Denkowy szał vol.10!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Z okazji wakacji pozwoliłam sobie na mały urlop od pisania postów :P. Ale spokojnie, wracam do Was! Teraz od kiedy Instagram stał się Snapchatem możecie liczyć też tam na krótkie relacje z mojego dnia. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :). Tak więc, przepraszam za przerwę i wracam do Was ze zdwojoną siłą! Siatka ze zużytymi kosmetykami pęka w szwach, a to oznacza tylko jedno- DENKOWY SZAŁ! I o ile dobrze się doliczyłam, to już dziesiąty post z tej serii! Zapraszam!

image

image

1. Alterra- szampony do włosów.

Czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego odkryłam je tak późno?! Najlepsze szampony drogeryjne, jakie miałam! Przetestowałam wersję dodającą objętości dla włosów delikatnych i pozbawionych witalności z papają i stwierdzam, że jest genialna! Żałuję tylko dwóch rzeczy: małej pojemności (200ml) i lekko dziwnej, galaretowatej konsystencji, do której trzeba się po prostu przyzwyczaić, żeby nie marnować produktu. Następnym przetestowanym szamponem był ten z biotyną i kofeiną dla włosów osłabionych i przerzedzających się. Ta wersja z kolei sprawdziła się trochę gorzej, ale i tak zadowalająco. Trzecia jest z kwiatem lotosu i oliwką dla włosów farbowanych, których ja nie mam, ale oczywiście nie robi to żadnej różnicy :P. Bardzo się polubiłyśmy i umieściłabym ją na drugim miejscu w rankingu. Moje włosy po tych szamponach nie plątają się, są stosunkowo miękkie, a wraz z odżywkami i maskami to już w ogóle baja! Kupiłam je na promocji kiedy kosztowały coś ponad 5 zł (!). 5 zł za taki produkt?! Biorę!! Jeśli ich nie próbowałyście, zróbcie to koniecznie! Genialne szampony! 

2. Isana- żele do mycia ciała.

Ostatnio wzięło mnie na testy tych popularnych już żeli z Isany. Są tanie i łatwo dostępne. Kupiłam je na promocji za chyba nieco ponad 2 zł. Wybrałam: mleko i miód, Hello Spring (owocowy generalnie), borówka. Opakowanie cieszą oko, tak samo oczywiście jak widok ceny na półce :P. Jeśli chodzi o jakość, to naprawdę nie jest źle. Ładnie się pienią, są stosunkowo wydajne. Mam tylko jedno „ale”, otóż wolę generalnie żele bardziej świeże. Takie które dodadzą mi energii i po których użyciu czuję się jak świeżo narodzona. Tutaj niestety aż takiego szału nie ma. W przypadku mleka z miodem miałam wrażenie, że jestem jakby niedomyta. Nie wiem w sumie dlaczego :P. Gwoli ścisłości, potrafię się dobrze umyć, więc myślę, że jest to wina produktu :P. Polecam Wam polować na promocje i wypróbować te żele, a nuż Wam się spodobają. Ja teraz robię przerwę i poszukam czegoś orzeźwiającego.

image

3. Avebio- hydrolat oczarowy.

Pierwszy kosmetyk od Avebio i kolejny hydrolat w mojej kolekcji. Dobrze wiecie, że uwielbiam hydrolaty, a oczarowy to już w ogóle numer jeden. Ten powiem Wam, że jest w porządku. Jakiegoś większego szału nie robi, ale jest ok. Bardziej sprawdzał mi się hydrolat oczarowy z ECOSPA. Nie wiem na czym to polega, ale ECOSPA moim zdaniem lepsze. Chociaż przyznam, że obydwa dobrze odświeżają i koją skórę. Ten z ECOSPA ma po prostu, moim zdaniem, lepsze działanie antyseptyczne. Więcej pewnie go nie kupię, ale fajnie było go wypróbować :).

4. Maybelline COLORAMA- lakiery do paznokci w kolorze 06 (różowy) i 214 (miętowy).

Swojego czasu bardzo lubiłam te lakiery. Bardzo dobrze trzymają się na paznokciach i są wystarczająco kryjące. Niestety przegrywają z lakierami od Golden Rose. Po pierwsze są droższe, po drugie mają mniejszy, mniej poręczny pędzelek, a krycie suma summarum jest trochę mniejsze. Chyba zawsze będę polecać lakiery z Golden Rose. Chociaż Dziewczyny…POMOCY! Ostatnio poważnie rozważam zakup zestawy startowego do robienia hybryd. Nie wiem tylko na jaką firmę się zdecydować Semilac czy Neonail? Pomóżcie!

5. Lancome- O d’azur.

Są to perfumy, które zgapiłam chyba ze sto lat temu od mojej mamy. Uwielbiam je na zimę. Są bardzo kobiece, dość ciężkie i mega intensywne. Według mnie ten zapach jest mega seksowny i kobiecy. Domyślam się, że nie każdemu będzie pasował, ale jeśli będziecie miały okazję, koniecznie koniecznie powąchajcie go w jakieś drogerii. Polecam je bardzo, bo zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo, są trwałe i pachną tak samo przez cały dzień.

Teraz chciałabym Wam wspomnieć pokrótce o produktach, o których już kiedyś Wam pisałam, ale dopiero teraz je zdenkowałam.

image

6. ECOSPA- maska algowa peel off.

Moja pierwsza maska algowa, która od razu pojawiła się w Ulubieńcach. Świetna sprawa i świetny produkt. Będę testować też inne maski algowe. O tak! Link do Ulubieńców znajdziecie TUTAJ.

7. Eveline Advance Lumiere- serum do rzęs.

Nie wiem sama, ile opakowań już zużyłam. Polecam i zawsze polecać będę. Wytuszowane rzęsy z nałożonym wcześniej tym produktem wyglądają o niebo lepiej!

8. Bourjois Helathy Mix- podkład. 

Całkiem przyjemnie mi się z niego korzystało. Rozświetlający, lekki podkład, o którym pisałam całą recenzję TUTAJ

9. Resibo- krem pod oczy.

Fajny, fajny, ale jakiegoś większego szału nie zrobił. O nim również napisałam dla Was całego posta. Możecie przeczytać go właśnie TUTAJ

10. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

Najlepszy żel do brwi, jaki kiedykolwiek miałam! Bardzo polecam. Sprawdza się nawet na szybko, kiedy wychodzę do sklepu i na szybko chcę poprawić brwi. Cały wpis TUTAJ!

Dooobra, oto całe denko. Patrzę teraz, że już kolejne puste opakowania wylądowały w siatce :P. To się nigdy nie kończy! 😀 Polecam Wam szczególnie szampony z Alterry. Dzisiaj w Rossmannie widziałam je w promocji. No dobra, kupiłam dwie kolejne butelki :P. Miłego wieczoru!

Buziaki:*

HIGHEELS

Bourjois 123 Perfect Foundation- najlepszy podkład świata!

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

W końcu nadszedł czas na recenzję podkładu, który sprawdził się u mnie najlepiej ze wszystkich, jakie kiedykolwiek miałam. Mowa oczywiście o Bourjois 123 Perfect Foundation. Jest to podkład korygujący skórę, dzięki zawartym w nim 3 pigmentom-  żółtym, fioletowo-różowym i zielonym. Żółty pigment służy redukowaniu cieni. Najbardziej sprawdzi się pod oczami, a nie tylko. Fioletowo- różowy maskuje na przykład piegi i wszelkiego rodzaju plamki i przebarwienia. Z kolei zielony pigment zasłania czerwone wypryski, naczynka i ślady po trądziku. 

image

Moją buteleczkę kupiłam na ezebra.pl i właśnie tam polecam Wam go kupować. Jest tam zdecydowanie tańszy niż na przykład w Rossmannie i kosztuje 28 zł z groszami. Wybrałam najjaśniejszy kolor, który jest dla mnie idealny na zimę i jest to 52 vanilla. Podkład nie ciemnieje po nałożeniu. A kolor vanilla jest genialny! Jasny i lekko żółty.

image

Nie będę owijać w bawełnę. Ten podkład jest genialny. Nie ważne czy nałożony palcami, gąbeczką czy pędzlem, genialnie stapia się skórą, tak że jest praktycznie niewidoczny, ale jednocześnie kryje tak jak lubię. Nie za mocno, bez efektu maski, ale jednak co ma przykryć, to przykryje. Ma fajną, delikatna, pudrową konsystencję. Myślę, że naprawdę ciężko jest zrobić sobie nim krzywdę. Faktycznie wyrównuje koloryt skóry. Efekt jest jednak delikatny. Skóra po jego nałożeniu jest aksamitna, wygładzona i taka jakaś promienna.

image

Dodatkowo fajnie matuje skórę. Czasem w ogóle go nie pudruję. W ciągu dnia go nie poprawiam. Ewentualnie bibułką matującą lub po prostu kawałkiem chusteczki zbieram nadmiar sebum. Jednak efekt matu utrzymuje się na skórze naprawdę długo. W ciągu dnia nie ściera się. Nie pozostają jakieś dziwne plamy. Absolutnie nic z tych rzeczy. Wieczorem jest jego dokładnie taka sama ilość. W ogóle nie wysusza skóry. Nie zapycha jej. Moja skóra naprawdę się z nim polubiła. Nie czuć go na twarzy, co mi bardzo odpowiada, bo nienawidzę mieć uczucia, że mam coś ciężkiego  na twarzy.

Jeśli chodzi o takie trywialne rzeczy jak na przykład opakowanie, to muszę przyznać, że jest bardzo solidne i na całe szczęście jest pompka… Nienawidzę jak podkłady nie mają pompki, jak na przykład recenzowany przeze mnie kiedyś Revlon Color Stay

Jest to super naturalny podkład! Dla kogoś z dużymi problemami skórnymi może się nie sprawdzić ze względu na niezbyt duże krycie, ale dla osób ze skórą normalną, przy której tylko sporadycznie jest coś do zakrycia, polecam go jak najbardziej. 

Podsumowując, uważam że jest to najlepszy podkład, jaki kiedykolwiek miałam! Polecam go każdemu! Oczywiście nie kupujcie go stacjonarnie i to jeszcze bez promocji. Polecam różnego rodzaju drogerie internetowe. Przepiękny naturalny efekt, który utrzymuje się na twarzy cały dzień. Jak dla mnie rewelacja! Miałyście go kiedyś? Co myślicie?

Buziaki:*

HIGHEELS

Najgorszy kosmetyk świata- bubel bubli!

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Stwierdziłam, że po prostu muszę napisać oddzielny post dla Was po tym, jak ten produkt mnie rozczarował. A mowa tu o płynie micelarnym Ziaja Ulga dla wrażliwej skóry. Ten mały, podstępny płyn jest łatwo dostępny i stosunkowo niedrogi. Zapłacimy za niego ok. 7 zł. 

image

Producent obiecuje, że kosmetyk świetnie zmywa każdy makijaż twarzy, jak również oczu. Pozostawia skórę oczyszczoną, nawilżoną i przyjemną w dotyku. Działa jak „kojący kompres”. Co jeszcze? Aha… według opisu dzięki wspaniałej formule, nie podrażnia skóry, nawet tej w okolicach oczu, bo przecież przeznaczony jest do skóry wrażliwej. Oczywiście testowany dermatologicznie, pod kątem okulistycznym, hipoalergiczny i bla bla bla… standardowy bełkot na etykietach drogeryjnych produktów mający skusić potencjalnego klienta do zakupu. Wszystko ładnie pięknie, ale dlaczego nic z zapewnień producenta nie jest prawdą?

Na szczęście nie kupiłam tego produktu sama. Przyjeżdżając w odwiedziny do domu często nie biorę ze sobą wszystkich kosmetyków, tylko korzystam z tych, które kupi moja mama lub siostra. Tak też było i tym razem. Nie wzięłam mojego ulubionego micela z Garnier i sięgnęłam po taki, który leżał akurat na półeczce (jak się później okazało nikt z tego płynu nie korzysta, bo to samo zło :P).

Jakby Wam to najdosadniej opisać? Przy pierwszym użyciu myślałam, że moje oczy zostały wypalone… Zaczęły mnie tak szczypać, że nie wiedziałam co zrobić. Przemywałam wodą do momentu, aż pieczenie ustało. Podniosłam głowę i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam parę czerwonych, jak u królika, oczu. W życiu mi się coś takiego nie zdarzyło. Moje oczy są naprawdę wytrzymałe. Żaden produkt mi ich nigdy nie podrażnił, a już na pewno nie doprowadził do takiego stanu! Chyba nie muszę pisać, że zupełnie nie poradził sobie w makijażem oczu. Tusz tylko delikatnie zmyty, kreska zrobiona eyelinerem w słoiczku z Maybelline nie zeszła. Żeby głęboka czerń ustąpiła, musiałam trzeć i to mocno… Tragedia! 

Następnego dnia postanowiłam zaryzykować i spróbować drugi raz. I co? Dokładnie to samo!! Kulminacja mojej złości nastąpiła w Sylwestra, kiedy zmęczona po imprezie wróciłam do domu i zdesperowana znów zorientowałam się, że nie mam nic innego do zmycia makijażu, jak tylko ten płyn. Zmęczenie i wzywające mnie łóżko wygrało i po raz trzeci (i ostatni) sięgnęłam po ten produkt. To była najgorsza decyzja w moim życiu… Oczy szczypały tak bardzo, że płukałam je chyba z 10 razy wodą. Później były przekrwione jak nigdy i zostały takie, aż do rana. 

Jeśli chodzi o makijaż twarzy, to właśnie w Sylwestra spróbowałam dać mu kolejną szansę i wypróbować go właśnie do tego. Zupełnie nie poradził sobie w podkładem 123 Perfect od Bourjois. Zawiódł na całej linii.

Podsumowując i kończąc wybuch złości spowodowany tym płynem, przestrzegam Was przed nim! Nigdy, żaden produkt nie podrażnił tak moich oczu. Żaden! A podkreślam, że są one naprawdę wytrzymałe. Z podkulonym ogonem wróciłam do różowego Garniera. Chociaż jak widzieliście na Instagramie lub na Facebooku parę dni temu użyłam po raz pierwszy lipowego płynu micelarnego z Sylveco i jestem zachwycona! Może znajdę produkt nawet lepszy od Garniera? Nie wiem, ale na pewno ostrzegam Wam przed niebieską buteleczką z niebezpiecznym płynem z Ziaji :P. Ciekawa jestem, czy jeszcze ktoś ma takie same odczucia jak ja… Napiszcie mi koniecznie!

BuziakI:*

już spokojna HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015- makijaż!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nowy rok to czas podsumowań. Zdecydowałam się, że ten tydzień poświęcę właśnie na kosmetyczne podsumowania. Przygotowałam dla Was 2 posty ( drugi opublikuję w sobotę rano :)) z Ulubieńcami Roku. Podzieliłam Ulubieńców na dwie części- makijaż i pielęgnacja. Tak chyba będzie prościej i przejrzyściej. Zdecydowałam się na aż 10 produktów, a i tak było mi ciężko wybrać. Wybrałam więc produkty, które są naprawdę niezawodne i sprawdziły się u mnie na 200%. Jeżeli, o którymś już pisałam, zamieszczę też dla Was linki, jeśli będziecie chcieli poczytać więcej :).

image

image

1. Golden Rose- matte crayon.

Kredki do ust z Golden Rose to absolutny HIT! Mam je stosunkowo od niedawna, a już uznaję je za Ulubieńców Roku. Kocham je za: trwałość, formułę (która jest bardziej kremowa niż szminek Velvet Matt), kolory (szczególnie nr 8!!), prostotę, to jak łatwo się ich używa, za opakowanie, za to, że równo się ścierają, za wszystko! Teraz stałam się posiadaczką odcienia nr 10, który jest dla mnie idealnym nudziakiem. Jest to prawie mój kolor ust, także idealny na co dzień! Matt Crayon skradły moje serce!

2. MAC- Prolongwear Concealer.

Nie ma sobie równych! Ten korektor jest najlepszy na świecie! Zakryję wszystko! Nawet najgorszego pryszcza, który postanowi wyjść w najgorszym możliwym momencie. Poza tym jest to mój pierwszy produkt z firmy MAC, dlatego czuję do niego duży sentyment :P. Dzięki niemu wory pod oczami, nawet te najciemniejsze, nie są mi straszne. Ubolewam nad tym, że już mi się kończy… Przy najbliższej okazji na pewno kupię go ponownie. 

3. MAC- róż z serii Prolongwear w kolorze I’m a lover.

Przepiękny różowy kolor, który nadaję dziewczęcości, świeżości i sprawia, że twarz staję się od razu bardziej promienna. Ma w sobie rozświetlające drobinki, które przepięknie wyglądają na skórze, ale nie są też zbyt nachalne. Utrzymuje się na policzkach cały dzień. Chyba nie muszę pisać o wydajności produktów MAC. Stosuję go chyba od lipca, a zużycie jest naprawdę ledwo zauważalne. Zdecydowanie jest wart każdych wydanych pieniędzy i na pewno nie jest to ostatni róż jaki kupiłam w MAC.

image

4. Lovely- Pump Up Mascara.

Ten tusz jest HITEM! Idealnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Nie osypuje się, nie kruszy się. Zostaje na rzęsach cały dzień. Nie rozmazuje się, ale też łatwo go zmyć. W dodatku jego cena wynosi ok. 10 zł. Czego chcieć więcej? Jest to jeden z najlepszych tuszy jakie miałam. To opakowanie jest chyba moim trzecim albo czwartym. Nie zamierzam z niego rezygnować i sama na pewno nie kupię sobie droższego tuszu. Ten spełnia wszystkie moje oczekiwania.

5. Eveline- Advance Volumiere, skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

To serum służy mi jako odżywka do rzęs/baza, którą nakładam pod tusz do rzęs. W tej roli spisuje się idealnie. W połączeniu z Pump Up Mascara daje efekt pięknych, długich rzęs. Uwielbiam ją i jest to już drugie moje opakowanie. Nie ma porównania między rzęsami z tą odżywką i bez. Efekt jest naprawdę piorunujący. Nie zamierzam z niej rezygnować w najbliższym czasie :).

6. Eveline- Eyeliner Celebrities.

Najlepszy eyeliner, jaki miałam w życiu z najlepszym pędzelkiem ever. Jest tak cieniutki i precyzyjny, że namalujemy nim każdą kreskę, nawet najcieńszą. Dodatkowo utrzymuje się na powiece cały dzień, nie blaknie, nie kruszy się, ani nie pęka. Czerń jest głęboka i naprawdę mocna. Nie trzeba malować dwa razy, żeby uzyskać pełnię koloru. Wystarczy raz. Słowo! Jego cena w Rossmannie to ok. 10 zł. Chyba nie muszę Was dłużej namawiać, aby go wypróbować? 😛 Jedyną jego wadą jest to, że stosunkowo szybko się kończy. U mnie  po 3 miesiącach już jest na wyczerpaniu, ale wybaczam mu to, bo suma pieniędzy za kolejne opakowanie mnie satysfakcjonuje. Niestety nie ma tego produktu na zdjęciach, bo zostawiłam go niestety we Florencji, a nie chciałam kupować kolejnego. Pojawił się on jednak w Ulubieńcach lata i możecie go zobaczyć TUTAJ

7. Catrice- kredka do brwi.

Wiecie, że moje brwi są beznadziejne, dlatego produkty, których używam muszą być dobre. Teraz co prawda zaczęłam stosować odżywkę do brwi z Realash, więc miejmy nadzieję, że będzie lepiej. Do tego czasu praktycznie codziennie sięgam po kredkę do brwi z Catrice. Mam dwa kolory i stosuję je wymiennie w zależności od pory roku. Uwielbiam to, że mają na końcu grzebyk do przeczesania włosków. Utrzymują się cały dzień i wyglądają bardzo naturalnie. Uwielbiam je!

image
(niestety opakowania pudru i bronzera nie są zbyt trwałe)

8. Bourjois- pomadki Rouge Edition Velvett.

No chyba nie ma trwalszej pomadki na tym świecie. Nie raz nie dwa pokazywałam Wam je. Czasem smaruję usta tylko raz w ciągu wieczoru i przed spaniem nadal wyglądają dobrze. Nie wysuszają moich ust, łatwo się je aplikuje, równo się ścierają, są super wydajne. Wiem, wiem, że się powtarzam i już nie raz Wam o tym mówiłam, ale nie mogę się powstrzymać. Te pomadki są naprawdę genialne. Ja mam dwa kolory Frambourjois i Ole Flamingo. Kupuję je zawsze w drogerii internetowej ezebra.pl. Tam są zdecydowanie tańsze niż na przykład w Rossmannie. Polecam tam zaglądać.

9. Makeup Revolution- bronzer.

Używam go już od bardzo, bardzo dawna. Jest genialny. Utrzymuję się na twarzy cały dzień. jest matowy, a więc żadnych wkurzających. świecących drobinek. Ładnie się rozprowadza. Praktycznie nie da się zrobić nim krzywdy. Polecam go szczególnie osobom, które zaczynają swoją przygodę z makijażem. Ma ciepły odcień. Idealny zarówno na lato jak i na zimę. Kosztuje grosze, bo chyba 11 zł w mintishop.pl, a jest wydajny jak nie wiem co! Kupiłam sobie kiedyś skuszona promocją i dobrymi recenzjami bronzer z Kobo, ale jeszcze go nie tknęłam, bo po prostu tego nie da się zużyć! Używam go prawie codziennie od dobrych 5 miesięcy i dopiero niedawno zauważyłam na środku denko. Polecam go każdemu!

10. Rimmel- Stay matte puder w kolorze transparent.

Jest to moje drugie opakowanie i muszę przyznać, że jest to chyba najlepszy drogeryjny puder. Jest bardzo wydajny. Ładnie wykańcza makijaż i przede wszystkim dobrze matowi skórę. Tworzy bardzo naturalny efekt. Ja w ciągu dnia w ogóle go nie poprawiam. Od kiedy dobrze nawilżam moją buzię, już się tak nie błyszczy i stosuję puder tylko raz przy nakładaniu makijażu. Dobrze wtapia się w skórę, a więc nie widać go na twarzy. Kolor 001 transparent moim zdaniem nadaje się do każdego koloru cery. Często jest też dostępny na promocjach w cenie ok. 20 zł. 

Udało się! W końcu zdecydowałam się na złotą dziesiątkę. Bardzo długo się wahałam, czy czegoś nie zmienić, ale nie. To jest moja ostateczna wersja. Te kosmetyki mnie nigdy nie zawiodły, dlatego też często są to moje kolejne opakowania. Czekajcie teraz na post z Ulubieńcami pielęgnacyjnycmi i koniecznie pochwalcie się, co u Was się sprawdziło w 2015 roku.

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy września i października by Higheels!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Po dokonaniu oględzin mojej kosmetyczki doszłam do wniosku, że najwyższy czas na Ulubieńców! Pokazywałam Wam na Instagramie, że przed wyjazdem zrobiłam całkiem spore zakupy kosmetyczne. Wśród nich odnalazłam naprawdę bardzo dobre produkty. Dziś przedstawię Wam 3 kosmetyki pielęgnacyjne, jeden, a właściwie dwa z kolorówki i jeden zapach, który skradł moje serce. Zaczynamy!

image

image

1. Alterra, emulsja do oczyszczania twarzy z granatem.

Pokazywałam Wam ją ostatnio na Insta. Naprawdę polubiłyśmy się ostatnio. Bardzo delikatnie myje skórę. Nie podrażnia jej i na pewno nie wysusza. Wręcz powiedziałabym, że delikatnie ją nawilża. Ma dość specyficzny zapach, ale mi akurat kojarzy się z jakimiś cukierkami. Tylko kompletnie nie mogę sobie przypomnieć z jakimi :P. Fajnie zmywa pozostałości makijażu, chociaż najczęściej używam go rano po przebudzeniu. Produkt się nie pieni, co akurat dla mnie jest plusem. Wiem wtedy, że skład jest jak najbardziej w porządku. Bez SLSów i tym podobnym. Bardzo podoba mi się opakowanie. Jest bardzo ładne i estetyczne. Dodatkowo jest miękkie, ale naprawdę solidne. Można wylać taką ilość produktu, jaką akurat chcemy. Na pewno kupię ją ponownie, bo świetnie się sprawdza!

2. Resibo, olejek do demakijażu.

Kupiłam go, bo mój ulubiony olejek pomarańczowy z Biochemii Urody się kończył. Niestety jest od niego trochę droższy (49 zł), ale zdecydowanie nadrabia działaniem! Jest idealny do zmywania makijażu metodą OCM! Jest to mieszanka oleju abisyńskiego, manuka, z pestek winogron i witaminy E. Opakowanie zdecydowanie cieszy oko! Cały zestaw (olejek i ściereczka z mikrofibry) przychodzi do nas w tekturowej tubie, co bardzo mnie urzekło. Ja nie używam tej ściereczki, tylko tych małych ręczniczków z Ikei. Muszę powiedzieć, że genialnie zmywa makijaż. Na dodatek skóra jest po nim mięciutka, odżywiona i przede wszystkim nawilżona! Zapewniam, że w ogóle nie jest przetłuszczona. Na dodatek nie potrzebuję nakładać natychmiast kremu nawilżającego. W przypadku olejku z BU musiałam zaraz po demakijażu sięgać po jakiś nawilżacz, bo czułam, że skóra jest ściągnięta. Tu nie ma czegoś takiego. Jest meeeeeeega wydajny. Do zmycia makijażu potrzebuję jednorazowo jednej pompki. Używam go od ponad miesiąca prawie codziennie i z opakowania ubyło może coś ponad pół centymetra. Rewelacja! Coś czuję, że nie jest to ostatni produkt z Resibo, jaki wypróbuję!

3. Sylveco, lekki krem brzozowy na dzień.

Kupiłam go za Waszą namową pod postem na Instagramie, w którym pytałam, jakie kremy na dzień polecacie. Nie zawiodłyście mnie! Naprawdę go lubię. Naturalny skład. Opakowanie z pompką- mega higieniczne, czyli coś co uwielbiam. Ma bardzo lekką konsystencję i szybko się wchłania. Świetnie nadaje się pod makijaż. Delikatnie nawilża buzię w ciągu dnia, a więc spełnia moje oczekiwania. Tak naprawdę od kremu na dzień nie oczekuję nic więcej. Nie zapchał mnie, ani nie podrażnił. Bez wahania mogę powiedzieć, że jest to naprawdę dobry krem w przystępnej cenie. 

image

4. Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem.

Nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Teraz wiem, że jest to zdecydowanie jeden z najlepszych produktów pielęgnacyjnych do ust, jakie kiedykolwiek miałam! Nie dość, że skład super naturalny, to jeszcze rewelacyjnie działa! Drobinki cukru, które ścierają martwy naskórek spisują się genialnie. Nie jest to ani zbyt mocne ścieranie, ani zbyt lekkie. Produkt naprawdę dobrze nawilża usta. Nawet tak wymagające jak moje. Zapach jest według mnie przyjemny, lekko migdałowy. Choć mój narzeczony szczerze go nie znosi :P. Używam jej od ponad miesiąca i ledwo widać zużycie, także na pewno jest też wydajna. Muszę przyznać, że jest to jedno z większych kosmetycznych zaskoczeń, jakie ostatnio odkryłam. Na pewno zagości w mojej kosmetyczne na stałe. Polecam każdemu!

5. Thierry Mugler Alien- próbka.

Minął już jakiś czas, od kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym perfumie, ale jakoś nie bardzo kwapiłam się, żeby go powąchać. Zapomniałam o nim zupełnie. Teraz kiedy mój perfum z Guess już się skończył, przypomniałam sobie o nim. Na szczęście pani w Sephorze była tak miła, że dała mi próbkę i to całkiem dużą, więc starczyła mi na jakiś czas… i? Boooooooże jak to pachnie! Zupełnie nie umiem opisywać zapachów, ale powiem tylko, że jest to najbardziej głęboki, seksowny i pociągający zapach, jaki wąchałam! Muszę koniecznie kupić sobie cały flakonik. Powiedzcie mi, gdzie kupujecie perfumy? Bo w Sephorze w ogóle się nie opłaca!

6. Bourjois Rouge Edition Velvet.

Te trwałe pomadki gościły na moich ustach przez ostatnie dwa miesiące non stop. Uwielbiam je za trwałość i kolory. Najczęściej noszę Ping Pong, ale nie pogardzę również Frambourjois. Kto jeszcze ich nie testował, koniecznie musi to zrobić! Szerzej pisałam o nich TUTAJ.

Kochani, na dzisiaj wystarczy już Ulubieńców. Większość z nich to są naprawdę absolutne hity, które polecam cały sercem. Czekam na Waszych Ulubieńców! Zajrzyjcie koniecznie na Instagram!

Buziaki:*

HIGHEELS