Wyniki konkursu urodzinowego Higheels! <3

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Konkurs oficjalnie zakończony! Wybiła godzina 0! Szkoda, ale powiem Wam, że spodobało mi się robienie konkursów :D. 

konkurs-blog

Po pierwsze chciałam Wam bardzo, bardzo podziękować! Nie spodziewałam się, aż tylu komentarzy i tylu miłych słów. Aż łezka w oku się kręci. Daliście mi wielkiego energetycznego kopa w tyłek i mam teraz wrażenie, że mogę góry przenosić! A może raczej pisać bez końca dla Was posty :P. Z całego serca dziękuję! Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego prezentu urodzinowego. 

Każdy komentarz był oryginalny, kreatywny i na swój sposób wyjątkowy. Bardzo ciężko było mi podjąć ostateczną decyzję, bo najchętniej nagrodziłabym każdego z Was. Obiecuję jednak, że konkursów będzie więcej. Koniec z samolubną Higheels, która zostawia wszystkie kosmetyki dla siebie! 😀 Spodziewajcie się kolejnych szans na wygranie nagród!

13259562_258556767831683_942097292_n

A teraz przechodząc do najważniejszego! Ogłaszam wszem i wobec, że w moim pierwszym konkursie ever wygrywa…….tararrarararararara…… darvuliaa, która zaskoczyła mnie wyborem kosmetyku, bez którego nie mogłaby żyć i jednocześnie dała mi do myślenia, że mój żel do higieny intymnej ma ukryty potencjał, którego z całą pewnością nie wykorzystuję w stu procentach. Dzięki za ukrytą radę, Kochana! Gratuluję!

Komentarz, dzięki któremu darvuliaa zgarnia nagrodę to: 

„Gdybym na bezludną wyspę mogła ze sobą zabrać tylko jeden kosmetyk, ten jeden jedyny, niepowtarzalny, którego bym strzegła jak oczka w głowie, to mój wybór byłby prosty. Tym szczęśliwym wybrańcem jest żel do higieny intymnej. Kochane, przecież on ma tak wiele zastosowań, co prawda nie dla każdego przypadnie do gustu myć nim włosy czy twarz, ale tak, można to robić w kryzysowych sytuacjach. Przecież gdybyśmy trafiły właśnie na taką wyspę lub inne, tego typu miejsce to naprawdę byśmy myślały o tuszu do rzęs? Idealnie obrysowanych brwiach? Oj nie sądzę 😊 A co kiedy dopadną nas TE DNI? Cóż my biedne wtedy uczynimy? W ruch natychmiast pójdzie żel, a odświeżone będziemy czuły się o wiele lepiej. A jeżeli gdzieś wyjedziemy, gdzie najbliższy sklep będzie 10 km od nas, a zapomniałyśmy szamponu? Oczywiście uratuje nas wcześniej wspomniany żel! Lepiej tym żelem umyć włosy, niż miejsca intymne myć szamponem, czyż nieprawda? 😘 Ten kosmetyk naprawdę w sytuacjach bez wyjścia może okazać się naszym jedynym wybawieniem. Jest on wielofunkcyjny i każda z nas powinna go zabierać ze sobą w każdą kilkudniową podróż, bo uratuje on nas lepiej, niż niejeden nawet najdroższy kosmetyk!”

Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję! Nie złośćcie się na mnie, że nie wygraliście! Naprawdę najchętniej nagrodziłabym każdego, tylko nie wiem, czy mój portfel byłby w stanie udźwignąć ten ciężar. 

Przygotowuję dla Was mnóstwo nowych, świeżutkich postów, a więc bądźcie czujni! Zachęcam do odwiedzania Instagrama, Facebooka i Google +, na którym niedawno się pojawiłam i biję rekordy w postaci aż dwóch osób, które mnie tam obserwują :D. 

Jeszcze raz gratulacje dla darvuliaa! Koniecznie sprawdź maila!

Buziaki:*

HIGHEELS

Drugie urodziny Higheels! Pierwszy konkurs!

25 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

To już drugie urodziny Higheels! Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko zleciał! Jeszcze niedawno pisałam pierwszego posta i zastanawiałam się, czy ktokolwiek go kiedykolwiek przeczyta :P! A teraz jesteście WY! Czytelnicy, którym chciałabym przede wszystkim bardzo, bardzo podziękować! Gdyby nie Wy, prawdopodobnie już dawno rzuciłabym to. Strasznie mnie cieszy każdy Wasz komentarz, czy polubienie. Nie ważne czy tu, czy na Instagramie czy Facebooku. Dodajecie mi zawsze tyyyyyle siły! Prowadzenie tego bloga to moja pasja, która na pewno tak szybko nie wygaśnie. Chcę to robić i będę to robić dalej. A Wam jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję :*. 

konkurs-blog

Z okazji urodzin postanowiłam przygotować dla Was konkurs! Tak, konkurs! Pierwszy na moim blogu i na pewno nie ostatni! Nagrodą są kosmetyki, które sama przetestowałam i wielokrotnie polecałam plus dorzucam też małą niespodziankę. Także jest o co powalczyć! Każdy może wygrać i każdemu z Was nagroda się należy :). Niestety nie jestem w stanie nagrodzić wszystkich, dlatego zestaw nagród wygra tylko jedna osoba. Co musicie zrobić? Nic prostszego! 

  1. Zostaw komentarz pod tym wpisem z odpowiedzią na jedno proste, a może nawet dla niektórych bardzo trudne pytanie: „Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie życia i dlaczego?” Czy to będzie zwykłe mydło, czy tusz do rzęs Wasza sprawa! Zostawiam Wam pole do popisu. Wybiorę najciekawszą, najbardziej kreatywną, godną według mnie nagrody odpowiedź z uzasadnieniem. Do dzieła! Pamiętaj, zawsze masz szansę wygrać!
  2. Będzie mi bardzo miło, jeśli polubisz mnie na Facebooku i/lub zaobserwujesz mnie na Instagramie! Nie jest to jednak warunek konieczny, bo wiem przecież, że niektórzy z Was nie mają na przykład konta na Insta. A będzie mi miło, bo uwielbiam mieć z Wami ciągły kontakt, rozmawiać z Wami, dowiadywać się różnych rzeczy i pytać o porady, kiedy sama czegoś nie wiem.

Wszystko! Tylko dwa podpunkty! Nie bój się, nie będę nikogo faworyzować. Zwycięzcę wybiorę razem ze specjalnie powołaną do tego komisją :). 

Co można wygrać? Co obejmuje nagroda?

Mam nadzieję, że nagrody przypadną Wam do gustu! Na komentarze czekam do piątku (20.05.2016), a w sobotę rano (21.05.2016) tutaj na blogu podam nazwisko zwycięzcy. Do dzieła!

Buziaki:*

HIGHEELS

Regulamin konkursu:

– Organizatorem konkursu jest blog www.higheels.pl prowadzony przeze mnie, a więc Basię Warczyńską. 
– Konkurs odbywa się tutaj na blogu (www.higheels.pl).
– Konkurs trwa od 14.05.2016 od chwili publikacji posta na blogu, aż do 20.05 do godziny 23:59. 
– W konkursie może wziąć udział każda osoba posiadająca dostęp do Internetu i adres e-mail.
– Osoba biorąca udział w konkursie oświadcza, że jest pełnoletnia lub działa pod nadzorem pełnoprawnego opiekuna.
– Aby wziąć udział w konkursie należy zostawić komentarz z odpowiedzią i uzasadnieniem na pytanie: „Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie życia i dlaczego?”. 
– Zwycięzca zostanie wybrany na podstawie treści komentarza przez komisję konkursową. Wybór nie będzie losowy. O wyborze zdecyduje- wartość merytoryczna treści odpowiedzi.
– Zwyciężyć może tylko jedna osoba. Nagroda jest tylko jedna.
– Do wygrania jest zestaw nowych kosmetyków o łącznej wartości ponad 120 zł. 
– Każdy uczestnik może dodać tylko jeden komentarz z odpowiedzią na pytanie konkursowe.
– Nie można wymieniać nagrody rzeczowej na jej wartość pieniężną u organizatora. 
– Nagroda zostanie wysłana do Zwycięzcy przez Pocztę Polską na koszt Organizatora.
– Adres do wysyłki zostanie uzgodniony za pośrednictwem korespondencji mailowej po ogłoszeniu wyników. Organizator skontaktuje się ze Zwycięzcą na adres e-mail podany podczas zamieszczania komentarza. 
– Zwycięzca zostanie ogłoszony w poście tutaj na blogu (www.higheels.pl).
– Każda osoba biorąca udział w zabawie oświadcza, że zapoznała się z treścią regulaminu i w pełni ją akceptuje. 

Essence Make Me Brow- czy to działa?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Jak wiecie dużą wagę przykładam do produktów do brwi. Muszę sobie jakoś rekompensować moje naturalne wybrakowane brwi. Codziennie podkreślając je kredką chcę je utrwalić tak, żeby trzymały się cały dzień. Chyba nikt nie chciałby zostać w ciągu dnia pozbawiony brwi :P. Do tego zadania stosuję zawsze żel do brwi. Testowałam już jeden żel z Catrice, jakiś z Eveline. W końcu trafiłam gdzieś na recenzję tego. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest żel Make Me Brow marki Essence.

12558382_182374385458318_1356562952_n

Zdecydowałam się na ciemniejszy odcień i całe szczęście. Czasem po prostu, jak mam ekstremalnie mało czasu lub po prostu mi się nie chcę, nie używam kredki do brwi z Catrice (która jest najlepsza na świecie), i podkreślam je samym żelem. Dzięki temu, że jest on dobrze napigmentowany bardzo dobrze spisuje się w tej roli. Ma bardzo fajny kolor- dość ciemny, zimny brąz. Na szczęście nie jest rudy lub miedziany! Myślę, że będzie pasował wielu osobom, które mają ciemniejsze, nie blond włosy. 

image

Jeśli chodzi o działanie. Utrzymuje brwi w ryzach przez cały dzień! Kolor też nie schodzi w ciągu dnia. No dobra, jak urządzimy sobie dwugodzinną drzemkę przy czym będziemy przyciskać intensywnie buzię do poduszki, to jednak może się trochę zetrzeć. Ale przy „normalnym” stosowaniu, wierzcie mi, jest ok. Po aplikacji brwi nie są sklejone. Wyglądają bardzo naturalnie i to mi się najbardziej podoba. Ma bardzo fajny precyzyjny aplikator. Jest na tyle mały i wyprofilowany, że bez problemu dotrzemy nim wszędzie nie brudząc przy tym połowy twarzy. Miałam taki problem z żelem z Eveline, który po prostu miał za duży aplikator. Nie byłam w stanie ładnie poprawić nim brwi. Ten z kolei jest idealny. Faktycznie nie jest miękki i jakoś specjalnie przyjemny. Nie polecałabym mocno trzeć nim skóry, ale też bez przesady. Można normalnie z niego korzystać. Poza tym nabiera idealną ilość produktu. Nie ma mowy o zrobieniu sobie jakieś plamy, którą później ciężko rozetrzeć.

image

Szata graficzna cieszy oko. Wiem nie jest to najważniejsze, ale to opakowanie zdecydowanie trafia w moje gusta. Proste, schludne, porządnie wykonane. Czego chcieć więcej?

Nie da się ukryć, że produkt z Essence jest mocno wzorowany na słynnym już żelu marki Benefit Gimme Brow. Nawet opakowanie jest bardzo podobne. Niestety nie miałam oryginału Benefitu, więc nie jestem Wam w stanie powiedzieć, czy różnią się one w działaniu. Jedno wiem na pewno. Różnica w cenie zabija. Żel firmy Benefit kosztuję 120 zł!!!!! Natomiast jego drogeryjny zamiennik niecałe 11 zł. Serio?! Tak! Naprawdę nie rozumiem, jakim cudem żel do brwi może kosztować 120 zł?! Co on w sobie takiego ma? Dla mnie jest to duża przesada i z tej tylko przyczyny nie sądzę, żebym kiedykolwiek sięgnęła po kosmetyk Benefit. 

Problem z żelem z Essence jest taki, że ciężko jest go dostać. Co z kolei świadczy o tym, że jest naprawdę lubiany i po prostu non stop wykupowany. Każda moja wizyta w Naturze czy w Hebe kończyła się fiaskiem. W końcu przy większym zamówieniu na mintishop.pl wrzuciłam go do koszyka. Naprawdę wolę ostatnio robić zakupy tylko w drogeriach internetowych. 

Mówiąc krótko, polecam Wam go serdecznie. Jest to zdecydowanie najlepszy żel do brwi jaki miałam. Na pewno jak tylko się skończy, będę na niego polować lub kupię go przez internet. Świetnie nadaje się dla osób, które zaczynają przygodę z podkreślaniem brwi. Efekt jest delikatny i nieprzerysowany. Nie da się nim zrobić sobie krzywdy. Warto na niego polować, jest naprawdę genialny! Miłej soboty!

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy stycznia i lutego 2016!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Serio już mamy marzec?! Kiedy to tak szybko zleciało? Niedawno byli Ulubieńcy roku… Ale za to Wielkanoc już niedługo, czyli Święto Majonezu, za którym tak się stęskniłam będąc we Florencji :P. Korzystając z okazji, że zaczyna się kolejny miesiąc przygotowałam dla Was ULUBIEŃCÓW! Nie ma ich wiele, ale są to produkty, które są naprawdę godne uwagi. Zapraszam serdecznie!

image

image

1. Thierry Mugler- Alien.

Żadne perfumy nie zawładnęły moim sercem tak jak Alien. Nie ma według mnie piękniejszego zapachu. Niesamowicie ciekawy, niespotykany, zmysłowy i seksowny. Dość ciężki, ale nie za bardzo. Równowaga zachowana. Nie umiem opisywać zapachów, ale kiedy go wącham dokładnie tak się czuję. Jeżeli będziecie w Sephorze albo w jakieś innej drogerii, koniecznie poproście o próbkę. Genialny zapach. Trzeba uważać, bo wystarczy dosłownie jedno psiknięcie i już intensywnie się nim pachnie. Dwa to jest max. Przez to jest też niesamowicie wydajny. Fakt, że na lato w ciągu dnia może być troszkę zbyt ciężki, ale wtedy najczęściej sięgam po mgiełki. Polecam Aliena każdemu! 

2. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

W dzisiejszych Ulubieńcach aż dwa produkty do brwi. Najpierw żel! Jeśli nie robię henny brwi to podkreślam je kredką z Catrice i utrwalam jakimś żelem. Ostatnio wpadł mi w ręce właśnie ten z Essence. Wybrałam ciemniejszy kolor i całe szczęście, bo wystarczą dwa pociągnięcia tym żelem i brwi gotowe. Nie potrzeba kredki! Oczywiście jeśli mam mocniejszy makijaż to wtedy sam żel nie starczy, ale na co dzień kiedy albo się nie maluję albo maluję się bardzo delikatnie, jak najbardziej! Nadaje delikatny kolor i trzyma w ryzach brwi przez cały dzień. Nie ściera się, nie skleja włosków i wygląda bardzo naturalnie. Wiem, że często jest on uważany za tańszy zamiennik żelu z Benefit, ale niestety nigdy go nie miałam, więc nie jestem w stanie Wam powiedzieć. Może któraś z Was wie jak te dwa produkty się do siebie mają? Tak czy tak, stwierdzam, że jest to najlepszy żel jaki kiedykolwiek miałam. Na pewno kupię kolejne opakowanie, jak tylko to się skończy.

3. Kiko- czarny lakier do paznokci.

Nigdy wcześniej nie miałam lakierów do paznokci z Kiko. Raz pomalowałam paznokcie czarnym lakierem mojej koleżanki i wiedziałam, że musi być mój! Zakochałam się w czarnych paznokciach. Zawsze jakoś omijałam szerokim łukiem ten kolor. Sama w sumie nie wiem dlaczego. Pomalowane na ten kolor paznokcie są bardzo estetyczne, wyróżniają się, nie są nudne. Krótko mówiąc bardzo przypadł mi do gustu ten kolor. Trwałość lakieru jest jak najbardziej okej. Łatwo się nim maluje. Pędzelek jest bardzo wygodny. W duecie z Seche Vitem utrzymuje się na płytce około tygodnia. Jak dla mnie same plusy. Kupiłam go za 1,60 euro, także myślę, że i cena jest rozsądna. Z pewnością nie będzie to ostatni lakier tej marki, który zagości w mojej kosmetyczce.

image

4. Realash Brow- odżywka do brwi.

Zdecydowałam się na nią, bo moje brwi są (a raczej był) tragiczne. Ja nie wiem dlaczego. Prawdopodobnie zostałam pozbawiona jakiegoś genu, który odpowiada właśnie za brwi. Stosuję tę odżywkę już 3 miesiąc i zdecydowanie widać różnicę. Jestem w połowie terapii, a włoski już stały się wyraźniejsze, bardziej ciemne i gęste. Co najważniejsze urosły mi włoski na samym początku brwi, gdzie kiedyś ich praktycznie nie było. Po odbytej sześciomiesięcznej kuracji możecie być pewni, że na blogu pojawi się pełna recenzja wraz ze zdjęciami „przed” i „po”. Na razie mogę Wam powiedzieć tylko tyle, że to naprawdę działa!

5. Pure Derm- krem do rąk nagietkowy.

Pisałam Wam kiedyś w Denku o miodowej wersji tego kremu, którą bardzo polubiłam. Przyszedł jednak czas na wersję nagietkową, która również okazała się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze zapach jest przepiękny. Świeży, lekko kwiatowy. Idealnie wpasował się w moje gusta. Stosowałam go we Florencji, gdzie nie ma zimy takiej jak tu, dlatego idealnie sprawdził się u mnie na lekko wysuszone dłonie. Na polską zimę kupiłabym coś mocniejszego. Jest bajecznie tani. Nie zostawia żadnego klejącego filmu na dłoniach, szybko się wchłania i co najważniejsze bardzo dobrze pielęgnuje skórę dłoni. Jestem z niego naprawdę zadowolona. Fakt faktem skład nie powala na kolana, ale najważniejsze, że działa. No i jak można kupić 3 kremy za 10 zł, to czego chcieć więcej?

6. Ziaja, liście manuka – pasta oczyszczająca do twarzy.

Kupiłam ją jakiś czas temu, ale dopiero teraz zaczęłam używać. I? I jestem zachwycona! Pamiętacie, w Ulubieńcach Roku pojawił się złoty peeling z Pervoe Reshenie Organic Therapy, który moim zdaniem wtedy nie miał sobie równych. Teraz jednak zastanawiam się, który jest lepszy. Idealny rozmiar drobinek, które dość mocno ścierają martwy naskórek. Pachnie specyficznie, ale spokojnie da się do niego przyzwyczaić. Skóra po zabiegu jest gładziutka i oczyszczona. Na razie nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego zredukowania zanieczyszczeń lub dogłębnego oczyszczenia, ale właściwie wcale tego od niego nie oczekuję. Ma spełniać zadanie dobrego peelingu i to właśnie robi. Jest tani i ogólnie dostępny. Stosuję go zawsze przed nałożeniem maseczki, bo naprawdę świetnie przygotowuje do niej skórę. Konsystencja jest gęsta, a więc nie spłynie nam z ręki lub z buzi. Na twarzy robi się bardziej kremowy przez co łatwiej wykonywać masaż. Naprawdę produkt wart polecenia!

7. EOS- balsam nawilżający do ust Summer Fruit.

Na początku nie bardzo się polubiliśmy, a to dlatego, że nie bardzo rozumiałam jaką funkcję ma on spełniać. Chciałam doprowadzić nim do ładu moje beznadziejne usta, które były w fatalnym stanie wtedy. Niestety nie nadaje się do tego. Natomiast jako profilaktyczny balsam jak najbardziej! Mam go zawsze w torebce i non stop smaruję nim usta. Faktycznie muszę przyznać, że mniej się wysuszają. Często też nakładam go pod różne pomadki, bo bardzo dobrze trzymają się na nim nawet te matowe. Uwielbiam jego zapach, który kojarzy mi się z latem i… słodki smak! Dobrze, że w zapasie czeka na mnie truskawkowa wersja.

A więc to by było na tyle, jeśli chodzi o moich Ulubieńców. Jestem bardzo ciekawa, jakie kosmetyki sprawdziły się u Was. Pamiętajcie o Instagramie, prawie codziennie pojawia się tam coś nowego!

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.6!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Przed wyjazdem starałam się wykończyć jak najwięcej kosmetyków, żeby się nie zmarnowały, dlatego też mam dla Was dzisiaj kolejną już odsłonę Projektu Denko! Jest to jeden z moich ulubionych wpisów :). Przygotowałam dla Was dzisiaj 9 mini recenzji przeróżnych kosmetyków. 3 buble, 5 super produktów i jeden bardzo dobry. Zapraszam!

image

image

1. Sylveco tonik hibiskusowy.

Ten produkt nie skradł mojego serca. Ma dziwny zapach i dziwną konsystencję. Niby lejący, ale trochę żelowaty. Niestety nie robi zupełnie nic na twarzy. Ani jakoś szczególnie nie odświeża, wręcz mam wrażenie, że skóra się po nim klei. Ani nie odżywia. Zużyłam go do końca, ale naprawdę nie przypadł mi do gustu. Nie polecam i nie kupię go drugi raz.

2. The Bomb Cosmetics Strawberry Fields.

Myjący peeling pod prysznic. Dostałam go na jakąś okazję. Sama bym go sobie w życiu nie kupiła, bo takie opakowanie kosztuje prawie 40 zł! Pachnie pięknie, jak guma balonowa. Niestety w         działaniu wcale nie jest taki dobry. Ma mało drobinek peelingujących, więc tak naprawdę jest to zwykłe masło pod prysznic. Nie nawilża jakoś spektakularnie. Jedyne co jest fajne, to piana, która się robi. Moim zdaniem jest to beznadziejny peeling, a nawet uznając go za masło pod prysznic nie jest jakiś super. Nie jest wart swojej ceny i na pewno nie kupię go ponownie.

3. Biochemia urody, olejek myjący pomarańczowy.

Pisałam Wam o tym produkcie nie raz nie dwa. Uwielbiam go i właśnie skończyłam kolejną buteleczkę. Możecie o nim poczytać TU :P. Teraz pochwalę się, że mam coś lepszego, co w swoim działaniu przebija nawet ten olejek! Czekajcie na recenzję!

4. Olej z pestek śliwek.

Niestety musiałam wyrzucić resztkę tego olejku, bo już termin ważności mu upłynął :(. Bardzo go lubię i używam najczęściej do pielęgnacji końcówek włosów. Przepięknie pachnie marcepanem. A z kolei o pielęgancji naturalnymi olejami pisałam Wam o TUTAJ.

image

5. Neutrogena pomadka do ust.

Czy Was też wkurza, że wykręcanej pomadki nie da się normalnie zużyć do końca? Na samym końcu jest jeszcze pełno produktu i trzeba go wygrzebywać palcem. Ja niestety nie bawiłam się już dłużej z tą pomadką, bo naprawdę ciężko się ją rozsmarowywało. Nie jestem w stu procentach zadowolona z tego produktu. Troszkę nawilżał, ale rewelacji nie było. Zdecydowanie wolę na przykład masełka Nivea lub Carmex w słoiczku.

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

Bardzo fajny kosmetyk! Maluję nim rzęsy przed nałożeniem tuszu i uwierzcie mi, że wyglądają o wiele lepiej! Są dłuższe i wydaje mi się, że bardziej gęste. Wytuszowane rzęsy prezentują się o niebo lepiej. Jednak nie jest to odżywka, która tak jak na przykład Long4Lashes sprawi, że to będzie długotrwały efekt i rzęsy zaczną rosnąć jak szalone. Nie, nie, nie. Jest to raczej tylko baza pod tusz. Kupiłam ją właśnie z taką myślą o używaniu pod tusz do rzęs i to zadanie wykonuje perfekcyjnie! Jest tania, bo w regularnej cenie kosztuję 11 zł. Ma bardzo wygodną silikonową szczoteczkę. Takie lubię najbardziej. Tusz trzyma się dzięki niej o wiele dłużej! Nie kruszy się i jest przez cały czas tak samo czarny. Gorąco polecam!

7. Spirulina z zróbsobiekrem.pl.

To małe śmierdzące cudeńko pojawiło się już kiedyś w Ulubieńcach. Jest to jedna z lepszych maseczek, jakich kiedykolwiek używałam. Robię z nią najróżniejsze mieszanki. Dodaję na przykład trochę hydrolatu, kilka kropel jakiegoś olejku (ostatnio marula) i kilka kropel kwasu hialuronowego 1% i GOTOWE! Genialnie oczyszcza skórę! Ściąga ją i zmniejsza pory. Dodatkowo rozjaśnia. Cudowna maseczka! Fakt, że śmierdzi okrutnie. Przynajmniej na początku, bo potem się już przyzwyczaiłam i już mi aż tak to nie przeszkadzało. Polecam ją każdemu, bo naprawdę działa cuda!

8. Benefit- They’re real!

Kolejne puste opakowanie mojej ukochanej maskary ląduje w kosztu :(. Uwielbiam ją za wszystko! Za szczoteczkę, kolor, trwałość, wydłużenie, pogrubienie, opakowanie! Tylko czemu jesteś taka droga?!

9. Kredka do brwi Catrice Brow Stylist.

Ostatnio był wpis o moim ulubionym sposobie na podkreślenie brwi, w którym pisałam Wam, że te kredki są mega wydajne. A więc teraz skończyłam właśnie jedną, którą kupiłam ponad rok temu! Nie są drogie, a są rewelacyjne. Kto potrzebuje fajnego i taniego produktu do podkreślenia brwi, niech szybciutko biegnie do Natury, bo kredki są świetne!

No dobrze, to już całe moje denko. Zabrakło mi jednego opakowania, żeby dobić do standardowej ilości dziesięciu kosmetyków. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Ciekawa jestem, co Wy ostatnio zużyłyście?

Buziaki:*

HIGHEELS