Denkowy szał vol. 11!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dziękuję, że ze mną jesteście i tu zaglądacie! Co u mnie? A no zostałam w końcu panią Magister 😀 Stąd też niestety były opóźnienia w postach, bo praca sama się skończyć nie chciała. Teraz już studia za mną i wracam do Was ze zdwojonymi siłami i obiecuję być już pilną i sumienną blogerką! Dziś rano dorzucając kolejne pudełko do papierowej siaty, która pęka w szwach, stwierdziłam, że to najwyższy czas na DENKO. Też tak macie, że wszystkie kosmetyki kończą się Wam w jednym czasie?! Nie rozumiem, jakim cudem, ale u mnie jest tak zawsze. Tak więc najwyższy czas zaprosić Was na nowe Denko!

img_5117

img_5118

  1. Garnier- płyn micelarny 3w1.
    Sama nie wiem, które to już moje opakowanie. Wiecie dobrze z porównania płynów micelarnych, że jest to najlepszy płyn, jaki kiedykolwiek miałam. Nie podrażnia, zmywa najlepiej na świecie i cenę ma również przyzwoitą. Co tu dużo mówić… no polecam i to bardzo. Spróbujcie koniecznie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście!
  2. Resibo- olejek do demakijażu.
    Wiele razy pojawiał się w Ulubieńcach i dopiero teraz udało mi się do zdenkować. Oznacza to tylko jedno- produkt jest niesamowicie wydajny. Szczerze powiedziawszy nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Sprawdza się idealnie i spełnia wszystkie założenia, który opisuje na stronie producent. Doskonale oczyszcza skórę, odżywia i pozostawia ją miękką i przyjemną w dotyku po demakijażu. Rozpuszcza nawet wodoodporny makijaż. Nawilża i niweluje uczucie ściągnięcia. A na dodatek skład to mieszanka naturalnych olei, o których pisałam Wam szczerzej TUTAJ. Jest serio świetny i podpisuję się pod nim pełnym imieniem i nazwiskiem. Koniecznie wypróbujcie!
  3. Evree Hand Care Max Repair- regenerujący krem do rąk.
    Nie zachwycił mnie. Na początku wydawało mi się, że całkiem dobrze sobie radzi, ale nawilżenie było tylko chwilowe. Glicerynka, moi Drodzi. Stosowałam go na noc, a rano budziłam się ze skórą już lekko ściągniętą. W lato jeszcze jako tako się dogadywaliśmy, bo moje dłonie w lato wiele do szczęścia nie potrzebują. W zimę za to permanentnie są wysuszone i potrzebuję czegoś mocniejszego. To, że ten krem się u mnie nie sprawdził, nie spowodował jednak tego, że odwróciłam się od marki Evree. Wręcz przeciwnie! Postanowiłam wypróbować odżywczy krem do rąk w różowym opakowaniu. Jak na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że widać różnicę i ten krem zdecydowanie lepiej nawilża. Na jego bardziej szczegółową recenzję musicie jeszcze trochę poczekać.
  4. Organic Shop- żelowa maseczka nawilżająca z aloesem i bambusem.
    Muszę przyznać, że bardzo miło mi się z niej korzystało. Lekka, żelowa konsystencja idealnie sprawdzała się wtedy, kiedy bardzo chciałam zrobić coś więcej dla skóry, ale nie miałam na to zbyt dużo czasu. Przemawia do mnie też poręczna, higieniczna tubka. Nie trzeba grzebać w niej paluchami i wyciskamy dokładnie tyle produktu, ile chcemy. O dziwo, była też mega wydajna. Baaaardzo długo z niej korzystałam. Skład mnie satysfakcjonuje: aloes na pierwszym miejscu, gliceryna, bambus, pantenol, trochę alkoholu, puder z korzenia dziwidła, olejek ylangowy, cynk. Jak najbardziej można zaliczyć go do szerokiej kategorii „dobrych składów”. Maska fajnie nawilża skórę. Daję uczucie rozluźnienia i działa jak chłodzący kompres, dzięki czemu zmniejsza opuchliznę i wszelkie obrzęki. Skóra po aplikacji jest fajnie napięta i ukojona. Muszę przyznać, że jak na swoją niezwykle niską cenę, jest to produkt zdecydowanie wart uwagi. Mimo swojej konsystencji, nie spływa z twarzy i po paru minutach staje się lepka. Przepiękny zapach, którego nie umiem Wam ani troszkę opisać. Ale gwarantuję, że jest świeży, lekki i przyjemny! Polecam bardzo!

    img_5119

  5. Woda termalna Uriage.
    Znamy się nie od dziś, a najlepiej dogadujemy się właśnie w lato. Stąd też ta oto pusta butelka w mojej siatce. Uwielbiam po zmyciu makijażu spsikać sobie buzię wodą termalną. Ta z Uriage pięknie koi i nawilża skórę. Fakt, że dostarcza mojej skórze niezbędnych minerałów przekonuje mnie tym bardziej, że jest to produkt, który warto wprowadzić do codziennej pielęgnacji. W lato świetnie chłodzi i przynosi ukojenie skórze. W zimę fajnie się sprawdzi jako nawilżacz przy pracujących cały dzień grzejnikach. Krótko mówiąc bardzo polecam!
  6. Make Me Bio Garden Roses- nawilżający krem do twarzy.
    Jest to już drugie moje opakowanie, a sam krem wylądował już raz w Ulubieńcach. W jego składzie nie znajdziecie siarczanów, parabenów, czy konserwantów, ale dużo naturalnych olejków (makadamia, jojoba, mango, róża). Przez to jego termin ważności co prawda się skraca, ale jeśli kupujemy go z zamiarem używania codziennie, nie będzie żadnego problemu z zużyciem go w terminie. Ja stosowałam go jako krem na noc i, jak domyślacie się już po pierwszym zdaniu, bardzo dobrze się u mnie sprawdza. Róża, w postaci hydrolatu, olejku, działa na mojej skórze cuda. Krem świetnie nawilżał skórę, nawet przy okazji kuracji kwasami. Ładnie ją regenerował i zdecydowanie zmniejszył ilość niedoskonałości, które czasem się pojawiały. Naprawdę jestem z niego zadowolona i mam zamiar sięgać po niego od czasu do czasu. Jedyny jego minus to słoiczek, z którego wygrzebywanie końcówki kremu z długimi pazurami graniczy z cudem. Wybaczam mu jednak za działanie!
  7. Idea Toscana- krem do rąk. 
    Dzięki współpracy z firmą Idea Toscana miałam możliwość przetestowania parę ich produktów. Między innymi wpadł mi w ręce właśnie ten krem. Niestety mimo tego, że większość kosmetyków tej marki się u mnie sprawdza, ten krem jakoś niespecjalnie spełnił swoje zadanie. Nie zauważyłam tak naprawdę jego działania. Nie nawilżał, nie pielęgnował i nie regenerował skóry. Niestety nie polubiliśmy się za bardzo. Zużyłam go co prawda do końca (Tak, tak, mieszkam w Poznaniu i nigdy nie wyrzucam, zanim nie zużyję :P), ale koniec końców nie polecam.
  8. Joanna z apteczki babuni- serum wygładzająco-regenerujące do końcówek włosów.
    Kupiłam kiedyś na próbę, bo kosztowało naprawdę grosze. Jest to typowe silikonowe serum do zabezpieczania końcówek. Szczerze powiedziawszy nie widzę, żeby jakoś specjalnie poprawiło kondycję moich końcówek, a wręcz mam wrażenie, że szybciej się przesuszyły. No cóż, nie kupię ponownie i szukam czegoś lepszego do pielęgnacji końcówek. Może możecie mi coś polecić? img_5120

  9.  Lactacyd- emulsja do higieny intymnej sensitive.
    Temat może dla niektórych tabu, trochę krępujący, ale dla mnie najnormalniejszy na świecie. Jeśli Cię to krępuję, przejdź od razu do kolejnego kosmetyku :). Naprawdę długo nie mogłam znaleźć dobrego żelu do higieny intymnej, który nie podrażniał by tych wrażliwych okolic i zawierałby mydła. Ten spełnia moje oczekiwania! W składzie ma kwas mlekowy, dzięki czemu nie podrażnia i bardzo delikatnie dba o okolice intymne. Bardzo polecam!
  10. Avebio- hydolat aloesowy.
    Kolejny hydrolat w mojej kolekcji, który bardzo dobrze się sprawdził. Nie mam mu nic do zarzucenia. Po demakijażu, przed nałożeniem kremu rano i wieczorem, po maseczce, zawsze dobrze się u mnie sprawdzał. Miałam nawet wrażenie, że delikatnie nawilżał moją skórę. Tani, wydajny, o bardzo subtelnym aloesowym zapachu. Czego chcieć więcej? Proszę sobie koniecznie wpisać ten hydrolat, jako kolejny w kolejce do wypróbowania! Zaraz po różanym i oczarowym. Tak właśnie radzi Higheels!
  11. Stara Mydlarnia Eco Receptura- wybielająca maseczka z witaminą C.
    Ostatni produkt na dziś! Myślałam, że nigdy się nie skończy. Używałam i używałam, a tu nic nie schodziło. No ale w końcu się udało. Bardzo podoba mi się opakowanie z pompką. Znów nie musimy brudzić paluchów w kosmetyku i dostajemy zawsze taką ilość, jaką chcemy. Maseczka ma dość mocny charakterystyczny zapach. Jakby cytrynowy, ale taki bardziej sztuczny. Generalnie jestem z niej całkiem zadowolona. Jeśli chodzi o efekt wybielający, rozjaśniający przebarwienia, to nie bardzo zauważyłam takie działanie. Natomiast jeśli chodzi o ogóle rozświetlenie, to jak najbardziej się zgadzam. Po zabiegu, skóra była super rozświetlona, jakby bardziej wypoczęta i jakby zdrowsza. Tak przynajmniej mi się wydawało! Dodatkowo zdecydowanie można było poczuć nawilżenie i ukojenie. W końcowym rozrachunku dałabym jej 3,5/5. Nie planuję ponownego zakupu, ale może kiedyś skuszę się na inny produkt  z tej serii. 

To już koniec na dziś! Mam nadzieję, że zachęciłam Wam do niektórych produktów, a przed niektórymi przestrzegłam. Przepraszam raz jeszcze na swoją nieobecność i jeszcze raz zapewniam, że nadrobię zaległości! Teraz czas umyć pędzle i uciekać załatwić milion spraw. Miłego dnia, moi Drodzy! 

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.9!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Emocje po konkursie opadły (przynajmniej u mnie :P), także można powrócić juŻ do rzeczywistości i zabrać się za nowy wpis dla Was! Sama nie wiem kiedy, ale moja torba w której magazynuję zużyte produkty, zaczęła pękać w szwach. Co to oznacza? A no nic innego, jak kolejną dawkę Projektu Denko! Mam dla Was naprawdę sporo produktów, w tym ulubieńcy i kosmetyki, które średnio się sprawdziły. Po publikacji pierwszego Makijażowego Denka, postanowiłam zachować na stałe podział na zbiór zużytych kosmetyków pielęgnacyjnych i tych kolorowych. Dziś czas na pielęgnacje! 

image

image

1. Isana- żurawinowy żel pod prysznic.

Niby edycja limitowana, ale jednak widziałam go jeszcze ostatnio w Rossmannie. Bardzo fajny żel pod prysznic. Zapach przyjemny, aczkolwiek nie oceniłabym go jako najlepszy, jaki kiedykolwiek wąchałam. Ma bardzo intensywny czerwony kolor, więc po wysmarowaniu się nim wyglądamy (przytoczę tu słowa jednej Dziewczyny z Instagrama. P.S. Pozdrawiam Cię cieplutko!) jak Dexter po robocie :D. Ładnie myje, jest tani. Niestety nie jest super wydajny. Chociaż nie wykluczam tego, że jest to moja wina, bo nie żałowałam sobie go. Polecam wypróbować! Polujcie szczególnie na promocyjne ceny. Wtedy te żele kosztują jakieś 3 zł!

2. ECOSPA- olej kokosowy ze świeżego miąższu.

Chyba nie muszę po raz kolejny Wam powtarzać, że jest to mój absolutnie ulubiony olej! Jego wszystkie zastosowania wypisałam Wam TUTAJ, ale najbardziej lubię go używać do olejowania włosów! Moje włosy go uwielbiają! Nic ich tak nie wygładza i nie poprawia ich kondycji jak on! Pamiętajcie, że najlepiej wybierać nierafinowany! Taki, który zachował wszystkie swoje właściwości. Ten z ECOSPA jak najbardziej się sprawdził. Oczywiście już zamówiłam kolejne opakowanie. Kto jeszcze nie próbował, ten natychmiast musi nadrobić zaległości!

3. Lierac- olejek z trzech kwiatów do ciała, włosów i twarzy.

Dostałam go bardzo temu w moim pudełku beGLOSSY. Kompletnie się u mnie nie sprawdził. Włosy mi obciążał. Nawet wtedy, gdy stosowałam go na same końcówki na wilgotne włosy. Na twarz nie nakładałam, bo zbyt mocno przeszkadzał mi ostry, kwiatowy zapach. A skóry np. nóg w ogóle nie nawilżał. Niestety niewypał. Straszny niewypał.

4. Stara mydlarnia- nawilżające serum z olejkiem arganowym i witaminą E.

Bardzo, bardzo dobry produkt. Gdy zaczęłam go używać widziałam zmiany już po pierwszych paru użyciach. Zauważalnie rozświetlona i nawilżona skóra buzi. Dodatkowo mięciutka jak pupa niemowlaka. Stosowałam go wtedy, kiedy moja skóra była mocno przesuszona. Zawsze mi pomógł. Pod koniec buteleczki miałam wrażenie, że skóra się do niego przyzwyczaiła i już aż tak nie działa, ale tak czy siak zużyłam z przyjemnością. Bardzo wygodny aplikator w postaci szklanej pipetki + ciemna, szklana butelka, czyli gwarancja zachowania świeżości olejku. Skład serum jest bardzo krótki i nie znajdziecie tam niepotrzebnych, szkodliwych dodatków. Naprawdę warto się w niego zaopatrzyć. Szczególnie sprawdza się u mnie w zimę i jestem pewna, że jak tylko zrobi się zimno, to znów po niego sięgnę. Jest to w ogóle już drugie pudełko, które zużyłam. Fajnie też, że jest to produkt, który można z powodzeniem stosować, jako prewencję przeciwzmarszczkową. Zapobiega powstawaniu wolnych rodników i opóźnia proces starzenia skóry. Polecam całym serduszkiem!

image

5. Glinka biała anapska i czarna z morza Martwego.

W końcu udało mi się zużyć glinki! Nie macie pojęcia (a może i macie) jakie one są wydajne. Uwielbiam je za ich uniwersalność. Mogę dodawać do nich takie składniki, na jakie moja skóra ma aktualnie ochotę. Glinka anapska jest nieco łagodniejsza i ładnie nawilża buzię. Czarna glinka ma natomiast sile działanie antyseptyczne, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożniej. Jednej kartonik zawiera dwie saszetki z glinkami, a kosztuje jakieś 5 zł (!). Nie wiem sama, ile maseczek z tego zrobiłam. Mam wrażenie, że z milion :P. Jeśli nie wiecie, jak przygotować maseczkę z glinek, zapraszam TUTAJ. Glinki pięknie oczyszczają skórę i przekazują jej zawarte w nich minerały i mikroelementy. Miłośniczki maseczek muszą je wypróbować!

6. Neutrogena- skoncentrowany krem do rąk.

Niesamowicie wkurzała mnie jego konsystencja. Był mega gęsty i ciężko się rozsmarowywał, ale muszę mu przyznać, że bardzo dobrze nawilżał i regenerował skórę. Nawet w zimę, kiedy stan moich dłoni był tragiczny, wystarczyła jedna aplikacja na noc i problem z głowy. Kiedy mój narzeczony miał problemy z bardzo suchymi miejscami na dłoniach, takimi, że aż skóra schłodziła, właśnie ten krem mu pomógł. Koniecznie kazał mi to przekazać :P. Teraz kupiłam mu coś nowego i twierdzi, że jest jest jeszcze lepiej, ale o tym wkrótce! Podsumowując, polecam!

7. Isana- krem do ciała z masłem shea i kakao.

Ten krem/balsam/a może nawet trochę masło do ciała bardzo dobrze się u mnie sprawdził. Nieziemski zapach, który czuć nawet następnego dnia po wieczornej aplikacji, zdecydowanie na plus! Bardzo dobry skład. Jak na tak tani kosmetyk drogeryjny (kupiłam chyba za 7 zł w promocji) skład jest wręcz niespotykany. Ładnie nawilżał skórę, szybko się wchłaniał i nie pozostawiał na skórze lepkiego filmu. Jeżeli chcecie poczytać o nim więcej, to zapraszam TUTAJ. Opisałam Wam też jeszcze jedno jego niekonwencjonalne zastosowanie. Na pewno wypróbuję też inne masła z tej serii. Polecacie jakieś?

image

8. Planeta Organica- szampon do włosów z masłem shea.

Tak jak wersja tego szamponu z mango się u mnie nie sprawdziła, to ta z masłem shea pozytywnie mnie zaskoczyła. Włosy mi się po nim nie plątały, były gładkie i nie puszyły się. Nawet bez odżywki były całkiem do zniesienia, co uważam za spory sukces. Jest to bardzo delikatny szampon o całkiem dobrym składzie. Bardzo dobrze oczyszczał skórę głowy nie przesuszając i nie podrażniając jej przy tym. Według mnie jest poprawny, ale nie zaskoczył mnie na tyle, aby kupić go ponownie. 

9. Garnier- płyn micelarny 3 w 1.

Kolejna butelka tego cuda ląduje w denku! Zdecydowanie najlepszy płyn micelarny, jaki kiedykolwiek miałam. Co testuję jakiś inny produkt, to po jakimś czasie wracam do niego z podkulonym ogonem. Pięknie zmywa makijaż, nawet najgrubsze, czarne krechy eyelinerem, nie podrażniając przy tym oka. Nie trzeba mocno trzeć, ani się męczyć. Dodatkowo cena przystępna i dostępny w każdej drogerii. Oczywiście nowa butla zasiliła już szeregi moich kosmetyków. Kiedyś porównywałam go z dwoma innymi popularnymi płynami. Jeśli jesteście ciekawi jak wypadł w klasyfikacji, wbijajcie TU. Polecam go całą sobą! Każda osoba, jak na razie, której go poleciłam jest zadowolona. Także myślę, że to już o czymś świadczy!

10. Cztery Pory Roku- odżywczy krem do rąk i paznokci z wiśnią japońską.

Ogromna tuba, którą kupiłam za grosze w jakieś promocji, starczyła mi chyba na rok sporadycznego używania. Sporadycznego dlaczego? Bo nie nawilżał on jakoś spektakularnie. Sprawdzał się bardziej, jako środek zapobiegający przesuszeniu niż jako krem, który miał im pomóc. Niestety mimo dobrej ceny i pięknego zapachu nie kupię go ponownie, a szkoda. 

Koniec! Tak się prezentuje moje DENKO! Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie albo że przestrzegłam Was przed zakupem niektórych kosmetyków :P. Miłego wieczoru i wolnego czwartku. Ja się szykuję i uciekam zobaczyć się ze znajomymi!

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.6!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Przed wyjazdem starałam się wykończyć jak najwięcej kosmetyków, żeby się nie zmarnowały, dlatego też mam dla Was dzisiaj kolejną już odsłonę Projektu Denko! Jest to jeden z moich ulubionych wpisów :). Przygotowałam dla Was dzisiaj 9 mini recenzji przeróżnych kosmetyków. 3 buble, 5 super produktów i jeden bardzo dobry. Zapraszam!

image

image

1. Sylveco tonik hibiskusowy.

Ten produkt nie skradł mojego serca. Ma dziwny zapach i dziwną konsystencję. Niby lejący, ale trochę żelowaty. Niestety nie robi zupełnie nic na twarzy. Ani jakoś szczególnie nie odświeża, wręcz mam wrażenie, że skóra się po nim klei. Ani nie odżywia. Zużyłam go do końca, ale naprawdę nie przypadł mi do gustu. Nie polecam i nie kupię go drugi raz.

2. The Bomb Cosmetics Strawberry Fields.

Myjący peeling pod prysznic. Dostałam go na jakąś okazję. Sama bym go sobie w życiu nie kupiła, bo takie opakowanie kosztuje prawie 40 zł! Pachnie pięknie, jak guma balonowa. Niestety w         działaniu wcale nie jest taki dobry. Ma mało drobinek peelingujących, więc tak naprawdę jest to zwykłe masło pod prysznic. Nie nawilża jakoś spektakularnie. Jedyne co jest fajne, to piana, która się robi. Moim zdaniem jest to beznadziejny peeling, a nawet uznając go za masło pod prysznic nie jest jakiś super. Nie jest wart swojej ceny i na pewno nie kupię go ponownie.

3. Biochemia urody, olejek myjący pomarańczowy.

Pisałam Wam o tym produkcie nie raz nie dwa. Uwielbiam go i właśnie skończyłam kolejną buteleczkę. Możecie o nim poczytać TU :P. Teraz pochwalę się, że mam coś lepszego, co w swoim działaniu przebija nawet ten olejek! Czekajcie na recenzję!

4. Olej z pestek śliwek.

Niestety musiałam wyrzucić resztkę tego olejku, bo już termin ważności mu upłynął :(. Bardzo go lubię i używam najczęściej do pielęgnacji końcówek włosów. Przepięknie pachnie marcepanem. A z kolei o pielęgancji naturalnymi olejami pisałam Wam o TUTAJ.

image

5. Neutrogena pomadka do ust.

Czy Was też wkurza, że wykręcanej pomadki nie da się normalnie zużyć do końca? Na samym końcu jest jeszcze pełno produktu i trzeba go wygrzebywać palcem. Ja niestety nie bawiłam się już dłużej z tą pomadką, bo naprawdę ciężko się ją rozsmarowywało. Nie jestem w stu procentach zadowolona z tego produktu. Troszkę nawilżał, ale rewelacji nie było. Zdecydowanie wolę na przykład masełka Nivea lub Carmex w słoiczku.

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

Bardzo fajny kosmetyk! Maluję nim rzęsy przed nałożeniem tuszu i uwierzcie mi, że wyglądają o wiele lepiej! Są dłuższe i wydaje mi się, że bardziej gęste. Wytuszowane rzęsy prezentują się o niebo lepiej. Jednak nie jest to odżywka, która tak jak na przykład Long4Lashes sprawi, że to będzie długotrwały efekt i rzęsy zaczną rosnąć jak szalone. Nie, nie, nie. Jest to raczej tylko baza pod tusz. Kupiłam ją właśnie z taką myślą o używaniu pod tusz do rzęs i to zadanie wykonuje perfekcyjnie! Jest tania, bo w regularnej cenie kosztuję 11 zł. Ma bardzo wygodną silikonową szczoteczkę. Takie lubię najbardziej. Tusz trzyma się dzięki niej o wiele dłużej! Nie kruszy się i jest przez cały czas tak samo czarny. Gorąco polecam!

7. Spirulina z zróbsobiekrem.pl.

To małe śmierdzące cudeńko pojawiło się już kiedyś w Ulubieńcach. Jest to jedna z lepszych maseczek, jakich kiedykolwiek używałam. Robię z nią najróżniejsze mieszanki. Dodaję na przykład trochę hydrolatu, kilka kropel jakiegoś olejku (ostatnio marula) i kilka kropel kwasu hialuronowego 1% i GOTOWE! Genialnie oczyszcza skórę! Ściąga ją i zmniejsza pory. Dodatkowo rozjaśnia. Cudowna maseczka! Fakt, że śmierdzi okrutnie. Przynajmniej na początku, bo potem się już przyzwyczaiłam i już mi aż tak to nie przeszkadzało. Polecam ją każdemu, bo naprawdę działa cuda!

8. Benefit- They’re real!

Kolejne puste opakowanie mojej ukochanej maskary ląduje w kosztu :(. Uwielbiam ją za wszystko! Za szczoteczkę, kolor, trwałość, wydłużenie, pogrubienie, opakowanie! Tylko czemu jesteś taka droga?!

9. Kredka do brwi Catrice Brow Stylist.

Ostatnio był wpis o moim ulubionym sposobie na podkreślenie brwi, w którym pisałam Wam, że te kredki są mega wydajne. A więc teraz skończyłam właśnie jedną, którą kupiłam ponad rok temu! Nie są drogie, a są rewelacyjne. Kto potrzebuje fajnego i taniego produktu do podkreślenia brwi, niech szybciutko biegnie do Natury, bo kredki są świetne!

No dobrze, to już całe moje denko. Zabrakło mi jednego opakowania, żeby dobić do standardowej ilości dziesięciu kosmetyków. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Ciekawa jestem, co Wy ostatnio zużyłyście?

Buziaki:*

HIGHEELS