Sylveco lniana maska do włosów- pierwsze wrażenie

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami moimi pierwszymi spostrzeżeniami na temat lnianej maski do włosów marki Sylveco. Użyłam jej na razie jakieś 3/4 razy. Są to moje pierwsze doświadczenia z firmą Sylveco, zresztą pokazywałam Wam niedawno zdjęcie na moim Instagramie (na którego gorąco zapraszam). Byłam bardzo ciekawa tej maski, tym bardziej, że w składzie ma również olej kokosowy, który się u mnie świetnie sprawdza.

Zdjęcie 31.05.2015, 18 33 12

Na początek zdziwiło mnie mała pojemność (150 ml). Niby w opisie produktu na stronie widać, ile maski kupujemy, ale jakoś jak ją dostałam, to zawiodłam się, że jest taka mała. Samo opakowanie bardzo mi się podoba. Jest skromne, ale naprawdę ładne. Dodam, że maska kosztowała ponad 20 zł, czyli dość sporo biorąc pod uwagę pojemność. Skład ma bardzo zachęcający, bo w większości naturalny. Zapach. Trochę dziwny, nie przypadł mi do gustu. Aleee… najdziwniejsza sprawa to konsystencja. Jest bardzo lejąca i taka jakby mało mokra, trochę piankowa. Po prostu dziwna :P. 

Zdjęcie 31.05.2015, 18 31 35

Przejdźmy do efektów. Nałożyłam maskę na dwa sposoby, które proponuje producent. Pierwszy- zaraz po myciu na mokre włosy, pozostawiając produkt na parę minut. Niestety ta metoda się u mnie nie sprawdziła. Włosy były napuszone i zupełnie nic ta maska z nimi nie zrobiła. Postanowiłam, więc spróbować drugiego sposobu, czyli na suche włosy przed myciem nałożyć kosmetyk na co najmniej pół godziny. Po nałożeniu strasznie ciężko było rozczesać włosy. Zawsze żeby rozprowadzić jakąkolwiek maskę używam grzebienia z szeroko rozstawionymi ząbkami i nie mam z tym problemu, a tutaj to była jakaś masakra! Włosy były posklejane, poplątane, takie jakieś napuszone. Ale dobra, w końcu je rozczesałam, nałożyłam czepek i przedłużyłam zabieg do godziny, i co? Spłukałam maskę, włosy umyłam, wyschły i niby w porządku. Ku mojemu zaskoczeniu nie były napuszone, błyszczały się i były dość dobrze nawilżone, ale z kolei bardzo się plątały. I to meeega się plątały! Nie dość, że zaraz po aplikacji było ciężko je rozczesać, to po umyciu włosów też! Nie wiem, o co chodzi, ale pierwszy raz spotkałam się z takim działaniem. Później przez cały dzień moje włosy się plątały!

Wydajność. Jeśli chodzi o ten drugi sposób aplikacji to trzeba nałożyć dość sporo produktu, bo inaczej mam wrażenie, że go w ogóle nie ma. Także nie wiem, jak to będzie z wydajnością, biorąc pod uwagę, że jest jej naprawdę mało w opakowaniu.

Podsumowując, sama nie wiem co mam o niej myśleć. Niby nawilża i poprawia wygląd włosów, ale strasznie nie podoba mi się to, jakie włosy są zaraz po nałożeniu produktu (dziwne, suche, posklejane… nie wiem) i to że tak strasznie się plątają. Najlepszym słowem określającym tę maskę jest po prostu DZIWNA. Nie wiem sama…może spróbuję jakiegoś innego sposobu aplikacji, a może z czasem będzie lepiej? Może jeszcze stanie się ulubieńcem (o ile nie powyrywam sobie wszystkich włosów przy próbach rozczesania). Zobaczymy. Na pewno będę używać regularnie, żeby sprawdzić, czy obietnice producenta o polepszeniu kondycji włosów się sprawdzą.

Jeśli używałyście tej maski, to dajcie mi znać, jak ją stosowałyście i czy się sprawdziła. Miłej niedzieli!

Buziaki:*

HIGHEELS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze

  1. Denkowy szał vol. 8! • HIGHEELS BLOG - Lekko o kosmetykach i pielęgnacji.