Floslek masło do ciała= tani zamiennik dla The Body Shop?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dobrze wiecie, że masło z The Body Shop o zapachu mango to mój niekwestionowany Ulubieniec wszech czasów. Jak dla mnie nie ma piękniejszego zapachu i mogłabym za każdym wejściem do łazienki otwierać i wąchać właśnie to masło. No nie ma ładniejszego zapachu! Dlaczego zatem ten produkt nie gościu u mnie na półce przez cały czas? Z 3 powodów. Po pierwsze, nie chcę, żeby mi się znudził. Po drugi,e niestety mój portfel nie jest w stanie udźwignąć regularnej ceny tych maseł (65 zł za 200 ml ). A trzeci powód to dostępność kosmetyków The Body Shop. Niestety stacjonarnie trudno jest znaleźć w Polsce oryginalny sklep TBS. U mnie w Poznaniu jest jeden sklep, który oferuje ich kosmetyki, jednak nie robi on takich promocji jak właśnie TBS. Jak żyć?! Kiedyś jak byłam w Warszawie trafiłam na czas wyprzedażowy (zupełnym przypadkiem oczywiście :P) i udało mi się dostać aż 400 mililitrową pojemność tego cudeńka za jakieś 69 zł! Boże, ale byłam szczęśliwa. Niestety było to tylko raz.

Trafiłam ostatnio na masło do ciała marki Floslek właśnie o zapachu mango. Jego cena na ezebra.pl bardzo mnie zachęciła. Kosztowało coś ponad 20 zł. Pamiętam, że kiedyś miałam to masło w wersji czekoladowej i bardzo dobrze mi się sprawdzało, więc postanowiłam zaryzykować. Cena w końcu kilkukrotnie niższa niż TBS. Jak tylko kurier Mateusz dotarł z moją paczką, pierwsze co zrobiłam to je rozerwałam papier i powąchałam produkt. Niestety zawiodłam się. To nie ten zapach :(. TBS pachnie mango z lekką nutką brzoskwini. Floslek niestety pachnie też marakują. Oczywiście nie wywaliłam go za to do śmieci. Lekko zawiedziona zaczęłam używać.

img_4851

Skład może nie jest najbardziej naturalny i eko na świecie, ale naturalne oleje tam znajdziemy, na przykład: słonecznikowy, babassu, oliwa z oliwek, masło Shea. Porównując to masło do TBS na pewno różni je konsystencja. To ma zdecydowanie mniej „maślaną” konsystencję. Nie znaczy to nic innego jak to, że troszkę ciężej się rozsmarowuje. Masło z Body Shop sunie po ciele i doskonale się rozprowadza. Przy bardziej zbitej konsystencji masła z Floslek, trzeba się bardziej napracować, aczkolwiek nie nazwałabym tej czynności męczącą.

Przechodząc do kwestii ważnej, o ile nie najważniejszej, czyli do działania, na wstępie zaznaczę, że masło z The Body Shopu postawiło poprzeczkę bardzo wysoko. Nic tak nie nawilżało mojej skóry, jak właśnie ono! Tak więc do jego floslekowego odpowiednika podeszłam z rezerwą. Przyznam bez bicia, że przesadziłam, bo Floslek poradził sobie całkiem dobrze. Niestety do pięt TBS nie dorasta. Faktycznie nawilżał skórę, ale nie na długo. Stosowałam go zawsze przed pójściem spać i rano skóra była jako tako nawilżona. Niestety pod koniec dnia ewidentnie była już lekko przesuszona. W przypadku TBS nie było o czymś takim mowy. Zapach niestety też nie utrzymywał się tak długo jak w przypadku mojego Ulubieńca. Także niestety produkt nie spełnił do końca moich oczekiwań. Jako lekkie masło nawilżające dla skóry raczej normalnej, bez specjalnych skłonności do przesuszania mógłby się sprawdzić. Tym bardziej, że jego cena jest zachęcająca.

Jeśli chodzi o wydajność, Floslek znowu przegrywa. Masła z TBS starczają na baaaaardzo długo. Dzięki konsystencji, nie trzeba ich nakładać dużo i kosmetyk wystarcza na dobrych parę miesięcy. Masło z Floslek zużyłam o wiele szybciej. Nie tylko ze względu na konsystencję, ale też na to że aż tak dobrze nie działało.

Podsumowując, Moi Drodzy, pozostaję wierna masłom z The Body Shop. Może i cena masła z Floslek jest niska, może i jest bardziej dostępne, ale nie zachwyciło mnie na tyle, żeby kupić je ponownie. Niestety jak na razie nic ne zbliżyło się nawet w połowie do zapachu brzoskwini z TBS. Może Wy znacie jakiś tańszy zamiennik? Jeśli tak, koniecznie się ze mną podzielcie tą wiedzą. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na promocję w TBS i liczyć na to, że w końcu otworzą swój sklep w Poznaniu :P.

Buziaki:*

HIGHEELS

Bourjois 123 Perfect Foundation- najlepszy podkład świata!

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

W końcu nadszedł czas na recenzję podkładu, który sprawdził się u mnie najlepiej ze wszystkich, jakie kiedykolwiek miałam. Mowa oczywiście o Bourjois 123 Perfect Foundation. Jest to podkład korygujący skórę, dzięki zawartym w nim 3 pigmentom-  żółtym, fioletowo-różowym i zielonym. Żółty pigment służy redukowaniu cieni. Najbardziej sprawdzi się pod oczami, a nie tylko. Fioletowo- różowy maskuje na przykład piegi i wszelkiego rodzaju plamki i przebarwienia. Z kolei zielony pigment zasłania czerwone wypryski, naczynka i ślady po trądziku. 

image

Moją buteleczkę kupiłam na ezebra.pl i właśnie tam polecam Wam go kupować. Jest tam zdecydowanie tańszy niż na przykład w Rossmannie i kosztuje 28 zł z groszami. Wybrałam najjaśniejszy kolor, który jest dla mnie idealny na zimę i jest to 52 vanilla. Podkład nie ciemnieje po nałożeniu. A kolor vanilla jest genialny! Jasny i lekko żółty.

image

Nie będę owijać w bawełnę. Ten podkład jest genialny. Nie ważne czy nałożony palcami, gąbeczką czy pędzlem, genialnie stapia się skórą, tak że jest praktycznie niewidoczny, ale jednocześnie kryje tak jak lubię. Nie za mocno, bez efektu maski, ale jednak co ma przykryć, to przykryje. Ma fajną, delikatna, pudrową konsystencję. Myślę, że naprawdę ciężko jest zrobić sobie nim krzywdę. Faktycznie wyrównuje koloryt skóry. Efekt jest jednak delikatny. Skóra po jego nałożeniu jest aksamitna, wygładzona i taka jakaś promienna.

image

Dodatkowo fajnie matuje skórę. Czasem w ogóle go nie pudruję. W ciągu dnia go nie poprawiam. Ewentualnie bibułką matującą lub po prostu kawałkiem chusteczki zbieram nadmiar sebum. Jednak efekt matu utrzymuje się na skórze naprawdę długo. W ciągu dnia nie ściera się. Nie pozostają jakieś dziwne plamy. Absolutnie nic z tych rzeczy. Wieczorem jest jego dokładnie taka sama ilość. W ogóle nie wysusza skóry. Nie zapycha jej. Moja skóra naprawdę się z nim polubiła. Nie czuć go na twarzy, co mi bardzo odpowiada, bo nienawidzę mieć uczucia, że mam coś ciężkiego  na twarzy.

Jeśli chodzi o takie trywialne rzeczy jak na przykład opakowanie, to muszę przyznać, że jest bardzo solidne i na całe szczęście jest pompka… Nienawidzę jak podkłady nie mają pompki, jak na przykład recenzowany przeze mnie kiedyś Revlon Color Stay

Jest to super naturalny podkład! Dla kogoś z dużymi problemami skórnymi może się nie sprawdzić ze względu na niezbyt duże krycie, ale dla osób ze skórą normalną, przy której tylko sporadycznie jest coś do zakrycia, polecam go jak najbardziej. 

Podsumowując, uważam że jest to najlepszy podkład, jaki kiedykolwiek miałam! Polecam go każdemu! Oczywiście nie kupujcie go stacjonarnie i to jeszcze bez promocji. Polecam różnego rodzaju drogerie internetowe. Przepiękny naturalny efekt, który utrzymuje się na twarzy cały dzień. Jak dla mnie rewelacja! Miałyście go kiedyś? Co myślicie?

Buziaki:*

HIGHEELS