Denkowy szał vol.9!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Emocje po konkursie opadły (przynajmniej u mnie :P), także można powrócić juŻ do rzeczywistości i zabrać się za nowy wpis dla Was! Sama nie wiem kiedy, ale moja torba w której magazynuję zużyte produkty, zaczęła pękać w szwach. Co to oznacza? A no nic innego, jak kolejną dawkę Projektu Denko! Mam dla Was naprawdę sporo produktów, w tym ulubieńcy i kosmetyki, które średnio się sprawdziły. Po publikacji pierwszego Makijażowego Denka, postanowiłam zachować na stałe podział na zbiór zużytych kosmetyków pielęgnacyjnych i tych kolorowych. Dziś czas na pielęgnacje! 

image

image

1. Isana- żurawinowy żel pod prysznic.

Niby edycja limitowana, ale jednak widziałam go jeszcze ostatnio w Rossmannie. Bardzo fajny żel pod prysznic. Zapach przyjemny, aczkolwiek nie oceniłabym go jako najlepszy, jaki kiedykolwiek wąchałam. Ma bardzo intensywny czerwony kolor, więc po wysmarowaniu się nim wyglądamy (przytoczę tu słowa jednej Dziewczyny z Instagrama. P.S. Pozdrawiam Cię cieplutko!) jak Dexter po robocie :D. Ładnie myje, jest tani. Niestety nie jest super wydajny. Chociaż nie wykluczam tego, że jest to moja wina, bo nie żałowałam sobie go. Polecam wypróbować! Polujcie szczególnie na promocyjne ceny. Wtedy te żele kosztują jakieś 3 zł!

2. ECOSPA- olej kokosowy ze świeżego miąższu.

Chyba nie muszę po raz kolejny Wam powtarzać, że jest to mój absolutnie ulubiony olej! Jego wszystkie zastosowania wypisałam Wam TUTAJ, ale najbardziej lubię go używać do olejowania włosów! Moje włosy go uwielbiają! Nic ich tak nie wygładza i nie poprawia ich kondycji jak on! Pamiętajcie, że najlepiej wybierać nierafinowany! Taki, który zachował wszystkie swoje właściwości. Ten z ECOSPA jak najbardziej się sprawdził. Oczywiście już zamówiłam kolejne opakowanie. Kto jeszcze nie próbował, ten natychmiast musi nadrobić zaległości!

3. Lierac- olejek z trzech kwiatów do ciała, włosów i twarzy.

Dostałam go bardzo temu w moim pudełku beGLOSSY. Kompletnie się u mnie nie sprawdził. Włosy mi obciążał. Nawet wtedy, gdy stosowałam go na same końcówki na wilgotne włosy. Na twarz nie nakładałam, bo zbyt mocno przeszkadzał mi ostry, kwiatowy zapach. A skóry np. nóg w ogóle nie nawilżał. Niestety niewypał. Straszny niewypał.

4. Stara mydlarnia- nawilżające serum z olejkiem arganowym i witaminą E.

Bardzo, bardzo dobry produkt. Gdy zaczęłam go używać widziałam zmiany już po pierwszych paru użyciach. Zauważalnie rozświetlona i nawilżona skóra buzi. Dodatkowo mięciutka jak pupa niemowlaka. Stosowałam go wtedy, kiedy moja skóra była mocno przesuszona. Zawsze mi pomógł. Pod koniec buteleczki miałam wrażenie, że skóra się do niego przyzwyczaiła i już aż tak nie działa, ale tak czy siak zużyłam z przyjemnością. Bardzo wygodny aplikator w postaci szklanej pipetki + ciemna, szklana butelka, czyli gwarancja zachowania świeżości olejku. Skład serum jest bardzo krótki i nie znajdziecie tam niepotrzebnych, szkodliwych dodatków. Naprawdę warto się w niego zaopatrzyć. Szczególnie sprawdza się u mnie w zimę i jestem pewna, że jak tylko zrobi się zimno, to znów po niego sięgnę. Jest to w ogóle już drugie pudełko, które zużyłam. Fajnie też, że jest to produkt, który można z powodzeniem stosować, jako prewencję przeciwzmarszczkową. Zapobiega powstawaniu wolnych rodników i opóźnia proces starzenia skóry. Polecam całym serduszkiem!

image

5. Glinka biała anapska i czarna z morza Martwego.

W końcu udało mi się zużyć glinki! Nie macie pojęcia (a może i macie) jakie one są wydajne. Uwielbiam je za ich uniwersalność. Mogę dodawać do nich takie składniki, na jakie moja skóra ma aktualnie ochotę. Glinka anapska jest nieco łagodniejsza i ładnie nawilża buzię. Czarna glinka ma natomiast sile działanie antyseptyczne, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożniej. Jednej kartonik zawiera dwie saszetki z glinkami, a kosztuje jakieś 5 zł (!). Nie wiem sama, ile maseczek z tego zrobiłam. Mam wrażenie, że z milion :P. Jeśli nie wiecie, jak przygotować maseczkę z glinek, zapraszam TUTAJ. Glinki pięknie oczyszczają skórę i przekazują jej zawarte w nich minerały i mikroelementy. Miłośniczki maseczek muszą je wypróbować!

6. Neutrogena- skoncentrowany krem do rąk.

Niesamowicie wkurzała mnie jego konsystencja. Był mega gęsty i ciężko się rozsmarowywał, ale muszę mu przyznać, że bardzo dobrze nawilżał i regenerował skórę. Nawet w zimę, kiedy stan moich dłoni był tragiczny, wystarczyła jedna aplikacja na noc i problem z głowy. Kiedy mój narzeczony miał problemy z bardzo suchymi miejscami na dłoniach, takimi, że aż skóra schłodziła, właśnie ten krem mu pomógł. Koniecznie kazał mi to przekazać :P. Teraz kupiłam mu coś nowego i twierdzi, że jest jest jeszcze lepiej, ale o tym wkrótce! Podsumowując, polecam!

7. Isana- krem do ciała z masłem shea i kakao.

Ten krem/balsam/a może nawet trochę masło do ciała bardzo dobrze się u mnie sprawdził. Nieziemski zapach, który czuć nawet następnego dnia po wieczornej aplikacji, zdecydowanie na plus! Bardzo dobry skład. Jak na tak tani kosmetyk drogeryjny (kupiłam chyba za 7 zł w promocji) skład jest wręcz niespotykany. Ładnie nawilżał skórę, szybko się wchłaniał i nie pozostawiał na skórze lepkiego filmu. Jeżeli chcecie poczytać o nim więcej, to zapraszam TUTAJ. Opisałam Wam też jeszcze jedno jego niekonwencjonalne zastosowanie. Na pewno wypróbuję też inne masła z tej serii. Polecacie jakieś?

image

8. Planeta Organica- szampon do włosów z masłem shea.

Tak jak wersja tego szamponu z mango się u mnie nie sprawdziła, to ta z masłem shea pozytywnie mnie zaskoczyła. Włosy mi się po nim nie plątały, były gładkie i nie puszyły się. Nawet bez odżywki były całkiem do zniesienia, co uważam za spory sukces. Jest to bardzo delikatny szampon o całkiem dobrym składzie. Bardzo dobrze oczyszczał skórę głowy nie przesuszając i nie podrażniając jej przy tym. Według mnie jest poprawny, ale nie zaskoczył mnie na tyle, aby kupić go ponownie. 

9. Garnier- płyn micelarny 3 w 1.

Kolejna butelka tego cuda ląduje w denku! Zdecydowanie najlepszy płyn micelarny, jaki kiedykolwiek miałam. Co testuję jakiś inny produkt, to po jakimś czasie wracam do niego z podkulonym ogonem. Pięknie zmywa makijaż, nawet najgrubsze, czarne krechy eyelinerem, nie podrażniając przy tym oka. Nie trzeba mocno trzeć, ani się męczyć. Dodatkowo cena przystępna i dostępny w każdej drogerii. Oczywiście nowa butla zasiliła już szeregi moich kosmetyków. Kiedyś porównywałam go z dwoma innymi popularnymi płynami. Jeśli jesteście ciekawi jak wypadł w klasyfikacji, wbijajcie TU. Polecam go całą sobą! Każda osoba, jak na razie, której go poleciłam jest zadowolona. Także myślę, że to już o czymś świadczy!

10. Cztery Pory Roku- odżywczy krem do rąk i paznokci z wiśnią japońską.

Ogromna tuba, którą kupiłam za grosze w jakieś promocji, starczyła mi chyba na rok sporadycznego używania. Sporadycznego dlaczego? Bo nie nawilżał on jakoś spektakularnie. Sprawdzał się bardziej, jako środek zapobiegający przesuszeniu niż jako krem, który miał im pomóc. Niestety mimo dobrej ceny i pięknego zapachu nie kupię go ponownie, a szkoda. 

Koniec! Tak się prezentuje moje DENKO! Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie albo że przestrzegłam Was przed zakupem niektórych kosmetyków :P. Miłego wieczoru i wolnego czwartku. Ja się szykuję i uciekam zobaczyć się ze znajomymi!

Buziaki:*

HIGHEELS

Glinki rosyjskie – moja miłość <3

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj opowiem Wam historię mojej miłości do glinek rosyjskich. Na wstępie muszę zaznaczyć, że uwielbiam robić sobie różnego rodzaju maseczki. Najpierw robię kilkuminutowy peeling, a później nakładam wybraną maseczkę. Jakiś czas temu na stronie kokardi.pl natrafiłam na glinki rosyjskie. Od razu bardzo spodobał mi się ten pomysł i postanowiłam kupić sobie glinkę z morza czarnego i glinkę anapską. Nie trwało długo kiedy zdecydowałam się dokupić jeszcze glinkę kambryjską. Od tej pory stosuje je raz lub dwa razy w tygodniu i nie wyobrażam sobie pielęgnacji mojej skóry bez nich!

1. Glinka czarna z morza martwego (do twarzy, ciała i włosów) 8,50 zł za 100g.

glinka_04

glinka_05


– Co mówi producent
czarna glinka z morza Martwego doskonale leczy trądzik. Ma właściwości antyseptyczne, oczyszczające, przeciwzapalne i regenerujące. Glinka głęboko oczyszcza, odblokowuje zanieczyszczone i zatkane pory.

Co sądzi Higheels – jest to glinka o dość mocnym działaniu, po którą sięgam, żeby oczyścić moją skórę. Bardzo dobrze sprawdza się w tej roli, dodatkowo też zmniejsza ilość niedoskonałości. Po 15 minutach trzymania glinki na twarzy, szyi i dekolcie nasza skóra jest zrelaksowana i napięta. Co więcej jest tak gładka, że mam ochotę się ciągle po niej głaskać :). Podczas zabiegu dosłownie czujemy działanie glinki na naszej cerze. Osoby ze skórą wrażliwą, czy bardzo suchą może przesuszyć lub podrażnić, ale posiadaczki skóry mieszanej lub tłustej nie muszą się niczym martwić. Po dokładnym spłukaniu wodą nakładam krem nawilżający. Najczęściej wybieram Alantan Dermoline, bo jest to łagodny, kojący krem dla niemowląt o bardzo dobrym składzie. Minusem tej glinki jest to, że się ciężko ją spłukuje i niestety ze względu na jej kolor umywalka nie wygląda najlepiej. Aleee….za jej cudowne działanie mogę wybaczyć nawet brudną umywalkę. Niektórzy stosują glinki również na włosy lub na całe ciało. Jeśli chodzi o włosy, to nie jestem przekonana, ale może kiedyś się skuszę na zabieg antycellulitowy czarną glinką. Wtedy na pewno dam znać, jak było :).

2. Glinka anapska (do twarzy, ciała i włosów) 8,50 zł za 100g.

glinka_06

glinka_07
– Co mówi producent – 
 Biała glinka anapska słynie z wysokiej zawartości minerałów, jest glinką przybrzeżną. Pomaga oczyścić i dotlenić skórę twarzy, nasyca skórę niezbędnymi mikroelementami, stymuluje produkcję kolagenu, który sprawia, że skóra staje się elastyczna. Glinka delikatnie złuszcza, eliminuje drobne zmarszczki, ujędrnia i poprawia kolor skóry.

– Co sądzi Higheels – glinka anapska idelanie nawilża moją skórę! Jest mniej agresywna niż ta z morza martwego i świetnie się sprawdza jako delikatna maseczka po męczącym dniu. Po zabiegu cera jest nawilżona, na pewno bardziej elastyczna i bardzo przyjemna w dotyku. Nie stosuję później kremu nawilżającego, bo nie ma takiej potrzeby, ale pryskam twarz wodą termalną. Bardzo, bardzo lubię glinkę anapską i często stosuję. Dodatkowo łatwo się ją zmywa i PRAWIE nie brudzi umywalki:).

3. Błękitna glinka kambryjska (do twarzy, ciała i włosów) 8,50 zł za 100g.

glinka_08glinka_09

– Co mówi producent- najstarsza na świecie glinka, stworzona przez naturę 500-600 milionów lat temu. Ma właściwości oczyszczające, przeciwzapalne i dezynfekujące. Maseczka na bazie tej błętkitnej glinki doskonale oczyszcza skórę, sprzyja regeneracji naskórka, zwęża pory. Ciepłe okłady z glinki kambryjskiej skutecznie pomagają pozbyć się cellulitu, likwidują efekt pomarańczowej skórki.

– Co sądzi Higheels- jest łagodniejsza niż ta z morza martwego, ale również ładnie oczyszcza skórę. Z tych trzech glinek ta najmniej przypadła przypadła mi do gustu, ale właściwie nie do końca wiem dlaczego :P. Oczyszcza moją cerę, delikatnie zwęża pory i również ją wygładza, ale jakoś nie daje takiego super efektu jak dwie poprzednie. Mimo tego również polecam jej wypróbowanie :). Producent ma racje, co do tego, że kosmetyk sprzyja regeneracji naskórka. Ma również ładny zielony kolor, nie błękitny.

Wszystkie opisane glinki są fitokosmetykami, czyli produktami naturalnymi, które nie dość, że są przyjazne dla środowiska, to jeszce łagodne dla skóry. Dzięki dużej zawartości mikro i makro elementów (selen, żelazo, magnez itd.), które są niezbędne naszej skórze do normalnego funkcjonowania, są niezastąpione! Glinki wykazują też wysokie działanie absorpcyjne, to znaczy, że pochłaniają substancje toksyczne z naszej skóry i w zamian oddają to co mają w sobie dobrego.

Glinki na dobre zagościły w pielęgnacji mojej skóry. Stosuję je naprzemiennie i bardzo je sobie chwalę. Musimy tylko pamiętać, żeby mieszać je z wodą, w ceramicznej lub plastikowej miseczce, plastikową łyżeczką. NIE METALOWĄ! Przez 15 minut zabiegu glinka powinna być przez cały czas mokra, bo wysuszona nie działa na naszą cerę. Musimy ją co jakąś minutę spryskać wodą. Ja wlewam troszkę wody do buteleczki z atomizerem i jak zobaczę, że wysycha, to pryskam :). Zabieg jest bardzo przyjemny i relaksujący. Serdecznie polecam 🙂

Buziaki:*

HIGHEELS