Ulubieńcy ostatnich miesięcy by Higheels!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Już dawno u mnie na blogu nie było ULUBIEŃCÓW. Ostatni taki wpis pojawił się na początku roku (!). Zdecydowanie hańba, Higheels! Tak być dalej nie może. Tak więc dziś zapraszam wszystkim na krótkie recenzję kosmetyków, które ostatnimi czasy przypadły mi szczególnie do gustu. Wybrałam pięciu najlepszych, z czego o jednym rozpiszę się szczególnie. Zaczynamy!

image

1. Golden Rose- korektor kamuflaż w kolorze

Po tym jak życie mojego ukochanego korektora Prolonger Concealer z MAC dobiegło końca postanowiłam poszukać czegoś dorównującego jego jakości, ale jednak trochę tańszego. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami, skusiłam się na produkt z Catrice. Wiedziałam, że musi być dobry, bo po wielu próbach nie udało mi się go zdobyć w żadnej drogerii. Ciągle był wyprzedany! W takim przypadku nie zawiódł mnie Mintishop. Przy okazji większego zamówienia wrzuciłam do koszyka właśnie ten kamuflaż. Powiem Wam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo duża pojemność. Mam wrażenie, że on nigdy się nie skończy. Miałam dwa kolory. Najpierw kupiłam najjaśniejszy Ivory, ale okazał się niestety za jasny, więc powędrował do mojej siostry. Dla mnie idealny okazał mnie Light Beige. Stosuję go głownie, aby przykryć niedoskonałości i cienie pod oczami. Tak, stosuję go pod oczy. Absolutnie nie roluje się, nie nie waży. Wiem, że dużo osób miało z tym problem. Może jest to kwestia pudru albo jego braku. Ja zawsze dodatkowo wklepuje (wklepuje, a nie rozcieram) puder na warstwie korektora. Krycie produktu oceniłabym na porównywalne z korektorem z MAC, czyli bardzo bardzo mocne. No może MAC jest odrobinę mocniejszy. Konsystencja kosmetyku z Catrice jest zbita, ale jednocześnie dość tłusta, więc bardzo łatwo się z nim pracuje. Nie zasycha zbyt szybko, więc na spokojnie można go jeszcze rozprowadzić. Chociaż jeśli doprowadzimy do zaschnięcia, może być ciężko. Trzyma się w niezmienionym stanie przez cały dzień. Nie roluje się, nie ściera. Wiadomo, jeśli będziemy pocierać zakryte miejsce ręką, może zejść, ale przy normalnym noszeniu nic się z nim nie dzieje. Nie wysusza mojej skóry. Nawet pod oczami. Stosuję go również jako bazę pod cienie na powieki. Też bardzo dobrze się sprawdza. Jeśli nakładam go pod oczy lub właśnie na powieki robię to palcami. Jeśli zakrywam niedoskonałości zawsze robię to pędzelkiem, bo wtedy uzyskuje największe krycie. Podsumowując, bardzo, bardzo polecam! Nie dość, że dobry, to jeszcze tani (ok. 13 zł bez promocji). Koniecznie go wypróbujcie!

2. Bielenda- nawilżające serum z kwasem hialuronowym.

O tym serum pisałam Wam już TUTAJ. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona jego działaniem! Idealnie nawilża moją skórę! Przekonuje mnie jego konsystencja lekko żelowa, ale nie lepiąca. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnego śladu na twarzy. Pięknie pachnie! Stosuję go rano razem z kremem z Make Me Bio i moja twarz więcej nawilżenia już nie potrzebuje. Muszę przyznać, że jest to naprawdę dobre drogeryjne serum nawilżające w przystępnej cenie. Aktualnie czekam na promocje, żeby kupić właśnie to i na próbę jego brata z kwasem migdałowym. Zdradzę Wam w tajemnicy, że nawet mój narzeczony, który ma wiecznie problem z suchą skórą twarzy, się do niego przekonał. Jego recenzja: „No nareszcie coś czego nie czuję na twarzy!”. To już o czymś świadczy, prawda?

3. ECOSPA- algowa maseczka typu peel off.

W sumie jest to moja pierwsza maseczka algowa. Nie wiem dlaczego wcześniej się nie zdecydowałam na wypróbowanie tego typu masek, bo ta to istna rewelacja! Wystarczy zmieszać ja z wodą, rozmieszać i nałożyć na twarz. Nie nakładajcie na brwi! A jak już nałożycie to nie zrywajcie, tylko zmyjcie wodą. Inaczej za jednym pociągnięciem możecie pozbyć się brwi! 😛 Nie, na szczęście mi się to nie zdarzyło! Wtedy to już na pewno by mi nigdy nie odrosły brwi. Maska super chłodzi i odświeża skórę. Po 20 minutach na twarzy skóra jest ściągnięta i rozjaśniona. Pomaga przy gojeniu się ran i przyspieszania redukcję niedoskonałości. Niestety nie udało mi się nigdy za jednym razem ściągnąć jej z twarzy. Trzeba robić to mniejszymi fragmentami, bo zasycha na konturach. Jestem w stanie jej to wybaczyć, bo działanie jest zauważalne od razu po użyciu. Zakochałam się w maskach algowych! Koniecznie polećcie mi jakąś. Słyszałam, że te z Organique są w porządku. Szczególnie kusi mnie borówkowa!

4. Golden Rose Liquid Matt Lipstick- kolor 03.

Przez ostatnie miesiące na moich ustach prawie zawsze gości właśnie kolor nr 3 Liquid Matt Lipstick z Golden Rose! Przepiękny, nienarzucający się kolor. Pasuje do wszystkiego i nadaje świeżości twarzy. Uwielbiam te aplikatory! Dzięki ich kształtowi nakładam kosmetyk w kilka sekund. Produkt zasycha w ciągu kilkudziesięciu sekund i tak już zostaje na ustach przez długie godziny. Jednocześnie równiutko się ściera, więc nawet wtedy kiedy nie chce nam się poprawiać ust tragedii naprawdę nie ma. Raz pomalowane usta, wyglądają dobrze przez cały wieczór. Uwielbiam konsystencję, zapach, kolor, opakowanie, WSZYSTKO! Te pomadki naprawdę skradły moje serce. Bardzo polecam! Pisałam o nich oddzielny post TUTAJ.

Tak prezentują się moi Ulubieńcy ostatnich miesięcy! Nie jest ich wiele, ale są to absolutne HITY, z którymi nie pożegnam się przez dłuższy czas. Czekam na Waszych Ulubieńców!

Buziaki:*

HIGHEELS

Essence Make Me Brow- czy to działa?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Jak wiecie dużą wagę przykładam do produktów do brwi. Muszę sobie jakoś rekompensować moje naturalne wybrakowane brwi. Codziennie podkreślając je kredką chcę je utrwalić tak, żeby trzymały się cały dzień. Chyba nikt nie chciałby zostać w ciągu dnia pozbawiony brwi :P. Do tego zadania stosuję zawsze żel do brwi. Testowałam już jeden żel z Catrice, jakiś z Eveline. W końcu trafiłam gdzieś na recenzję tego. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest żel Make Me Brow marki Essence.

12558382_182374385458318_1356562952_n

Zdecydowałam się na ciemniejszy odcień i całe szczęście. Czasem po prostu, jak mam ekstremalnie mało czasu lub po prostu mi się nie chcę, nie używam kredki do brwi z Catrice (która jest najlepsza na świecie), i podkreślam je samym żelem. Dzięki temu, że jest on dobrze napigmentowany bardzo dobrze spisuje się w tej roli. Ma bardzo fajny kolor- dość ciemny, zimny brąz. Na szczęście nie jest rudy lub miedziany! Myślę, że będzie pasował wielu osobom, które mają ciemniejsze, nie blond włosy. 

image

Jeśli chodzi o działanie. Utrzymuje brwi w ryzach przez cały dzień! Kolor też nie schodzi w ciągu dnia. No dobra, jak urządzimy sobie dwugodzinną drzemkę przy czym będziemy przyciskać intensywnie buzię do poduszki, to jednak może się trochę zetrzeć. Ale przy „normalnym” stosowaniu, wierzcie mi, jest ok. Po aplikacji brwi nie są sklejone. Wyglądają bardzo naturalnie i to mi się najbardziej podoba. Ma bardzo fajny precyzyjny aplikator. Jest na tyle mały i wyprofilowany, że bez problemu dotrzemy nim wszędzie nie brudząc przy tym połowy twarzy. Miałam taki problem z żelem z Eveline, który po prostu miał za duży aplikator. Nie byłam w stanie ładnie poprawić nim brwi. Ten z kolei jest idealny. Faktycznie nie jest miękki i jakoś specjalnie przyjemny. Nie polecałabym mocno trzeć nim skóry, ale też bez przesady. Można normalnie z niego korzystać. Poza tym nabiera idealną ilość produktu. Nie ma mowy o zrobieniu sobie jakieś plamy, którą później ciężko rozetrzeć.

image

Szata graficzna cieszy oko. Wiem nie jest to najważniejsze, ale to opakowanie zdecydowanie trafia w moje gusta. Proste, schludne, porządnie wykonane. Czego chcieć więcej?

Nie da się ukryć, że produkt z Essence jest mocno wzorowany na słynnym już żelu marki Benefit Gimme Brow. Nawet opakowanie jest bardzo podobne. Niestety nie miałam oryginału Benefitu, więc nie jestem Wam w stanie powiedzieć, czy różnią się one w działaniu. Jedno wiem na pewno. Różnica w cenie zabija. Żel firmy Benefit kosztuję 120 zł!!!!! Natomiast jego drogeryjny zamiennik niecałe 11 zł. Serio?! Tak! Naprawdę nie rozumiem, jakim cudem żel do brwi może kosztować 120 zł?! Co on w sobie takiego ma? Dla mnie jest to duża przesada i z tej tylko przyczyny nie sądzę, żebym kiedykolwiek sięgnęła po kosmetyk Benefit. 

Problem z żelem z Essence jest taki, że ciężko jest go dostać. Co z kolei świadczy o tym, że jest naprawdę lubiany i po prostu non stop wykupowany. Każda moja wizyta w Naturze czy w Hebe kończyła się fiaskiem. W końcu przy większym zamówieniu na mintishop.pl wrzuciłam go do koszyka. Naprawdę wolę ostatnio robić zakupy tylko w drogeriach internetowych. 

Mówiąc krótko, polecam Wam go serdecznie. Jest to zdecydowanie najlepszy żel do brwi jaki miałam. Na pewno jak tylko się skończy, będę na niego polować lub kupię go przez internet. Świetnie nadaje się dla osób, które zaczynają przygodę z podkreślaniem brwi. Efekt jest delikatny i nieprzerysowany. Nie da się nim zrobić sobie krzywdy. Warto na niego polować, jest naprawdę genialny! Miłej soboty!

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy stycznia i lutego 2016!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Serio już mamy marzec?! Kiedy to tak szybko zleciało? Niedawno byli Ulubieńcy roku… Ale za to Wielkanoc już niedługo, czyli Święto Majonezu, za którym tak się stęskniłam będąc we Florencji :P. Korzystając z okazji, że zaczyna się kolejny miesiąc przygotowałam dla Was ULUBIEŃCÓW! Nie ma ich wiele, ale są to produkty, które są naprawdę godne uwagi. Zapraszam serdecznie!

image

image

1. Thierry Mugler- Alien.

Żadne perfumy nie zawładnęły moim sercem tak jak Alien. Nie ma według mnie piękniejszego zapachu. Niesamowicie ciekawy, niespotykany, zmysłowy i seksowny. Dość ciężki, ale nie za bardzo. Równowaga zachowana. Nie umiem opisywać zapachów, ale kiedy go wącham dokładnie tak się czuję. Jeżeli będziecie w Sephorze albo w jakieś innej drogerii, koniecznie poproście o próbkę. Genialny zapach. Trzeba uważać, bo wystarczy dosłownie jedno psiknięcie i już intensywnie się nim pachnie. Dwa to jest max. Przez to jest też niesamowicie wydajny. Fakt, że na lato w ciągu dnia może być troszkę zbyt ciężki, ale wtedy najczęściej sięgam po mgiełki. Polecam Aliena każdemu! 

2. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

W dzisiejszych Ulubieńcach aż dwa produkty do brwi. Najpierw żel! Jeśli nie robię henny brwi to podkreślam je kredką z Catrice i utrwalam jakimś żelem. Ostatnio wpadł mi w ręce właśnie ten z Essence. Wybrałam ciemniejszy kolor i całe szczęście, bo wystarczą dwa pociągnięcia tym żelem i brwi gotowe. Nie potrzeba kredki! Oczywiście jeśli mam mocniejszy makijaż to wtedy sam żel nie starczy, ale na co dzień kiedy albo się nie maluję albo maluję się bardzo delikatnie, jak najbardziej! Nadaje delikatny kolor i trzyma w ryzach brwi przez cały dzień. Nie ściera się, nie skleja włosków i wygląda bardzo naturalnie. Wiem, że często jest on uważany za tańszy zamiennik żelu z Benefit, ale niestety nigdy go nie miałam, więc nie jestem w stanie Wam powiedzieć. Może któraś z Was wie jak te dwa produkty się do siebie mają? Tak czy tak, stwierdzam, że jest to najlepszy żel jaki kiedykolwiek miałam. Na pewno kupię kolejne opakowanie, jak tylko to się skończy.

3. Kiko- czarny lakier do paznokci.

Nigdy wcześniej nie miałam lakierów do paznokci z Kiko. Raz pomalowałam paznokcie czarnym lakierem mojej koleżanki i wiedziałam, że musi być mój! Zakochałam się w czarnych paznokciach. Zawsze jakoś omijałam szerokim łukiem ten kolor. Sama w sumie nie wiem dlaczego. Pomalowane na ten kolor paznokcie są bardzo estetyczne, wyróżniają się, nie są nudne. Krótko mówiąc bardzo przypadł mi do gustu ten kolor. Trwałość lakieru jest jak najbardziej okej. Łatwo się nim maluje. Pędzelek jest bardzo wygodny. W duecie z Seche Vitem utrzymuje się na płytce około tygodnia. Jak dla mnie same plusy. Kupiłam go za 1,60 euro, także myślę, że i cena jest rozsądna. Z pewnością nie będzie to ostatni lakier tej marki, który zagości w mojej kosmetyczce.

image

4. Realash Brow- odżywka do brwi.

Zdecydowałam się na nią, bo moje brwi są (a raczej był) tragiczne. Ja nie wiem dlaczego. Prawdopodobnie zostałam pozbawiona jakiegoś genu, który odpowiada właśnie za brwi. Stosuję tę odżywkę już 3 miesiąc i zdecydowanie widać różnicę. Jestem w połowie terapii, a włoski już stały się wyraźniejsze, bardziej ciemne i gęste. Co najważniejsze urosły mi włoski na samym początku brwi, gdzie kiedyś ich praktycznie nie było. Po odbytej sześciomiesięcznej kuracji możecie być pewni, że na blogu pojawi się pełna recenzja wraz ze zdjęciami „przed” i „po”. Na razie mogę Wam powiedzieć tylko tyle, że to naprawdę działa!

5. Pure Derm- krem do rąk nagietkowy.

Pisałam Wam kiedyś w Denku o miodowej wersji tego kremu, którą bardzo polubiłam. Przyszedł jednak czas na wersję nagietkową, która również okazała się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze zapach jest przepiękny. Świeży, lekko kwiatowy. Idealnie wpasował się w moje gusta. Stosowałam go we Florencji, gdzie nie ma zimy takiej jak tu, dlatego idealnie sprawdził się u mnie na lekko wysuszone dłonie. Na polską zimę kupiłabym coś mocniejszego. Jest bajecznie tani. Nie zostawia żadnego klejącego filmu na dłoniach, szybko się wchłania i co najważniejsze bardzo dobrze pielęgnuje skórę dłoni. Jestem z niego naprawdę zadowolona. Fakt faktem skład nie powala na kolana, ale najważniejsze, że działa. No i jak można kupić 3 kremy za 10 zł, to czego chcieć więcej?

6. Ziaja, liście manuka – pasta oczyszczająca do twarzy.

Kupiłam ją jakiś czas temu, ale dopiero teraz zaczęłam używać. I? I jestem zachwycona! Pamiętacie, w Ulubieńcach Roku pojawił się złoty peeling z Pervoe Reshenie Organic Therapy, który moim zdaniem wtedy nie miał sobie równych. Teraz jednak zastanawiam się, który jest lepszy. Idealny rozmiar drobinek, które dość mocno ścierają martwy naskórek. Pachnie specyficznie, ale spokojnie da się do niego przyzwyczaić. Skóra po zabiegu jest gładziutka i oczyszczona. Na razie nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego zredukowania zanieczyszczeń lub dogłębnego oczyszczenia, ale właściwie wcale tego od niego nie oczekuję. Ma spełniać zadanie dobrego peelingu i to właśnie robi. Jest tani i ogólnie dostępny. Stosuję go zawsze przed nałożeniem maseczki, bo naprawdę świetnie przygotowuje do niej skórę. Konsystencja jest gęsta, a więc nie spłynie nam z ręki lub z buzi. Na twarzy robi się bardziej kremowy przez co łatwiej wykonywać masaż. Naprawdę produkt wart polecenia!

7. EOS- balsam nawilżający do ust Summer Fruit.

Na początku nie bardzo się polubiliśmy, a to dlatego, że nie bardzo rozumiałam jaką funkcję ma on spełniać. Chciałam doprowadzić nim do ładu moje beznadziejne usta, które były w fatalnym stanie wtedy. Niestety nie nadaje się do tego. Natomiast jako profilaktyczny balsam jak najbardziej! Mam go zawsze w torebce i non stop smaruję nim usta. Faktycznie muszę przyznać, że mniej się wysuszają. Często też nakładam go pod różne pomadki, bo bardzo dobrze trzymają się na nim nawet te matowe. Uwielbiam jego zapach, który kojarzy mi się z latem i… słodki smak! Dobrze, że w zapasie czeka na mnie truskawkowa wersja.

A więc to by było na tyle, jeśli chodzi o moich Ulubieńców. Jestem bardzo ciekawa, jakie kosmetyki sprawdziły się u Was. Pamiętajcie o Instagramie, prawie codziennie pojawia się tam coś nowego!

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015- makijaż!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nowy rok to czas podsumowań. Zdecydowałam się, że ten tydzień poświęcę właśnie na kosmetyczne podsumowania. Przygotowałam dla Was 2 posty ( drugi opublikuję w sobotę rano :)) z Ulubieńcami Roku. Podzieliłam Ulubieńców na dwie części- makijaż i pielęgnacja. Tak chyba będzie prościej i przejrzyściej. Zdecydowałam się na aż 10 produktów, a i tak było mi ciężko wybrać. Wybrałam więc produkty, które są naprawdę niezawodne i sprawdziły się u mnie na 200%. Jeżeli, o którymś już pisałam, zamieszczę też dla Was linki, jeśli będziecie chcieli poczytać więcej :).

image

image

1. Golden Rose- matte crayon.

Kredki do ust z Golden Rose to absolutny HIT! Mam je stosunkowo od niedawna, a już uznaję je za Ulubieńców Roku. Kocham je za: trwałość, formułę (która jest bardziej kremowa niż szminek Velvet Matt), kolory (szczególnie nr 8!!), prostotę, to jak łatwo się ich używa, za opakowanie, za to, że równo się ścierają, za wszystko! Teraz stałam się posiadaczką odcienia nr 10, który jest dla mnie idealnym nudziakiem. Jest to prawie mój kolor ust, także idealny na co dzień! Matt Crayon skradły moje serce!

2. MAC- Prolongwear Concealer.

Nie ma sobie równych! Ten korektor jest najlepszy na świecie! Zakryję wszystko! Nawet najgorszego pryszcza, który postanowi wyjść w najgorszym możliwym momencie. Poza tym jest to mój pierwszy produkt z firmy MAC, dlatego czuję do niego duży sentyment :P. Dzięki niemu wory pod oczami, nawet te najciemniejsze, nie są mi straszne. Ubolewam nad tym, że już mi się kończy… Przy najbliższej okazji na pewno kupię go ponownie. 

3. MAC- róż z serii Prolongwear w kolorze I’m a lover.

Przepiękny różowy kolor, który nadaję dziewczęcości, świeżości i sprawia, że twarz staję się od razu bardziej promienna. Ma w sobie rozświetlające drobinki, które przepięknie wyglądają na skórze, ale nie są też zbyt nachalne. Utrzymuje się na policzkach cały dzień. Chyba nie muszę pisać o wydajności produktów MAC. Stosuję go chyba od lipca, a zużycie jest naprawdę ledwo zauważalne. Zdecydowanie jest wart każdych wydanych pieniędzy i na pewno nie jest to ostatni róż jaki kupiłam w MAC.

image

4. Lovely- Pump Up Mascara.

Ten tusz jest HITEM! Idealnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Nie osypuje się, nie kruszy się. Zostaje na rzęsach cały dzień. Nie rozmazuje się, ale też łatwo go zmyć. W dodatku jego cena wynosi ok. 10 zł. Czego chcieć więcej? Jest to jeden z najlepszych tuszy jakie miałam. To opakowanie jest chyba moim trzecim albo czwartym. Nie zamierzam z niego rezygnować i sama na pewno nie kupię sobie droższego tuszu. Ten spełnia wszystkie moje oczekiwania.

5. Eveline- Advance Volumiere, skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

To serum służy mi jako odżywka do rzęs/baza, którą nakładam pod tusz do rzęs. W tej roli spisuje się idealnie. W połączeniu z Pump Up Mascara daje efekt pięknych, długich rzęs. Uwielbiam ją i jest to już drugie moje opakowanie. Nie ma porównania między rzęsami z tą odżywką i bez. Efekt jest naprawdę piorunujący. Nie zamierzam z niej rezygnować w najbliższym czasie :).

6. Eveline- Eyeliner Celebrities.

Najlepszy eyeliner, jaki miałam w życiu z najlepszym pędzelkiem ever. Jest tak cieniutki i precyzyjny, że namalujemy nim każdą kreskę, nawet najcieńszą. Dodatkowo utrzymuje się na powiece cały dzień, nie blaknie, nie kruszy się, ani nie pęka. Czerń jest głęboka i naprawdę mocna. Nie trzeba malować dwa razy, żeby uzyskać pełnię koloru. Wystarczy raz. Słowo! Jego cena w Rossmannie to ok. 10 zł. Chyba nie muszę Was dłużej namawiać, aby go wypróbować? 😛 Jedyną jego wadą jest to, że stosunkowo szybko się kończy. U mnie  po 3 miesiącach już jest na wyczerpaniu, ale wybaczam mu to, bo suma pieniędzy za kolejne opakowanie mnie satysfakcjonuje. Niestety nie ma tego produktu na zdjęciach, bo zostawiłam go niestety we Florencji, a nie chciałam kupować kolejnego. Pojawił się on jednak w Ulubieńcach lata i możecie go zobaczyć TUTAJ

7. Catrice- kredka do brwi.

Wiecie, że moje brwi są beznadziejne, dlatego produkty, których używam muszą być dobre. Teraz co prawda zaczęłam stosować odżywkę do brwi z Realash, więc miejmy nadzieję, że będzie lepiej. Do tego czasu praktycznie codziennie sięgam po kredkę do brwi z Catrice. Mam dwa kolory i stosuję je wymiennie w zależności od pory roku. Uwielbiam to, że mają na końcu grzebyk do przeczesania włosków. Utrzymują się cały dzień i wyglądają bardzo naturalnie. Uwielbiam je!

image
(niestety opakowania pudru i bronzera nie są zbyt trwałe)

8. Bourjois- pomadki Rouge Edition Velvett.

No chyba nie ma trwalszej pomadki na tym świecie. Nie raz nie dwa pokazywałam Wam je. Czasem smaruję usta tylko raz w ciągu wieczoru i przed spaniem nadal wyglądają dobrze. Nie wysuszają moich ust, łatwo się je aplikuje, równo się ścierają, są super wydajne. Wiem, wiem, że się powtarzam i już nie raz Wam o tym mówiłam, ale nie mogę się powstrzymać. Te pomadki są naprawdę genialne. Ja mam dwa kolory Frambourjois i Ole Flamingo. Kupuję je zawsze w drogerii internetowej ezebra.pl. Tam są zdecydowanie tańsze niż na przykład w Rossmannie. Polecam tam zaglądać.

9. Makeup Revolution- bronzer.

Używam go już od bardzo, bardzo dawna. Jest genialny. Utrzymuję się na twarzy cały dzień. jest matowy, a więc żadnych wkurzających. świecących drobinek. Ładnie się rozprowadza. Praktycznie nie da się zrobić nim krzywdy. Polecam go szczególnie osobom, które zaczynają swoją przygodę z makijażem. Ma ciepły odcień. Idealny zarówno na lato jak i na zimę. Kosztuje grosze, bo chyba 11 zł w mintishop.pl, a jest wydajny jak nie wiem co! Kupiłam sobie kiedyś skuszona promocją i dobrymi recenzjami bronzer z Kobo, ale jeszcze go nie tknęłam, bo po prostu tego nie da się zużyć! Używam go prawie codziennie od dobrych 5 miesięcy i dopiero niedawno zauważyłam na środku denko. Polecam go każdemu!

10. Rimmel- Stay matte puder w kolorze transparent.

Jest to moje drugie opakowanie i muszę przyznać, że jest to chyba najlepszy drogeryjny puder. Jest bardzo wydajny. Ładnie wykańcza makijaż i przede wszystkim dobrze matowi skórę. Tworzy bardzo naturalny efekt. Ja w ciągu dnia w ogóle go nie poprawiam. Od kiedy dobrze nawilżam moją buzię, już się tak nie błyszczy i stosuję puder tylko raz przy nakładaniu makijażu. Dobrze wtapia się w skórę, a więc nie widać go na twarzy. Kolor 001 transparent moim zdaniem nadaje się do każdego koloru cery. Często jest też dostępny na promocjach w cenie ok. 20 zł. 

Udało się! W końcu zdecydowałam się na złotą dziesiątkę. Bardzo długo się wahałam, czy czegoś nie zmienić, ale nie. To jest moja ostateczna wersja. Te kosmetyki mnie nigdy nie zawiodły, dlatego też często są to moje kolejne opakowania. Czekajcie teraz na post z Ulubieńcami pielęgnacyjnycmi i koniecznie pochwalcie się, co u Was się sprawdziło w 2015 roku.

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.6!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Przed wyjazdem starałam się wykończyć jak najwięcej kosmetyków, żeby się nie zmarnowały, dlatego też mam dla Was dzisiaj kolejną już odsłonę Projektu Denko! Jest to jeden z moich ulubionych wpisów :). Przygotowałam dla Was dzisiaj 9 mini recenzji przeróżnych kosmetyków. 3 buble, 5 super produktów i jeden bardzo dobry. Zapraszam!

image

image

1. Sylveco tonik hibiskusowy.

Ten produkt nie skradł mojego serca. Ma dziwny zapach i dziwną konsystencję. Niby lejący, ale trochę żelowaty. Niestety nie robi zupełnie nic na twarzy. Ani jakoś szczególnie nie odświeża, wręcz mam wrażenie, że skóra się po nim klei. Ani nie odżywia. Zużyłam go do końca, ale naprawdę nie przypadł mi do gustu. Nie polecam i nie kupię go drugi raz.

2. The Bomb Cosmetics Strawberry Fields.

Myjący peeling pod prysznic. Dostałam go na jakąś okazję. Sama bym go sobie w życiu nie kupiła, bo takie opakowanie kosztuje prawie 40 zł! Pachnie pięknie, jak guma balonowa. Niestety w         działaniu wcale nie jest taki dobry. Ma mało drobinek peelingujących, więc tak naprawdę jest to zwykłe masło pod prysznic. Nie nawilża jakoś spektakularnie. Jedyne co jest fajne, to piana, która się robi. Moim zdaniem jest to beznadziejny peeling, a nawet uznając go za masło pod prysznic nie jest jakiś super. Nie jest wart swojej ceny i na pewno nie kupię go ponownie.

3. Biochemia urody, olejek myjący pomarańczowy.

Pisałam Wam o tym produkcie nie raz nie dwa. Uwielbiam go i właśnie skończyłam kolejną buteleczkę. Możecie o nim poczytać TU :P. Teraz pochwalę się, że mam coś lepszego, co w swoim działaniu przebija nawet ten olejek! Czekajcie na recenzję!

4. Olej z pestek śliwek.

Niestety musiałam wyrzucić resztkę tego olejku, bo już termin ważności mu upłynął :(. Bardzo go lubię i używam najczęściej do pielęgnacji końcówek włosów. Przepięknie pachnie marcepanem. A z kolei o pielęgancji naturalnymi olejami pisałam Wam o TUTAJ.

image

5. Neutrogena pomadka do ust.

Czy Was też wkurza, że wykręcanej pomadki nie da się normalnie zużyć do końca? Na samym końcu jest jeszcze pełno produktu i trzeba go wygrzebywać palcem. Ja niestety nie bawiłam się już dłużej z tą pomadką, bo naprawdę ciężko się ją rozsmarowywało. Nie jestem w stu procentach zadowolona z tego produktu. Troszkę nawilżał, ale rewelacji nie było. Zdecydowanie wolę na przykład masełka Nivea lub Carmex w słoiczku.

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

Bardzo fajny kosmetyk! Maluję nim rzęsy przed nałożeniem tuszu i uwierzcie mi, że wyglądają o wiele lepiej! Są dłuższe i wydaje mi się, że bardziej gęste. Wytuszowane rzęsy prezentują się o niebo lepiej. Jednak nie jest to odżywka, która tak jak na przykład Long4Lashes sprawi, że to będzie długotrwały efekt i rzęsy zaczną rosnąć jak szalone. Nie, nie, nie. Jest to raczej tylko baza pod tusz. Kupiłam ją właśnie z taką myślą o używaniu pod tusz do rzęs i to zadanie wykonuje perfekcyjnie! Jest tania, bo w regularnej cenie kosztuję 11 zł. Ma bardzo wygodną silikonową szczoteczkę. Takie lubię najbardziej. Tusz trzyma się dzięki niej o wiele dłużej! Nie kruszy się i jest przez cały czas tak samo czarny. Gorąco polecam!

7. Spirulina z zróbsobiekrem.pl.

To małe śmierdzące cudeńko pojawiło się już kiedyś w Ulubieńcach. Jest to jedna z lepszych maseczek, jakich kiedykolwiek używałam. Robię z nią najróżniejsze mieszanki. Dodaję na przykład trochę hydrolatu, kilka kropel jakiegoś olejku (ostatnio marula) i kilka kropel kwasu hialuronowego 1% i GOTOWE! Genialnie oczyszcza skórę! Ściąga ją i zmniejsza pory. Dodatkowo rozjaśnia. Cudowna maseczka! Fakt, że śmierdzi okrutnie. Przynajmniej na początku, bo potem się już przyzwyczaiłam i już mi aż tak to nie przeszkadzało. Polecam ją każdemu, bo naprawdę działa cuda!

8. Benefit- They’re real!

Kolejne puste opakowanie mojej ukochanej maskary ląduje w kosztu :(. Uwielbiam ją za wszystko! Za szczoteczkę, kolor, trwałość, wydłużenie, pogrubienie, opakowanie! Tylko czemu jesteś taka droga?!

9. Kredka do brwi Catrice Brow Stylist.

Ostatnio był wpis o moim ulubionym sposobie na podkreślenie brwi, w którym pisałam Wam, że te kredki są mega wydajne. A więc teraz skończyłam właśnie jedną, którą kupiłam ponad rok temu! Nie są drogie, a są rewelacyjne. Kto potrzebuje fajnego i taniego produktu do podkreślenia brwi, niech szybciutko biegnie do Natury, bo kredki są świetne!

No dobrze, to już całe moje denko. Zabrakło mi jednego opakowania, żeby dobić do standardowej ilości dziesięciu kosmetyków. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Ciekawa jestem, co Wy ostatnio zużyłyście?

Buziaki:*

HIGHEELS