Nowość! Maska Biovax Bambus & Olej Awokado- HIT czy KIT?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj czas na recenzję kolejnej już maski firmy Biovax. Jak wiecie uwielbiam te maski! Są to w ogóle pierwsze produkty tego typu, które zaczęłam używać na swoich włosach. Na początku zakochałam się w wersji mlecznej, później była ta z keratyną, a na końcu z olejami. Z resztą odsyłam Was do jednego z pierwszych moich postów, w którym właśnie o tych maskach się rozpisywałam :). Jak tylko na rynku kosmetycznym pojawiła się wersja Biovax Bambus & Olej awokado wiedziałam, że musi ona zostać przeze mnie przetestowana! 

Jeśli chodzi o skład to nie znajdziemy tutaj żadnych silikonów, co jest wielkim plusem. Nie ma też gliceryny, a więc puszenie włosów mamy z głowy. Jest za to glikol, jako humektant. Co to humektant? Jest to sobie substancja, która ma zdolność do zatrzymywania wody z otoczenia. Posłuży zatem, jako nawilżacz włosów. Są też emolienty, które mają za zadanie wygładzić i chronić nasze włosy.

image

Zadaniem tej maski jest intensywna regeneracja włosów i zarazem ich pogrubienie i zagęszczenie. Maska ma naprawić uszkodzenia włosa na całej jego długości, nawet na końcówkach (w to to chyba raczej nikt nie jest w stanie uwierzyć). Włosy przy regularnym stosowaniu mają stać się sprężyste, odżywione i lśniące. Cebulki mają być dotlenione, odżywione i dzięki temu producent gwarantuje porost nowych, gęstszych i mocniejszych włosów. Brzmi idealnie, praktycznie jak każdy opis produktu do włosów :P. Jak jest naprawdę?

Zacznijmy od aplikacji. Standardowo po myciu nakładam maskę, grzebieniem rozprowadzając ją na całej długości włosów. Konsystencja jest na tyle aksamitna i zbita, że łatwo się ją nakłada i nie spływa z włosów. Nakładam czepek foliowy dołączony do każdego opakowania masek Biovax i zawijam wszystko ręcznikiem. Czasem jeszcze dodatkowo podgrzewam suszarką, żeby otworzyć łuski włosa i ułatwić produktowi wniknięcie w głąb włosa. I tak sobie chodzę w takim turbanie w przedziale czasowym od 30 minut do godziny. Zmywam letnią wodą, aby zamknąć końcówki i gotowe. Maskę stosuję 1 lub 2 w tygodniu.

image
(Maska ma miętowy kolor!)

Czy widać efekty? JAK NAJBARDZIEJ! Bardzo się polubiłam z tym produktem. Moje włosy nawet po szybkim piętnastominutowym SPA właśnie z nią stają się lśniące, gładkie i wyglądają przepięknie! Przy regularnym stosowaniu zauważyłam wysyp baby hair! Są wszędzie i zaczynają mnie już wkurzać :P. Gołym okiem widać, że włosy są bardziej odżywione i ich kondycja się zdecydowanie polepszyła. Są tak bardzo mięciutkie! Widzę też dużą różnicę w poziomie ich nawilżenia. Nie można stosować jej jednak zbyt często, aby nie obciążyć włosów lub ich nie przeemolientować, co może prowadzić do puszenia. Przynajmniej w przypadku moich włosów. Aplikacja raz lub dwa w tygodniu jak najbardziej im odpowiada. Czy włosy są gęstsze? Wydaję mi się, że tak. Oczywiście nie jest to efekt niczym z reklamy Pantene, ale jednak coś tam się zmieniło na lepsze :P. 

Muszę wspomnieć o jednej jedynej rzeczy, która mnie irytuje, a mianowicie dość mocny, intensywny zapach. Jest całkiem przyjemny, ale utrzymuje się na włosach przez cały dzień a nawet dłużej! Także czasami mam już go po prostu dość. Ale jeśli chodzi o zapachy to, jak wiadomo, jest to kwestia subiektywna.

Nie ma co, kolejna maska od Biovax i kolejny HIT! Moje włosy uwielbiają te maski! Warto dodać, że stosunek jakości do ceny tych produktów zabija, bo jedna maska 200 ml kosztuję na promocji jakieś 12 zł, a efekty są widoczne już po paru użyciach. Są to też produkty bardzo wydajne. Ja swoją stosuję regularnie już ponad dwa miesiące i jestem w połowie. Po raz kolejny z czystym sumieniem polecam te maski! 🙂

Przepraszam jeszcze raz za to, że mało się ostatnio udzielałam. Będzie lepiej, obiecuję! W sobotę szykujcie się na wieeeeelką niespodziankę. Będzie to coś, czego jeszcze u mnie na blogu nie było ;).

Buziaki:*

HIGHEELS