Denkowy szał vol.10!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Z okazji wakacji pozwoliłam sobie na mały urlop od pisania postów :P. Ale spokojnie, wracam do Was! Teraz od kiedy Instagram stał się Snapchatem możecie liczyć też tam na krótkie relacje z mojego dnia. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :). Tak więc, przepraszam za przerwę i wracam do Was ze zdwojoną siłą! Siatka ze zużytymi kosmetykami pęka w szwach, a to oznacza tylko jedno- DENKOWY SZAŁ! I o ile dobrze się doliczyłam, to już dziesiąty post z tej serii! Zapraszam!

image

image

1. Alterra- szampony do włosów.

Czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego odkryłam je tak późno?! Najlepsze szampony drogeryjne, jakie miałam! Przetestowałam wersję dodającą objętości dla włosów delikatnych i pozbawionych witalności z papają i stwierdzam, że jest genialna! Żałuję tylko dwóch rzeczy: małej pojemności (200ml) i lekko dziwnej, galaretowatej konsystencji, do której trzeba się po prostu przyzwyczaić, żeby nie marnować produktu. Następnym przetestowanym szamponem był ten z biotyną i kofeiną dla włosów osłabionych i przerzedzających się. Ta wersja z kolei sprawdziła się trochę gorzej, ale i tak zadowalająco. Trzecia jest z kwiatem lotosu i oliwką dla włosów farbowanych, których ja nie mam, ale oczywiście nie robi to żadnej różnicy :P. Bardzo się polubiłyśmy i umieściłabym ją na drugim miejscu w rankingu. Moje włosy po tych szamponach nie plątają się, są stosunkowo miękkie, a wraz z odżywkami i maskami to już w ogóle baja! Kupiłam je na promocji kiedy kosztowały coś ponad 5 zł (!). 5 zł za taki produkt?! Biorę!! Jeśli ich nie próbowałyście, zróbcie to koniecznie! Genialne szampony! 

2. Isana- żele do mycia ciała.

Ostatnio wzięło mnie na testy tych popularnych już żeli z Isany. Są tanie i łatwo dostępne. Kupiłam je na promocji za chyba nieco ponad 2 zł. Wybrałam: mleko i miód, Hello Spring (owocowy generalnie), borówka. Opakowanie cieszą oko, tak samo oczywiście jak widok ceny na półce :P. Jeśli chodzi o jakość, to naprawdę nie jest źle. Ładnie się pienią, są stosunkowo wydajne. Mam tylko jedno „ale”, otóż wolę generalnie żele bardziej świeże. Takie które dodadzą mi energii i po których użyciu czuję się jak świeżo narodzona. Tutaj niestety aż takiego szału nie ma. W przypadku mleka z miodem miałam wrażenie, że jestem jakby niedomyta. Nie wiem w sumie dlaczego :P. Gwoli ścisłości, potrafię się dobrze umyć, więc myślę, że jest to wina produktu :P. Polecam Wam polować na promocje i wypróbować te żele, a nuż Wam się spodobają. Ja teraz robię przerwę i poszukam czegoś orzeźwiającego.

image

3. Avebio- hydrolat oczarowy.

Pierwszy kosmetyk od Avebio i kolejny hydrolat w mojej kolekcji. Dobrze wiecie, że uwielbiam hydrolaty, a oczarowy to już w ogóle numer jeden. Ten powiem Wam, że jest w porządku. Jakiegoś większego szału nie robi, ale jest ok. Bardziej sprawdzał mi się hydrolat oczarowy z ECOSPA. Nie wiem na czym to polega, ale ECOSPA moim zdaniem lepsze. Chociaż przyznam, że obydwa dobrze odświeżają i koją skórę. Ten z ECOSPA ma po prostu, moim zdaniem, lepsze działanie antyseptyczne. Więcej pewnie go nie kupię, ale fajnie było go wypróbować :).

4. Maybelline COLORAMA- lakiery do paznokci w kolorze 06 (różowy) i 214 (miętowy).

Swojego czasu bardzo lubiłam te lakiery. Bardzo dobrze trzymają się na paznokciach i są wystarczająco kryjące. Niestety przegrywają z lakierami od Golden Rose. Po pierwsze są droższe, po drugie mają mniejszy, mniej poręczny pędzelek, a krycie suma summarum jest trochę mniejsze. Chyba zawsze będę polecać lakiery z Golden Rose. Chociaż Dziewczyny…POMOCY! Ostatnio poważnie rozważam zakup zestawy startowego do robienia hybryd. Nie wiem tylko na jaką firmę się zdecydować Semilac czy Neonail? Pomóżcie!

5. Lancome- O d’azur.

Są to perfumy, które zgapiłam chyba ze sto lat temu od mojej mamy. Uwielbiam je na zimę. Są bardzo kobiece, dość ciężkie i mega intensywne. Według mnie ten zapach jest mega seksowny i kobiecy. Domyślam się, że nie każdemu będzie pasował, ale jeśli będziecie miały okazję, koniecznie koniecznie powąchajcie go w jakieś drogerii. Polecam je bardzo, bo zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo, są trwałe i pachną tak samo przez cały dzień.

Teraz chciałabym Wam wspomnieć pokrótce o produktach, o których już kiedyś Wam pisałam, ale dopiero teraz je zdenkowałam.

image

6. ECOSPA- maska algowa peel off.

Moja pierwsza maska algowa, która od razu pojawiła się w Ulubieńcach. Świetna sprawa i świetny produkt. Będę testować też inne maski algowe. O tak! Link do Ulubieńców znajdziecie TUTAJ.

7. Eveline Advance Lumiere- serum do rzęs.

Nie wiem sama, ile opakowań już zużyłam. Polecam i zawsze polecać będę. Wytuszowane rzęsy z nałożonym wcześniej tym produktem wyglądają o niebo lepiej!

8. Bourjois Helathy Mix- podkład. 

Całkiem przyjemnie mi się z niego korzystało. Rozświetlający, lekki podkład, o którym pisałam całą recenzję TUTAJ

9. Resibo- krem pod oczy.

Fajny, fajny, ale jakiegoś większego szału nie zrobił. O nim również napisałam dla Was całego posta. Możecie przeczytać go właśnie TUTAJ

10. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

Najlepszy żel do brwi, jaki kiedykolwiek miałam! Bardzo polecam. Sprawdza się nawet na szybko, kiedy wychodzę do sklepu i na szybko chcę poprawić brwi. Cały wpis TUTAJ!

Dooobra, oto całe denko. Patrzę teraz, że już kolejne puste opakowania wylądowały w siatce :P. To się nigdy nie kończy! 😀 Polecam Wam szczególnie szampony z Alterry. Dzisiaj w Rossmannie widziałam je w promocji. No dobra, kupiłam dwie kolejne butelki :P. Miłego wieczoru!

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy ostatnich miesięcy by Higheels!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Już dawno u mnie na blogu nie było ULUBIEŃCÓW. Ostatni taki wpis pojawił się na początku roku (!). Zdecydowanie hańba, Higheels! Tak być dalej nie może. Tak więc dziś zapraszam wszystkim na krótkie recenzję kosmetyków, które ostatnimi czasy przypadły mi szczególnie do gustu. Wybrałam pięciu najlepszych, z czego o jednym rozpiszę się szczególnie. Zaczynamy!

image

1. Golden Rose- korektor kamuflaż w kolorze

Po tym jak życie mojego ukochanego korektora Prolonger Concealer z MAC dobiegło końca postanowiłam poszukać czegoś dorównującego jego jakości, ale jednak trochę tańszego. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami, skusiłam się na produkt z Catrice. Wiedziałam, że musi być dobry, bo po wielu próbach nie udało mi się go zdobyć w żadnej drogerii. Ciągle był wyprzedany! W takim przypadku nie zawiódł mnie Mintishop. Przy okazji większego zamówienia wrzuciłam do koszyka właśnie ten kamuflaż. Powiem Wam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo duża pojemność. Mam wrażenie, że on nigdy się nie skończy. Miałam dwa kolory. Najpierw kupiłam najjaśniejszy Ivory, ale okazał się niestety za jasny, więc powędrował do mojej siostry. Dla mnie idealny okazał mnie Light Beige. Stosuję go głownie, aby przykryć niedoskonałości i cienie pod oczami. Tak, stosuję go pod oczy. Absolutnie nie roluje się, nie nie waży. Wiem, że dużo osób miało z tym problem. Może jest to kwestia pudru albo jego braku. Ja zawsze dodatkowo wklepuje (wklepuje, a nie rozcieram) puder na warstwie korektora. Krycie produktu oceniłabym na porównywalne z korektorem z MAC, czyli bardzo bardzo mocne. No może MAC jest odrobinę mocniejszy. Konsystencja kosmetyku z Catrice jest zbita, ale jednocześnie dość tłusta, więc bardzo łatwo się z nim pracuje. Nie zasycha zbyt szybko, więc na spokojnie można go jeszcze rozprowadzić. Chociaż jeśli doprowadzimy do zaschnięcia, może być ciężko. Trzyma się w niezmienionym stanie przez cały dzień. Nie roluje się, nie ściera. Wiadomo, jeśli będziemy pocierać zakryte miejsce ręką, może zejść, ale przy normalnym noszeniu nic się z nim nie dzieje. Nie wysusza mojej skóry. Nawet pod oczami. Stosuję go również jako bazę pod cienie na powieki. Też bardzo dobrze się sprawdza. Jeśli nakładam go pod oczy lub właśnie na powieki robię to palcami. Jeśli zakrywam niedoskonałości zawsze robię to pędzelkiem, bo wtedy uzyskuje największe krycie. Podsumowując, bardzo, bardzo polecam! Nie dość, że dobry, to jeszcze tani (ok. 13 zł bez promocji). Koniecznie go wypróbujcie!

2. Bielenda- nawilżające serum z kwasem hialuronowym.

O tym serum pisałam Wam już TUTAJ. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona jego działaniem! Idealnie nawilża moją skórę! Przekonuje mnie jego konsystencja lekko żelowa, ale nie lepiąca. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnego śladu na twarzy. Pięknie pachnie! Stosuję go rano razem z kremem z Make Me Bio i moja twarz więcej nawilżenia już nie potrzebuje. Muszę przyznać, że jest to naprawdę dobre drogeryjne serum nawilżające w przystępnej cenie. Aktualnie czekam na promocje, żeby kupić właśnie to i na próbę jego brata z kwasem migdałowym. Zdradzę Wam w tajemnicy, że nawet mój narzeczony, który ma wiecznie problem z suchą skórą twarzy, się do niego przekonał. Jego recenzja: „No nareszcie coś czego nie czuję na twarzy!”. To już o czymś świadczy, prawda?

3. ECOSPA- algowa maseczka typu peel off.

W sumie jest to moja pierwsza maseczka algowa. Nie wiem dlaczego wcześniej się nie zdecydowałam na wypróbowanie tego typu masek, bo ta to istna rewelacja! Wystarczy zmieszać ja z wodą, rozmieszać i nałożyć na twarz. Nie nakładajcie na brwi! A jak już nałożycie to nie zrywajcie, tylko zmyjcie wodą. Inaczej za jednym pociągnięciem możecie pozbyć się brwi! 😛 Nie, na szczęście mi się to nie zdarzyło! Wtedy to już na pewno by mi nigdy nie odrosły brwi. Maska super chłodzi i odświeża skórę. Po 20 minutach na twarzy skóra jest ściągnięta i rozjaśniona. Pomaga przy gojeniu się ran i przyspieszania redukcję niedoskonałości. Niestety nie udało mi się nigdy za jednym razem ściągnąć jej z twarzy. Trzeba robić to mniejszymi fragmentami, bo zasycha na konturach. Jestem w stanie jej to wybaczyć, bo działanie jest zauważalne od razu po użyciu. Zakochałam się w maskach algowych! Koniecznie polećcie mi jakąś. Słyszałam, że te z Organique są w porządku. Szczególnie kusi mnie borówkowa!

4. Golden Rose Liquid Matt Lipstick- kolor 03.

Przez ostatnie miesiące na moich ustach prawie zawsze gości właśnie kolor nr 3 Liquid Matt Lipstick z Golden Rose! Przepiękny, nienarzucający się kolor. Pasuje do wszystkiego i nadaje świeżości twarzy. Uwielbiam te aplikatory! Dzięki ich kształtowi nakładam kosmetyk w kilka sekund. Produkt zasycha w ciągu kilkudziesięciu sekund i tak już zostaje na ustach przez długie godziny. Jednocześnie równiutko się ściera, więc nawet wtedy kiedy nie chce nam się poprawiać ust tragedii naprawdę nie ma. Raz pomalowane usta, wyglądają dobrze przez cały wieczór. Uwielbiam konsystencję, zapach, kolor, opakowanie, WSZYSTKO! Te pomadki naprawdę skradły moje serce. Bardzo polecam! Pisałam o nich oddzielny post TUTAJ.

Tak prezentują się moi Ulubieńcy ostatnich miesięcy! Nie jest ich wiele, ale są to absolutne HITY, z którymi nie pożegnam się przez dłuższy czas. Czekam na Waszych Ulubieńców!

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.9!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Emocje po konkursie opadły (przynajmniej u mnie :P), także można powrócić juŻ do rzeczywistości i zabrać się za nowy wpis dla Was! Sama nie wiem kiedy, ale moja torba w której magazynuję zużyte produkty, zaczęła pękać w szwach. Co to oznacza? A no nic innego, jak kolejną dawkę Projektu Denko! Mam dla Was naprawdę sporo produktów, w tym ulubieńcy i kosmetyki, które średnio się sprawdziły. Po publikacji pierwszego Makijażowego Denka, postanowiłam zachować na stałe podział na zbiór zużytych kosmetyków pielęgnacyjnych i tych kolorowych. Dziś czas na pielęgnacje! 

image

image

1. Isana- żurawinowy żel pod prysznic.

Niby edycja limitowana, ale jednak widziałam go jeszcze ostatnio w Rossmannie. Bardzo fajny żel pod prysznic. Zapach przyjemny, aczkolwiek nie oceniłabym go jako najlepszy, jaki kiedykolwiek wąchałam. Ma bardzo intensywny czerwony kolor, więc po wysmarowaniu się nim wyglądamy (przytoczę tu słowa jednej Dziewczyny z Instagrama. P.S. Pozdrawiam Cię cieplutko!) jak Dexter po robocie :D. Ładnie myje, jest tani. Niestety nie jest super wydajny. Chociaż nie wykluczam tego, że jest to moja wina, bo nie żałowałam sobie go. Polecam wypróbować! Polujcie szczególnie na promocyjne ceny. Wtedy te żele kosztują jakieś 3 zł!

2. ECOSPA- olej kokosowy ze świeżego miąższu.

Chyba nie muszę po raz kolejny Wam powtarzać, że jest to mój absolutnie ulubiony olej! Jego wszystkie zastosowania wypisałam Wam TUTAJ, ale najbardziej lubię go używać do olejowania włosów! Moje włosy go uwielbiają! Nic ich tak nie wygładza i nie poprawia ich kondycji jak on! Pamiętajcie, że najlepiej wybierać nierafinowany! Taki, który zachował wszystkie swoje właściwości. Ten z ECOSPA jak najbardziej się sprawdził. Oczywiście już zamówiłam kolejne opakowanie. Kto jeszcze nie próbował, ten natychmiast musi nadrobić zaległości!

3. Lierac- olejek z trzech kwiatów do ciała, włosów i twarzy.

Dostałam go bardzo temu w moim pudełku beGLOSSY. Kompletnie się u mnie nie sprawdził. Włosy mi obciążał. Nawet wtedy, gdy stosowałam go na same końcówki na wilgotne włosy. Na twarz nie nakładałam, bo zbyt mocno przeszkadzał mi ostry, kwiatowy zapach. A skóry np. nóg w ogóle nie nawilżał. Niestety niewypał. Straszny niewypał.

4. Stara mydlarnia- nawilżające serum z olejkiem arganowym i witaminą E.

Bardzo, bardzo dobry produkt. Gdy zaczęłam go używać widziałam zmiany już po pierwszych paru użyciach. Zauważalnie rozświetlona i nawilżona skóra buzi. Dodatkowo mięciutka jak pupa niemowlaka. Stosowałam go wtedy, kiedy moja skóra była mocno przesuszona. Zawsze mi pomógł. Pod koniec buteleczki miałam wrażenie, że skóra się do niego przyzwyczaiła i już aż tak nie działa, ale tak czy siak zużyłam z przyjemnością. Bardzo wygodny aplikator w postaci szklanej pipetki + ciemna, szklana butelka, czyli gwarancja zachowania świeżości olejku. Skład serum jest bardzo krótki i nie znajdziecie tam niepotrzebnych, szkodliwych dodatków. Naprawdę warto się w niego zaopatrzyć. Szczególnie sprawdza się u mnie w zimę i jestem pewna, że jak tylko zrobi się zimno, to znów po niego sięgnę. Jest to w ogóle już drugie pudełko, które zużyłam. Fajnie też, że jest to produkt, który można z powodzeniem stosować, jako prewencję przeciwzmarszczkową. Zapobiega powstawaniu wolnych rodników i opóźnia proces starzenia skóry. Polecam całym serduszkiem!

image

5. Glinka biała anapska i czarna z morza Martwego.

W końcu udało mi się zużyć glinki! Nie macie pojęcia (a może i macie) jakie one są wydajne. Uwielbiam je za ich uniwersalność. Mogę dodawać do nich takie składniki, na jakie moja skóra ma aktualnie ochotę. Glinka anapska jest nieco łagodniejsza i ładnie nawilża buzię. Czarna glinka ma natomiast sile działanie antyseptyczne, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożniej. Jednej kartonik zawiera dwie saszetki z glinkami, a kosztuje jakieś 5 zł (!). Nie wiem sama, ile maseczek z tego zrobiłam. Mam wrażenie, że z milion :P. Jeśli nie wiecie, jak przygotować maseczkę z glinek, zapraszam TUTAJ. Glinki pięknie oczyszczają skórę i przekazują jej zawarte w nich minerały i mikroelementy. Miłośniczki maseczek muszą je wypróbować!

6. Neutrogena- skoncentrowany krem do rąk.

Niesamowicie wkurzała mnie jego konsystencja. Był mega gęsty i ciężko się rozsmarowywał, ale muszę mu przyznać, że bardzo dobrze nawilżał i regenerował skórę. Nawet w zimę, kiedy stan moich dłoni był tragiczny, wystarczyła jedna aplikacja na noc i problem z głowy. Kiedy mój narzeczony miał problemy z bardzo suchymi miejscami na dłoniach, takimi, że aż skóra schłodziła, właśnie ten krem mu pomógł. Koniecznie kazał mi to przekazać :P. Teraz kupiłam mu coś nowego i twierdzi, że jest jest jeszcze lepiej, ale o tym wkrótce! Podsumowując, polecam!

7. Isana- krem do ciała z masłem shea i kakao.

Ten krem/balsam/a może nawet trochę masło do ciała bardzo dobrze się u mnie sprawdził. Nieziemski zapach, który czuć nawet następnego dnia po wieczornej aplikacji, zdecydowanie na plus! Bardzo dobry skład. Jak na tak tani kosmetyk drogeryjny (kupiłam chyba za 7 zł w promocji) skład jest wręcz niespotykany. Ładnie nawilżał skórę, szybko się wchłaniał i nie pozostawiał na skórze lepkiego filmu. Jeżeli chcecie poczytać o nim więcej, to zapraszam TUTAJ. Opisałam Wam też jeszcze jedno jego niekonwencjonalne zastosowanie. Na pewno wypróbuję też inne masła z tej serii. Polecacie jakieś?

image

8. Planeta Organica- szampon do włosów z masłem shea.

Tak jak wersja tego szamponu z mango się u mnie nie sprawdziła, to ta z masłem shea pozytywnie mnie zaskoczyła. Włosy mi się po nim nie plątały, były gładkie i nie puszyły się. Nawet bez odżywki były całkiem do zniesienia, co uważam za spory sukces. Jest to bardzo delikatny szampon o całkiem dobrym składzie. Bardzo dobrze oczyszczał skórę głowy nie przesuszając i nie podrażniając jej przy tym. Według mnie jest poprawny, ale nie zaskoczył mnie na tyle, aby kupić go ponownie. 

9. Garnier- płyn micelarny 3 w 1.

Kolejna butelka tego cuda ląduje w denku! Zdecydowanie najlepszy płyn micelarny, jaki kiedykolwiek miałam. Co testuję jakiś inny produkt, to po jakimś czasie wracam do niego z podkulonym ogonem. Pięknie zmywa makijaż, nawet najgrubsze, czarne krechy eyelinerem, nie podrażniając przy tym oka. Nie trzeba mocno trzeć, ani się męczyć. Dodatkowo cena przystępna i dostępny w każdej drogerii. Oczywiście nowa butla zasiliła już szeregi moich kosmetyków. Kiedyś porównywałam go z dwoma innymi popularnymi płynami. Jeśli jesteście ciekawi jak wypadł w klasyfikacji, wbijajcie TU. Polecam go całą sobą! Każda osoba, jak na razie, której go poleciłam jest zadowolona. Także myślę, że to już o czymś świadczy!

10. Cztery Pory Roku- odżywczy krem do rąk i paznokci z wiśnią japońską.

Ogromna tuba, którą kupiłam za grosze w jakieś promocji, starczyła mi chyba na rok sporadycznego używania. Sporadycznego dlaczego? Bo nie nawilżał on jakoś spektakularnie. Sprawdzał się bardziej, jako środek zapobiegający przesuszeniu niż jako krem, który miał im pomóc. Niestety mimo dobrej ceny i pięknego zapachu nie kupię go ponownie, a szkoda. 

Koniec! Tak się prezentuje moje DENKO! Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie albo że przestrzegłam Was przed zakupem niektórych kosmetyków :P. Miłego wieczoru i wolnego czwartku. Ja się szykuję i uciekam zobaczyć się ze znajomymi!

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015 – pielęgnacja!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

A więc przyszedł czas na Ulubieńców roku 2015, którzy są związani w wszelaką pielęgnacją. O ile trudno mi było wybrać najlepsze kosmetyki kolorowe, to w przypadku pielęgnacji było znacznie gorzej. Decyzja była ciężka, ale udało się. Zapraszam na 10 krótkich recenzji najlepszych kosmetyków pielęgnacyjnych w minionym roku! Jeśli chcecie poczytać więcej o niektórych produktach, odsyłam Was do linków, które są poukrywane w tekście :). 

image

image

1. Garnier- płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej.

Jest to już druga moja butla i na pewno nie ostatnia. Według mnie jest to płyn micelarny idealny. Ja używam go tylko do oczu. Radzi sobie perfekcyjnie z każdym tuszem i każdym eyelinerem. Wystarczy przyłożyć i poczekać kilka sekund,a  potem delikatnie zetrzeć. Nie podrażnia moich oczu, nie szczypie. Wręcz mam wrażenie, że nawilża ich okolice i pielęgnuje. Jest super wydajny. Starcza na dobrych parę miesięcy. Po demakijażu skóra wokół oczu jest ukojona i nie potrzebuje dodatkowego nawilżenia. Za butlę o pojemności płacimy w drogerii ok 20 zł bez promocji, ale pamiętajcie, że w internetowych sklepach zawsze jest odrobinę taniej. Moim zdaniem najlepszy drogeryjny płyn micelarny!

2. The Body Shop- masło do ciała mango.

Już nie raz rozpływałam się na blogu, na Instagramie, czy Facebooku o tym maśle. Jego zapach jest najlepszy na świecie. Mój ideał, czyli mango z delikatną nutą brzoskwini. Przynajmniej tak mi się wydaję :P. Wspaniały zapach to jednak nie wszystko. Genialnie nawilża skórę! Stosuję go najczęściej na noc i rano budzę się z nawilżoną, jędrną, mięciutką i nadal pachnącą skórą. Szczególnie dobrze spisuje się na nogi, które najczęściej się u mnie wysuszają. Kupiłam do wielkie opakowanie na promocji i starczyło mi na baaaardzo długo. Żałuję bardzo, że w Poznaniu nie ma TBS, bo są teraz wyprzedaże, a do Warszawy nie wybieram się w najbliższym czasie. Jak tylko będzie okazją kupię to masło na pewno! Jest to zdecydowanie moje ulubione masło do ciała!

3. Biovax- maski do włosów.

Nie raz nie dwa zachwycałam się maskami Biovax. Miała już chyba z 2/3 opakowania wersji latte, opakowanie keratynowej, z 2/3 opakowania wersji natural oils z olejem kokosowym, makadamia itp. Używałam ich przez bity rok i nie zamierzam przestać.Teraz zdecydowałam się na nowość z olejem awokado. Zobaczymy jak się sprawdzi. Te maski genialnie wpływają na moje włosy.Świetnie je nawilżają, wygładzają. Włosy po zabiegu są lejące, świecące i widać gołym okiem, że dobrze odżywione. Warto dodać, że często można je znaleźć na promocji w Super-pharm. W niektórych drogeriach internetowych można dostać też wielkie opakowanie 400 ml w dobrej cenie. Jeśli jeszcze nie próbowaliście żadnej maski Biovax, to koniecznie musicie nadrobić zaległości. Są genialne!

image

4. Golden Rose Black Diamond Hardner- odżywka do paznokci.

Długo szukałam dobrej odżywki do paznokci. Wiecie, że używałam jakiś czas słynnego produktu z Eveline, ale postanowiłam zrezygnować z formaldehydu, który niestety znajduje się w składzie kosmetyku z Eveline, a może poważnie zaszkodzić. W końcu trafiłam na Golden Rose- firmę, która mnie jeszcze nigdy nie zawiodła. Nie mogło być inaczej i tym razem. Tę odżywkę mam na paznokciach prawie zawsze. Ze stosownymi przerwami oczywiście. Moje paznokcie zmieniły się nie do poznania. Są mocne, nie łamią się, nie wyginają się (co doprowadzało mnie wcześniej do szału). W ogóle wizualnie wyglądają po prostu lepiej. Najlepsza odżywka na świecie!

5. ECOSPA- olej kokosowy.

Kto czyta mojego bloga wie, że olej kokosowy to mój niekwestionowany Ulubieniec od sama nie wiem kiedy. Powstał cały post o moich ulubionych zastosowaniach tego cudeńka. Jednak najbardziej lubię olejować nim włosy. Żaden olej tak na nie nie działa jak właśnie kokosowy. Czasem dodaję też parę kropel oleju jojoba i efekt też jest świetny! Moje włosy go uwielbiają. Po półtoragodzinnym domowym SPA z olejem kokosowym w roli głównej, włosy są miękkie, gładziutkie, przepięknie pachną i są przyjemnie lejące. Dodatkowo świecą się i widać, że są bardziej odżywione. Ubóstwiam tej olej i muszę mieć go zawsze w mojej kosmetyczce.

6. ECOSPA- hydrolat oczarowy.

Niestety nie dotarła do mnie na czas nowa, pełna buteleczka tego hydrolatu, ale możecie zobaczyć ją w ostatnim denku lub w haulu kosmetycznym z ECOSPA. Jest to hydrolat, który skradł moje serce w tym roku. Wyciągnięty z lodówki i naniesiony na buzię daje niesamowite uczucie ukojenia. Moja skóra go uwielbia. Dzięki niemu niedoskonałości goją się szybciej i też rzadziej wychodzą. Niweluje wszelkie podrażnienia i pielęgnuje skórę, mimo że jest to tylko hydrolat! Z pewnością zostanie ze mną na dłużej.

7. Glinki rosyjskie- czarna, anapska, kambryjska.

Moja miłość do glinek rośnie z każdym kolejnym użyciem. To chyba przez to, że są tak uniwersalne. W zależności od potrzeb skóry, możemy przygotować odpowiednią maseczkę przy użyciu tych samych glinek. Kiedy skóra potrzebuje nawilżenia sięgam po mix glinki anapskiej i kambryjskiej i dodaję parę kropek kwasu hialuronowego i olejku jojoba lub marula i GOTOWE! Kiedy z kolei na gwałt potrzebuję oczyszczenia wtedy koniecznie glinka czarna z hydrolatem oczarowym. Nie dość, że są super tanie, to jeszcze mega wydajne! Z tych trzech opakowań korzystam rok. Działanie maseczek z glinek jest rewelacyjne, a jak pomyślę ile cennych minerałów oddają mojej skórze, to już w ogóle się rozpływam :P. Jeśli nie wiecie, jak przygotować maseczkę, lub jakich reguł przestrzegać stosując glinki zapraszam TUTAJ!

image

8. Resibo- olejek do demakijażu. 

Genialny produkt! Nie należy do najtańszych, ale za to jest naturalny i świetny w działaniu! Jest to mieszanka naturalnych olei: abisyńskiego, manuka, z pestek winogron i witaminy E. Zmywa każdy podkład, a skóra po demakijażu jest gładka i co najważniejsza zadbana i NAWILŻONA. Nie ma potrzeby szukania na szybko kremu nawilżającego, bo skóra jest ściągnięta. Nic z tych rzeczy! Ten olejek jest genialny, a z metody oczyszczania twarzy olejami nie zrezygnuję nigdy. Nic się tak u mnie nie sprawdza jak właśnie OCM. Spróbujcie koniecznie!

9. Uriage- woda termalna.

Zakochałam się w minionym roku w wodach termalnych! Uwielbiam spryskiwać nimi twarz po zmyciu maseczki, po demakijażu i w ciągu dnia. Szczególnie ta woda z Uriage przypadła mi do gustu. Pięknie koi moją skórę. Mam wrażenie, że skóra wręcz ją chłonie i zachłannie wciąga wszystkie dobroci zawarte w tej wodzie. Niby zwykła woda, ale u mnie sprawdza się idealnie. Kupuję ją zawsze na promocji w Super-Pharm za 12 zł ( za 150 ml), także naprawdę warto czekać. Woda termalna= świetna sprawa! A ta z Uriage bije inne na głowę!

10. Pervoe Reshenie Organic Therapy Gold Face Scrub- peeling do twarzy. 

Tutaj Was pewnie zaskoczę. Nie wspominałam często o tym produkcie, a jednak znalazł się tutaj w tym jednym z ważniejszych postów. Stosowałam ten peeling przez bardzo długi czas i muszę przyznać, że nigdy nie miałam lepszego. Trzeba uważać, bo jest to niezły zdzieracz i trąc za mocno można sobie zrobić krzywdę, ale przy racjonalnym używaniu jest świetny! Dlaczego? Naturalny skład a w nim olej ze słodkich migdałów. Duża ilość złuszczających drobinek. Nie jest ani zbyt gęsty, ani zbyt lejący. Konsystencja idealna, według mnie. Słodki lekko pomarańczowy zapach, który umila zabieg i cieszy zmysły. Jest meeega wydajny, a jego cena to zaledwie ok. 17 zł za taką pojemność! Kupiłam go kiedyś przypadkiem i zapomniałam o nim. Na szczęście odkopałam go z szafy po jakimś czasie, bo jest to mój peeling idealny. Skóra po złuszczaniu jest miękka, gładka, ale nie wysuszona. Jak dla mnie, najlepszy peeling jaki kiedykolwiek miałam. Martwię się tylko, bo ostatnio nie widziałam go w żadnym sklepie :(. Dajcie mi znać, czy gdzieś go spotkałyście, bo na pewno kupię go ponownie!

Kochani, to już wszystko! To moi wszyscy Ulubieńcy roku. Jeśli nie widzieliście poprzedniego wpisu z najlepszymi kosmetykami kolorowymi w 2015 roku, zapraszam TUTAJ. Bardzo byłoby mi miło, jeśli podzielilibyście się ze mną swoimi kosmetycznymi odkryciami. Czekam na komentarze!

Buziaki:*

HIGHEELS 

Mini denkowy szał vol. 7!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Przepraszam, że ostatnio rzadziej pojawiają się wpisy na blogu, ale niestety cierpię na brak czasu.Obiecuję uroczyście poprawę. Co tam u Was? Ja właśnie wróciłam na Święta do Polski. Kto nigdy nie przeżył dłuższej rozłąki z bliskimi, pewnie nie będzie wiedział jakie to uczucie. Powiem tylko jedno- NAJLEPSZE NA ŚWIECIE. Wiesz, kiedy jesteś dorosły, kiedy nie obchodzą Cię prezenty i  cała otoczka związana ze Świętami, tylko to że w końcu zobaczysz osoby, które tak bardzo kochasz :). 

Powracając do tematu głównego, wyjeżdżając zdałam sobie sprawę, że zużyłam już parę kosmetyków i warto byłoby podzielić się z Wami moim zdaniem na ich temat. Niestety jest ich tylko 5, a więc nazwałam ten post Mini Denkiem. Dziś znajdziecie u mnie dwóch absolutnych Ulubieńców! Zaczynamy!

vsco-photo-2

vsco-photo-3

1. Evrēe, Magic Rose, upiększający olejek do twarzy i szyi. 

Czy jestem jedyną osobą na świecie, u której ten olejek się średnio sprawdził? Kupiłam go kiedyś na promocji za jakieś 17 zł. Na plus mogę wymienić: niesamowitą wydajność, zapach róży, szybkie wchłanianie, delikatne zmniejszenie ilości wydzielanego serum. Niestety olejek mnie zapchał. Zaczęły mi po nim wychodzić malutkie podskórne krostki. Czułam się, jakbym miała kaszkę pod skórą. Nie dość tego parę razy naprawdę poważnie przesuszył mi skórę. Na pewno nie pomógł mi oczyścić twarzy, ani nie zredukował niedoskonałości. Wręcz czasem wychodziły mi po nim bardz bolący i nieprzyjemni goście na twarzy. No średnio się u mnie sprawdził, mimo tego, że jest w nim olejek z róży, który moja skóra lubi. Nie kupię go ponownie na pewno. Wolę szukać czegoś nowego. Stosowałam go tylko na noc na twarz i to w niewielkiej ilości, a i tak mi zaszkodził. No nie polecam go niestety.

2. Purederm, krem do rąk o zapachu miodu. 

W Hebe znajdziecie trzy wersje zapachowe tego kremu- miód, lawenda i nagietek. Dzisiaj skupiam się na miodzie, bo tamtych jeszcze nie testowałam. Po pierwsze są tanie jak barszcz (4,99 zł), a często możemy też znaleźć je w promocji 3 za 2! Płacąc ok. 10 zł dostajemy aż 3 kremiki, które wbrew pozorom są naprawdę wydajne. Oczywiście skład nie zachwyca. Gdzieś daleko w składzie są masło shea, mocznik i ekstrakt z miodu, ale przodują jednak woda, gliceryna i alkohol. Mimo to jestem w szoku, bo ten krem sprawdził się u mnie rewelacyjnie! Fakt faktem moje dłonie nie są jakoś bardzo przesuszone, ale ze uczuciem ściągnięcia po kąpieli MIÓD radzi sobie, jak nikt inny! I najlepsze- ZAPACH. Booooże… jeśli lubicie słodki, miodowo-mleczny zapach, musicie spróbować tego kremu! Sama jestem zdziwiona, że taki zwykły, glicerynowy krem jest aż tak dobry. Bezapelacyjnie polecam!

3. Guess Guess woda perfumowana.

Te perfumy miałam baaardzo długo i bardzo bardzo je lubiłam. Delikatny kobiecy zapach na co dzień. Połączenie zapachu kwiatowego z owocowym. Nie umiem opisywać zapachów, kompletnie. Powiem Wam więc tylko, że jest intensywny, ale jednocześnie świeży. Bardzo przyjemnie mi się go nosiło. Koniecznie powąchajcie go gdzieś w sklepie, jak będziecie miały okazję. Nie sądzę, żebym kupiła je ponownie, bo ja po prostu nigdy nie używam tych samych perfum, ale polecam jak najbardziej!

vsco-photo-4

4. ECOSPA, hydrolat ekologiczny lawendowy.

Jako największa fanka hydrolatów myślałam, że i ten się u mnie dobrze sprawdzi. Jednak nie do końca tak było. Po pierwsze zapach… naprawdę jestem w stanie dużo wytrzymać, ale coraz bardziej przekonuję się, że lawenda nie jest moją ulubioną nutą zapachową. Bardzo ciężko mi było się do niego przyzwyczaić. Na początku aż mi było niedobrze.. Działaniem też nie zachwycił. Właściwie to nie zrobił praktycznie nic. Oczywiście nie wymagam od hydrolatów czegoś niestworzonego, ale chciałabym żeby różniły się czymś od wody :P. 

5. ECOSPA, hydrolat ekologiczny oczarowy. 

Ten hydrolat z kolei bez oporów kwalifikuję do grupy „Najlepsze hydrolaty jakich używałam”. Przepięknie koił i łagodził podrażnienia na mojej skórze. Szczególnie wtedy, kiedy trzymałam go zawsze w lodówce. I to przyjemne uczucie, kiedy przemywasz nim twarz z rana…mmm :). Dodawałam go też często do maseczek i moim zdaniem  szybciej wtedy leczyły się wszelkie stany zapalne. Nie dość, że odświeżał, to jeszcze takie cuda robił. Na pewno kupię go ponownie i polecam Wam go gorąco!

To już koniec dzisiejszego denka. Wybaczcie, że tylko 5 produktów. Następnym razem będzie więcej. Koniecznie wpadajcie na mojego Instagrama i Facebook’a!

Buziaki:*

HIGHEELS