Sposób na piękniejsze włosy? Peeling skóry głowy!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć temat, z którym zaznajomiłam się stosunkowo niedawno. Na samym początku nie byłam zbytnio przekonana, ale z czasem okazało się, że jest to absolutni genialna sprawa. Mowa oczywiście o peelingu skóry głowy! Peelingi twarzy, ciała to dla nas chleb powszedni, ale pomyślał z Was ktoś o ścieraniu martwego naskórka ze skalpu? Ja szczerze powiedziawszy nie słyszałam o tym wcześniej i lekko mnie ten temat zaskoczył. Jakie zalety przyniesie nam REGULARNE (powtarzam REGULARNE) stosowanie peelingu głowy?

img_5236

Po pierwsze o wiele dokładniej doczyszczamy wtedy skórę głowy z martwego naskórka i oczywiście z brudu i resztek kosmetyków. Pamiętajmy o tym, że ich nadmiar prowadzi do tego, że wszystkie dobrodziejstwa zawarte w maskach, które tak skrupulatnie nakładamy, nie wchłaniają się tak dobrze jak powinny. Dlatego też warto zadbać o to, żeby wszystkie składniki odżywcze zostały prawidłowo przyswojone. Może się zdarzyć tak, że maska, która nam się wcześniej nie sprawdzała, nagle zacznie rewelacyjnie działać. Po drugie peeling pozwoli wyregulować pracę gruczołów łojowych przez co włosy będą się mniej przetłuszczać. Regularny peeling pomaga również w walce z łupieżem. Masując skórę głowy, tak jak w przypadku peelingów ciała i twarzy, zwiększamy ukrwienie skóry i poprawiamy krążenie, a co za tym idzie? Oczywiście lepsza kondycja włosów, prawdopodobny wysyp baby hair i zmniejszenie ilości wypadających włosów. Jak widzicie, same korzyści! Ja zostałam przekonana i od tej pory wprowadziłam ten zabieg do mojej pielęgnacji włosów.

Jak domowym sposobem wykonać taki peeling? Nic prostszego. Otóż wylewając szampon na dłoń dosypcie do niego odpowiednią ilość cukru. Odpowiednia ilość to taka, która pozwoli bez problemu umyć włosy, a jednocześnie ilość drobinek będzie wystarczająca. Same z czasem wyczujecie, jaka ilość najbardziej się Wam sprawdzi. Na zmoczone, jeszcze brudne włosy nakładacie szampon i delikatnie masujecie skórę. Od razu mówię, że nie jest to proste. Przy długich włosach to już tym bardziej. Trzeba nieźle się napracować, żeby dosięgnąć skóry. Pamiętajcie, że naprawdę warto! 🙂 Zauważycie od razu, że ilość piany zwiększyła się jakieś pięć/sześć razy. Cukier po jakimś czasie się rozpuści. Następnie wystarczy po prostu dokładnie spłukać wszystko wodą. Włosy po zabiegu nie są zlepione. Cukier cały się wypłukuje i włosy są takie jak po każdym innym myciu. Radziłabym nałożyć po myciu jakąś maskę do włosów. 

img_5235

Pamiętajcie, że efekty zauważycie dopiero po dłuższym czasie. Zrobienie takiego peelingu jeden lub dwa razy absolutnie nic nie da. Ja zauważyłam poprawę tak mniej więcej po dwóch miesiącach stosowania. Takiego peelingu nie można też robić za często, bo można sobie nieźle podrażnić skórę głowy. Pomimo tego, że cukier sam w sobie wykazuje działanie nawilżające dla skóry. Radziłabym wykonywanie zabiegu raz na tydzień, a nawet jeszcze rzadziej. Nie chcemy przecież osłabić cebulek i spowodować, że efekt będzie wręcz przeciwny do zamierzonego! 

Jakie efekty zauważyłam u siebie? Zdecydowana poprawa kondycji włosów. Mam też pełno baby hair! Jeśli chodzi o wypadanie… Na zimę zawsze wypada mi ich sporo. Możliwe, że peelingi przyczyniły się do zmniejszenia ich ilości, ale wcale nie jestem tego taka pewna. Koniec końców jestem bardzo zadowolona, bo faktycznie widać różnicę i czuję, że to że doczyszczam bardziej skórę głowy owocuje w nowe baby hair! 🙂 Wiem, że na rynku kosmetycznym pojawiają się gotowe produkty do peelingu skóry głowy, ale ja jednak stawiam na tańsze i bardziej domowe sposoby. Poza tym, nie mam już miejsca na kolejną tubkę w mojej kosmetyczce. Wystarczy iść do kuchni, wziąć cukier i jazda! Można też sięgnąć po peeling kawowy, ale szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie wypłukiwania kawy z długich włosów! 

Podsumowując, zachęcam Was serdecznie do rozpoczęcia przygody z peelingami głowy! Gwarantuję, że zauważycie efekty, a Wasze włosy będą wyglądały po prostu lepiej! Dajcie znać koniecznie, czy wykonujcie taki zabieg i czy widzicie już poprawę!

Buziaki:*

HIGHEELS

Nowość! Maska Biovax Bambus & Olej Awokado- HIT czy KIT?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj czas na recenzję kolejnej już maski firmy Biovax. Jak wiecie uwielbiam te maski! Są to w ogóle pierwsze produkty tego typu, które zaczęłam używać na swoich włosach. Na początku zakochałam się w wersji mlecznej, później była ta z keratyną, a na końcu z olejami. Z resztą odsyłam Was do jednego z pierwszych moich postów, w którym właśnie o tych maskach się rozpisywałam :). Jak tylko na rynku kosmetycznym pojawiła się wersja Biovax Bambus & Olej awokado wiedziałam, że musi ona zostać przeze mnie przetestowana! 

Jeśli chodzi o skład to nie znajdziemy tutaj żadnych silikonów, co jest wielkim plusem. Nie ma też gliceryny, a więc puszenie włosów mamy z głowy. Jest za to glikol, jako humektant. Co to humektant? Jest to sobie substancja, która ma zdolność do zatrzymywania wody z otoczenia. Posłuży zatem, jako nawilżacz włosów. Są też emolienty, które mają za zadanie wygładzić i chronić nasze włosy.

image

Zadaniem tej maski jest intensywna regeneracja włosów i zarazem ich pogrubienie i zagęszczenie. Maska ma naprawić uszkodzenia włosa na całej jego długości, nawet na końcówkach (w to to chyba raczej nikt nie jest w stanie uwierzyć). Włosy przy regularnym stosowaniu mają stać się sprężyste, odżywione i lśniące. Cebulki mają być dotlenione, odżywione i dzięki temu producent gwarantuje porost nowych, gęstszych i mocniejszych włosów. Brzmi idealnie, praktycznie jak każdy opis produktu do włosów :P. Jak jest naprawdę?

Zacznijmy od aplikacji. Standardowo po myciu nakładam maskę, grzebieniem rozprowadzając ją na całej długości włosów. Konsystencja jest na tyle aksamitna i zbita, że łatwo się ją nakłada i nie spływa z włosów. Nakładam czepek foliowy dołączony do każdego opakowania masek Biovax i zawijam wszystko ręcznikiem. Czasem jeszcze dodatkowo podgrzewam suszarką, żeby otworzyć łuski włosa i ułatwić produktowi wniknięcie w głąb włosa. I tak sobie chodzę w takim turbanie w przedziale czasowym od 30 minut do godziny. Zmywam letnią wodą, aby zamknąć końcówki i gotowe. Maskę stosuję 1 lub 2 w tygodniu.

image
(Maska ma miętowy kolor!)

Czy widać efekty? JAK NAJBARDZIEJ! Bardzo się polubiłam z tym produktem. Moje włosy nawet po szybkim piętnastominutowym SPA właśnie z nią stają się lśniące, gładkie i wyglądają przepięknie! Przy regularnym stosowaniu zauważyłam wysyp baby hair! Są wszędzie i zaczynają mnie już wkurzać :P. Gołym okiem widać, że włosy są bardziej odżywione i ich kondycja się zdecydowanie polepszyła. Są tak bardzo mięciutkie! Widzę też dużą różnicę w poziomie ich nawilżenia. Nie można stosować jej jednak zbyt często, aby nie obciążyć włosów lub ich nie przeemolientować, co może prowadzić do puszenia. Przynajmniej w przypadku moich włosów. Aplikacja raz lub dwa w tygodniu jak najbardziej im odpowiada. Czy włosy są gęstsze? Wydaję mi się, że tak. Oczywiście nie jest to efekt niczym z reklamy Pantene, ale jednak coś tam się zmieniło na lepsze :P. 

Muszę wspomnieć o jednej jedynej rzeczy, która mnie irytuje, a mianowicie dość mocny, intensywny zapach. Jest całkiem przyjemny, ale utrzymuje się na włosach przez cały dzień a nawet dłużej! Także czasami mam już go po prostu dość. Ale jeśli chodzi o zapachy to, jak wiadomo, jest to kwestia subiektywna.

Nie ma co, kolejna maska od Biovax i kolejny HIT! Moje włosy uwielbiają te maski! Warto dodać, że stosunek jakości do ceny tych produktów zabija, bo jedna maska 200 ml kosztuję na promocji jakieś 12 zł, a efekty są widoczne już po paru użyciach. Są to też produkty bardzo wydajne. Ja swoją stosuję regularnie już ponad dwa miesiące i jestem w połowie. Po raz kolejny z czystym sumieniem polecam te maski! 🙂

Przepraszam jeszcze raz za to, że mało się ostatnio udzielałam. Będzie lepiej, obiecuję! W sobotę szykujcie się na wieeeeelką niespodziankę. Będzie to coś, czego jeszcze u mnie na blogu nie było ;).

Buziaki:*

HIGHEELS

OMO- metoda mycia, którą pokochały moje włosy!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Wiosna nadeszła, a więc czas na podcięcie końcówek. Swoje obcięłam jakieś 2 tygodnie temu i obiecałam sobie (tak jak zawsze po obcięciu), że będę o nie jeszcze bardziej dbała, żeby były długie, lśniące i zdrowe. Długie są, zdrowe teraz też, lśniące zależy. Jednak od kiedy zaczęłam stosować metodę mycia włosów OMO zdecydowanie poprawiła się ich kondycja! Ale po kolei…

Co to jest OMO? Rozwijając skrót O- Odżywka, M- mycie, O- odżywka. Jest to metoda mycia, która polega na tym, że najpierw myjemy włosy odżywką do włosów.

Pierwsze O:

Na zwilżone włosy nakładamy odżywkę. Jaką chcecie. Ja na przykład bardzo lubię używać Kallos Latte, bo jest tania i jest jej dużo. Możecie na przykład zużywać do tego odżywki, które Wam się nie sprawdziły. Ważne jest to, że taki zabieg przed samym myciem zabezpiecza włosy i chroni je przed wysuszeniem spowodowanym obecnością SLSów w szamponach. Masujemy włosy skupiając się na długości, zarazem omijając skalp. 

M:

Czas na mycie. Tutaj żadnej filozofii. Po prostu nabieramy szampon i myjemy włosy u ich nasady. Tu z kolei nie musimy skupiać się na długości, bo włosom wystarczy resztka szamponu, która spłynie i odżywka. W końcu najważniejsze, żeby umyć je przy nasadzie, tam gdzie tego najbardziej potrzebują. Ostatnio testuję szampony Alterry i jestem zachwycona. Ten z papają jest genialny! Stosuję go wymiennie z szamponem z Pharmaceris, który ma ograniczyć wypadanie włosów. Niestety na wiosnę trochę ich gubię. Teraz spłukujemy i…

Drugie O:

… znów odżywka lub maska. Ja często, gdy nie mam czasu, stosuję znów Kallosa na dosłownie 5 min. Jednak warto wybrać maskę, która zawiera więcej składników odżywczych, np Biovax. Swoją drogą stosuję ostatnio jego wersję z awokado i muszę przyznać, że jest naprawdę dobra. Im dłużej potrzymacie maskę na głowie, tym lepiej. Wiadomo :). I cała filozofia metody OMO.

image

Jakie są jej zalety? Po pierwsze nawilżenie włosów, które po jakimś czasie przestają się puszyć! Tak strasznie mnie to zawsze wkurza jak mi się puszą włosy. A tu taka niespodzianka! Wystarczy je dostatecznie nawilżać. Włosy stają się bardziej lśniące i gładkie. Na pewno bardziej odżywione i elastyczne. Miękkie i miłe w dotyku? Oczywiście! Lepiej się rozczesują, nie plątają się. Widać ogromna różnicę w wyglądzie włosów po normalnym umyciu, a umyciu metodą OMO. Żałuję, że wcześniej nie odkryłam tej metody, bo działa na moich włosach cuda! Polecam spróbować :).

Buziaki:*

HIGHEELS

Isana- kakaowe masło do ciała nie tylko do ciała!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj czas na pięknie pachnące masło do ciała (a właściwie balsam w masłowym opakowaniu) marki Isana (Body Creme Sheabutter & Kakao). Jeśli lubicie czekoladowo-kakaowy wywołujący ślinotok aromat, ten zapach jest dla Was!  Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczu- olbrzymia pojemność, bo aż 500 ml i teraz najważniejsze CENA. Otóż za tak olbrzymie opakowanie zapłaciłam… uwaga… 7 zł! Tak, to nie żart. Masło było akurat na promocji, ale w regularnej cenie tak czy siak kosztuje ok. 8,50 zł. Dostaniecie go w każdym Rossmannie i co więcej bardzo często ląduje na promocji.

image

Kolejna rzecz to naprawdę zaskakująco dobry skład jak na tak tani kosmetyk. Nie znajdziemy w nim parafiny, czy silikonów. Jest gliceryna, ale jest też masło shea na ósmym miejscu, olej kokosowy na piątym, panthenol, masło kakaowe. Jestem w szoku, bo jest na taki balsam skład jest rewelacyjny! Bardzo podoba mi się opakowanie, bo zazwyczaj w przypadku balsamów, jeśli nie rozetniemy na końcu opakowania, jakaś część produktu się marnuje. Tutaj zużywamy go do samego końca, dozując sobie taką ilość produktu jaką tylko chcemy. 

Konsystencja nie jest treściwa, ale nie jest też zbyt rzadka. Nie spływa ze skóry. Szybko się wchłania i co najważniejsze nie zostawia lepiącego filmu. Nie ma gorszego uczucia niż lepiące nogi w pościeli. No nienawidzę tego! 

image

Jeśli chodzi o działanie na skórze. Na pewno wygładza i zmiękcza skórę. Delikatnie nawilża, ale nie jest to niestety głębokie, mocne nawilżenie. Dla kogoś z bardzo suchą skórą nie wystarczy. Jednak do codziennej, rutynowej pielęgnacji spisuje się całkiem nieźle. W przypadku kiedy moja skóra była bardziej przesuszona sięgałam po inne balsamy na przykład TEN z Evree. Bardzo ładnie łagodzi podrażnienia po depilacji. Szybko koi skórę i przywraca jej równowagę. Dzięki delikatnej konsystencji bez problemu się rozprowadza. Jako balsam do ciała daję mu solidne 4/5! No i ten zapach, który utrzymuje się na skórze do rana <3!

Jednak bardziej zachwyciło się jego inne zastosowanie. Odkryłam je dzięki dziewczynom na Instagramie, za co Wam bardzo, bardzo dziękuję. A mianowicie kremuję nim włosy! Co to jest kremowanie włosów? Dokładnie to co olejowanie, tylko zamiast oleju nakładamy krem. Nie byle jaki krem, tylko taki który w swoim składzie ma właśnie oleje i nawilżające masła. Dla moich nieskoporowatych włosów olej kokosowy, masło kakaowe i shea to idealny zestaw. Nakładam krem na suche włosy i rozprowadzam grzebieniem na całej ich długości. Nakładam folię i tak sobie chodzę przez około godzinkę. Później myję włosy i… cieszę się miękkimi, nawilżonymi, gładkimi i lejącymi włosami! Powiedziałabym, że efekt jest lepszy niż po olejowaniu. A to za sprawą mixu dobroci, który znajdujemy w składzie. Włosy się nie puszą i mówię Wam- są tak niesamowicie miękkie!

Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że będzie to tak wielofunkcyjny produkt. Zużywam go do kremowania całego ciała i włosów, a w opakowaniu ledwo co ubywa. Dostać za taką cenę tak dobry i wydajny produkt, to naprawdę niespotykana rzecz. Polecam Wam spróbować go szczególnie na włosy! Jeśli macie takie jak ja, to na pewno się nie zawiedziecie. 
 image

Koniecznie dorwijcie go na promocji i przetestujcie! Jak nie do włosów, to jako balsam :).

Miłej soboty, Kochani!

Buziaki:*

HIGHEELS

Higheels radzi: Jak doprowadzić włosy do ładu po imprezie?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Pamietacie mój wpis o tym, jak doprowadzić twarz do ładu po imprezie? Jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. Znajdziecie tam wszystkie znane mi dobre rady, które sama stosuję. Wpadłam na pomysł, żeby kontynuować tę „serię”, o ile można tak to nazwać i napisać Wam, co robię z włosami po imprezach.

Chodzi mi tu o takie imprezy, na które robię sobie jakąś fryzurę. Czyli raz na rok :P. Nie noo… loki się liczą, a loki robię częściej! Chodzi o to, że czasami wybierając się a różne imprezy, wesela traktujemy włosy lokówką, prostownicą i… toną lakieru. Oczywiście nie ma w tym nic złego, jeśli zdarza się to sporadycznie. Na co dzień nie polecałabym Wam takiej włosowej rutyny, bo możecie nieźle zniszczyć sobie włosy. Trzeba pamiętać, że następnego dnia, po tak mocnej stylizacji włosów zasługują one na regenerację. Co ja robię w takich przypadkach? Podążam tymi paroma, prostymi krokami.

image

1. Nie rozczesuj, jeśli użyłaś tonę lakieru!

Nie wiem jak Wy, ale ja gdy juz zrobię sobie loki, musze użyć dosłownie tony lakieru, żeby utzrymały się one co najmniej przez połowę imprezy. Następnego dnia po przebudzeniu nie ma mowy o bezpiecznym ich rozczesaniu. Przy najmniejszych nawet próbach włosy łamią się lub wypadają. Nie mówiąc o tym, że trzeba się nieźle z nimi naszarpać. Nawet z Tangle Teezerem! Dlatego też najczęściej w ogóle ich nie rozczesuję przed myciem. Uwierzcie mi, nic się nie stanie, a Wasze wlosy gorąco Wam za to podziękują.

2. Umyj.

Ale nie tak normalnie. U mnie w takim sytuacjach sprawdza się znana metoda OMO, czyli Odżywka Mycie Odżywka. Zwilżam włosy i nakładam na nie odżywkę. Najlepiej taką mniej zbitą. Ostatnio sprawdziła się w tej roli maska Biovax lub keratynowa odżywka z Organix. Nie szczędzę jej. Nakładam sporą ilość na długość włosów i masuję i masuję do czasu aż nie poczuję, że są miękkie i się rozplątały. Metoda ta ma jedną podstawową zaletę. Nawilża i chroni nasze włosy przed niekorzystnym wpływem szamponów z SLSami. Chodzi mi tu szczególnie o dodatkowe przesuszenie. Po takiej dawce lakieru przyda nam się to szczególnie bardzo. Później spłukuję odżywkę i myję włosy szamponem. Teraz akurat kończę szampon pszeniczny z Sylveco i ten z masłem shea z Planeta Organica. Używam ich wymiennie. Po spłukaniu szamponu nakładam znowu odżywkę, ale dosłownie na chwilkę, na parę minut. I spłukuję. Suszę je ręcznikiem i nadal ich nie czeszę.

3. Odżywienie i regeneracja, czyli maska.

Teraz nakładam na czyste włosy maskę. Najczęściej sięgam po Biovax lub teraz świeżo otwarty mleczny Kallos. Po nałożeniu w końcu rozczesuję włosy (w końcu!!!). Ostrożnie, żeby ich nie zniszczyć i tak aby kosmetyk równomiernie się rozprowadził. Nakładam czepek i ręcznik i tak chodzę sobie przez pół godzinki w porywach godzinę. Później spłukuję i suszę ręcznikiem. Od razu czuć różnicę. Włosy są nawilżone, odżywione i bardzo mi wdzięczne :P. 

Są to dosłownie 3 podstawowe kroki w pielęgnacji włosów po mocnej stylizacji. Wiem, wiem nie chce się. Tym bardziej po imprezie. Alee serio warto. Włosy są wtedy mięciutkie, nie czuć, że poprzedniego dnia przeżyły swoisty horror. Hej, zasługują na to! Przynajmniej raz na jakiś czas. Polecam te 3 kroki szczególnie osobom z cienkimi i dość słabymi włosami jak moje, które szczególnie nie znoszą takiej ostrej stylizacji.

A Wy jak dbacie o włosy po imprezach?

Buziaki:*

HIGHEELS