L’oréal True Match Super blendable- ostateczna recenzja

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

W końcu nadszedł czas, aby napisać ostateczną recenzję nowej, ulepszonej wersji podkładu L’oréal True Match super-blendable foundation. Jak wiecie, poprzednia wersja tego podkładu się u mnie nie sprawdziła. Strasznie mi się po nim świeciła cera i miałam wrażenie, że podkład zupełnie nie stapia się ze skórą. Co gorsza przez cały czas widocznie odznaczał się od skóry. W końcu nawet nie zużyłam połowy buteleczki i oddałam go koleżance. Już jakiś czas temu dostałam od firmy L’oréal nową formułę do testowania. Opisałam Wam dokładnie, czym różni się nowa od starej TUTAJ. Dzisiaj chciałabym Wam opisać, jak podkład sprawdził się u mnie na skórze i czy rzeczywiście nowa formuła jest lepsza.

11846251_929076373816378_925987488_n

  Jeśli chodzi o kolory, to ja sobie mieszam najczęściej najmniejszy (rose beige) z tym pośrednim (vanille). Wychodzi wtedy kolor idealny dla mnie. Konsystencja jest troszkę bardziej zbita niż w pierwszej wersji, co bardzo mi pasuje, bo tamtej to spływał mi z ręki. Jednocześnie jest też bardzo lekka i przyjemna w użyciu. Nakładam go praktycznie zawsze rękoma. Bardzo ładnie i równomiernie się rozprowadza. Po nałożeniu przepięknie stapia się ze skórą! Mówię Wam efekt jest baaaardzo naturalny i naprawdę subtelny. Z drugiej strony też kryje. Może nie jakoś spektakularnie jak Double Wear, ale to co ma przykryć, to przykryje. Nie narzekam :P.

Zawsze go lekko przypudrowuję. Nie jest tak, że trzeba robić to koniecznie, tak jak w starej wersji, ale jednak lubię efekt całkowicie zmatowionej skóry. Mimo tego podoba mi się strasznie, jak ten podkład rozświetla cerę! Widać nawet w opakowaniu, że ma w sobie delikatne drobinki rozświetlające, które na twarzy naprawdę nie są nachalne. Bez obaw, nie widać brokatu, czy też jakiś złotych drobinek. Dopiero jak w pełnym świetle przyjrzymy się z bliska widać, że skóra subtelnie się mieni. Nawet mi, staremu wrogowi brokatu i wszystkiego co świeci, takie efekt przypadł do gustu.

Kolejną jego ważną cechą jest to, że jest o dziwo długotrwały. Poprzednia wersja słynęła u mnie z tego, że w ciągu dnia po prostu znikała. Tutaj nie ma czegoś takiego! Podkład trzyma się cały, bity dzień. Nie potrzeba go poprawiać. Fajne jest to, że efekt matowej cery utrzymuje się przez długie godziny. Nie waży się i cały czas wygląda dobrze na skórze. Warto dodać, że nie wysuszył mojej skóry, ani też nie podkreślał suchych skórek, które od czasu do czasu gdzieś tam się u mnie pojawiają. Przy codziennym używaniu nie zapchał mojej cery! Za to go lubimy najbardziej :).

11849427_1484961911801318_317698211_n

Do gustu przypadło mi też opakowanie. Solidne i z pompką! Mogę wycisnąć dokładnie tyle produktu, ile potrzebuję i wszystko jest czyste i higieniczne. Przypominam, że stara wersja była bez pompki i notorycznie wylewało mi się o wiele za dużo produktu, co wpływało niekorzystnie na jego wydajność. Na szczęście L’oréal rozwiązał ten problem :). 

Muszę przyznać, że ten podkład naprawdę przypadł mi do gustu. Podoba mi się to, jak naturalnie wygląda na buzi. Przepięknie wyrównuje koloryt skóry i skóra jest promienna, wypoczęta i rozświetlona. Fankom mocno kryjących podkładów go nie polecam, ale dla dziewczyn, które potrzebują czegoś lekkiego, jak najbardziej. Uważam, że ta wersja jest o niebo lepsza od starej i szczerze powiedziawszy uważam ją za jeden z lepszych podkładów, jakie używałam w życiu.

Niestety jest jedno „ale”. Z tego co widziałam, jest on cholernie drogi! Widziałam go nawet za 60 zł! Myślę, że lepiej poczekać z jego zakupem do dużych promocji, bo po prostu nie opłaca się. Ale już w promocyjnych cenach, jak najbardziej. Szczerze polecam go Wam, bo u mnie naprawdę się sprawdził. A u Was?

Buziaki:*

HIGHEELS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze

  1. Drugie urodziny Higheels! Pierwszy konkurs! • HIGHEELS BLOG - Lekko o kosmetykach i pielęgnacji.