Higheels radzi: Jak zmienić kształt paznokci na migdałki?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Całe życie piłowałam paznokcie na płasko. Myślałam, że tak moje palce wyglądają najkorzystniej. No i w ogóle nie ma wielkiej filozofii w piłowaniu paznokci w ten sposób, także było mi to na rękę (dosłownie :P). Jakiś czas temu, będąc jeszcze we Włoszech, zupełnie spontanicznie wpadłam na pomysł, żeby zmienić ich kształt. A że ostatnio wpadły mi w oko właśnie migdały, wybór padł właśnie na nie. Jak to zrobić?

Po pierwsze potrzeba czasu. Paznokcie i skórki wokół muszą się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Myślę, że musimy sobie dać na to jakieś 7/8 tygodni. Wiem, dość sporo, ale uwierzcie mi, że nawet po 2/3 tygodniach już będą zaczynały wyglądać dobrze. Poza tym WARTO! Te 7/8 tygodni to jest już taki naprawdę maksymalny czas. Daję dwutygodniową nadwyżkę, bo nie wiem przecież, jak szybko rosną Wam pazury. Mi na przykład wkurzająco baaardzo szybko, także efekty było widać naprawdę szybko. Alee spokojnie, cierpliwości!

Jak się za to zabrać? Piłować, piłować i jeszcze raz piłować. Pierwszy raz był najgorszy. Zapuściłam dość długie paznokcie w starym kształcie i zaczęłam spiłowywać po obu stronach paznokcia tak, aby otrzymać kształt taki jaki sobie wymarzyłam. Piękny, lekko zaokrąglony migdałek. Oczywiście nie wyszło mi to idealnie, a zajęło strasznie dużo czasu. Niektóre były bardziej szpiczaste, inne mniej. Postanowiłam się jednak tym nie przejmować. Zostawiłam je i po ponad tygodniu znów wróciłam do piłowania. I tak powtarzałam tę czynność przez bite 6/7 tygodni co około tydzień. Nie obcinałam paznokci nożyczkami. Tylko leciutko je skracałam pilnikiem. Najważniejsze jednak było piłowanie po bokach. Cały czas cierpliwie je zaokrąglałam, aż w końcu zaczęły wyglądać tak jakbym tego chciała. Po tym czasie nauczyłam się też równo je piłować. Już nie jest tak, że jeden albo dwa nie pasują do reszty :P. 

Powiem szczerze, że nie rozumiem dlaczego przez całe życie wybierałam paznokcie obcięte na prosto. Migdały są najlepsze na świecie! Palce wydają się dłuższe i smuklejsze. W ogóle dłonie wyglądają o wiele bardziej kobieco, wręcz seksownie, tak mi się przynajmniej wydaje. Niesamowicie mi się teraz podobają. Fakt faktem, trzeba mieć dość mocne i wytrzymałe paznokcie, bo jednak są one dłuższe niż nosiłam kiedyś. Na początku było dziwnie, ale przyzwyczaiłam się. A! I uważajcie, żeby kogoś nie podrapać, bo właśnie teraz jesteście w posiadaniu swoistej broni :P. Jeśli chodzi o to, jak wzmacniam paznokcie, to przede wszystkim muszę Wam powiedzieć niestety, że to jak się odżywiacie, ma jednak największy na nie wpływ. Także, powtórzę to, co słyszycie w każdych możliwych mass media- owoce, warzywa! Fast foodom mówimy nie ble ble ble… Resztę znacie :).

Jeśli jednak wolicie zabezpieczyć się jakimś kosmetykiem (ja na wszelki wypadek zawsze to robię), to polecam gorąco odżywkę z Golden Rose Black Diamond Hardener. Jest genialna! Nie zawiera w swoim składzie szkodliwego formaldehydu, który można często znaleźć w tego typu produktach. Jeśli nie wiecie, co to jest formaldehyd i jak wpływa on na nasze zdrowie, zapraszam na POST, który pisałam dla Was już jakiś czas temu. Tam wszystkiego się dowiecie :). Produkt z Golden Rose sprawia, że pazury są naprawdę twardsze i mocniejsze. Nie łamią się i wytrzymują znacznie więcej niż normalnie.

higheels

 A tak obecnie (no może już mniej, bo muszę na nowo je pomalować :P) wyglądają moje paznokcie. Lakier to Golden Rose Rich Color nr 106.

image

Jestem z nich niesamowicie zadowolona! O wiele bardziej mi się podobają i też ja się w nich lepiej czuję. Polecam! Teraz tylko jak zmieniam lakier delikatnie skracam je pilnikiem. Pod lakier zawsze nakładam wspomnianą odżywkę i tak wygląda moja cała pielęgnacja. Nie denerwujcie się, jeśli nie będzie Wam na początku wychodziło piłowanie. Spokojnie, nauczycie się. Ja aż miałam ciarki od tego odgłosu :P. Dajcie znać, jaki kształt Wy nosicie.

Buziaki:*

HIGHEELS

Makijażowe denko vol.1!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak jak zapowiadałam ostatnio w DENKU PIELĘGNACYJNYM zapraszam Was dzisiaj na pierwsze u mnie na blogu denko kosmetyków kolorowych! Pierwszy raz udało mi się zebrać aż tyle produktów do makijażu i nie tylko. Myślę, że ma to coś wspólnego z ideą „wiosennych porządków”, którą wcielam sukcesywnie w życie ostatnio. Tak więc zapraszam Was na 9 krótkich recenzji.

image

image

1. Lovely, Pump up mascara (aż dwa opakowania).

Chyba nie muszę Wam przedstawiać tego produktu. Sama już straciłam rachubę, które to już opakowanie. To chyba najlepszy tusz, jaki możemy dostać w takiej cenie (11 zł). Pięknie wydłuża, rozdziela i podkręca rzęsy. Nie rozmazuje się, nie kruszy, nie odbija na powiece. Trzyma się cały dzień. Fakt zaczyna zasychać po jakiś 3/4 miesiącach. Wtedy ratuję się moim Duraline. Jednak nawet jeśli wysycha po takim czasie, nie ma co rozpaczać, bo przecież kosztuje 11 zł! A na promocji -49% to już w ogóle bajka. Btw wiecie, że w kwietniu Rossmann znowu będzie nas kusił dokładnie taką promocją? Nie wiem jeszcze dokładnie kiedy, ale bądźcie czujni! Jeśli jeszcze nie próbowałyście tuszu z Lovely, koniecznie musicie nadrobić zaległości!

2. Rimmel Stay Matte- puder matujący w kolorze Transparent.

W tym przypadku też już sama  nie wiem, ile opakowań już zużyłam. 3? 4? Jest to naprawdę dobry produkt! Jest ogólnie dostępny, niedrogi. Kolor Transparent nadaję się dla wszystkich. Świetnie wykończy każdy makijaż. Matuje skórę na cały dzień. Ja na przykład w ogóle go nie poprawiam w ciągu dnia. Ewentualnie zdejmuję nadmiar sebum bibułką matującą lub po prostu przykładam chusteczkę. Nie bieli skóry, w ogóle go na niej nie widać, a trzyma się na niej cały dzień. Daje to efekt maksymalnie naturalny. Jest mega wydajny. Może opakowanie nie jest najbardziej solidne na świecie, ale można mu to wybaczyć. Nakładam go albo gąbeczką albo pędzlem typu flap top w zależności od tego jak poziom zmatowienia chcę osiągnąć. Tak i tak się u mnie sprawdza. Na pewno kupię go ponownie nie raz nie dwa.

3. Essie, Bahama mama.

Pisałam Wam kiedyś POST o tym, co sądzę o lakierach marki Essie. Jakoś nadal nie jestem do niej tak przekonana, żeby wydawać tyle pieniędzy na lakiery. Bahama mama to przepiękny kolor! Świetnie mi się go nosiło. Nawet nie odpryskiwał za bardzo. Byłam z niego zadowolona. Niestety zasechł. Wkurza mnie to tym bardziej, że tyle za niego zapłaciłam. Takie lakiery nie powinny zasychać :P. No cóż, na razie nie planuję zakupy lakierów tej marki. Wybieram raczej tańsze rozwiązania, jak na przykład uwielbiane przeze mnie ostatnio lakiery z Golden Rose. 

image

4. RefectoCil- henna do brwi w kolorze brązowym nr 3. 

Zdecydowanie najlepsza henna jaką kiedykolwiek miałam. Jej samodzielne wykonanie w domu jest banalnie łatwe. No i nie trzeba chodzić wciąż do kosmetyczki. Trzyma się na brwiach baaaardzo długo (2-3 tygodnie). Efekt jest bardzo naturalny. Oczywiście nie radziłabym trzymać jej na brwiach nie wiadomo ile czasu, na wszelki wypadek :P. Kolor zmywa się równomiernie. Nie trzeba się martwić, że zostaną nam plamy lub dziury. Stosunek ceny do wydajności produktu to, bez wątpienia, kolejny plus. Cena takiej tubki to 15 zł (na ezebra.pl), a starczy nam ona na baaaardzo długo. Ja nawet nie zdążyłam jej całej zużyć. Została resztka, która po prostu zaschła. Pewnie też przez to, że pękła mi zakrętka i dostawało się tam powietrze. Polecam Wam ją serdecznie. Szczególnie tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z robieniem henny w domu. To jest naprawdę proste. Instrukcje znajdziecie TUTAJ

5. Sleek, paletka do makijażu Au naturel. 

Jest to moja pierwsza paletka w ogóle! Sama nie wiem, ile lat temu ją kupiłam. Muszę przyznać, że jestem z niej zadowolona. Postanowiłam ją wyrzucić mimo tego, że zostało mi parę cieni prawie pełnych. Dlaczego? Bo skoro nie używałam ich przez okres 4 lat, to na pewno nie zacznę ich używać teraz. Zużyłam kolory, które najbardziej mi się podobały i daję teraz szansę moim innym paletką. Bardzo chwalę sobie jednak te cienie ze Sleek. Nie osypują się, przez co łatwo się je nakłada i rozprowadza. Ładnie się blendują i łatwo się z nimi pracuje. Są bardzo dobrze napigmentowane. Szczególnie czarny, który bardzo lubiłam nakładać przy linii rzęs zamiast eyelinera. Na powiece trzymają się bardzo długo. Nie rolują się, ani nie zbierają w załamaniu. Po tak długim czasie nie zmieniły swojej konsystencji. Nic się z nimi nie stało, dlatego uważam że są naprawdę warte uwagi. Jako osoba początkująca, która stawiała swoje pierwsze kroki w świecie makijażu, bardzo dobrze mi się z nią pracowało. Kolory są bardzo uniwersalne. No może poza tymi brokatowymi, których właśnie nie używałam. Krótko mówiąc, polecam!

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3w1.

Pisałam Wam już o nim nie raz. To że zużyłam kolejne opakowanie świadczy tylko o tym, jak bardzo lubię ten produkt. Nie używam go na noc jako serum, tylko zawsze pod tusz do rzęs. Dzięki niemu rzęsy wyglądają przepięknie! O wiele lepiej niż z samym tuszem do rzęs. Są dłuższe i gęstsze. No i im dłużej go stosuję, to mam wrażenie, że rzęsy są w lepszej kondycji. Nie będę się powtarzać i Was zanudzać. Najlepsze serum-odżywka, jakie możecie dostać w drogerii. Uwielbiam i na pewno nie przestanę używać. 

7. Seche Vite, Dry Fast Top Coat.

Chyba nie muszę przedstawiać tego Pana :P. W świecie kosmetycznym każdy go zna. Również moja kolejna buteleczka, której nie udało mi się zużyć do końca. Niestety jego jedyną wadą jest to, że gęstnieje. Wybaczam mu jednak, tę jedną jedyną wadę, bo bez niego malowanie paznokci nie ma już sensu. Paznokcie wysychają w tempie ekspresowym. Nie musimy poświęcać na malowanie paznokci tyle czasu co kiedyś. Tak wiem, są też hybrydy. Nie jestem do nich jeszcze przekonana. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Po nałożeniu Seche Vite paznokcie w sumie wyglądają jak hybrydy. Błyszczą się i wyglądają po prostu lepiej. Lakier trzyma się też dłużej. U mnie jest to średnio tydzień. Najlepszy top coat ever!

8. Eveline, Art Scenic, korektor do brwi.

Bardzo dawno temu pojawił się w moich Ulubieńcach. Nie bardzo jednak wiem, dlaczego go tam umieściłam. Jest to zwyczajny żel do brwi. Na pewno nie korektor. Na początku w sumie jako tako się sprawował. Później jednak kolor zrudział (czy istnieje taki czasownik?!). W każdym razie stało się z nim to, czego zdecydowanie nie chciałam. Kolor bardzo nienaturalny. Zupełnie mi nie pasował. Poza tym z czasem zaczęła mnie wkurzać szczoteczka, która była zdecydowanie za duża i ciężko się z nią pracowało. Co chwilę wyjeżdżałam poza linię brwi i musiałam poprawiać wszystko patyczkiem do uszu. Finalnie nie jestem z niego zadowolona. Zdecydowanie wolę żel do brwi z Essence.

9. Maybelline, Dream Lumi Touch, korektor rozświetlający w pisaku.

Mam go już baaaardzo długo i nareszcie wzięłam się za to, żeby do końca go zużyć. Zostało mi go dosłownie na dwa użycia. Nie bardzo się polubiliśmy. Po pierwsze wkurza mnie, że zmyły się wszystkie napisy. Nie wiedziałam nawet dokładnie jak się nazywa. Po drugie aplikator- pędzelek, który nie jest zbyt higieniczny. Jeśli chodzi o jego właściwości to też nie zachwyca. W ogóle prawie nie kryje, także z moimi cieniami pod oczami nie ma szans. Tak wiem, nie takie jego zadanie, ale jednak myślałam, że chociaż troszkę je zakryje. Trochę rozświetla, ale też bez rewelacji. Czasem lubi zbierać się w załamaniach. Nie wygląda najlepiej na twarzy. Jakoś tak mało świeżo. Nie kupię go ponownie już na pewno.

Tak prezentuje się moje pierwsze Denko produktów kolorowych. Dziewczyny, poradźcie mi. Jak to jest z tymi hybrydami? Serio opłaca się? Serio są takie super? Serio o wiele lepsze niż zwyczajne lakiery? Od jakiegoś czasu o nich myślę, ale jakoś nie mogę się przekonać. Czekam na Wasze opinię!

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015 – pielęgnacja!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

A więc przyszedł czas na Ulubieńców roku 2015, którzy są związani w wszelaką pielęgnacją. O ile trudno mi było wybrać najlepsze kosmetyki kolorowe, to w przypadku pielęgnacji było znacznie gorzej. Decyzja była ciężka, ale udało się. Zapraszam na 10 krótkich recenzji najlepszych kosmetyków pielęgnacyjnych w minionym roku! Jeśli chcecie poczytać więcej o niektórych produktach, odsyłam Was do linków, które są poukrywane w tekście :). 

image

image

1. Garnier- płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej.

Jest to już druga moja butla i na pewno nie ostatnia. Według mnie jest to płyn micelarny idealny. Ja używam go tylko do oczu. Radzi sobie perfekcyjnie z każdym tuszem i każdym eyelinerem. Wystarczy przyłożyć i poczekać kilka sekund,a  potem delikatnie zetrzeć. Nie podrażnia moich oczu, nie szczypie. Wręcz mam wrażenie, że nawilża ich okolice i pielęgnuje. Jest super wydajny. Starcza na dobrych parę miesięcy. Po demakijażu skóra wokół oczu jest ukojona i nie potrzebuje dodatkowego nawilżenia. Za butlę o pojemności płacimy w drogerii ok 20 zł bez promocji, ale pamiętajcie, że w internetowych sklepach zawsze jest odrobinę taniej. Moim zdaniem najlepszy drogeryjny płyn micelarny!

2. The Body Shop- masło do ciała mango.

Już nie raz rozpływałam się na blogu, na Instagramie, czy Facebooku o tym maśle. Jego zapach jest najlepszy na świecie. Mój ideał, czyli mango z delikatną nutą brzoskwini. Przynajmniej tak mi się wydaję :P. Wspaniały zapach to jednak nie wszystko. Genialnie nawilża skórę! Stosuję go najczęściej na noc i rano budzę się z nawilżoną, jędrną, mięciutką i nadal pachnącą skórą. Szczególnie dobrze spisuje się na nogi, które najczęściej się u mnie wysuszają. Kupiłam do wielkie opakowanie na promocji i starczyło mi na baaaardzo długo. Żałuję bardzo, że w Poznaniu nie ma TBS, bo są teraz wyprzedaże, a do Warszawy nie wybieram się w najbliższym czasie. Jak tylko będzie okazją kupię to masło na pewno! Jest to zdecydowanie moje ulubione masło do ciała!

3. Biovax- maski do włosów.

Nie raz nie dwa zachwycałam się maskami Biovax. Miała już chyba z 2/3 opakowania wersji latte, opakowanie keratynowej, z 2/3 opakowania wersji natural oils z olejem kokosowym, makadamia itp. Używałam ich przez bity rok i nie zamierzam przestać.Teraz zdecydowałam się na nowość z olejem awokado. Zobaczymy jak się sprawdzi. Te maski genialnie wpływają na moje włosy.Świetnie je nawilżają, wygładzają. Włosy po zabiegu są lejące, świecące i widać gołym okiem, że dobrze odżywione. Warto dodać, że często można je znaleźć na promocji w Super-pharm. W niektórych drogeriach internetowych można dostać też wielkie opakowanie 400 ml w dobrej cenie. Jeśli jeszcze nie próbowaliście żadnej maski Biovax, to koniecznie musicie nadrobić zaległości. Są genialne!

image

4. Golden Rose Black Diamond Hardner- odżywka do paznokci.

Długo szukałam dobrej odżywki do paznokci. Wiecie, że używałam jakiś czas słynnego produktu z Eveline, ale postanowiłam zrezygnować z formaldehydu, który niestety znajduje się w składzie kosmetyku z Eveline, a może poważnie zaszkodzić. W końcu trafiłam na Golden Rose- firmę, która mnie jeszcze nigdy nie zawiodła. Nie mogło być inaczej i tym razem. Tę odżywkę mam na paznokciach prawie zawsze. Ze stosownymi przerwami oczywiście. Moje paznokcie zmieniły się nie do poznania. Są mocne, nie łamią się, nie wyginają się (co doprowadzało mnie wcześniej do szału). W ogóle wizualnie wyglądają po prostu lepiej. Najlepsza odżywka na świecie!

5. ECOSPA- olej kokosowy.

Kto czyta mojego bloga wie, że olej kokosowy to mój niekwestionowany Ulubieniec od sama nie wiem kiedy. Powstał cały post o moich ulubionych zastosowaniach tego cudeńka. Jednak najbardziej lubię olejować nim włosy. Żaden olej tak na nie nie działa jak właśnie kokosowy. Czasem dodaję też parę kropel oleju jojoba i efekt też jest świetny! Moje włosy go uwielbiają. Po półtoragodzinnym domowym SPA z olejem kokosowym w roli głównej, włosy są miękkie, gładziutkie, przepięknie pachną i są przyjemnie lejące. Dodatkowo świecą się i widać, że są bardziej odżywione. Ubóstwiam tej olej i muszę mieć go zawsze w mojej kosmetyczce.

6. ECOSPA- hydrolat oczarowy.

Niestety nie dotarła do mnie na czas nowa, pełna buteleczka tego hydrolatu, ale możecie zobaczyć ją w ostatnim denku lub w haulu kosmetycznym z ECOSPA. Jest to hydrolat, który skradł moje serce w tym roku. Wyciągnięty z lodówki i naniesiony na buzię daje niesamowite uczucie ukojenia. Moja skóra go uwielbia. Dzięki niemu niedoskonałości goją się szybciej i też rzadziej wychodzą. Niweluje wszelkie podrażnienia i pielęgnuje skórę, mimo że jest to tylko hydrolat! Z pewnością zostanie ze mną na dłużej.

7. Glinki rosyjskie- czarna, anapska, kambryjska.

Moja miłość do glinek rośnie z każdym kolejnym użyciem. To chyba przez to, że są tak uniwersalne. W zależności od potrzeb skóry, możemy przygotować odpowiednią maseczkę przy użyciu tych samych glinek. Kiedy skóra potrzebuje nawilżenia sięgam po mix glinki anapskiej i kambryjskiej i dodaję parę kropek kwasu hialuronowego i olejku jojoba lub marula i GOTOWE! Kiedy z kolei na gwałt potrzebuję oczyszczenia wtedy koniecznie glinka czarna z hydrolatem oczarowym. Nie dość, że są super tanie, to jeszcze mega wydajne! Z tych trzech opakowań korzystam rok. Działanie maseczek z glinek jest rewelacyjne, a jak pomyślę ile cennych minerałów oddają mojej skórze, to już w ogóle się rozpływam :P. Jeśli nie wiecie, jak przygotować maseczkę, lub jakich reguł przestrzegać stosując glinki zapraszam TUTAJ!

image

8. Resibo- olejek do demakijażu. 

Genialny produkt! Nie należy do najtańszych, ale za to jest naturalny i świetny w działaniu! Jest to mieszanka naturalnych olei: abisyńskiego, manuka, z pestek winogron i witaminy E. Zmywa każdy podkład, a skóra po demakijażu jest gładka i co najważniejsza zadbana i NAWILŻONA. Nie ma potrzeby szukania na szybko kremu nawilżającego, bo skóra jest ściągnięta. Nic z tych rzeczy! Ten olejek jest genialny, a z metody oczyszczania twarzy olejami nie zrezygnuję nigdy. Nic się tak u mnie nie sprawdza jak właśnie OCM. Spróbujcie koniecznie!

9. Uriage- woda termalna.

Zakochałam się w minionym roku w wodach termalnych! Uwielbiam spryskiwać nimi twarz po zmyciu maseczki, po demakijażu i w ciągu dnia. Szczególnie ta woda z Uriage przypadła mi do gustu. Pięknie koi moją skórę. Mam wrażenie, że skóra wręcz ją chłonie i zachłannie wciąga wszystkie dobroci zawarte w tej wodzie. Niby zwykła woda, ale u mnie sprawdza się idealnie. Kupuję ją zawsze na promocji w Super-Pharm za 12 zł ( za 150 ml), także naprawdę warto czekać. Woda termalna= świetna sprawa! A ta z Uriage bije inne na głowę!

10. Pervoe Reshenie Organic Therapy Gold Face Scrub- peeling do twarzy. 

Tutaj Was pewnie zaskoczę. Nie wspominałam często o tym produkcie, a jednak znalazł się tutaj w tym jednym z ważniejszych postów. Stosowałam ten peeling przez bardzo długi czas i muszę przyznać, że nigdy nie miałam lepszego. Trzeba uważać, bo jest to niezły zdzieracz i trąc za mocno można sobie zrobić krzywdę, ale przy racjonalnym używaniu jest świetny! Dlaczego? Naturalny skład a w nim olej ze słodkich migdałów. Duża ilość złuszczających drobinek. Nie jest ani zbyt gęsty, ani zbyt lejący. Konsystencja idealna, według mnie. Słodki lekko pomarańczowy zapach, który umila zabieg i cieszy zmysły. Jest meeega wydajny, a jego cena to zaledwie ok. 17 zł za taką pojemność! Kupiłam go kiedyś przypadkiem i zapomniałam o nim. Na szczęście odkopałam go z szafy po jakimś czasie, bo jest to mój peeling idealny. Skóra po złuszczaniu jest miękka, gładka, ale nie wysuszona. Jak dla mnie, najlepszy peeling jaki kiedykolwiek miałam. Martwię się tylko, bo ostatnio nie widziałam go w żadnym sklepie :(. Dajcie mi znać, czy gdzieś go spotkałyście, bo na pewno kupię go ponownie!

Kochani, to już wszystko! To moi wszyscy Ulubieńcy roku. Jeśli nie widzieliście poprzedniego wpisu z najlepszymi kosmetykami kolorowymi w 2015 roku, zapraszam TUTAJ. Bardzo byłoby mi miło, jeśli podzielilibyście się ze mną swoimi kosmetycznymi odkryciami. Czekam na komentarze!

Buziaki:*

HIGHEELS 

Ulubieńcy roku 2015- makijaż!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nowy rok to czas podsumowań. Zdecydowałam się, że ten tydzień poświęcę właśnie na kosmetyczne podsumowania. Przygotowałam dla Was 2 posty ( drugi opublikuję w sobotę rano :)) z Ulubieńcami Roku. Podzieliłam Ulubieńców na dwie części- makijaż i pielęgnacja. Tak chyba będzie prościej i przejrzyściej. Zdecydowałam się na aż 10 produktów, a i tak było mi ciężko wybrać. Wybrałam więc produkty, które są naprawdę niezawodne i sprawdziły się u mnie na 200%. Jeżeli, o którymś już pisałam, zamieszczę też dla Was linki, jeśli będziecie chcieli poczytać więcej :).

image

image

1. Golden Rose- matte crayon.

Kredki do ust z Golden Rose to absolutny HIT! Mam je stosunkowo od niedawna, a już uznaję je za Ulubieńców Roku. Kocham je za: trwałość, formułę (która jest bardziej kremowa niż szminek Velvet Matt), kolory (szczególnie nr 8!!), prostotę, to jak łatwo się ich używa, za opakowanie, za to, że równo się ścierają, za wszystko! Teraz stałam się posiadaczką odcienia nr 10, który jest dla mnie idealnym nudziakiem. Jest to prawie mój kolor ust, także idealny na co dzień! Matt Crayon skradły moje serce!

2. MAC- Prolongwear Concealer.

Nie ma sobie równych! Ten korektor jest najlepszy na świecie! Zakryję wszystko! Nawet najgorszego pryszcza, który postanowi wyjść w najgorszym możliwym momencie. Poza tym jest to mój pierwszy produkt z firmy MAC, dlatego czuję do niego duży sentyment :P. Dzięki niemu wory pod oczami, nawet te najciemniejsze, nie są mi straszne. Ubolewam nad tym, że już mi się kończy… Przy najbliższej okazji na pewno kupię go ponownie. 

3. MAC- róż z serii Prolongwear w kolorze I’m a lover.

Przepiękny różowy kolor, który nadaję dziewczęcości, świeżości i sprawia, że twarz staję się od razu bardziej promienna. Ma w sobie rozświetlające drobinki, które przepięknie wyglądają na skórze, ale nie są też zbyt nachalne. Utrzymuje się na policzkach cały dzień. Chyba nie muszę pisać o wydajności produktów MAC. Stosuję go chyba od lipca, a zużycie jest naprawdę ledwo zauważalne. Zdecydowanie jest wart każdych wydanych pieniędzy i na pewno nie jest to ostatni róż jaki kupiłam w MAC.

image

4. Lovely- Pump Up Mascara.

Ten tusz jest HITEM! Idealnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Nie osypuje się, nie kruszy się. Zostaje na rzęsach cały dzień. Nie rozmazuje się, ale też łatwo go zmyć. W dodatku jego cena wynosi ok. 10 zł. Czego chcieć więcej? Jest to jeden z najlepszych tuszy jakie miałam. To opakowanie jest chyba moim trzecim albo czwartym. Nie zamierzam z niego rezygnować i sama na pewno nie kupię sobie droższego tuszu. Ten spełnia wszystkie moje oczekiwania.

5. Eveline- Advance Volumiere, skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

To serum służy mi jako odżywka do rzęs/baza, którą nakładam pod tusz do rzęs. W tej roli spisuje się idealnie. W połączeniu z Pump Up Mascara daje efekt pięknych, długich rzęs. Uwielbiam ją i jest to już drugie moje opakowanie. Nie ma porównania między rzęsami z tą odżywką i bez. Efekt jest naprawdę piorunujący. Nie zamierzam z niej rezygnować w najbliższym czasie :).

6. Eveline- Eyeliner Celebrities.

Najlepszy eyeliner, jaki miałam w życiu z najlepszym pędzelkiem ever. Jest tak cieniutki i precyzyjny, że namalujemy nim każdą kreskę, nawet najcieńszą. Dodatkowo utrzymuje się na powiece cały dzień, nie blaknie, nie kruszy się, ani nie pęka. Czerń jest głęboka i naprawdę mocna. Nie trzeba malować dwa razy, żeby uzyskać pełnię koloru. Wystarczy raz. Słowo! Jego cena w Rossmannie to ok. 10 zł. Chyba nie muszę Was dłużej namawiać, aby go wypróbować? 😛 Jedyną jego wadą jest to, że stosunkowo szybko się kończy. U mnie  po 3 miesiącach już jest na wyczerpaniu, ale wybaczam mu to, bo suma pieniędzy za kolejne opakowanie mnie satysfakcjonuje. Niestety nie ma tego produktu na zdjęciach, bo zostawiłam go niestety we Florencji, a nie chciałam kupować kolejnego. Pojawił się on jednak w Ulubieńcach lata i możecie go zobaczyć TUTAJ

7. Catrice- kredka do brwi.

Wiecie, że moje brwi są beznadziejne, dlatego produkty, których używam muszą być dobre. Teraz co prawda zaczęłam stosować odżywkę do brwi z Realash, więc miejmy nadzieję, że będzie lepiej. Do tego czasu praktycznie codziennie sięgam po kredkę do brwi z Catrice. Mam dwa kolory i stosuję je wymiennie w zależności od pory roku. Uwielbiam to, że mają na końcu grzebyk do przeczesania włosków. Utrzymują się cały dzień i wyglądają bardzo naturalnie. Uwielbiam je!

image
(niestety opakowania pudru i bronzera nie są zbyt trwałe)

8. Bourjois- pomadki Rouge Edition Velvett.

No chyba nie ma trwalszej pomadki na tym świecie. Nie raz nie dwa pokazywałam Wam je. Czasem smaruję usta tylko raz w ciągu wieczoru i przed spaniem nadal wyglądają dobrze. Nie wysuszają moich ust, łatwo się je aplikuje, równo się ścierają, są super wydajne. Wiem, wiem, że się powtarzam i już nie raz Wam o tym mówiłam, ale nie mogę się powstrzymać. Te pomadki są naprawdę genialne. Ja mam dwa kolory Frambourjois i Ole Flamingo. Kupuję je zawsze w drogerii internetowej ezebra.pl. Tam są zdecydowanie tańsze niż na przykład w Rossmannie. Polecam tam zaglądać.

9. Makeup Revolution- bronzer.

Używam go już od bardzo, bardzo dawna. Jest genialny. Utrzymuję się na twarzy cały dzień. jest matowy, a więc żadnych wkurzających. świecących drobinek. Ładnie się rozprowadza. Praktycznie nie da się zrobić nim krzywdy. Polecam go szczególnie osobom, które zaczynają swoją przygodę z makijażem. Ma ciepły odcień. Idealny zarówno na lato jak i na zimę. Kosztuje grosze, bo chyba 11 zł w mintishop.pl, a jest wydajny jak nie wiem co! Kupiłam sobie kiedyś skuszona promocją i dobrymi recenzjami bronzer z Kobo, ale jeszcze go nie tknęłam, bo po prostu tego nie da się zużyć! Używam go prawie codziennie od dobrych 5 miesięcy i dopiero niedawno zauważyłam na środku denko. Polecam go każdemu!

10. Rimmel- Stay matte puder w kolorze transparent.

Jest to moje drugie opakowanie i muszę przyznać, że jest to chyba najlepszy drogeryjny puder. Jest bardzo wydajny. Ładnie wykańcza makijaż i przede wszystkim dobrze matowi skórę. Tworzy bardzo naturalny efekt. Ja w ciągu dnia w ogóle go nie poprawiam. Od kiedy dobrze nawilżam moją buzię, już się tak nie błyszczy i stosuję puder tylko raz przy nakładaniu makijażu. Dobrze wtapia się w skórę, a więc nie widać go na twarzy. Kolor 001 transparent moim zdaniem nadaje się do każdego koloru cery. Często jest też dostępny na promocjach w cenie ok. 20 zł. 

Udało się! W końcu zdecydowałam się na złotą dziesiątkę. Bardzo długo się wahałam, czy czegoś nie zmienić, ale nie. To jest moja ostateczna wersja. Te kosmetyki mnie nigdy nie zawiodły, dlatego też często są to moje kolejne opakowania. Czekajcie teraz na post z Ulubieńcami pielęgnacyjnycmi i koniecznie pochwalcie się, co u Was się sprawdziło w 2015 roku.

Buziaki:*

HIGHEELS

Matte Crayon Lipstick- matowe kredki z Golden Rose!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak, zrobiłam to. Kupiłam kolejne dwie pomadki do ust… Ale jak miałam tego nie robić, skoro moje ukochane Golden Rose wydaje nowe matowe kredki do ust i jeszcze wszyscy dookoła je polecają?! No nie dałam rady się powstrzymać i jako rasowa maniaczka pomadek do ust skusiłam się na dwa kolory kredek Matte Crayon Lipstick. Jeden, bardzo podobny do tych które już mam, czyli numer 16 i jeden zupełnie inny, którego w kolekcji nie posiadam, czyli nr 8.

image

image

Numer 16 jest to fuksja z dodatkiem czerwieni. Bardzo ładny kolor, który uwielbiam! Jednak mam już podobne w kolekcji, więc nie było super mega wow, kiedy pierwszy raz go nałożyłam. Za to kolor nr 8 jest po prostu absolutną rewelacją! Jest to brudny róż, ale wpadający we fiolet. Nigdy nie nosiłam tego typu kolorów, ale ten jest po prostu genialny. Nie jest blady, także nie wyglądam w nim jak trup, ani zbyt fioletowy. Idealny na jesień! Jestem w nim po prostu zakochana. Dodatkowo mam wrażenie, że ten kolor wybiela zęby, także same plusy ;). Uważam, że jest to bardzo oryginalny i niestandardowy kolor. Koniecznie sprawdźcie go na jednej z wysepek Golden Rose.

image
(po lewej nr 16, a po prawej 08)

Przejdźmy teraz do konkretów. Opakowanie jest według mnie bardzo solidne. Nie jak w przypadku pomadek w kredce z firmy Celia, które mi się połamały i ciężko się nimi teraz malować. Bardzo łatwo pomalować nimi usta, właśnie dzięki temu, że są w kredce. Bez problemu można narysować nią kontur i zwyczajnie go wypełnić. Wykończenie tej pomadki nie jest do końca matowe. To nie jest mat jaki daje na przykład pomadka z Bourjois Rouge Edition Velvet. Powiedziałabym, że jest to bardziej satyna. Może to i lepiej, bo łatwiej się rozprowadza taką pomadkę. Pomalowane usta pozostają niezmienne przez 3/4 godziny. Później jeśli coś jemy, czy pijemy ścierają się, ale na szczęście równomiernie, więc nie ma tragedii. Aha i nie przesuszają ust! Tylko raz czułam lekkie przesuszenie, jak malowałam się nimi dzień w dzień non stop przez jakieś 4/5 dni. Ale mówimy tutaj o ekstremalnym warunkach :P. Przy normalnym użytkowaniu nie wysuszają. Pomadka zastyga na ustach po pomalowaniu. Delikatnie czuć, że się lepi, ale dosłownie troszeczkę. Nie przeszkadza

Podsumowując, uważam że te kredki są naprawdę super! Szczególnie polecam kolor numer 8, bo jest mega oryginalny! Cała kolekcja zresztą jest warta uwagi. Jest dużo nudziaków, są też czerwienie. Kolejny raz Golden Rose mnie pozytywnie zaskakuje. Uwielbiam ich produkty do ust i nie tylko! W ogóle coraz bardziej przekonuje się do pomadek w kredce. Moim zdaniem ta seria jest świetna. Oczywiście kolejnym plusem produktów Golden Rose jest cena, ponieważ jedna kredka kosztuje 10 albo 11 zł. Także rewelacja! Czuję, że z kolorem nr 8 zaprzyjaźnimy się na bardzo długo :). 

Dziewczyny, testowałyście już te kredki?

Buziaki:*

HIGHEELS