. Zapraszam serdecznie!

image

image

1. Thierry Mugler- Alien.

Żadne perfumy nie zawładnęły moim sercem tak jak Alien. Nie ma według mnie piękniejszego zapachu. Niesamowicie ciekawy, niespotykany, zmysłowy i seksowny. Dość ciężki, ale nie za bardzo. Równowaga zachowana. Nie umiem opisywać zapachów, ale kiedy go wącham dokładnie tak się czuję. Jeżeli będziecie w Sephorze albo w jakieś innej drogerii, koniecznie poproście o próbkę. Genialny zapach. Trzeba uważać, bo wystarczy dosłownie jedno psiknięcie i już intensywnie się nim pachnie. Dwa to jest max. Przez to jest też niesamowicie wydajny. Fakt, że na lato w ciągu dnia może być troszkę zbyt ciężki, ale wtedy najczęściej sięgam po mgiełki. Polecam Aliena każdemu! 

2. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

W dzisiejszych Ulubieńcach aż dwa produkty do brwi. Najpierw żel! Jeśli nie robię henny brwi to podkreślam je kredką z Catrice i utrwalam jakimś żelem. Ostatnio wpadł mi w ręce właśnie ten z Essence. Wybrałam ciemniejszy kolor i całe szczęście, bo wystarczą dwa pociągnięcia tym żelem i brwi gotowe. Nie potrzeba kredki! Oczywiście jeśli mam mocniejszy makijaż to wtedy sam żel nie starczy, ale na co dzień kiedy albo się nie maluję albo maluję się bardzo delikatnie, jak najbardziej! Nadaje delikatny kolor i trzyma w ryzach brwi przez cały dzień. Nie ściera się, nie skleja włosków i wygląda bardzo naturalnie. Wiem, że często jest on uważany za tańszy zamiennik żelu z Benefit, ale niestety nigdy go nie miałam, więc nie jestem w stanie Wam powiedzieć. Może któraś z Was wie jak te dwa produkty się do siebie mają? Tak czy tak, stwierdzam, że jest to najlepszy żel jaki kiedykolwiek miałam. Na pewno kupię kolejne opakowanie, jak tylko to się skończy.

3. Kiko- czarny lakier do paznokci.

Nigdy wcześniej nie miałam lakierów do paznokci z Kiko. Raz pomalowałam paznokcie czarnym lakierem mojej koleżanki i wiedziałam, że musi być mój! Zakochałam się w czarnych paznokciach. Zawsze jakoś omijałam szerokim łukiem ten kolor. Sama w sumie nie wiem dlaczego. Pomalowane na ten kolor paznokcie są bardzo estetyczne, wyróżniają się, nie są nudne. Krótko mówiąc bardzo przypadł mi do gustu ten kolor. Trwałość lakieru jest jak najbardziej okej. Łatwo się nim maluje. Pędzelek jest bardzo wygodny. W duecie z Seche Vitem utrzymuje się na płytce około tygodnia. Jak dla mnie same plusy. Kupiłam go za 1,60 euro, także myślę, że i cena jest rozsądna. Z pewnością nie będzie to ostatni lakier tej marki, który zagości w mojej kosmetyczce.

image

4. Realash Brow- odżywka do brwi.

Zdecydowałam się na nią, bo moje brwi są (a raczej był) tragiczne. Ja nie wiem dlaczego. Prawdopodobnie zostałam pozbawiona jakiegoś genu, który odpowiada właśnie za brwi. Stosuję tę odżywkę już 3 miesiąc i zdecydowanie widać różnicę. Jestem w połowie terapii, a włoski już stały się wyraźniejsze, bardziej ciemne i gęste. Co najważniejsze urosły mi włoski na samym początku brwi, gdzie kiedyś ich praktycznie nie było. Po odbytej sześciomiesięcznej kuracji możecie być pewni, że na blogu pojawi się pełna recenzja wraz ze zdjęciami „przed” i „po”. Na razie mogę Wam powiedzieć tylko tyle, że to naprawdę działa!

5. Pure Derm- krem do rąk nagietkowy.

Pisałam Wam kiedyś w Denku o miodowej wersji tego kremu, którą bardzo polubiłam. Przyszedł jednak czas na wersję nagietkową, która również okazała się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze zapach jest przepiękny. Świeży, lekko kwiatowy. Idealnie wpasował się w moje gusta. Stosowałam go we Florencji, gdzie nie ma zimy takiej jak tu, dlatego idealnie sprawdził się u mnie na lekko wysuszone dłonie. Na polską zimę kupiłabym coś mocniejszego. Jest bajecznie tani. Nie zostawia żadnego klejącego filmu na dłoniach, szybko się wchłania i co najważniejsze bardzo dobrze pielęgnuje skórę dłoni. Jestem z niego naprawdę zadowolona. Fakt faktem skład nie powala na kolana, ale najważniejsze, że działa. No i jak można kupić 3 kremy za 10 zł, to czego chcieć więcej?

6. Ziaja, liście manuka – pasta oczyszczająca do twarzy.

Kupiłam ją jakiś czas temu, ale dopiero teraz zaczęłam używać. I? I jestem zachwycona! Pamiętacie, w Ulubieńcach Roku pojawił się złoty peeling z Pervoe Reshenie Organic Therapy, który moim zdaniem wtedy nie miał sobie równych. Teraz jednak zastanawiam się, który jest lepszy. Idealny rozmiar drobinek, które dość mocno ścierają martwy naskórek. Pachnie specyficznie, ale spokojnie da się do niego przyzwyczaić. Skóra po zabiegu jest gładziutka i oczyszczona. Na razie nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego zredukowania zanieczyszczeń lub dogłębnego oczyszczenia, ale właściwie wcale tego od niego nie oczekuję. Ma spełniać zadanie dobrego peelingu i to właśnie robi. Jest tani i ogólnie dostępny. Stosuję go zawsze przed nałożeniem maseczki, bo naprawdę świetnie przygotowuje do niej skórę. Konsystencja jest gęsta, a więc nie spłynie nam z ręki lub z buzi. Na twarzy robi się bardziej kremowy przez co łatwiej wykonywać masaż. Naprawdę produkt wart polecenia!

7. EOS- balsam nawilżający do ust Summer Fruit.

Na początku nie bardzo się polubiliśmy, a to dlatego, że nie bardzo rozumiałam jaką funkcję ma on spełniać. Chciałam doprowadzić nim do ładu moje beznadziejne usta, które były w fatalnym stanie wtedy. Niestety nie nadaje się do tego. Natomiast jako profilaktyczny balsam jak najbardziej! Mam go zawsze w torebce i non stop smaruję nim usta. Faktycznie muszę przyznać, że mniej się wysuszają. Często też nakładam go pod różne pomadki, bo bardzo dobrze trzymają się na nim nawet te matowe. Uwielbiam jego zapach, który kojarzy mi się z latem i… słodki smak! Dobrze, że w zapasie czeka na mnie truskawkowa wersja.

A więc to by było na tyle, jeśli chodzi o moich Ulubieńców. Jestem bardzo ciekawa, jakie kosmetyki sprawdziły się u Was. Pamiętajcie o Instagramie, prawie codziennie pojawia się tam coś nowego!

Buziaki:*

HIGHEELS

Olej jojoba- z czym to się je?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Oczywiście, że oleju jojoba się nie je! Aleeee… można z niego korzystać na wiele, różnych sposobów! Pisałam Wam niedawno o pielęgnacji naturalnymi olejami, którą uwielbiam! Jednym z jej elementów jest od niedawna właśnie olej jojoba, który kupiłam w ECOSPA

Może najpierw zacznijmy od tego, czym jest olej jojoba i jak to się czyta! Ile ludzi, tyle wersji, ale dowiedziałam się, że powinno się „jojoba” czytać „hohoba”. Olej jojoba jest to ciekły wosk, którzy jest otrzymywany z nasion krzewu o tej samej nazwie. Ma żółty kolor i lekko orzechowy zapach. Jakie dobroci zawiera w sobie? Otóż: skwalen (składnik płaszcza lipidowego naszej skóry), wyższe alkohole, kwasy tłuszczowe (palmitynian cetylu), fitosterole, witaminę E i F. Jest to olej, który wykazuje wysoką zgodność biologiczną z naszą skórą. Warto dodać, że szybko się wchłania, a jego największymi zaletami jest: odżywienia, zmiękczanie, nawilżanie i natłuszczanie

image4a
(Niestety napis na buteleczce się ściera. Teraz już go prawie nie ma.)

Stosuję go na różne sposoby i na różne części ciała. I w każdej postaci się bardzo dobrze spisuje. Przedstawię Wam pokrótce sposoby na jojobę, które ja stosuję i takie, które poleca wiele innych osób.

1. Końcówki włosów.

O tak! Olej jojoba świetnie się spisuje właśnie w pielęgnacji włosów. Szczególnie końcówki włosów go uwielbiają. Są bardziej nawilżone, odżywione i zdecydowanie mniej się rozdwajają! Trzeba tylko pamiętać, żeby nie przesadzić z ilością, bo można obciążyć sobie włosy.

2. Paznokcie.

Maluję paznokcie non stop, a więc nic dziwnego, że często się przesuszają. Bardzo często sięgałam po oliwkę z Eveline, ale po zakupie oleju jojoba postanowiłam go wypróbować i w tej kwestii. Spisał się idealnie. Mega szybko nawilżył mi paznokcie! Ich stan widocznie się poprawił. Przy regularnym stosowaniu poprawił się też wygląd skórek. Już nie są suche i nie mam ochoty ich zdzierać. Fuu! Bardzo się zdziwiłam, że zwykły olejek tak dobrze poradzi sobie z przesuszonymi paznokciami.

3. Maseczki.

Bardzo często dodaję parę kropel do maseczek na twarz. Najczęściej są do glinki lub na przykład spirulina. Maseczka jest wtedy ultranawilżająca! Takie połączenie spisuje się u mnie rewelacyjnie. Polecam Wam ogólnie dodawanie różnych olejków do maseczek. Zwiększamy wtedy ich efektywność, a nadal jest naturalnie!

4. Olejowanie włosów.

Jest to moje pierwsze zastosowanie jojoby. Mieszam go razem z olejem kokosowym i nakładam na włosy pod czepek na jakieś dwie godziny. Moje włosy uwielbiają olejowanie. A połączenie kokosowego i jojoby jest genialne. Zauważyłam, że włosy są bardziej miękkie i błyszczące. Ich stan jest o wiele lepszy. Mam teraz na głowie istny wysyp baby hair. Olej jojoba naprawdę genialnie sprawuje się w pielęgnacji włosów. Można go dodać również do odżywek lub masek. 

5. Nawilżanie suchych miejsc.

Dłonie, łokcie, pięty… wszystko! Tak jak w przypadku oleju kokosowego, olej jojoba świetnie spisuje się, jeśli chodzi o nawilżanie suchych, podrażnionych miejsc. Często dodaję go do kremu do rąk na noc i rano dłonie są o wiele bardziej nawilżone niż przy aplikacji kremu solo. 

6. Nawilżanie ust.

Dobrze wiecie moje usta są bardzo problematyczne. Szybko się przesuszają, a suche skórki działają na mnie jak płachta na byka. Mam ochotę je ciągle zrywać, dlatego nie mogę dopuścić, żeby pojawiły się na moich wargach. Używam wielu, bardzo dobrych produktów, a ostatnio dołączył do nich olej jojoba. Nakładam jedną/dwie krople i zostawiam. Nawilżenie nie jest może spektakularne, ale jest naprawdę ok. 

7. Zmywanie makijażu.

Tego osobiście nie robiłam, ale słyszałam, że dziewczyny gorąco polecają ten sposób. Używamy go tak, jak pisałam Wam TU. Masujemy twarz i zmywamy ręcznikiem zmoczonym gorącą wodą. Podobno nie podrażnia oczu i świetnie nawilża skórę. 

8. Krem.

Można go dodawać do kremów, różnych serum itp. Można stosować go również solo. Nie robiłam tego nigdy, bo mam zbyt dużo rzeczy do wykończenia :P. Podobno skóra jest mega nawilżona, odżywiona, a rano miękka i przyjemna w dotyku. Tego sposobu spróbuję na pewno!

Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam trochę olej jojoba i zachęciłam Was do wypróbowania. Jest to kolejny olej, który zagościł na stałe w mojej pielęgnacji. Sposoby, które Wam opisałam są według mnie najbardziej sensowne i efektowne. Ciekawa jestem, jak Wy stosujecie różne oleje?

Buziaki:*

HIGHEELS

Lakiery Essie- hit czy kit?

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Wszyscy zachwycają się lakierami firmy Essie. Że trwałe, że super, że piękne kolory, że jakością przewyższają inne tańsze, drogeryjne odpowiedniki… Wszystko ładnie, pięknie, ale nie jest łatwo wydać na lakier do paznokci prawie 40 zł! W swojej kolekcji  mam dwa lakiery Essie. Jest to kultowy już kolor Fiji i cudowna Bahama mama

Zdjęcie 13.07.2015, 19 11 23

Jako pierwszy kupiłam Fiji. Kolor faktyczne obłędny- lekko różowy, ale nie za bardzo. Schludny, dłonie wyglądają niesamowicie estetycznie i elegancko. Pasuje do wszystkiego, ale jeśli chodzi o malowanie to jest to tragedia, według mnie. Po pierwsze, żeby uzyskać pożądany odcień potrzeba jakiś 3 warstw. A więc nawet z Seche Vitem trzeba liczyć się z tym, że paznokcie będą schły dłużej. Nie wiem czy jestem jakaś upośledzona pod tym względem czy co, ale bardzo ciężko maluję mi się nim paznokcie. Zostają jakieś smugi i trzeba się nieźle namęczyć, żeby nie powyjeżdzać sobie na skórki. Pędzelek też moim zdaniem mógłby być bardziej spłaszczony. Trwałość lakieru? Nie jest najgorzej, ale nie ma też rewelacji. Po paru dniach już widać małe odpryski, a jak dobrze wiecie w większości przypadków lakier trzyma mi się przez cały TYDZIEŃ. Po krótkim czasie lakier zaczął też gęstnieć. Krotko mówiąc Fiji nie zachęcił mnie wcale do tej marki. Stwierdziłam, że za taką cenę, to naprawdę tragedia. 

Później spodobał mi się kolor Bahama mama- ciemna fuksja, która genialnie wygląda na paznokciach. Akurat była promocja i jedna buteleczka kosztowała jakieś 28 zł. Argumentem „za” okazał się fatalny dzień i postanowiłam sprawdzić sobie kolejny lakier Essie. Przy kolorze Bahama mama zawód nie był już tak wielki. Kolor rzeczywiście przepiękny. Wystarczy jedna warstwa i osiągamy pełne krycie. Ten lakier zdecydowanie łatwiej i szybciej się aplikuje. Jedna warstwa gwarantuje szybsze schnięcie. Teraz trwałość- moim zdaniem lepsza niż Fiji. Faktycznie lakier trzyma się bardzo długo- około tygodnia. Generalnie jest to dobry lakier, ale niestety bez jakiś szczególnie wielkich fajerwerek.

I co teraz? Nie wiem, może trafiłam na stary, otwierany już Fiji? Pomimo tego, że Bahama mama jest bardzo dobrym lakierem, moim zdaniem, gra nie jest warta świeczki. Lakiery Essie nie odznaczają się niczym szczególnym. Owszem, gama kolorystyczna jest przeogromna, a same kolory cudowne, ale bardzo często możemy znaleźć ich odpowiedniki w innych markach.Taki sam efekt osiągam na paznokciach z lakierami z Golden Rose, które są tanie jak barszcz. Nie uśmiecha mi się wydawać takiej sumy pieniędzy na lakier do paznokci skoro mogę znaleźć w drogeriach tańsze i często lepsze zamienniki. Także lakiery Essie to, według mnie, ani hit, ani kit. Zwykłe przeciętniaki o pięknych kolorach, które nie są warte aż tak wysokiej ceny.

Ciekawa jestem, co Wy myślicie o lakierach z Essie?

A jeśli nigdy ich nie mieliście, a chcecie wypróbować, to możecie je dostać na przykład tu: nocanka.pl

Buziaki:*

HIGHEELS

Higheels radzi: Jak wybielić paznokcie?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Czas na kolejny wpis z cyklu „Higheels radzi”. Dzisiaj coś, co sprawi, że nasze paznokcie będą wyglądały zawsze zdrowo i schludnie. Czy Was też niesamowicie wkurza kiedy po zmyciu lakieru (najczęściej ciemnego) Wasze paznokcie wyglądają na brudne? Najgorzej jest z granatowym, zielonym i czerwonym kolorem. Moje paznokcie notorycznie się odbarwiają i zamiast ładnych białych końcówek, widzę obleśne ciemno żółte lub nawet lekko zazielenione (w przypadku zielonego lakieru). Oczywiście, że stosuję pod lakier bazę w postaci odżywki do paznokci firmy Golden Rose, ale niestety niektóre lakiery i tak zostawiają po sobie ślad.

Na szczęście już jakiś czas temu natknęłam się na pewien niekonwencjonalny sposób, który pozwala mi pozbyć się tego problemu, na dodatek siedząc w domu i relaksując się. I co najlepsze, taki zabieg nie zajmie nam więcej niż 20 minut!

Czego potrzebujemy? Wody utlenionej, sody oczyszczonej (zwykłej, której używa się w kuchni), cytryny, małej miseczki, szczoteczki do zębów.

Zdjęcie 27.05.2015, 15 56 48

Co teraz? Wsypujemy do miseczki półtora łyżki sody oczyszczonej i dodajemy do niej wody utlenionej. Ile? Na oko. Tak żeby powstała nam papka, która nie będzie zbyt gęsta, ale też nie będzie nam uciekała z paznokcia. Można również dodać dwie lub trzy kropelki soku z cytryny. Wszystko razem mieszamy. Nakładamy na paznokcie szczoteczką do zębów. Oczywiście czystą :P. Najpierw szorujemy delikatnie płytkę i delikatnie końcówki od wewnętrznej strony. Później dokładamy trochę papki na paznokcie, żeby powstała dość gruba warstwa i zostawiamy na paznokciach na około 10 minut. Po tym czasie znów zabieramy szczoteczkę i jeszcze raz delikatnie wmasowujemy papkę w płytkę paznokcia. Następnie biegniemy do łazienki i zmywamy wszystko dokładnie wodą z mydłem.

Zdjęcie 27.05.2015, 15 57 59

 

Zdjęcie 27.05.2015, 16 00 04
(zauważcie, że moja papka ma smutną minę :D)

Zdjęcie 27.05.2015, 16 02 05

Zdjęcie 27.05.2015, 16 02 57

Teraz nakładam odżywczą oliwkę firmy Eveline na paznokcie i skórki, żeby je dodatkowo nawilżyć i przez parę minut ją wmasowuję. Później myję jeszcze raz ręce i nakładam odżywkę na paznokcie. U mnie niezmiennie Golden Rose. Możecie poczytać o niej TUTAJ.

Zdjęcie 27.05.2015, 16 23 09

Efekt? Widocznie bielsze i czystsze paznokcie! Bez podrażnień (o ile nie mamy uszkodzonych skórek, bo wtedy mikstura może powodować pieczenie), bez bólu, prawie za darmo, w domowym zaciszu, od tak! Żałuję, że tak późno natknęłam się na tę metodę, bo działa rewelacyjnie. Oczywiście efekty zależą od stanu paznokci. Jeśli są one mocno żółte, to jedna aplikacja może nie starczyć. Wtedy powtarzamy zabieg. Oczywiście  z zachowaniem racjonalnego odstępu czasu. Paznokcie wyglądają bardzo ładnie, zdrowo, schludnie i przede wszystkim końcówki mają biały kolor!

Tak więc, jak widać, u mnie się sprawdziło. Nareszcie moje paznokcie bez lakieru też jakoś wyglądają! Spróbujcie koniecznie! Nic nie tracicie, a może akurat rozwiąże to Wasze problemy paznokciowe.

Buziaki:*

HIGHEELS