Najgorszy kosmetyk świata- bubel bubli!

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Stwierdziłam, że po prostu muszę napisać oddzielny post dla Was po tym, jak ten produkt mnie rozczarował. A mowa tu o płynie micelarnym Ziaja Ulga dla wrażliwej skóry. Ten mały, podstępny płyn jest łatwo dostępny i stosunkowo niedrogi. Zapłacimy za niego ok. 7 zł. 

image

Producent obiecuje, że kosmetyk świetnie zmywa każdy makijaż twarzy, jak również oczu. Pozostawia skórę oczyszczoną, nawilżoną i przyjemną w dotyku. Działa jak „kojący kompres”. Co jeszcze? Aha… według opisu dzięki wspaniałej formule, nie podrażnia skóry, nawet tej w okolicach oczu, bo przecież przeznaczony jest do skóry wrażliwej. Oczywiście testowany dermatologicznie, pod kątem okulistycznym, hipoalergiczny i bla bla bla… standardowy bełkot na etykietach drogeryjnych produktów mający skusić potencjalnego klienta do zakupu. Wszystko ładnie pięknie, ale dlaczego nic z zapewnień producenta nie jest prawdą?

Na szczęście nie kupiłam tego produktu sama. Przyjeżdżając w odwiedziny do domu często nie biorę ze sobą wszystkich kosmetyków, tylko korzystam z tych, które kupi moja mama lub siostra. Tak też było i tym razem. Nie wzięłam mojego ulubionego micela z Garnier i sięgnęłam po taki, który leżał akurat na półeczce (jak się później okazało nikt z tego płynu nie korzysta, bo to samo zło :P).

Jakby Wam to najdosadniej opisać? Przy pierwszym użyciu myślałam, że moje oczy zostały wypalone… Zaczęły mnie tak szczypać, że nie wiedziałam co zrobić. Przemywałam wodą do momentu, aż pieczenie ustało. Podniosłam głowę i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam parę czerwonych, jak u królika, oczu. W życiu mi się coś takiego nie zdarzyło. Moje oczy są naprawdę wytrzymałe. Żaden produkt mi ich nigdy nie podrażnił, a już na pewno nie doprowadził do takiego stanu! Chyba nie muszę pisać, że zupełnie nie poradził sobie w makijażem oczu. Tusz tylko delikatnie zmyty, kreska zrobiona eyelinerem w słoiczku z Maybelline nie zeszła. Żeby głęboka czerń ustąpiła, musiałam trzeć i to mocno… Tragedia! 

Następnego dnia postanowiłam zaryzykować i spróbować drugi raz. I co? Dokładnie to samo!! Kulminacja mojej złości nastąpiła w Sylwestra, kiedy zmęczona po imprezie wróciłam do domu i zdesperowana znów zorientowałam się, że nie mam nic innego do zmycia makijażu, jak tylko ten płyn. Zmęczenie i wzywające mnie łóżko wygrało i po raz trzeci (i ostatni) sięgnęłam po ten produkt. To była najgorsza decyzja w moim życiu… Oczy szczypały tak bardzo, że płukałam je chyba z 10 razy wodą. Później były przekrwione jak nigdy i zostały takie, aż do rana. 

Jeśli chodzi o makijaż twarzy, to właśnie w Sylwestra spróbowałam dać mu kolejną szansę i wypróbować go właśnie do tego. Zupełnie nie poradził sobie w podkładem 123 Perfect od Bourjois. Zawiódł na całej linii.

Podsumowując i kończąc wybuch złości spowodowany tym płynem, przestrzegam Was przed nim! Nigdy, żaden produkt nie podrażnił tak moich oczu. Żaden! A podkreślam, że są one naprawdę wytrzymałe. Z podkulonym ogonem wróciłam do różowego Garniera. Chociaż jak widzieliście na Instagramie lub na Facebooku parę dni temu użyłam po raz pierwszy lipowego płynu micelarnego z Sylveco i jestem zachwycona! Może znajdę produkt nawet lepszy od Garniera? Nie wiem, ale na pewno ostrzegam Wam przed niebieską buteleczką z niebezpiecznym płynem z Ziaji :P. Ciekawa jestem, czy jeszcze ktoś ma takie same odczucia jak ja… Napiszcie mi koniecznie!

BuziakI:*

już spokojna HIGHEELS