Kosmetyki do włosów z Organix- co myśli Higheels?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Słyszałam o nich już bardzo długi czas, ale jakoś nigdy nie mogłam się zdecydować. Dość mocno odtrącała mnie ich cena, ale w ogóle nie żałuję, że W KOŃCU je zakupiłam. A mowa oczywiście o kosmetykach do włosów z Organix, a konkretniej o szamponie z mleczkiem kokosowym Coconut Milk Shampoo i wygładzającej odżywce z keratyną Brazilian Keratin Therapy Conditioner.

image

Najpierw może weźmy na tapetę szampon. Pierwsze co opiszę, to ZAPACH. To jest coś niesamowitego! Przepiękny, intensywny kokosowy zapach. Uwierzcie mi, że jak umyję nim włosy, to czuć to nie tylko w łazience, ale też w całym mieszkaniu! Każdy się mnie pyta, czym mi tak pachną włosy. Uwielbiam to! Jedna butelka zawiera w sobie 385 ml (!) produktu i kosztuje około 30 zł. Tak wiem, dużo. Zdecydowanie za dużo jak na zwykły szampon. Ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić :P. A już tym bardziej, jak jest na promocji. Skład może nie jest super naturalny, ale cieszmy się, że nie ma w nim silikonów. Jest całkiem okej. Konsystencja jest dość swoista. Jest gęsta, ale jakby trochę galaretowata. Mi osobiście bardzo pasuje, bo można umyć całe włosy małą ilością produktu. Wydaję mi się, że będzie dzięki temu wydajny. Na razie używam go jakieś 2/3 razy w tygodniu przez ponad miesiąc i nie zużyłam nawet 1/3 opakowania. 

Po nałożeniu bardzo dobrze się pieni. Uważam, że świetnie myje włosy. Naprawdę wystarczy tylko jedno mycie, żeby dokładnie je umyć. Dobrze się sprawdza też przy zmywaniu olei po olejowaniu. Podoba mi się, że włosy się po nim łatwo rozczesują. Czasem nie używam nawet żadnej odżywki. A więc po tym, jak już uraczyłyśmy się przepięknym zapachem kokosa (nie sztucznym kokosem, tylko właśnie takim świeżym!), rozczesałyśmy włosy, to czekamy na wyschnięcie i na efekty. Pierwsze co rzuca się w oczy to to, że włosy są super miękkie w dotyku i błyszczące. No i tak przepięknie pachną! Naprawdę uważam, że jest to jeden z lepszych szamponów, jakie kiedykolwiek używałam w życiu. 

Czas też najwyższy, żeby dodać parę słów o odżywce, bo praktycznie zawsze stosuję obydwa produkty na raz. Najpierw oczywiście szampon, jedno mycie, a później odżywka nakładana na 3-5 minut. Gabaryty buteleczki są identyczne. Cena może być trochę wyższa, nawet 39 zł. Czy warto? W połączeniu z szamponem jak najbardziej odpowiem, że tak. Skład jest przyjazny. Znów nie jest to czysta natura, ale całkiem do zniesienia. Znajdziemy tam między innymi: olej kokosowy, proteiny keratyny, olej z awokado i olej masło kakaowe. Konsystencja, zabijcie mnie, ale jak dla mnie wygląda to jak zimny budyń czekoladowy :P. Jeśli chodzi o zapach, to chyba nie muszę Wam mówić, jak bardzo jest wspaniały? Serio, jest GENIALNY! Stosując takie duo na włosach, gwarantuję Wam, że nie pozostaniecie nie zauważeni. I najlepsze jest to, że nie jest to chwila ulotna jak ulotka, tylko naprawdę przez cały dzień czuję, że gdzieś tam ten zapach się przewija. 

Dobra, efekty po duo z Organix! Włosy błyszczące, miękkie i wygładzone. Ja z moimi cienkimi włosami mogę Wam szczerze powiedzieć, że nie obciążają moich włosów. Ani szampon, ani odżywka. Włosy pięknie się rozczesują i nie plączą. Uwielbiam to, jakie są delikatne i miękkie po takim myciu. Aż chce się je macać przez cały dzień. Po takim zabiegu moje włosy są też bardziej nawilżone, co szczególnie mnie cieszy, bo teraz akurat tego bardzo potrzebują. W ogóle jak wrócę do Polski (już za dwa tygodnie) muszę szybko udać się do fryzjera na podcięcie końcówek! Warto jeszcze dodać, że po zabiegu, omawianym dzisiaj duo, włosy są przyjemnie śliskie i lejące, co uwielbiam! Muszę przyznać, że zaskoczyły mnie te kosmetyki. Uważam, że są naprawdę godne uwagi. A już maniaczki kokosowego zapachu powinny je uznać za must have :P.

Nie wiem, jak to będzie z wydobywaniem produktu, kiedy butelka będzie już prawie pusta. Słyszałam, że mogą być z tym problemy, ale na razie jeszcze nie mam się czym martwić. Generalnie nie powiem Wam, że stan moich włosów uległ jakieś diametralnej, długotrwałej zmianie po używaniu tych kosmetyków, ale faktycznie po samym myciu wyglądają one bardzo dobrze. Na pewno pomagają mi w utrzymywaniu włosów w takiej kondycji jakiej są, czyli względnie dobrej z lekko przesuszonymi końcówkami. Uwielbiam moje włosy po zabiegu właśnie tymi produktami! Jestem z nich naprawdę zadowolona. 

Ciekawe, czy ktoś z Was stosował te kosmetyki. Jeśli tak, to czekam na komentarze. Z chęcią wszystkie przeczytam i odpowiem :). Życzę Wam miłej soboty i jeszcze milszej niedzieli. 

Buziaki:*

HIGHEELS

Koniec z rozdwojonymi końcówkami włosów!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Rozdwajające się końcówki to problem, z którym użeram się stosunkowo długo. Udało mi się nad nim zapanować w momencie, kiedy zaczęłam stosować się do kilku podstawowych zasad, które opisałam Wam we wcześniejszym poście TUTAJ.

Jedak mimo to nadal czasem znajdywałam rozdwojone końcówki. Czasem nawet roztrojone (!). Postanowiłam coś z tym zrobić. Pierwsze co, to oczywiście zaczęłam szukać naturalnego oleju. Dowiedziałam się, że olej z pestek śliwek nieźle się sprawuje do takich rzeczy i tydzień później miałam już swoją buteleczkę. Pierwsza aplikacja była tragiczna, bo nałożyłam dużo za dużo oleju i włosy były fatalnie sklejone i obciążone. Zniechęcona za drugim myciem, stwierdziłam, że jednak spróbuję. Wystarczyły dwie krople olejku! Zaczęłam stosowac go regularnie. Olej z pestek śliwek jest stosunkowo lekki i przepięknie pachnie marcepanem. Zauważyłam, że stan końcówek zdecydowanie się polepszył i przede wszystkim ilość rozdwojonych końcówek się zmniejszyła. Kiedy olej się skończył, znalazłam coś nowego.

image

Serum do końcówek z Apteczki Babuni jest to serum silikonowe, co w tym przypadku wcale mi nie przeszkadza, bo akurat silikon na końcówki bardzo dobrze mi robi. Po zaaplikowaniu włosy są gładkie, końcówki się nie plączą, także zdecydowanie trudniej je uszkodzić. Ażeby dodać serum trochę naturalnego akcentu, postanowiłam mieszać je ze świeżo zakupionym olejem jojoba. Takie połączenie sprawuje się u mnie idealnie. Mała dawka silikonu, a jednocześnie oleju jojoba, który świetnie wpływa na kondycje włosów, to strzał w dziesiątkę!

Zauważyłam znaczną poprawę stanu końcówek. O wiele wolniej się przesuszają, no i oczywiście rozdwojonych końcówek jest zdecydowanie, zdecydowanie mniej. Czasem stosuję naprzemiennie. Raz dwie krople oleju jojoba, a raz samo serum silikonowe. Włosy są przez to cięższe, nie puszą się tak bardzo. A najważniejsze, że są zdrowsze i wyglądają lepiej. Bo czy jest coś gorszego niż piękne długie włosy z poszarpanymi, rozdwojonymi i napuszonymi końcówkami?!

Polecam Wam właśnie różnego rodzaju mixy serum silikonowego i naturalnych olei. Przy regularnym stosowaniu taka mieszanka działa cuda! Ostatnio też testuję połączenie tego samego serum z Apteczki Babuni wraz z dwoma kroplami Wella System Professional Luxe Oil, czyli z odbudowującym olejkiem/eliksirem do włosów. Muszę przyznać, że na razie jestem bardzo zadowolona. Zobaczymy, jak będzie sprawdzał się dalej.

Dajcie mi znać, jakich Wy produktów używacie, żeby zabezpieczać końcówki włosów!

Buziaki:*

HIGHEELS

Lokówka stożkowa Babyliss Pro- co myśli Higheels

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nie wiem jak Wy, ale ja mam boleśnie proste włosy. „Boleśnie” to znaczy, że nie ma opcji, że po myciu będą falowane. Oczywiście, zawsze marzyłam, żeby mieć burzę loków na głowie, w myśl popularnej zasady „Jeżeli mam proste włosy, chcę lokowane, a jeśli lokowane, to chcę proste”. Kiedyś trafiłam na stożkowe lokówki. Bardzo mi się spodobała prostota działania i to, że loki powstają mega szybko. W końcu w zeszłym roku zasugerowałam delikatnie, co chciałabym dostać na urodziny i tak w moim posiadaniu znalazła się lokówka stożkowa tytanowo – turmalinowa Babyliss Pro BAB2281TTE Tourmaline Conical Iron. Zdecydowałam się na średnicę 32 do 19 mm, bo taka moim zdaniem jest idealna dla moich włosów. 

image

Kilka ważnych (według mnie) informacji technicznych:

  • rok temu kosztowała ponad 200 zł, jakieś 250 zł,
  • dzięki obecności turmalinu (metalu półszlachetnego) łuski włosów zamykają się przez co stan nawilżenia utrzymuje się i włosy bardziej się błyszczą i po prostu lepiej wyglądają,
  • ma możliwość elektronicznej regulacji temperatury (aż 25 ustawień),
  • izolowany uchwyt i końcówka lokówki,
  • w zestawie dostajemy osłonki na dwa palce i izolującą podkładkę ochronną, na której możemy położyć gorącą prostownicę,
  • bardzo szybko się nagrzewa, dosłownie w ciągu kilkudziesięciu sekund,
  • automatyczne wyłączenie po 72 minutach (!), a więc bez obaw,
  • obrotowy kabel, który zdecydowanie ułatwia sprawę,
  • kabel jest bardzo długi (ponad 2 m) !

image

Co sądzi Higheels:

Muszę przyznać, że ta lokówka jest moją pierwszą. Oprócz małych eksperymentów ze starą lokówką mojej babci :P. Nie mam, więc, jakiegoś super porównania, ale myślę, że jest naprawdę w porządku. Jak robię loki? Wydzielam warstwę włosów, którą będę lokować, a resztę spinam na czubku głowy. Psikam je płynem, który je na wszelki wypadek zabezpieczy. U mnie akurat bardzo fajnie sprawdza się Revlon Uniq One– wielofunkcyjna odżywka w sprayu do włosów. Czekam, aż przeschnie i zaczynam nawijać pasma na stożek. Nie mogą być grube, bo wtedy nie wyjdą nam ślimaki, tylko delikatne fale. Nawijam pasmo przez całą długość lokówki i czekam kilkanaście sekund, uważając, żeby nie spalić włosów, jak dziewczynka w popularnym ostatnio filmku na YouTube :P. Gotowy lok psikam od razu lakierem, bo niestety bez tego loki utrzymają się u mnie jakąś godzinę. No i robię to samo z resztą włosów. Oczywiście najbardziej przykładam się do zewnętrznej warstwy włosów, najbardziej reprezentacyjnej :P. Później znowu wszystko piskam lakierem i gotowe.

Całość zajmuje mi jakieś 20/30 minut, ale musicie pamiętać, że nie mam jakiś super gęstych włosów. Muszę przyznać, że tak wykonane loki trzymają się u mnie naprawdę długo. Spokojnie jakieś 9/10 godzin, co jest sukcesem. Uwierzcie mi! Później oczywiście się rozprostowują. Aha warto dodać, że ja robię sobie loki rzadko. Tylko na wyjątkowe okazję. Moje włosy nie zniosłyby gdybym powtarzała tę czynność parę razy w tygodniu. No i wolę nie ryzykować przesuszeniem. 

Z osłonek na palce nigdy nie korzystałam, bo nie jest mi w tym wygodnie, ale uważam, że jest to naprawdę fajny pomysł dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z kręceniem włosów. Jestem niesamowicie zadowolona z tej lokówki. Nigdy nie przypaliłam sobie nią włosów, ani nawet się nie oparzyłam. Bardzo szybko robi loki i jest to efekt najbardziej ostatnio pożądany, czyli poskręcane fale, które dodają objętości. Nie wiem, dlaczego, ale jak zrobię sobie loki, to czuję się od razu bardziej pewna siebie. Czemu nie mam naturalnie loków?! 

Wklejam Wam zdjęcie moich gotowych loków. Wiem, że jest niewyraźne, ale innego nie mam. Ważne, że widać efekt. Poza tym tu miałam jeszcze taaaakie długie włosy :). Teraz je podcięłam.

10831995_1533677400204269_117186395_n

Podsumowując, polecam Wam serdecznie tę akurat lokówkę. Super się sprawdza i efekt jest naprawdę świetny. Bardzo podoba mi się to, że mogę nią zrobić różne loki, dzięki temu, że jest stożkowa. Od drobnych do bardziej szerokich. Mam nadzieję, że posłuży mi na dłuuuugie lata. 

A Wy jakich lokówek używacie?

Buziaki:*

HIGHEELS

Piękniejsze włosy w 3 minuty? To możliwe- sprawdź jak!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Kończąc prenumeratę pudełek beGLOSSY zamówiłam sobie pudełko specjalne z najlepszymi kosmetykami 2014 roku. Akurat trafiłam na promocję i okazało się, że dostanę dodatkowy, pełnowymiarowy produkt- odżywkę do włosów 3 Minute Miracle Reconstructor, Deep Conditioner for Damaged Hair z Aussie. Nie spodziewałam się po niej wiele. Mało tego, spisałam ją na straty, ponieważ wcześniej testowałam jakąś inną odżywkę Aussie też z beGLOSSY i, że była beznadziejna, to mało powiedziane. Odstawiłam ją do szafki i zapomniałam o niej. Jednak kiedy jechałam nad morzę, to szukałam na szybko jakieś odżywki. W ręce wpadła mi właśnie ta i postanowiłam ją ze sobą wziąć. 

image 
Co pierwsze rzuca się w oczy, to niespotykana butelka (250 ml), z której bardzo łatwo wycisnąć produkt. Myślę, że łatwo będzie też zużyć ją do samiuteńkiego końca. Po drugie genialny zapach! Typowa guma balonowa! Taka jak się żuło w dzieciństwie. Przy pierwszej aplikacji nie mogłam przestać jej wąchać. Mało tego, zapach utrzymuje się na włosach jeszcze długo po zmyciu! Wiem, ze regularnie odżywka kosztuje ok. 30 zł! Co, według mnie, jest dużo za dużo.Warto czekać na promocję albo kupić ją w zestawie. 

Stosuję ją wtedy, kiedy nie mam czasu na maskę lub olej. Wtedy, kiedy wiem, że każda minuta jest ważna, ale włosy nie mogą być napuszone i beznadziejne. Nakładam ją po myciu na dosłownie, tak jak nakazał producent, na 3 minuty. Konsystencja odżywki jest na tyle zbita, że produkt nie spływa z włosów. Zmywam i zostawiam włosy, aż wyschną. Nie stosuję jej codziennie. Tylko co jakiś czas. Jak już naprawdę nie mam czasu na chociażby 15 minut zabiegu z jakąś maską. 

Efekt? Mega miękki i lejące się włosy! Nie plączą się przez co o wiele łatwiej je rozczesać. Mało tego! NIE PUSZĄ SIĘ!  Są gładkie i wyglądają na zdecydowanie zdrowsze. Zdaję sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości skład nie jest zbyt dobry i to sprawa silikonów i innych chemikaliów, ale wychodzę z założenia, że czasem nawet coś takiego przydaje się włosom. Co więcej, są sprężyste i przede wszystkim odżywione. Czuć to w dotyku, ale i wyglądają na bardziej zadbane i lśnią. 

Ogólnie stan moich włosów się ostatnio polepszył, ale nie mogę powiedzieć jednoznacznie, że to od tej odżywki, bo stosuję równocześnie dużo innych rzeczy, ale przypuszczam, że Aussie na pewno się do tego przyczyniła. 

Podsumowując, jestem z niej zaskakująco zadowolona. Nie spodziewałam się wiele, a jednak zaskoczyła mnie swoim działaniem! Z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić, jako dobrą i szybką odżywkę po umyciu włosów. Warto też podkreślić, że jest bardzo wydajna, a więc nawet w cenie regularnej, warto zaryzykować. Jest to idealne wyjście dla osób, które nie lubią nosić przez godzinę lub dwie maski na włosach lub dla tych, którzy po prostu nie mają na to czasu. Polecam!

Buziaki:*

zaskoczona HIGHEELS

Gumki do włosów Invisibobble- hit czy kit?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Bardzo dawno temu zakupiłam moją pierwszą gumkę Invisibobble w kolorze czarnym. Podniecona zakupem od razu zrobiłam sobie kitkę, ale niestety gumka cały czas się zsuwała. Oczywiście wkurzyłam się i odstawiłam gumkę na bok. Porzuciłam ją na dobrych parę miesięcy. Pewnego dnia nie mogłam znaleźć gumki do włosów, żeby zrobić sobie koka. W końcu odkopałam mój czarny zwinięty kabel telefoniczny (który btw. wygląda trochę jak pająk w szufladzie) i związałam nim włosy. Jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam, że pierwszy raz, naprawdę pierwszy raz, kok trzyma się idealnie. I to jeszcze taki w artystycznym nieładnie, a nie taki zbity. Żadnych wsuwek, żadnych poprawek. I właśnie tak dałam drugą szansę czarnej gumce Invisibobble.

image

Mam włosy dosyć lejące, ale jednak trochę puszące się. Mam ich dużo, ale są cienkie. Zawsze wiązałam włosy czarnymi gumkami z H&M. Jednak zauważyłam, że ten malutki metalowy element wyrywa mi włosy, a więc przerzuciłam się na cienkie, jasne bez metalowych wstawek. Te z kolei niby są fajne, ale strasznie plączą się w nie moje baby hair z tyłu głowy. I co najgorsza przy noszeniu wysoko kitki bolą mnie cebulki, a czasem nawet głowa. No i nie mówiąc o tym, że odznacza się na włosach linia gumki.

A więc Invisibobble. Nieśmiertelne gumki, które okazały się HITEM. Po pierwsze naprawdę nie wyrywają mi włosów. Włosy, które same wypadną nie są zaplątane na gumce, co mnie bardzo cieszy, bo szczerze tego nienawidziłam. Dobrze trzyma włosy, ale z drugiej strony nie ściska ich za mocno, a więc nie ma mowy o jakimkolwiek bólu. Po jej ściągnięciu nie zauważyłam nigdy, żeby było widać miejsce, w którym była zawiązana. Lubię ją nosić, bo wiem, że nie uszkadzam struktury włosa, ani nie wyrywam ich niepotrzebnie. 

image

Wyglądają bardzo estetycznie. Są elastyczne i można je rozciągnąć tak bardzo, jak tylko chcemy (oczywiście, bez przesady :P). Fajnie prezentują się na nadgarstku, można je pomylić z bransoletką. Bardzo mi to odpowiada, bo ja muszę, po prostu muszę mieć zawsze gumkę w pogotowiu na nadgarstku. I nie zostawia też śladu na nadgarstku, co mnie mega wkurzało w starych gumkach. Jeśli się zbyt je rozciągnie, wystarczy zalać je na chwilę gorącą wodą i gumka wróci do swojego pierwotnego kształtu. Nic się z nimi nie dzieje! Absolutnie nic! Nie pękną nam niespodziewanie (co się często zdarzało z nieszczęsnymi gumkami z H&M), nie przecierają się, nic! Warto wspomnieć, że bardzo ładnie prezentuje się na samych włosach. Dość oryginalnie i bardzo estetycznie. 

Fakt, nie sprawdza się u mnie w niskich kitkach. Z kolei w wysokich, takich na czubku głowy daje radę. Rewelacyjnie spisuje się w przeróżnych kokach. Jeśli chodzi o warkocz, to niespecjalnie lubię wiązać nią włosy. Jakoś nie podoba mi się jak to wygląda. A jako że na ogół śpię w warkoczu, wtedy powracają do łask jasne gumki, bez metalowych wstawek z H&M. 

Muszę powiedzieć, że oczarowana moją czarną Invisibobble, postanowiłam zainwestować w jakiś inny kolor. Wybór padł oczywiście na różowy, który bardzo fajnie wygląda na włosach. Minusem jest jej cena, bo jedna gumka kosztuje 4,99 zł, a więc całkiem sporo jak na zwykłą gumkę do włosów, ale wybaczam jej nawet to, za to, że w końcu mogę chodzić z kokiem przez cały dzień. Żadnych więcej poprawek co 10 minut, żadnych wkurzających, kłujących wsuwek. W końcu normalny kok!

Gdzie można je kupić? Stacjonarnie wiem, że w Hebe, ale chyba tylko w opakowaniach po 3 gumki. Ja kupiłam obydwie na ezebra.pl. I to każdą osobo. 

Dziewczyny z długimi włosami, polecam Wam je szczerze! Wiem, że sama na początku mówiłam, że są beznadziejne, ale przekonałam się i nie wyobrażam sobie wrócić na stałe do tamtych gumek. Invisibobble są rewelacyjne! Polecam je każdemu!

Buziaki:*

HIGHEELS