Nowość! Maska Biovax Bambus & Olej Awokado- HIT czy KIT?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj czas na recenzję kolejnej już maski firmy Biovax. Jak wiecie uwielbiam te maski! Są to w ogóle pierwsze produkty tego typu, które zaczęłam używać na swoich włosach. Na początku zakochałam się w wersji mlecznej, później była ta z keratyną, a na końcu z olejami. Z resztą odsyłam Was do jednego z pierwszych moich postów, w którym właśnie o tych maskach się rozpisywałam :). Jak tylko na rynku kosmetycznym pojawiła się wersja Biovax Bambus & Olej awokado wiedziałam, że musi ona zostać przeze mnie przetestowana! 

Jeśli chodzi o skład to nie znajdziemy tutaj żadnych silikonów, co jest wielkim plusem. Nie ma też gliceryny, a więc puszenie włosów mamy z głowy. Jest za to glikol, jako humektant. Co to humektant? Jest to sobie substancja, która ma zdolność do zatrzymywania wody z otoczenia. Posłuży zatem, jako nawilżacz włosów. Są też emolienty, które mają za zadanie wygładzić i chronić nasze włosy.

image

Zadaniem tej maski jest intensywna regeneracja włosów i zarazem ich pogrubienie i zagęszczenie. Maska ma naprawić uszkodzenia włosa na całej jego długości, nawet na końcówkach (w to to chyba raczej nikt nie jest w stanie uwierzyć). Włosy przy regularnym stosowaniu mają stać się sprężyste, odżywione i lśniące. Cebulki mają być dotlenione, odżywione i dzięki temu producent gwarantuje porost nowych, gęstszych i mocniejszych włosów. Brzmi idealnie, praktycznie jak każdy opis produktu do włosów :P. Jak jest naprawdę?

Zacznijmy od aplikacji. Standardowo po myciu nakładam maskę, grzebieniem rozprowadzając ją na całej długości włosów. Konsystencja jest na tyle aksamitna i zbita, że łatwo się ją nakłada i nie spływa z włosów. Nakładam czepek foliowy dołączony do każdego opakowania masek Biovax i zawijam wszystko ręcznikiem. Czasem jeszcze dodatkowo podgrzewam suszarką, żeby otworzyć łuski włosa i ułatwić produktowi wniknięcie w głąb włosa. I tak sobie chodzę w takim turbanie w przedziale czasowym od 30 minut do godziny. Zmywam letnią wodą, aby zamknąć końcówki i gotowe. Maskę stosuję 1 lub 2 w tygodniu.

image
(Maska ma miętowy kolor!)

Czy widać efekty? JAK NAJBARDZIEJ! Bardzo się polubiłam z tym produktem. Moje włosy nawet po szybkim piętnastominutowym SPA właśnie z nią stają się lśniące, gładkie i wyglądają przepięknie! Przy regularnym stosowaniu zauważyłam wysyp baby hair! Są wszędzie i zaczynają mnie już wkurzać :P. Gołym okiem widać, że włosy są bardziej odżywione i ich kondycja się zdecydowanie polepszyła. Są tak bardzo mięciutkie! Widzę też dużą różnicę w poziomie ich nawilżenia. Nie można stosować jej jednak zbyt często, aby nie obciążyć włosów lub ich nie przeemolientować, co może prowadzić do puszenia. Przynajmniej w przypadku moich włosów. Aplikacja raz lub dwa w tygodniu jak najbardziej im odpowiada. Czy włosy są gęstsze? Wydaję mi się, że tak. Oczywiście nie jest to efekt niczym z reklamy Pantene, ale jednak coś tam się zmieniło na lepsze :P. 

Muszę wspomnieć o jednej jedynej rzeczy, która mnie irytuje, a mianowicie dość mocny, intensywny zapach. Jest całkiem przyjemny, ale utrzymuje się na włosach przez cały dzień a nawet dłużej! Także czasami mam już go po prostu dość. Ale jeśli chodzi o zapachy to, jak wiadomo, jest to kwestia subiektywna.

Nie ma co, kolejna maska od Biovax i kolejny HIT! Moje włosy uwielbiają te maski! Warto dodać, że stosunek jakości do ceny tych produktów zabija, bo jedna maska 200 ml kosztuję na promocji jakieś 12 zł, a efekty są widoczne już po paru użyciach. Są to też produkty bardzo wydajne. Ja swoją stosuję regularnie już ponad dwa miesiące i jestem w połowie. Po raz kolejny z czystym sumieniem polecam te maski! 🙂

Przepraszam jeszcze raz za to, że mało się ostatnio udzielałam. Będzie lepiej, obiecuję! W sobotę szykujcie się na wieeeeelką niespodziankę. Będzie to coś, czego jeszcze u mnie na blogu nie było ;).

Buziaki:*

HIGHEELS

OMO- metoda mycia, którą pokochały moje włosy!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Wiosna nadeszła, a więc czas na podcięcie końcówek. Swoje obcięłam jakieś 2 tygodnie temu i obiecałam sobie (tak jak zawsze po obcięciu), że będę o nie jeszcze bardziej dbała, żeby były długie, lśniące i zdrowe. Długie są, zdrowe teraz też, lśniące zależy. Jednak od kiedy zaczęłam stosować metodę mycia włosów OMO zdecydowanie poprawiła się ich kondycja! Ale po kolei…

Co to jest OMO? Rozwijając skrót O- Odżywka, M- mycie, O- odżywka. Jest to metoda mycia, która polega na tym, że najpierw myjemy włosy odżywką do włosów.

Pierwsze O:

Na zwilżone włosy nakładamy odżywkę. Jaką chcecie. Ja na przykład bardzo lubię używać Kallos Latte, bo jest tania i jest jej dużo. Możecie na przykład zużywać do tego odżywki, które Wam się nie sprawdziły. Ważne jest to, że taki zabieg przed samym myciem zabezpiecza włosy i chroni je przed wysuszeniem spowodowanym obecnością SLSów w szamponach. Masujemy włosy skupiając się na długości, zarazem omijając skalp. 

M:

Czas na mycie. Tutaj żadnej filozofii. Po prostu nabieramy szampon i myjemy włosy u ich nasady. Tu z kolei nie musimy skupiać się na długości, bo włosom wystarczy resztka szamponu, która spłynie i odżywka. W końcu najważniejsze, żeby umyć je przy nasadzie, tam gdzie tego najbardziej potrzebują. Ostatnio testuję szampony Alterry i jestem zachwycona. Ten z papają jest genialny! Stosuję go wymiennie z szamponem z Pharmaceris, który ma ograniczyć wypadanie włosów. Niestety na wiosnę trochę ich gubię. Teraz spłukujemy i…

Drugie O:

… znów odżywka lub maska. Ja często, gdy nie mam czasu, stosuję znów Kallosa na dosłownie 5 min. Jednak warto wybrać maskę, która zawiera więcej składników odżywczych, np Biovax. Swoją drogą stosuję ostatnio jego wersję z awokado i muszę przyznać, że jest naprawdę dobra. Im dłużej potrzymacie maskę na głowie, tym lepiej. Wiadomo :). I cała filozofia metody OMO.

image

Jakie są jej zalety? Po pierwsze nawilżenie włosów, które po jakimś czasie przestają się puszyć! Tak strasznie mnie to zawsze wkurza jak mi się puszą włosy. A tu taka niespodzianka! Wystarczy je dostatecznie nawilżać. Włosy stają się bardziej lśniące i gładkie. Na pewno bardziej odżywione i elastyczne. Miękkie i miłe w dotyku? Oczywiście! Lepiej się rozczesują, nie plątają się. Widać ogromna różnicę w wyglądzie włosów po normalnym umyciu, a umyciu metodą OMO. Żałuję, że wcześniej nie odkryłam tej metody, bo działa na moich włosach cuda! Polecam spróbować :).

Buziaki:*

HIGHEELS

Higheels radzi: Jak doprowadzić włosy do ładu po imprezie?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Pamietacie mój wpis o tym, jak doprowadzić twarz do ładu po imprezie? Jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. Znajdziecie tam wszystkie znane mi dobre rady, które sama stosuję. Wpadłam na pomysł, żeby kontynuować tę „serię”, o ile można tak to nazwać i napisać Wam, co robię z włosami po imprezach.

Chodzi mi tu o takie imprezy, na które robię sobie jakąś fryzurę. Czyli raz na rok :P. Nie noo… loki się liczą, a loki robię częściej! Chodzi o to, że czasami wybierając się a różne imprezy, wesela traktujemy włosy lokówką, prostownicą i… toną lakieru. Oczywiście nie ma w tym nic złego, jeśli zdarza się to sporadycznie. Na co dzień nie polecałabym Wam takiej włosowej rutyny, bo możecie nieźle zniszczyć sobie włosy. Trzeba pamiętać, że następnego dnia, po tak mocnej stylizacji włosów zasługują one na regenerację. Co ja robię w takich przypadkach? Podążam tymi paroma, prostymi krokami.

image

1. Nie rozczesuj, jeśli użyłaś tonę lakieru!

Nie wiem jak Wy, ale ja gdy juz zrobię sobie loki, musze użyć dosłownie tony lakieru, żeby utzrymały się one co najmniej przez połowę imprezy. Następnego dnia po przebudzeniu nie ma mowy o bezpiecznym ich rozczesaniu. Przy najmniejszych nawet próbach włosy łamią się lub wypadają. Nie mówiąc o tym, że trzeba się nieźle z nimi naszarpać. Nawet z Tangle Teezerem! Dlatego też najczęściej w ogóle ich nie rozczesuję przed myciem. Uwierzcie mi, nic się nie stanie, a Wasze wlosy gorąco Wam za to podziękują.

2. Umyj.

Ale nie tak normalnie. U mnie w takim sytuacjach sprawdza się znana metoda OMO, czyli Odżywka Mycie Odżywka. Zwilżam włosy i nakładam na nie odżywkę. Najlepiej taką mniej zbitą. Ostatnio sprawdziła się w tej roli maska Biovax lub keratynowa odżywka z Organix. Nie szczędzę jej. Nakładam sporą ilość na długość włosów i masuję i masuję do czasu aż nie poczuję, że są miękkie i się rozplątały. Metoda ta ma jedną podstawową zaletę. Nawilża i chroni nasze włosy przed niekorzystnym wpływem szamponów z SLSami. Chodzi mi tu szczególnie o dodatkowe przesuszenie. Po takiej dawce lakieru przyda nam się to szczególnie bardzo. Później spłukuję odżywkę i myję włosy szamponem. Teraz akurat kończę szampon pszeniczny z Sylveco i ten z masłem shea z Planeta Organica. Używam ich wymiennie. Po spłukaniu szamponu nakładam znowu odżywkę, ale dosłownie na chwilkę, na parę minut. I spłukuję. Suszę je ręcznikiem i nadal ich nie czeszę.

3. Odżywienie i regeneracja, czyli maska.

Teraz nakładam na czyste włosy maskę. Najczęściej sięgam po Biovax lub teraz świeżo otwarty mleczny Kallos. Po nałożeniu w końcu rozczesuję włosy (w końcu!!!). Ostrożnie, żeby ich nie zniszczyć i tak aby kosmetyk równomiernie się rozprowadził. Nakładam czepek i ręcznik i tak chodzę sobie przez pół godzinki w porywach godzinę. Później spłukuję i suszę ręcznikiem. Od razu czuć różnicę. Włosy są nawilżone, odżywione i bardzo mi wdzięczne :P. 

Są to dosłownie 3 podstawowe kroki w pielęgnacji włosów po mocnej stylizacji. Wiem, wiem nie chce się. Tym bardziej po imprezie. Alee serio warto. Włosy są wtedy mięciutkie, nie czuć, że poprzedniego dnia przeżyły swoisty horror. Hej, zasługują na to! Przynajmniej raz na jakiś czas. Polecam te 3 kroki szczególnie osobom z cienkimi i dość słabymi włosami jak moje, które szczególnie nie znoszą takiej ostrej stylizacji.

A Wy jak dbacie o włosy po imprezach?

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015 – pielęgnacja!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

A więc przyszedł czas na Ulubieńców roku 2015, którzy są związani w wszelaką pielęgnacją. O ile trudno mi było wybrać najlepsze kosmetyki kolorowe, to w przypadku pielęgnacji było znacznie gorzej. Decyzja była ciężka, ale udało się. Zapraszam na 10 krótkich recenzji najlepszych kosmetyków pielęgnacyjnych w minionym roku! Jeśli chcecie poczytać więcej o niektórych produktach, odsyłam Was do linków, które są poukrywane w tekście :). 

image

image

1. Garnier- płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej.

Jest to już druga moja butla i na pewno nie ostatnia. Według mnie jest to płyn micelarny idealny. Ja używam go tylko do oczu. Radzi sobie perfekcyjnie z każdym tuszem i każdym eyelinerem. Wystarczy przyłożyć i poczekać kilka sekund,a  potem delikatnie zetrzeć. Nie podrażnia moich oczu, nie szczypie. Wręcz mam wrażenie, że nawilża ich okolice i pielęgnuje. Jest super wydajny. Starcza na dobrych parę miesięcy. Po demakijażu skóra wokół oczu jest ukojona i nie potrzebuje dodatkowego nawilżenia. Za butlę o pojemności płacimy w drogerii ok 20 zł bez promocji, ale pamiętajcie, że w internetowych sklepach zawsze jest odrobinę taniej. Moim zdaniem najlepszy drogeryjny płyn micelarny!

2. The Body Shop- masło do ciała mango.

Już nie raz rozpływałam się na blogu, na Instagramie, czy Facebooku o tym maśle. Jego zapach jest najlepszy na świecie. Mój ideał, czyli mango z delikatną nutą brzoskwini. Przynajmniej tak mi się wydaję :P. Wspaniały zapach to jednak nie wszystko. Genialnie nawilża skórę! Stosuję go najczęściej na noc i rano budzę się z nawilżoną, jędrną, mięciutką i nadal pachnącą skórą. Szczególnie dobrze spisuje się na nogi, które najczęściej się u mnie wysuszają. Kupiłam do wielkie opakowanie na promocji i starczyło mi na baaaardzo długo. Żałuję bardzo, że w Poznaniu nie ma TBS, bo są teraz wyprzedaże, a do Warszawy nie wybieram się w najbliższym czasie. Jak tylko będzie okazją kupię to masło na pewno! Jest to zdecydowanie moje ulubione masło do ciała!

3. Biovax- maski do włosów.

Nie raz nie dwa zachwycałam się maskami Biovax. Miała już chyba z 2/3 opakowania wersji latte, opakowanie keratynowej, z 2/3 opakowania wersji natural oils z olejem kokosowym, makadamia itp. Używałam ich przez bity rok i nie zamierzam przestać.Teraz zdecydowałam się na nowość z olejem awokado. Zobaczymy jak się sprawdzi. Te maski genialnie wpływają na moje włosy.Świetnie je nawilżają, wygładzają. Włosy po zabiegu są lejące, świecące i widać gołym okiem, że dobrze odżywione. Warto dodać, że często można je znaleźć na promocji w Super-pharm. W niektórych drogeriach internetowych można dostać też wielkie opakowanie 400 ml w dobrej cenie. Jeśli jeszcze nie próbowaliście żadnej maski Biovax, to koniecznie musicie nadrobić zaległości. Są genialne!

image

4. Golden Rose Black Diamond Hardner- odżywka do paznokci.

Długo szukałam dobrej odżywki do paznokci. Wiecie, że używałam jakiś czas słynnego produktu z Eveline, ale postanowiłam zrezygnować z formaldehydu, który niestety znajduje się w składzie kosmetyku z Eveline, a może poważnie zaszkodzić. W końcu trafiłam na Golden Rose- firmę, która mnie jeszcze nigdy nie zawiodła. Nie mogło być inaczej i tym razem. Tę odżywkę mam na paznokciach prawie zawsze. Ze stosownymi przerwami oczywiście. Moje paznokcie zmieniły się nie do poznania. Są mocne, nie łamią się, nie wyginają się (co doprowadzało mnie wcześniej do szału). W ogóle wizualnie wyglądają po prostu lepiej. Najlepsza odżywka na świecie!

5. ECOSPA- olej kokosowy.

Kto czyta mojego bloga wie, że olej kokosowy to mój niekwestionowany Ulubieniec od sama nie wiem kiedy. Powstał cały post o moich ulubionych zastosowaniach tego cudeńka. Jednak najbardziej lubię olejować nim włosy. Żaden olej tak na nie nie działa jak właśnie kokosowy. Czasem dodaję też parę kropel oleju jojoba i efekt też jest świetny! Moje włosy go uwielbiają. Po półtoragodzinnym domowym SPA z olejem kokosowym w roli głównej, włosy są miękkie, gładziutkie, przepięknie pachną i są przyjemnie lejące. Dodatkowo świecą się i widać, że są bardziej odżywione. Ubóstwiam tej olej i muszę mieć go zawsze w mojej kosmetyczce.

6. ECOSPA- hydrolat oczarowy.

Niestety nie dotarła do mnie na czas nowa, pełna buteleczka tego hydrolatu, ale możecie zobaczyć ją w ostatnim denku lub w haulu kosmetycznym z ECOSPA. Jest to hydrolat, który skradł moje serce w tym roku. Wyciągnięty z lodówki i naniesiony na buzię daje niesamowite uczucie ukojenia. Moja skóra go uwielbia. Dzięki niemu niedoskonałości goją się szybciej i też rzadziej wychodzą. Niweluje wszelkie podrażnienia i pielęgnuje skórę, mimo że jest to tylko hydrolat! Z pewnością zostanie ze mną na dłużej.

7. Glinki rosyjskie- czarna, anapska, kambryjska.

Moja miłość do glinek rośnie z każdym kolejnym użyciem. To chyba przez to, że są tak uniwersalne. W zależności od potrzeb skóry, możemy przygotować odpowiednią maseczkę przy użyciu tych samych glinek. Kiedy skóra potrzebuje nawilżenia sięgam po mix glinki anapskiej i kambryjskiej i dodaję parę kropek kwasu hialuronowego i olejku jojoba lub marula i GOTOWE! Kiedy z kolei na gwałt potrzebuję oczyszczenia wtedy koniecznie glinka czarna z hydrolatem oczarowym. Nie dość, że są super tanie, to jeszcze mega wydajne! Z tych trzech opakowań korzystam rok. Działanie maseczek z glinek jest rewelacyjne, a jak pomyślę ile cennych minerałów oddają mojej skórze, to już w ogóle się rozpływam :P. Jeśli nie wiecie, jak przygotować maseczkę, lub jakich reguł przestrzegać stosując glinki zapraszam TUTAJ!

image

8. Resibo- olejek do demakijażu. 

Genialny produkt! Nie należy do najtańszych, ale za to jest naturalny i świetny w działaniu! Jest to mieszanka naturalnych olei: abisyńskiego, manuka, z pestek winogron i witaminy E. Zmywa każdy podkład, a skóra po demakijażu jest gładka i co najważniejsza zadbana i NAWILŻONA. Nie ma potrzeby szukania na szybko kremu nawilżającego, bo skóra jest ściągnięta. Nic z tych rzeczy! Ten olejek jest genialny, a z metody oczyszczania twarzy olejami nie zrezygnuję nigdy. Nic się tak u mnie nie sprawdza jak właśnie OCM. Spróbujcie koniecznie!

9. Uriage- woda termalna.

Zakochałam się w minionym roku w wodach termalnych! Uwielbiam spryskiwać nimi twarz po zmyciu maseczki, po demakijażu i w ciągu dnia. Szczególnie ta woda z Uriage przypadła mi do gustu. Pięknie koi moją skórę. Mam wrażenie, że skóra wręcz ją chłonie i zachłannie wciąga wszystkie dobroci zawarte w tej wodzie. Niby zwykła woda, ale u mnie sprawdza się idealnie. Kupuję ją zawsze na promocji w Super-Pharm za 12 zł ( za 150 ml), także naprawdę warto czekać. Woda termalna= świetna sprawa! A ta z Uriage bije inne na głowę!

10. Pervoe Reshenie Organic Therapy Gold Face Scrub- peeling do twarzy. 

Tutaj Was pewnie zaskoczę. Nie wspominałam często o tym produkcie, a jednak znalazł się tutaj w tym jednym z ważniejszych postów. Stosowałam ten peeling przez bardzo długi czas i muszę przyznać, że nigdy nie miałam lepszego. Trzeba uważać, bo jest to niezły zdzieracz i trąc za mocno można sobie zrobić krzywdę, ale przy racjonalnym używaniu jest świetny! Dlaczego? Naturalny skład a w nim olej ze słodkich migdałów. Duża ilość złuszczających drobinek. Nie jest ani zbyt gęsty, ani zbyt lejący. Konsystencja idealna, według mnie. Słodki lekko pomarańczowy zapach, który umila zabieg i cieszy zmysły. Jest meeega wydajny, a jego cena to zaledwie ok. 17 zł za taką pojemność! Kupiłam go kiedyś przypadkiem i zapomniałam o nim. Na szczęście odkopałam go z szafy po jakimś czasie, bo jest to mój peeling idealny. Skóra po złuszczaniu jest miękka, gładka, ale nie wysuszona. Jak dla mnie, najlepszy peeling jaki kiedykolwiek miałam. Martwię się tylko, bo ostatnio nie widziałam go w żadnym sklepie :(. Dajcie mi znać, czy gdzieś go spotkałyście, bo na pewno kupię go ponownie!

Kochani, to już wszystko! To moi wszyscy Ulubieńcy roku. Jeśli nie widzieliście poprzedniego wpisu z najlepszymi kosmetykami kolorowymi w 2015 roku, zapraszam TUTAJ. Bardzo byłoby mi miło, jeśli podzielilibyście się ze mną swoimi kosmetycznymi odkryciami. Czekam na komentarze!

Buziaki:*

HIGHEELS 

7 włosowych trików, które sprawią, że włosy będą piękniejsze!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi małymi sposobami, dzięki którym włosy są zdrowsze i lepiej wyglądają. Są to takie małe kroczki, które po kolei wdrożyłam do mojej pielęgnacji i widzę zdecydowaną poprawę kondycji moich włosów. A niestety włosów mam mało, są cienkie i trzeba o nie bardzo dbać, jeśli chce się mieć je długie (czyt. ja). Ok, zaczynamy :).

Zdjęcie 25.06.2015, 13 20 39
(Czy ktoś używał tego szamponu? Bo ja od dzisiaj zaczynam :P)

 

1. Czepek.

Nawet nie wiecie ile może zdziałać głupi foliowy czepek nakładany na włosy pokryte odżywką, maską lub czymkolwiek, co ma za zadania je odżywić. Zatrzymuje ciepło podczas zabiegu przez co otwiera łuski włosów i produkty wchłaniają się szybciej i lepiej. Niby nic, a jednak działa! Teraz każdą maskę, nawet taką piętnastominutową, nakrywam czepkiem i dodatkowo owijam ręcznikiem. Efekty nadchodzą o wiele szybciej i są, moim zdaniem, bardziej widoczne. 

2.Spanie w warkoczu.

Śpiąc w rozpuszczonych włosach narażamy się na ciągłe ich szarpanie, ocieranie lub nawet wyrywanie. Może się to skończyć połamanymi włosami lub nawet rozdwojonymi końcówkami. Najlepiej spinać włosy w luźny warkoczyk lub kitkę. Pamiętajmy, że „luźny” jest tu kluczowym słowem! Najlepiej też nie kłaść się spać w mokrych włosach, tylko chociażby delikatnie je podsuszyć.

3. Suszenie od góry.

Najlepiej suszyć włosy od nasady do doły, ponieważ łuski włosów po myciu są pootwierane i susząc je w odwrotny sposób, np. kiedy mamy głowę w dole, możemy spowodować, że włosy będą się szybciej niszczyć i rozdwajać. Sama bardzo długi czas suszyłam włosy z głową w dole, aby dodać im objętości i oczywiście robiłam to źle, zmieniając kierunek suszenia. Na wszelki wypadek postanowiłam zrezygnować z tej metody :P. Jeśli chodzi o suszenie, to warto pamiętać, żeby nie wybierać gorącego lub zimnego powietrza, tylko raczej letnie. Włosy, a szczególnie cebulki nie lubią się przegrzewać.

4. Czesanie w odpowiedni sposób.

Pamiętajmy, że mokre włosy są mega podatne na zniszczenia! Najlepiej albo w ogóle ich nie czesać lub zrobić to bardzo ostrożnie dobrą szczotką. Oczywiście bez szarpania i ciągnięcia, bo inaczej rozdwojone końcówki i połamane włosy staną się naszą codziennością! Jeśli chodzi o szczotkę u mnie niezmiennie Tangle Teezer. Uwielbiam ją! Jako jedyna szczotka nie ciągnie mnie i pozostawia włosy widocznie ładniejsze. Pełną jej recenzję znajdziecie TU!

5. Nie wycierać włosów ręcznikiem.

Jak byłam młodsza bardzo często wycierałam włosy ręcznikiem, pocierając je lub (O ZGROZO) nakładając ręcznik na obydwie dłonie, wkładając pomiędzy włosy i pocierając. Tragedia. Włosy napuszone, zniszczone, rozdwojone. Fuuu. Pamiętajmy, że mokre włosy są bardzo narażone na uszkodzenia mechaniczne! Kiedy pocieramy mokry włos o włos, otwarte łuski haczą się o siebie i rozrywają się nawzajem. Teraz nakładam ręcznik tylko po to, żeby odsączyć nadmiar wody. Nie pocieram, nie wyciskam i moje włosy mi za to bardzo dziękują. Niby nic, a jednak działa. 

6. Myć włosy w chłodnej wodzie.

Zdecydowanie warto myć włosy w letniej wodzie, a nie w gorącej. Gorąca woda może przesuszyć skórę głowy i wzmagać prace gruczołów łojowych. Przez co, włosy będą się szybciej przetłuszczać. Wybierajmy więc letnią wodę do mycia, a do spłukiwania? Najlepiej chłodną. Dlaczego? Żeby domknąć łuski włosa, Włosy będą wyglądały o wiele lepiej. Uwierzcie mi na słowo ;).

7. Nakładać szampon najpierw na rękę.

Najlepiej nałożyć szampon najpierw na rękę, połączyć go z wodą i dopiero nałożyć na głowę. Po pierwsze dzięki temu zużywamy mniej kosmetyku, przez co szampon będzie bardziej wydajny. Po drugie włosy nie dostają nadmiernej ilości szamponu, a skóra głowy na tym nie ucierpi.

To są właśnie moje małe sposoby na ładniejsze włosy. Są to małe kroczki, ale gwarantuję Wam, że za jakiś czas zobaczycie efekty. Podzielcie się swoimi metodami na piękne włosy!

Buziaki:*

HIGHEELS