Higheels radzi: Jak pozbyć się przebarwień po lecie?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Lato to czas, kiedy bardzo często pojawiają nam się przebarwienia na skórze. Niestety nie zawsze pamiętamy o nałożeniu filtrów i później, gdy tylko zrobi się zimniej staramy się zwalczyć szkody na naszej skórze, które wywołały promienie słoneczne. Na to postawić? Ja często stawiam na witaminę C! Dlaczego? Bo jest ona idealna dla młodej skóry! Po pierwsze jest bardzo silnym antyoksydantem. A po drugie hamuje rozwój wolnych rodników, które z kolei są małymi, wrednymi szkodnikami, które odpowiadają na starzenie się skóry. Nie można zapomnieć, że witamina C wspomaga też produkcję kolagenu, dzięki czemu skóra odzyskuje swój blask, jest bardziej napięta i wygładzona. 

Jakiś czas temu zdecydowałam się na zakup serum antyoksydacyjnego flavo+C15EF w wersji oryginalnej z Biochemii Urody. Zestaw do przygotowania serum kosztuje 26,50 zł, ale warto dokupić również kompleks silikonowo-malinowy, który sprawia, że konsystencja produktu jest mniej tłusta i lepiej się rozprowadza, ale wzmacnia stabilność witaminy C i E. Ja zdecydowałam się jeszcze dodać parę kropel alkoholu, żeby zmniejszyć lepkość serum i wzmocnić działanie składników.

image

Co dostajemy w zestawie:

  • hydrolat z czarnej porzeczki EKO
  • potrójny żel hialuronowy 1,5%
  • kompleks na naczynka
  • witamina C (kwas L-askorbionowy)
  • kwas ferulowy w płynie
  • witamina E
  • glikol butylenowy
  • butelka z pipetką, plastikowa pipetka, plastikowa bagietka i etykietki

Oczywiście serum musimy zrobić sobie same, wykorzystując dostarczone nam składniki. Nie, nie jest to skomplikowane :P. Na stronie dostępna jest instrukcja i wystarczy po kolei, punkt za punktem, podążać za wskazówkami. Po zrobieniu, całe serum znajduję się w dużej plastikowej butelce. Termin ważności wynosi 4 miesiące i butelkę należy trzymać w lodówce. Do podręcznej butelki z pipetką należy wlać trochę produktu i można wtedy przechowywać ją w temperaturze pokojowej przez tydzień. Ja zawsze przelewałam ok. 6/7 pipetek do środka. W ten sposób całą podręczną buteleczkę zużyłam w ciągu tygodnia i mogłam sobie na bieżąco uzupełniać.

kolaz

higheelsblog-biochemia-13

Jakie jest zadanie tego serum? Po pierwsze ma wzmacniać ochronę przeciwsłoneczna. Jakim cudem? Dzięki związkom antyoksydacyjnym, czyli lewoskrętnej witaminie C o stężeniu 15%. Składniki serum są tak dobrane, że witamina C nie ulega tak szybko rozpadowi. Serum ma nadać blasku skórze, rozjaśnić przebarwienia. Co więcej, hamuje proces starzenia się skóry. Skóra staje się bardziej jędrna i napięta. Producent zapewnia też, że powierzchowne zmarszczki ulegną zmniejszeniu, ale nigdy za bardzo nie wierzę :P. No i najważniejsze: wspomaga walkę z przebarwieniami powstałymi na skórze! I te śladami, które pozostają po wypryskach i tymi spowodowanymi słońcem. Działa też antyzapalnie i łagodząco. Aha i jeszcze nie wysusza, a wręcz nawilża! 😛 Produkt idealny prawda? Muszę jednak sprostować parę rzeczy. A i warto dodać, że produkt przeznaczony jest zarówno dla skóry młodej jako prewencja przeciwzmarszczkowa, jak również dla osób z cerą dojrzałą, aby zredukować zmarszczki i wyrównać koloryt skóry. 

Konsystencja serum jest bardzo lekka i przyjemna w aplikacji. Delikatnie się klei, ale nie przeszkadza mi to zbytni, bo serum nakładam zawsze na noc. Nie wiem, jakby spisywało się w ciągu dnia, pod makijażem. No dobra, a teraz najważniejsze, czyli działanie. Serum jest rewelacyjnym, genialnym, przewspaniałym rozświetlaczem skóry! Uwierzcie mi, że już po paru użyciach widać różnicę. Skóra promienieje i odzyskuje swój blask. Zgadzam się w stu procentach, ze wyrównuje koloryt skóry! Przebarwienia po wypryskach znikają bez śladu, a i te wywołane słońcem ulegają rozjaśnieniu. Własnie dlatego uważam, że jest to idealny kosmetyk, aby „ogarnąć” swoją skórę po lecie, to znaczy rozjaśnić ją i zniwelować przebarwienia.

image

Po miesiącu stosowania skóra widocznie się napięła i stała się bardziej jędrna. Nie ma co ukrywać, wyglądała po prostu o niebo lepiej. Zdecydowanie poprawiła się też jej struktura i mam wrażenie, że również niektóre niedoskonałości poznikały. Jeśli chodzi o nawilżenie to uważam, że producent trochę się zagalopował, bo serum samo w sobie nie nawilża skóry. A nawet wydaje mi się, że czasem delikatnie ją przesuszył, ale wystarczyło nałożyć raz maseczkę nawilżającą i wszystko wracało do normy. Jeśli chodzi o zmarszczki, to niestety nie miałam żadnej przez rozpoczęciem kuracji, także nie jestem w stanie powiedzieć, czy likwiduje zmarszczki. 

Podsumowując, muszę przyznać, że jest to jedno z lepszych serum jakie kiedykolwiek używałam. Uwielbiam efekt promiennej i zdrowej skóry, a dzięki temu produktowi właśnie tak wyglądała. No i bardzo się cieszę, że moje przebarwienia nareszcie się rozjaśniły! Dodatkowo serum nie zapchało mnie, ani nie podrażniło. Niestety zużyłam już je do cna, ale zamierzam je odkupić i stosować teraz po lecie. Dziewczyny, polecam Wam z całego serca ten produkt! Jest genialny! Pamiętajmy, że nie ma nic lepszego dla młodej skóry niż witamina C!

Znacie może jeszcze jakieś fajne kosmetyki, które zawierają w składzie witaminę C? Jeśli tak, to czekam na porady! Może jakaś maseczka?

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.6!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Przed wyjazdem starałam się wykończyć jak najwięcej kosmetyków, żeby się nie zmarnowały, dlatego też mam dla Was dzisiaj kolejną już odsłonę Projektu Denko! Jest to jeden z moich ulubionych wpisów :). Przygotowałam dla Was dzisiaj 9 mini recenzji przeróżnych kosmetyków. 3 buble, 5 super produktów i jeden bardzo dobry. Zapraszam!

image

image

1. Sylveco tonik hibiskusowy.

Ten produkt nie skradł mojego serca. Ma dziwny zapach i dziwną konsystencję. Niby lejący, ale trochę żelowaty. Niestety nie robi zupełnie nic na twarzy. Ani jakoś szczególnie nie odświeża, wręcz mam wrażenie, że skóra się po nim klei. Ani nie odżywia. Zużyłam go do końca, ale naprawdę nie przypadł mi do gustu. Nie polecam i nie kupię go drugi raz.

2. The Bomb Cosmetics Strawberry Fields.

Myjący peeling pod prysznic. Dostałam go na jakąś okazję. Sama bym go sobie w życiu nie kupiła, bo takie opakowanie kosztuje prawie 40 zł! Pachnie pięknie, jak guma balonowa. Niestety w         działaniu wcale nie jest taki dobry. Ma mało drobinek peelingujących, więc tak naprawdę jest to zwykłe masło pod prysznic. Nie nawilża jakoś spektakularnie. Jedyne co jest fajne, to piana, która się robi. Moim zdaniem jest to beznadziejny peeling, a nawet uznając go za masło pod prysznic nie jest jakiś super. Nie jest wart swojej ceny i na pewno nie kupię go ponownie.

3. Biochemia urody, olejek myjący pomarańczowy.

Pisałam Wam o tym produkcie nie raz nie dwa. Uwielbiam go i właśnie skończyłam kolejną buteleczkę. Możecie o nim poczytać TU :P. Teraz pochwalę się, że mam coś lepszego, co w swoim działaniu przebija nawet ten olejek! Czekajcie na recenzję!

4. Olej z pestek śliwek.

Niestety musiałam wyrzucić resztkę tego olejku, bo już termin ważności mu upłynął :(. Bardzo go lubię i używam najczęściej do pielęgnacji końcówek włosów. Przepięknie pachnie marcepanem. A z kolei o pielęgancji naturalnymi olejami pisałam Wam o TUTAJ.

image

5. Neutrogena pomadka do ust.

Czy Was też wkurza, że wykręcanej pomadki nie da się normalnie zużyć do końca? Na samym końcu jest jeszcze pełno produktu i trzeba go wygrzebywać palcem. Ja niestety nie bawiłam się już dłużej z tą pomadką, bo naprawdę ciężko się ją rozsmarowywało. Nie jestem w stu procentach zadowolona z tego produktu. Troszkę nawilżał, ale rewelacji nie było. Zdecydowanie wolę na przykład masełka Nivea lub Carmex w słoiczku.

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

Bardzo fajny kosmetyk! Maluję nim rzęsy przed nałożeniem tuszu i uwierzcie mi, że wyglądają o wiele lepiej! Są dłuższe i wydaje mi się, że bardziej gęste. Wytuszowane rzęsy prezentują się o niebo lepiej. Jednak nie jest to odżywka, która tak jak na przykład Long4Lashes sprawi, że to będzie długotrwały efekt i rzęsy zaczną rosnąć jak szalone. Nie, nie, nie. Jest to raczej tylko baza pod tusz. Kupiłam ją właśnie z taką myślą o używaniu pod tusz do rzęs i to zadanie wykonuje perfekcyjnie! Jest tania, bo w regularnej cenie kosztuję 11 zł. Ma bardzo wygodną silikonową szczoteczkę. Takie lubię najbardziej. Tusz trzyma się dzięki niej o wiele dłużej! Nie kruszy się i jest przez cały czas tak samo czarny. Gorąco polecam!

7. Spirulina z zróbsobiekrem.pl.

To małe śmierdzące cudeńko pojawiło się już kiedyś w Ulubieńcach. Jest to jedna z lepszych maseczek, jakich kiedykolwiek używałam. Robię z nią najróżniejsze mieszanki. Dodaję na przykład trochę hydrolatu, kilka kropel jakiegoś olejku (ostatnio marula) i kilka kropel kwasu hialuronowego 1% i GOTOWE! Genialnie oczyszcza skórę! Ściąga ją i zmniejsza pory. Dodatkowo rozjaśnia. Cudowna maseczka! Fakt, że śmierdzi okrutnie. Przynajmniej na początku, bo potem się już przyzwyczaiłam i już mi aż tak to nie przeszkadzało. Polecam ją każdemu, bo naprawdę działa cuda!

8. Benefit- They’re real!

Kolejne puste opakowanie mojej ukochanej maskary ląduje w kosztu :(. Uwielbiam ją za wszystko! Za szczoteczkę, kolor, trwałość, wydłużenie, pogrubienie, opakowanie! Tylko czemu jesteś taka droga?!

9. Kredka do brwi Catrice Brow Stylist.

Ostatnio był wpis o moim ulubionym sposobie na podkreślenie brwi, w którym pisałam Wam, że te kredki są mega wydajne. A więc teraz skończyłam właśnie jedną, którą kupiłam ponad rok temu! Nie są drogie, a są rewelacyjne. Kto potrzebuje fajnego i taniego produktu do podkreślenia brwi, niech szybciutko biegnie do Natury, bo kredki są świetne!

No dobrze, to już całe moje denko. Zabrakło mi jednego opakowania, żeby dobić do standardowej ilości dziesięciu kosmetyków. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Ciekawa jestem, co Wy ostatnio zużyłyście?

Buziaki:*

HIGHEELS

Pielęgnacja naturalnymi olejami, czyli to co Higheels lubi najbardziej!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Praktycznie od zawsze zwracam uwagę na skład kosmetyków. Czasem jestem wręcz przerażona tym co producenci pakują do kosmetyków, które, jak piszą, z powodzeniem można używać na przykład na twarz i uniknąć podrażnień. Nie wierzę w takie zapewnienia i staram się za wszelką cenę unikać składów, które zawierają składniki powszechnie uważane za szkodliwe, np. parafina, parabeny, SLS itp. Dobrą alternatywą są naturalne olejki. Zainteresowałam się nimi już jakiś czas temu i na stałe wdrożyłam do mojej pielęgnacji.

image

Jakie korzyści niesie za sobą taki wybór? Po pierwsze moje własne dobre samopoczucie, że nie faszeruję skóry niepotrzebnymi chemikaliami, które na dodatek mogą jej szkodzić. Po drugie wiem, że takie rozwiązanie jest dla mojej skóry lepsze. Zauważyłam, że przy pielęgnacji olejami moja skóra zdecydowanie lepiej wygląda. Na pierwszy rzut oka jest bardziej promienna i zdrowsza. Naprawdę bardzo rzadko zdarza mi się ją przesuszyć, a kiedyś notorycznie zmagałam się ze suchymi skórkami. Ale co najważniejsze zauważyłam znaczne oczyszczenie skóry! Pory są zwężone i o wiele bardziej oczyszczone niż w przypadku żeli do mycia twarzy.

TWARZ

Największym zaskoczeniem i jednocześnie hitem jest zmywanie makijażu olejem. Pisałam Wam już o tym nie raz ;). Najczęściej używam oczywiście olejku słonecznikowego pomieszanego z pomarańczowym z Biochemii Urody. Wylewam odpowiednią ilość na rękę, rozgrzewam i masuję nim twarz, z pominięciem oczu. Następnie moczę mały ręcznik w gorącej wodzie i delikatnie przykładam trzy razy do twarzy, aż do wystygnięcia. Następnie płucze twarz zimną wodą, żeby zamknąć pory. REWELACJA! Nigdy nie użyję już mleczka lub żelu do mycia twarzy do demakijażu. Olejek zastąpił też mój krem na noc. Jest to olejek Evree Magic Rose. Naprawdę się u mnie sprawdza. Świetnie radzi sobie z niedoskonałościami i skutecznie je niweluje. Uspokoił moją skórę i ilość niechcianych gości zredukowała się praktycznie do zera. Ewidentnie służy mi wszystko, co ma w sobie coś z róży :P. Olejki dodaję również do maseczek, np. do glinek lub do alg. Najczęściej jest to olejek z awokado, który niestety już mi się skończył. Bardzo dobrze nawilżał i dostarczał cennym składników odżywczych skórze. Teraz testuję olej marula i muszę powiedzieć, że na pewno bardzo dobrze nawilża. Co jeszcze? Przekonam się wkrótce. Czasami też olejki służą mi jako krem pod oczy, szczególnie awokado.

image

WŁOSY

Jeśli chodzi o włosy, to oczywiście olejowanie. A jeżeli olejowanie, to tylko olej kokosowy. O tym był osobny post, także zapraszam TU. Teraz zamieniłam olej rycynowy na olej jojoba. Olejki przydają mi się również na końcówki włosów, co drugi dzień na wilgotne włosy nakładam dosłownie 2/3 krople oleju. Najczęściej jojoba lub olej z pestek śliwek. Sprawdzają się bardzo dobrze.

CIAŁO

Tutaj króciutko. Jak dobrze wiecie z wpisu o zastosowaniach oleju kokosowego, olej ten świetnie spisuje się w roli balsamu. Moim zdaniem jest to super alternatywa dla drogeryjnych balsamów, które są naszpikowane tymi „złymi” substancjami.

Podsumowując, bardzo zachęcam Was do spróbowania pielęgnacji naturalnymi olejami. Ja spróbowałam i zakochałam się po uszy. Uwielbiam takie rozwiązania i zauważyłam, że służy to szczególnie mojej skóry twarzy, która jest zdrowsza i zdecydowanie lepiej wygląda. Odstawienie lub zmniejszenie chemii w naszej pielęgnacji to klucz do sukcesu. Liczę na to, że skóra odwdzięczy mi się za to mniejszą ilością zmarszczek na starość.

image
(niestety napis z oleju Jojoba schodzi)

Jeśli też kochacie oleje, podzielcie się swoimi doświadczeniami!

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol. 4!

12 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Najwyższy czas na kolejną odsłonę Denkowego Szału! Po raz kolejny prezentuję Wam 10 produktów wraz z krótkimi recenzjami, które zużyłam w ostatnim czasie. Zaczynamy!

denko1

denko3

1. Lovena- delikatny kremowy żel do mycia twarzy z ekstraktem z piwonii i d-panthenolem.

To już moje drugie zużyte opakowanie. Kupuję go w Netto za niecałe 5 zł (!). Myłam tym żelem twarz zaraz po wstaniu, żeby oczyścić skórę z resztek kremu i ewentualnego brudu i kurzu i muszę powiedzieć, że nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia. Bardzo fajny, delikatny produkt. Nie podrażnił mnie, nie uczulił, nie wysuszył skóry. Do delikatnego oczyszczania nadaje się idealnie! Teraz przerzuciłam się na coś innego, ale na pewno jeszcze do niego będę wracać. Naprawdę warto wypróbować za tak niską cenę.

2. Olejek myjący pomarańczowy z Biochemii Urody.

Mój absolutny ulubieniec i kosmetyk bez którego nie wyobrażam sobie demakijażu. Połączenie oleju słonecznikowego, olejku pomarańczowego  i witaminy E jest według mnie genialne. Nie dość, że tani, to jeszcze super skuteczny i naturalny. Żadnej zbędnej chemii! Używam go do metody OCM, o której pisałam tutaj. Zmywam nim pokład, korektor, puder i nigdy mnie nie zawiódł. Delikatny kilkudziesięciu sekundowy masaż i pozbywamy się całego makijażu. Spisuje się rewelacyjnie i jestem już prawie w połowie kolejnego opakowania. Muszę powiedzieć, że jest meeega wydajny! Myślałam, że nigdy się nie skończy. I kocham ten pomarańczowy zapach! Moim zdaniem nie znajdziemy tu żadnych, absolutnie żadnych wad. Jeśli jeszcze go nie miałyście, to koniecznie musicie spróbować.

3. Alantan Dermoline- lekki krem.

Jest to kolejny tani jak barszcz, a zarazem bardzo dobry produkt. Możemy go dostać w aptekach za ok. 6 zł. Jest to produkt przeznaczony dla niemowląt, dzieci i dorosłych. Jest to moje drugie zużyte opakowanie. Ładnie nawilża, koi skórę i przyspiesza jej regenerację. Dodatkowo nie zapycha, nie podrażnia i na pewno nie uczula. Nadaje się do pielęgnacji skóry wrażliwej. Często nakładałam go po maseczkach oczyszczających, żeby skóra się nie przesuszyła, ale też często robił za krem na noc. Bardzo szybko łagodził wszelkiego rodzaju podrażnienia i zaczerwienienia. Nie wchłania się za szybko, więc nie za bardzo nadaje się pod makijaż, ale na noc jest idealny. Nie wiem czy za taką cenę dostaniemy lepszy krem nawilżający. Polecam każdemu!

denko2

4. The Body Shop- serum nawilżające z witaminą E.

Ten produkt zupełnie  mnie nie zachwycił. Jest bardzo przeciętny i na pewno nie kupię go ponownie. W cenie regularnej kosztuje jakieś 90 zł (JAK TO MOŻLIWE?!)! Ja kupiłam go na allegro za mniej więcej połowę tej kwoty. Bardzo podoba mi się opakowanie. Czyste, proste, higieniczne i z pompką, która jest genialnym rozwiązaniem. Stosowałam rano przez nałożeniem kremu. Serum błyskawicznie się wchłaniało, ale samo w sobie nie bardzo nawilżało, a więc postanowiłam mieszać je z kwasem hialuronowym 1% i wtedy faktycznie nawilżenie było większe. Oprócz tego nie zauważyłam żadnych oznak jego pozytywnego działania. Za taką cenę oczekiwałam czegoś zupełnie innego i niestety się zawiodłam.

5. Organic Shop- maseczka do twarzy algi i błoto z Morza Martwego.

Jak widać zużyłam do cna. Fajna maseczka o jeszcze fajniejszym, naturalnym składzie. Bardzo praktyczne i wygodne opakowanie. Maseczka pachnie świeżo, trochę jak męski perfum. Tak przynajmniej myślę :P. Po 10/15 minutach na twarzy oczyszcza i odżywia skórę. Na pewno ją regeneruje i przyspiesza gojenie się mniejszych niedoskonałości. Mam wrażenie, że też delikatnie nawilża. Po zabiegu skóra jest gładka, oczyszczona, ale nie ściągnięta. A i jest super wydajna! Na początku myślałam, że szybko się skończy, ale nic bardziej mylnego. Starczyła na bardzo długo. Naprawdę fajny produkt!

6. Vichy- woda termalna.

Co tu dużo mówić o wodzie termalnej. Nawilża, koi i odżywia skórę przekazując jej cenne minerały. Skóra jest odświeżona, ochłodzona (szczególnie przydatne latem) i przy dłuższym stosowaniu wygląda na bardziej zdrową. Z całego serca mogę polecić wodę termalna tej marki! 

denko4

7. Isana- suchy szampon.

Produkt, który wielokrotnie ratował moje włosy, kiedy nie miałam czasu ich umyć. Moim zdaniem działa identycznie jak Batiste, a jest jednak tańszy, dlatego to właśnie jego zawsze wybieram. I zapach nie jest mocny i męczący, tak jak w przypadku niektórych wersji Batiste. Robi dokładnie to co ma robić, czyli odświeża i podnosi włosy. Jeśli odpowiednio go zaaplikujemy, to nie zostawia żadnych białych śladów. Nie mam mu nic do zarzucenia i polecam gorąco!

8. Ziaja Kozie Mleko- krem do rąk i paznokci.

Bardzo lubię jego zapach i to chyba wszystko, co mogę dobrego o nim powiedzieć. Nawilża, ale tylko chwilowo. Po godzinie dłonie są na nowo suche. Tani, ale niestety zupełnie go nie polecam.

9. Sephora- czarny eyeliner w kałamarzu.

Dość fajny produkt z cieniutkim i precyzyjnym pędzelkiem. Czerń jest intensywna, a więc nie trzeba domalowywać paru warstw, żeby uzyskać pożądany efekt. Jest bardzo wydajny i długo utrzymuje się na powiece. Niestety rozmazuje się. Wystarczy łezka w kąciku oka i już plama gotowa. Nie jestem z niego w stu procentach zadowolona i pewnie nigdy już po niego się sięgnę. Zdecydowanie wolę eyeliner w kałamarzu z Maybelline!

10. Bomb Cosmetics- Lipology balsam do ust.

Niesamowicie wydajny balsamik o pysznym zapachu czekolady z pomarańczami i naturalnym składzie. Niestety nie sprawdził się za bardzo na moich baaardzo wymagających i często skrajnie przesuszonych ustach. Zbyt mało nawilżał i w ogóle nie regenerował ust. Myślę, że osoby z normalnymi, nawilżonymi ustami mogłyby go używać ochronnie i wtedy może by się sprawdził. Ja niestety nie jestem zadowolona, tym bardziej, że zapłaciłam za niego 19,90zł…

To już wszyscy zdenkowani! Napiszcie koniecznie, jakie kosmetyki Wy ostatnio wykończyłyście!

Buziaki:*

HIGHEELS

 

 

Czas na pielęgnację wieczorną!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Ostatnio było o pielęgnacji skóry od rana, to dzisiaj koniecznie musimy wziąć pod lupę pielęgnację wieczorną

Oczywiście zaczynam od zmycia makijażu i dogłębnego oczyszczenia twarzy. Najpierw zmywam makijaż oczu płynem micelarnym. Ostatnio u mnie Garnier Skin Naturals Płyn Micelarny 3w1 dla skóry wrażliwej. Bardzo dobry (o ile nie jeden z najlepszych) płyn micelarny. Makijaż szybko schodzi, nie wymaga tarcia. Oprócz maskary They’re real z Benefitu, która jest strasznie upierdliwa! 
      higheels_06     

Następnie ten sam produkt wylewam na płatek kosmetyczny (najlepsze Tibelly z Netto za niecałe 3zł!!!!) i przecieram całą twarz, żeby wstępnie zmyć brud i kurz, które nagromadziły się na twarzy w ciągu dnia. 

Później zabieram się za zmycie podkładu. Ostatnio stosuję metodę OCM, czyli oczyszczanie skóry olejem. U mnie olejek myjący z Biochemii Urody, czyli połączenie oleju słonecznikowego z olejkiem pomarańczowym i witaminą E. Nakładam niewielką ilość na dłonie, rozgrzewam i masuję nim twarz. Po około minucie moczę mały ręcznik przeznaczony właśnie do tego celu (czteropak kupicie w Ikei za ok. 7zł) w gorącej wodzie, delikatnie wykręcam i przykładam do buzi. Gorąca woda otwiera nam pory, dzięki czemu olejek dokładnie je oczyści. Następnie płuczę ręcznik i znów moczę w gorącej wodzie i przykładam. Uważajcie, żeby się nie poparzyć! Po trzykrotnym przyłożeniu ręcznika i zmyciu resztek podkładu, moczę ten sam niebieski ręczniczek w zimnej wodzie. Jak się pory otworzyło, teraz trzeba je zamknąć! I taki zimny okład przykładam do twarzy. Teraz makijaż jest już zmyty, buzia gładziutka i milutka w dotyku, a pory zamknięte:). Uwielbiam metodę OCM! Dzięki niej skóra z czasem oczyszcza się zupełnie, niedoskonałości znikają, a my możemy cieszyć się piękną i promienną cerą!

higheels_07

Teraz zostało tylko przetrzeć twarz tonikiem lub hydrolatem, żeby: 1) upewnić się, że buzia jest na pewno czysta, 2) przywrócić odpowiednie pH skóry, żeby lepiej przyjęła krem. U mnie wciąż Tołpa botanic Białe Kwiaty- orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1.

higheels_10

Teraz nakładam krem. Ostatnio powróciłam do mojego ulubieńca sprzed paru miesięcy- Alantan Dermoline. Świetnie nawilża, nie zapycha i nie podrażnia skóry.

higheels_08

I to już wszystko! Polecam wszystkim wypróbować metodę OCM! Gwarantuję, że efekt Was zachwyci.

Buziaki:*

HIGHEELS