Denkowy szał vol.10!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Z okazji wakacji pozwoliłam sobie na mały urlop od pisania postów :P. Ale spokojnie, wracam do Was! Teraz od kiedy Instagram stał się Snapchatem możecie liczyć też tam na krótkie relacje z mojego dnia. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :). Tak więc, przepraszam za przerwę i wracam do Was ze zdwojoną siłą! Siatka ze zużytymi kosmetykami pęka w szwach, a to oznacza tylko jedno- DENKOWY SZAŁ! I o ile dobrze się doliczyłam, to już dziesiąty post z tej serii! Zapraszam!

image

image

1. Alterra- szampony do włosów.

Czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego odkryłam je tak późno?! Najlepsze szampony drogeryjne, jakie miałam! Przetestowałam wersję dodającą objętości dla włosów delikatnych i pozbawionych witalności z papają i stwierdzam, że jest genialna! Żałuję tylko dwóch rzeczy: małej pojemności (200ml) i lekko dziwnej, galaretowatej konsystencji, do której trzeba się po prostu przyzwyczaić, żeby nie marnować produktu. Następnym przetestowanym szamponem był ten z biotyną i kofeiną dla włosów osłabionych i przerzedzających się. Ta wersja z kolei sprawdziła się trochę gorzej, ale i tak zadowalająco. Trzecia jest z kwiatem lotosu i oliwką dla włosów farbowanych, których ja nie mam, ale oczywiście nie robi to żadnej różnicy :P. Bardzo się polubiłyśmy i umieściłabym ją na drugim miejscu w rankingu. Moje włosy po tych szamponach nie plątają się, są stosunkowo miękkie, a wraz z odżywkami i maskami to już w ogóle baja! Kupiłam je na promocji kiedy kosztowały coś ponad 5 zł (!). 5 zł za taki produkt?! Biorę!! Jeśli ich nie próbowałyście, zróbcie to koniecznie! Genialne szampony! 

2. Isana- żele do mycia ciała.

Ostatnio wzięło mnie na testy tych popularnych już żeli z Isany. Są tanie i łatwo dostępne. Kupiłam je na promocji za chyba nieco ponad 2 zł. Wybrałam: mleko i miód, Hello Spring (owocowy generalnie), borówka. Opakowanie cieszą oko, tak samo oczywiście jak widok ceny na półce :P. Jeśli chodzi o jakość, to naprawdę nie jest źle. Ładnie się pienią, są stosunkowo wydajne. Mam tylko jedno „ale”, otóż wolę generalnie żele bardziej świeże. Takie które dodadzą mi energii i po których użyciu czuję się jak świeżo narodzona. Tutaj niestety aż takiego szału nie ma. W przypadku mleka z miodem miałam wrażenie, że jestem jakby niedomyta. Nie wiem w sumie dlaczego :P. Gwoli ścisłości, potrafię się dobrze umyć, więc myślę, że jest to wina produktu :P. Polecam Wam polować na promocje i wypróbować te żele, a nuż Wam się spodobają. Ja teraz robię przerwę i poszukam czegoś orzeźwiającego.

image

3. Avebio- hydrolat oczarowy.

Pierwszy kosmetyk od Avebio i kolejny hydrolat w mojej kolekcji. Dobrze wiecie, że uwielbiam hydrolaty, a oczarowy to już w ogóle numer jeden. Ten powiem Wam, że jest w porządku. Jakiegoś większego szału nie robi, ale jest ok. Bardziej sprawdzał mi się hydrolat oczarowy z ECOSPA. Nie wiem na czym to polega, ale ECOSPA moim zdaniem lepsze. Chociaż przyznam, że obydwa dobrze odświeżają i koją skórę. Ten z ECOSPA ma po prostu, moim zdaniem, lepsze działanie antyseptyczne. Więcej pewnie go nie kupię, ale fajnie było go wypróbować :).

4. Maybelline COLORAMA- lakiery do paznokci w kolorze 06 (różowy) i 214 (miętowy).

Swojego czasu bardzo lubiłam te lakiery. Bardzo dobrze trzymają się na paznokciach i są wystarczająco kryjące. Niestety przegrywają z lakierami od Golden Rose. Po pierwsze są droższe, po drugie mają mniejszy, mniej poręczny pędzelek, a krycie suma summarum jest trochę mniejsze. Chyba zawsze będę polecać lakiery z Golden Rose. Chociaż Dziewczyny…POMOCY! Ostatnio poważnie rozważam zakup zestawy startowego do robienia hybryd. Nie wiem tylko na jaką firmę się zdecydować Semilac czy Neonail? Pomóżcie!

5. Lancome- O d’azur.

Są to perfumy, które zgapiłam chyba ze sto lat temu od mojej mamy. Uwielbiam je na zimę. Są bardzo kobiece, dość ciężkie i mega intensywne. Według mnie ten zapach jest mega seksowny i kobiecy. Domyślam się, że nie każdemu będzie pasował, ale jeśli będziecie miały okazję, koniecznie koniecznie powąchajcie go w jakieś drogerii. Polecam je bardzo, bo zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo, są trwałe i pachną tak samo przez cały dzień.

Teraz chciałabym Wam wspomnieć pokrótce o produktach, o których już kiedyś Wam pisałam, ale dopiero teraz je zdenkowałam.

image

6. ECOSPA- maska algowa peel off.

Moja pierwsza maska algowa, która od razu pojawiła się w Ulubieńcach. Świetna sprawa i świetny produkt. Będę testować też inne maski algowe. O tak! Link do Ulubieńców znajdziecie TUTAJ.

7. Eveline Advance Lumiere- serum do rzęs.

Nie wiem sama, ile opakowań już zużyłam. Polecam i zawsze polecać będę. Wytuszowane rzęsy z nałożonym wcześniej tym produktem wyglądają o niebo lepiej!

8. Bourjois Helathy Mix- podkład. 

Całkiem przyjemnie mi się z niego korzystało. Rozświetlający, lekki podkład, o którym pisałam całą recenzję TUTAJ

9. Resibo- krem pod oczy.

Fajny, fajny, ale jakiegoś większego szału nie zrobił. O nim również napisałam dla Was całego posta. Możecie przeczytać go właśnie TUTAJ

10. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

Najlepszy żel do brwi, jaki kiedykolwiek miałam! Bardzo polecam. Sprawdza się nawet na szybko, kiedy wychodzę do sklepu i na szybko chcę poprawić brwi. Cały wpis TUTAJ!

Dooobra, oto całe denko. Patrzę teraz, że już kolejne puste opakowania wylądowały w siatce :P. To się nigdy nie kończy! 😀 Polecam Wam szczególnie szampony z Alterry. Dzisiaj w Rossmannie widziałam je w promocji. No dobra, kupiłam dwie kolejne butelki :P. Miłego wieczoru!

Buziaki:*

HIGHEELS

OMO- metoda mycia, którą pokochały moje włosy!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Wiosna nadeszła, a więc czas na podcięcie końcówek. Swoje obcięłam jakieś 2 tygodnie temu i obiecałam sobie (tak jak zawsze po obcięciu), że będę o nie jeszcze bardziej dbała, żeby były długie, lśniące i zdrowe. Długie są, zdrowe teraz też, lśniące zależy. Jednak od kiedy zaczęłam stosować metodę mycia włosów OMO zdecydowanie poprawiła się ich kondycja! Ale po kolei…

Co to jest OMO? Rozwijając skrót O- Odżywka, M- mycie, O- odżywka. Jest to metoda mycia, która polega na tym, że najpierw myjemy włosy odżywką do włosów.

Pierwsze O:

Na zwilżone włosy nakładamy odżywkę. Jaką chcecie. Ja na przykład bardzo lubię używać Kallos Latte, bo jest tania i jest jej dużo. Możecie na przykład zużywać do tego odżywki, które Wam się nie sprawdziły. Ważne jest to, że taki zabieg przed samym myciem zabezpiecza włosy i chroni je przed wysuszeniem spowodowanym obecnością SLSów w szamponach. Masujemy włosy skupiając się na długości, zarazem omijając skalp. 

M:

Czas na mycie. Tutaj żadnej filozofii. Po prostu nabieramy szampon i myjemy włosy u ich nasady. Tu z kolei nie musimy skupiać się na długości, bo włosom wystarczy resztka szamponu, która spłynie i odżywka. W końcu najważniejsze, żeby umyć je przy nasadzie, tam gdzie tego najbardziej potrzebują. Ostatnio testuję szampony Alterry i jestem zachwycona. Ten z papają jest genialny! Stosuję go wymiennie z szamponem z Pharmaceris, który ma ograniczyć wypadanie włosów. Niestety na wiosnę trochę ich gubię. Teraz spłukujemy i…

Drugie O:

… znów odżywka lub maska. Ja często, gdy nie mam czasu, stosuję znów Kallosa na dosłownie 5 min. Jednak warto wybrać maskę, która zawiera więcej składników odżywczych, np Biovax. Swoją drogą stosuję ostatnio jego wersję z awokado i muszę przyznać, że jest naprawdę dobra. Im dłużej potrzymacie maskę na głowie, tym lepiej. Wiadomo :). I cała filozofia metody OMO.

image

Jakie są jej zalety? Po pierwsze nawilżenie włosów, które po jakimś czasie przestają się puszyć! Tak strasznie mnie to zawsze wkurza jak mi się puszą włosy. A tu taka niespodzianka! Wystarczy je dostatecznie nawilżać. Włosy stają się bardziej lśniące i gładkie. Na pewno bardziej odżywione i elastyczne. Miękkie i miłe w dotyku? Oczywiście! Lepiej się rozczesują, nie plątają się. Widać ogromna różnicę w wyglądzie włosów po normalnym umyciu, a umyciu metodą OMO. Żałuję, że wcześniej nie odkryłam tej metody, bo działa na moich włosach cuda! Polecam spróbować :).

Buziaki:*

HIGHEELS

Pomadka do ust z Alterry i poprawa kondycji brwi i rzęs?! Ale jak to?!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak, nie pomyliłam się. Pomadka z Alterry, naprawdę :P. Chyba od zawsze wiedziałam, że niektóre olejki, jak na przykład olej rycynowy, czy arganowy warto używać, aby wydłużyć i wzmocnić rzęsy. Długi czas właśnie tak robiłam. Codziennie wieczorem smarowałam rzęsy mieszanką oleju rycynowego i arganowego. Pamiętacie? Pisałam Wam kiedyś o naturalnych sposobach na ładniejsze rzęsy. Ale nigdy nie pomyślałam o tym, że przecież niektóre pomadki to właśnie mieszanka olejów i można by je stosować właśnie, aby wydłużyć i pogrubić rzęsy. Dopiero moja kochana koleżanka mnie oświeciła i poleciła mi pomadkę marki Alterra, Kamille Lippenpflege. Bez wahania poszłam do Rossmanna, kupiłam i przetestowałam. Dodam, że koszt tej pomadki to jakieś 5 zł. Najwyższy więc czas, żebym podzieliła się z Wami przemyśleniami. 

image

Może najpierw trochę o samej pomadce. Dostaniecie ją w każdym Rossmannie za naprawdę małe pieniądze. W składzie znajdziemy dużo naturalnych olejków: olej rycynowy, kokosowy, jojoba, słonecznikowy, olej z marchwi. Dodatkowo wyciąg z rumianku, wosk pszczeli, wosk candelilla, oliwa z oliwek i na koniec witamina A i E. Podsumowując= rewelacja! Wszystko, co potrzebne, żeby regularnie nawozić rzęsy i brwi! Zapach jest dość specyficzny: ziołowo-rumiankowy. Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale mi zupełnie nie przeszkadza. Teraz efekty.

A więc, pomadkę stosowałam zarówno na rzęsy, jak i na brwi. Robiłam tak przez bardzo długi czas zaraz po kuracji Long4Lashes, której rezultaty mogłyście zobaczyć TUTAJ. Dzięki temu mogłam dłużej cieszyć się efektem pięknych, długich rzęs po Long4Lashes! Rzęsy nie zaczęły mi drastycznie wypadać i nadal (chociaż minęło już tyyyyle czasu efekty są widoczne). Po jakimś czasie przestałam smarować je pomadką i po przerwie znowu zaczęłam. Po miesiącu zauważyłam, że rzęsy zdecydowanie się wzmocniły i wydłużyły! Widać od razu, że wyglądają lepiej i jest ich więcej! Zdecydowanie ta pomadka im służy! Oczywiście nie jest to taki efekt jak po odżywkach typu Realash albo Revitalash, gdzie po miesiącu możemy pochwalić się przepiękną firanką rzęs. Nie, nie, nie. Ale poprawa kondycji rzęs jest naprawdę widoczna. Co więcej pomadka w ogóle nie podrażnia moich oczu i mogę czuć się bezpiecznie, że nie ma w jej składzie świństw, które mogą powodować poważne konsekwencje zdrowotne, co mnie bardzo cieszy. Bo tak szczerze powiedziawszy jest to jedyna rzecz, która powstrzymuje mnie przed kupnem tych wszystkich odżywek. Nie chce zaszkodzić moim oczom! Tutaj nie mam żadnych oporów, bo wiem, że skład tej pomadki jest rewelacyjny. No i są efekty, to najważniejsze!

image

Dodatkowo stosuję też pomadkę na brwi. Jak dobrze wiecie, mam (albo też nie) beznadziejne brwi. Dzięki tej pomadce zauważyłam, że wyrosło mi więcej włosków, a te które już miałam wzmocniły się i… uwaga…. stały się bardziej czarne. Jeeeeej! Nareszcie! Oczywiście jest to subtelny efekt, ale ja to widzę i bardzo mnie to cieszy, a jakże!

Generalnie uważam, że ta pomadka to super alternatywa dla sztucznych odżywek. Oczywiście na efekty trzeba dłużej czekać, no i nie są takie spektakularne. Nie oszukujmy się. Ale są i to jest najważniejsze. Regularnie stosując, możemy liczyć na zagęszczenie, wydłużenie i pogrubienie rzęs. A i brwi zagęszczają się i stają się mocniejsze. Jestem z niej zadowolona i na pewno będę wracać do takiej kuracji. Myślę, że teraz na jesień znów zacznę codziennie rano ją nakładać. 

Polecam spróbować każdemu, kto stroni od sztucznych odżywek czy też serum. Jest to kolejne naturalne rozwiązanie, które do mnie przemawia. W ogóle bym nie wpadła na to, że przecież można stosować pomadkę do ust na rzęsy! Dziękuję jeszcze raz mojej kochanej koleżance! Poza tym, jak wszyscy wiemy, wszystkie sera i odżywki do rzęs są raczej drogie. Tutaj mamy przed nosem rozwiązanie problemu za 5 zł! Naprawdę spróbujcie, bo stracicie co najwyżej 5 zł, a nie 150, czy nawet więcej. Polecam- ja, Higheels :).

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy września i października by Higheels!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Po dokonaniu oględzin mojej kosmetyczki doszłam do wniosku, że najwyższy czas na Ulubieńców! Pokazywałam Wam na Instagramie, że przed wyjazdem zrobiłam całkiem spore zakupy kosmetyczne. Wśród nich odnalazłam naprawdę bardzo dobre produkty. Dziś przedstawię Wam 3 kosmetyki pielęgnacyjne, jeden, a właściwie dwa z kolorówki i jeden zapach, który skradł moje serce. Zaczynamy!

image

image

1. Alterra, emulsja do oczyszczania twarzy z granatem.

Pokazywałam Wam ją ostatnio na Insta. Naprawdę polubiłyśmy się ostatnio. Bardzo delikatnie myje skórę. Nie podrażnia jej i na pewno nie wysusza. Wręcz powiedziałabym, że delikatnie ją nawilża. Ma dość specyficzny zapach, ale mi akurat kojarzy się z jakimiś cukierkami. Tylko kompletnie nie mogę sobie przypomnieć z jakimi :P. Fajnie zmywa pozostałości makijażu, chociaż najczęściej używam go rano po przebudzeniu. Produkt się nie pieni, co akurat dla mnie jest plusem. Wiem wtedy, że skład jest jak najbardziej w porządku. Bez SLSów i tym podobnym. Bardzo podoba mi się opakowanie. Jest bardzo ładne i estetyczne. Dodatkowo jest miękkie, ale naprawdę solidne. Można wylać taką ilość produktu, jaką akurat chcemy. Na pewno kupię ją ponownie, bo świetnie się sprawdza!

2. Resibo, olejek do demakijażu.

Kupiłam go, bo mój ulubiony olejek pomarańczowy z Biochemii Urody się kończył. Niestety jest od niego trochę droższy (49 zł), ale zdecydowanie nadrabia działaniem! Jest idealny do zmywania makijażu metodą OCM! Jest to mieszanka oleju abisyńskiego, manuka, z pestek winogron i witaminy E. Opakowanie zdecydowanie cieszy oko! Cały zestaw (olejek i ściereczka z mikrofibry) przychodzi do nas w tekturowej tubie, co bardzo mnie urzekło. Ja nie używam tej ściereczki, tylko tych małych ręczniczków z Ikei. Muszę powiedzieć, że genialnie zmywa makijaż. Na dodatek skóra jest po nim mięciutka, odżywiona i przede wszystkim nawilżona! Zapewniam, że w ogóle nie jest przetłuszczona. Na dodatek nie potrzebuję nakładać natychmiast kremu nawilżającego. W przypadku olejku z BU musiałam zaraz po demakijażu sięgać po jakiś nawilżacz, bo czułam, że skóra jest ściągnięta. Tu nie ma czegoś takiego. Jest meeeeeeega wydajny. Do zmycia makijażu potrzebuję jednorazowo jednej pompki. Używam go od ponad miesiąca prawie codziennie i z opakowania ubyło może coś ponad pół centymetra. Rewelacja! Coś czuję, że nie jest to ostatni produkt z Resibo, jaki wypróbuję!

3. Sylveco, lekki krem brzozowy na dzień.

Kupiłam go za Waszą namową pod postem na Instagramie, w którym pytałam, jakie kremy na dzień polecacie. Nie zawiodłyście mnie! Naprawdę go lubię. Naturalny skład. Opakowanie z pompką- mega higieniczne, czyli coś co uwielbiam. Ma bardzo lekką konsystencję i szybko się wchłania. Świetnie nadaje się pod makijaż. Delikatnie nawilża buzię w ciągu dnia, a więc spełnia moje oczekiwania. Tak naprawdę od kremu na dzień nie oczekuję nic więcej. Nie zapchał mnie, ani nie podrażnił. Bez wahania mogę powiedzieć, że jest to naprawdę dobry krem w przystępnej cenie. 

image

4. Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem.

Nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Teraz wiem, że jest to zdecydowanie jeden z najlepszych produktów pielęgnacyjnych do ust, jakie kiedykolwiek miałam! Nie dość, że skład super naturalny, to jeszcze rewelacyjnie działa! Drobinki cukru, które ścierają martwy naskórek spisują się genialnie. Nie jest to ani zbyt mocne ścieranie, ani zbyt lekkie. Produkt naprawdę dobrze nawilża usta. Nawet tak wymagające jak moje. Zapach jest według mnie przyjemny, lekko migdałowy. Choć mój narzeczony szczerze go nie znosi :P. Używam jej od ponad miesiąca i ledwo widać zużycie, także na pewno jest też wydajna. Muszę przyznać, że jest to jedno z większych kosmetycznych zaskoczeń, jakie ostatnio odkryłam. Na pewno zagości w mojej kosmetyczne na stałe. Polecam każdemu!

5. Thierry Mugler Alien- próbka.

Minął już jakiś czas, od kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym perfumie, ale jakoś nie bardzo kwapiłam się, żeby go powąchać. Zapomniałam o nim zupełnie. Teraz kiedy mój perfum z Guess już się skończył, przypomniałam sobie o nim. Na szczęście pani w Sephorze była tak miła, że dała mi próbkę i to całkiem dużą, więc starczyła mi na jakiś czas… i? Boooooooże jak to pachnie! Zupełnie nie umiem opisywać zapachów, ale powiem tylko, że jest to najbardziej głęboki, seksowny i pociągający zapach, jaki wąchałam! Muszę koniecznie kupić sobie cały flakonik. Powiedzcie mi, gdzie kupujecie perfumy? Bo w Sephorze w ogóle się nie opłaca!

6. Bourjois Rouge Edition Velvet.

Te trwałe pomadki gościły na moich ustach przez ostatnie dwa miesiące non stop. Uwielbiam je za trwałość i kolory. Najczęściej noszę Ping Pong, ale nie pogardzę również Frambourjois. Kto jeszcze ich nie testował, koniecznie musi to zrobić! Szerzej pisałam o nich TUTAJ.

Kochani, na dzisiaj wystarczy już Ulubieńców. Większość z nich to są naprawdę absolutne hity, które polecam cały sercem. Czekam na Waszych Ulubieńców! Zajrzyjcie koniecznie na Instagram!

Buziaki:*

HIGHEELS

4 domowe sposoby na piękne rzęsy by Higheels

15 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Chyba każda z nas marzy o pięknych, długich, grubych, podkręconych, gęstych (ilość przymiotników pasujących – nieskończona) rzęsach. Jednak niestety nie każdy z nas takie ma. Moje rzęsy są naturalnie krótkie, jasne i cienkie, dlatego właśnie postanowiłam coś z tym zrobić. Wynalazłam parę sposobów, które dobrze się u mnie sprawdzają. Pamiętajmy, że przy każdym z nich ważna jest sumienność i duuuużo cierpliwości. Niestety w przeciągu tygodnia nie wyhodujemy sobie wymarzonych rzęs. Jest to proces długotrwały.

1. L’biotica regenerujący krem do rzęs.

Przed snem smarujemy rzęsy kremem i idziemy spać. Po około dwóch miesiącach CODZIENNEGO (bez wymówek!) stosowania zauważamy zmiany. Rzęsy stają się powoli dłuższe i gęstsze. Odżywka kosztuje ok.12 zł. Niestety aplikacja jest dosyć uciążliwa i krem baaaardzo długo się wchłania. Nawet nad ranem mamy na rzęsach jeszcze trochę produktu. Dla osób, które śpią na brzuchu z połową twarzy dociśniętą do poduszki (to ja!) ta metoda może okazać się wkurzająca. Po ostawieniu odżywki efekt kuracji utrzymuje się przez około 2 miesiące. Całkiem fajna sprawa, biorąc pod uwagę cenę.

higheels-blog-zesy_00

2. Olej rycynowy wymieszany z innymi naturalnymi olejkami.

Dla wszystkich tych, którzy preferują naturalne (niechemiczne) rozwiązania! Kupujemy w aptece olej rycynowy i codziennie wieczorem przy pomocy umytej szczoteczki od zużytego już tuszu smarujemy rzęsy olejkiem. Olej rycynowy powoduję wydłużenie i stopniowe zagęszczenie rzęs. Możemy też do naszej buteleczki wlać, według uznania, olej z orzechów makadamia albo też olejek arganowy. Wtedy nasza mieszanka będzie jeszcze bardziej odżywcza :). Efekty są zauważalne już po około miesiącu. Trzeba uważać, żeby olejki nie dostały się do oczu,bo mogą nieźle je podrażnić. Tak jak w przypadku pierwszego sposobu olejki wchłaniają się długo i przez to niektórzy mogą uznać tę metodę za uciążliwą. Mi przypadła ona bardziej do gustu niż krem z L’biotica i efekt również utrzymywał się u mnie dłużej. Koszt kuracji jest jeszcze mniejszy niż kremu opisanego wcześniej. Po moją mieszankę sięgałam bardzo długo, aż w końcu wynalazłam…

higheels-blog-zesy_01

3. Serum do rzęs 4 long lashes. 

To serum, które stosuję już od ponad miesiąca, sprawdziło się u mnie najlepiej. Już po trzech tygodniach zauważyłam efekty! Teraz są jeszcze bardziej widoczne, ale cała kuracja trwa 6 miesięcy, więc po takim czasie możecie spodziewać się pełnej recenzji :). Ale jak na razie ten produkt sprawdził się najlepiej. Rzęsy na pewno wzmocniły się i wydłużyły. Powoli mam wrażenia, że jest ich więcej. Bardzo podoba mi się sposób nakładania produktu. Malutkim pędzelkiem (takim, jak do eyelinera) malujemy bezbarwną kreskę dokładnie w tym miejscu, gdzie eyelinerem. Serum szybko się wchłania, także nie musimy się obawiać, że pół produktu zostaje na naszej poduszce. U mnie nie wystąpiły żadne efekty uboczne, ale słyszałam, że niektórych ten produkt podrażnił. Koszt tej kuracji jest już wyższy, bo w cenie regularnej w Rossmannie dostaniemy 4 long lashes za 79,99 zł. Ja swoje opakowanie kupiłam w aptece internetowej za niecałe 50 zł. (zawsze lepiej kupować przez internet ;P).

higheels-blog-zesy_02

4. Eveline SOS Lash Booster- Multi-Purpose Eyelash Serum 5in1 with Argan Oil.

Kupiłam na wyprzedaży w Rossmannie za jakieś 13 zł i stosuję jako bazę pod tusz do rzęs. Sam produkt nie przyniósł zauważalnych efektów, alee… w połączeniu z 4 long lashes już tak! A więc możemy połączyć sposób trzeci i czwarty w jeden. Te dwa produkty stanowią bardzo efektywny (a nawet efektowny, powiedziałabym) duet. Na noc 4 long lashes, a w dzień Eveline i czekamy na spektakularne efekty!

higheels-blog-zesy_03

Podsumowując, największe nadzieje pokładam w 4 long lashes, ale każdy z opisanych sposobów polecam. Aby utrzymać jak najdłużej efekty kuracji 4 long lashes, zamierzam spróbować smarować rzęsy pomadką Alterra (pomysł podrzuciła mi koleżanka :P). W przyszłości na pewno też wrócę do olejków, bo bardzo je lubiłam. Wypróbuję też jeszcze jedno serum z Eveline (Eveline Advance Volumiere), które już kupiłam na promocji. Dam Wam znać oczywiście, jak się sprawują! Jasne, że chciałabym spróbować serum RevitaLash albo Xlash, ale po prostu są za drogie. Jeżeli macie swoje sprawdzone sposoby, to koniecznie dajcie znać!

higheels-blog-zesy_04

Buziaki:*

HIGHEELS