Natur Vital Sensitive Hair Mask- recenzja by Higheels

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

10Cześć wszystkim!

Jako że w pudełku widać już dno, w końcu przyszedł czas na recenzję maski do włosów firmy Natur Vital Sensitive Hair Mask Aloe Vera Juniper Zimbro. Kupiłam ją już jakiś czas temu w drogerii Natura za ok. 25 zł. Skusiło mnie to, że nie zawiera w składzie silikonów, parabenów, barwników, czy znienawidzonego przeze mnie oleju mineralnego. Skład ma naprawdę bardzo krótki i całkiem w porządku. 

Zdjęcie 12.03.2015, 09 38 05

Zdjęcie 12.03.2015, 09 39 02

Ciężko jest z dostępnością, bo często w Naturze jej po prostu nie ma. No i cena też jest wysoka, chociaż na promocji można ją dostać za 15/16 zł. Moim zdaniem jest bardzo wydajna. Konsystencja jest idealna. Ani za lejąca, ani za gęsta. Dzięki temu produkt starcza naprawdę na bardzo długo. Ma dziwny zapach. Taki trawiasto-roślinny, typowo aloesowy. Mi osobiście nie przeszkadza :). 

Zdjęcie 12.03.2015, 09 39 51

Jak ją stosuję? Próbowałam na różne sposoby. Najpierw po myciu nałożyłam pod czepek na około godzinę. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona. Włosy błyszczące, nawilżone, lejące i nie puszące się. Ale niestety przy kolejnym takim użyciu coś się popsuło. Włosy bardzo się napuszyły i wyglądały jakoś nijako. Dodatkowo były trochę zbyt obciążone. Zniechęciłam się trochę. Postanowiłam trzymać ją trochę krócej. Faktycznie jeśli trzymam ją tak od 3 do 10/15 minut jest okej. Ale to tez zależy od dnia. Czasem moje włosy ją wręcz piją, czasem tak średnio. Zdarza się, że się też po niej puszą. Nie rozumiem do końca, dlaczego tak jest. Może po prostu moje włosy czasem bardziej jej potrzebują? Nie wiem. Lubię tak na szybko po myciu nałożyć ją dosłownie na 3 minuty. Wtedy zwiększa objętość włosów. Jest ich więcej, są miękkie, puszyste i się błyszczą. Spróbowałam też nałożyć ją na godzinę na suche włosy,a później umyłam je normalnie szamponem. W tym wypadku włosy nie puszyły się i wyglądały naprawdę dobrze. No i nie były obciążone, dzięki umyciu. 

Jej największą zaletą jest nawilżenie. W tej kwestii sprawdza się rewelacyjnie. I nie tylko jeśli chodzi o włosy, ale również skalp. Łagodzi, nawilża i odżywia skórę głowy. 

Generalnie uważam, że jest to dobra maska, ale nie rewelacyjna. Sprawdza się dość dobrze, ale szału nie ma. Przyjemnie się ją stosuje, ale nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów. Jeśli komuś zależy na samym nawilżeniu, to myślę, że się sprawdzi. Ale nie ukrywam, że trochę się zawiodłam. Najbardziej wkurza mnie to puszenie, bo nienawidzę jak na czubku głowy mam siano! Nie jestem w stanie określić jednoznacznie, czy ją lubię czy nie. Najtrafniejszą odpowiedzią byłoby: „Czasem tak, czasem nie”.

Nie wiem, mam co do niej mieszane uczucia. Czasem się sprawdza się lepiej, czasem gorzej. Czy Wy też macie takie wrażenie?

Buziaki:*

zmieszana HIGHEELS

Gumki do włosów Invisibobble- hit czy kit?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Bardzo dawno temu zakupiłam moją pierwszą gumkę Invisibobble w kolorze czarnym. Podniecona zakupem od razu zrobiłam sobie kitkę, ale niestety gumka cały czas się zsuwała. Oczywiście wkurzyłam się i odstawiłam gumkę na bok. Porzuciłam ją na dobrych parę miesięcy. Pewnego dnia nie mogłam znaleźć gumki do włosów, żeby zrobić sobie koka. W końcu odkopałam mój czarny zwinięty kabel telefoniczny (który btw. wygląda trochę jak pająk w szufladzie) i związałam nim włosy. Jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam, że pierwszy raz, naprawdę pierwszy raz, kok trzyma się idealnie. I to jeszcze taki w artystycznym nieładnie, a nie taki zbity. Żadnych wsuwek, żadnych poprawek. I właśnie tak dałam drugą szansę czarnej gumce Invisibobble.

image

Mam włosy dosyć lejące, ale jednak trochę puszące się. Mam ich dużo, ale są cienkie. Zawsze wiązałam włosy czarnymi gumkami z H&M. Jednak zauważyłam, że ten malutki metalowy element wyrywa mi włosy, a więc przerzuciłam się na cienkie, jasne bez metalowych wstawek. Te z kolei niby są fajne, ale strasznie plączą się w nie moje baby hair z tyłu głowy. I co najgorsza przy noszeniu wysoko kitki bolą mnie cebulki, a czasem nawet głowa. No i nie mówiąc o tym, że odznacza się na włosach linia gumki.

A więc Invisibobble. Nieśmiertelne gumki, które okazały się HITEM. Po pierwsze naprawdę nie wyrywają mi włosów. Włosy, które same wypadną nie są zaplątane na gumce, co mnie bardzo cieszy, bo szczerze tego nienawidziłam. Dobrze trzyma włosy, ale z drugiej strony nie ściska ich za mocno, a więc nie ma mowy o jakimkolwiek bólu. Po jej ściągnięciu nie zauważyłam nigdy, żeby było widać miejsce, w którym była zawiązana. Lubię ją nosić, bo wiem, że nie uszkadzam struktury włosa, ani nie wyrywam ich niepotrzebnie. 

image

Wyglądają bardzo estetycznie. Są elastyczne i można je rozciągnąć tak bardzo, jak tylko chcemy (oczywiście, bez przesady :P). Fajnie prezentują się na nadgarstku, można je pomylić z bransoletką. Bardzo mi to odpowiada, bo ja muszę, po prostu muszę mieć zawsze gumkę w pogotowiu na nadgarstku. I nie zostawia też śladu na nadgarstku, co mnie mega wkurzało w starych gumkach. Jeśli się zbyt je rozciągnie, wystarczy zalać je na chwilę gorącą wodą i gumka wróci do swojego pierwotnego kształtu. Nic się z nimi nie dzieje! Absolutnie nic! Nie pękną nam niespodziewanie (co się często zdarzało z nieszczęsnymi gumkami z H&M), nie przecierają się, nic! Warto wspomnieć, że bardzo ładnie prezentuje się na samych włosach. Dość oryginalnie i bardzo estetycznie. 

Fakt, nie sprawdza się u mnie w niskich kitkach. Z kolei w wysokich, takich na czubku głowy daje radę. Rewelacyjnie spisuje się w przeróżnych kokach. Jeśli chodzi o warkocz, to niespecjalnie lubię wiązać nią włosy. Jakoś nie podoba mi się jak to wygląda. A jako że na ogół śpię w warkoczu, wtedy powracają do łask jasne gumki, bez metalowych wstawek z H&M. 

Muszę powiedzieć, że oczarowana moją czarną Invisibobble, postanowiłam zainwestować w jakiś inny kolor. Wybór padł oczywiście na różowy, który bardzo fajnie wygląda na włosach. Minusem jest jej cena, bo jedna gumka kosztuje 4,99 zł, a więc całkiem sporo jak na zwykłą gumkę do włosów, ale wybaczam jej nawet to, za to, że w końcu mogę chodzić z kokiem przez cały dzień. Żadnych więcej poprawek co 10 minut, żadnych wkurzających, kłujących wsuwek. W końcu normalny kok!

Gdzie można je kupić? Stacjonarnie wiem, że w Hebe, ale chyba tylko w opakowaniach po 3 gumki. Ja kupiłam obydwie na ezebra.pl. I to każdą osobo. 

Dziewczyny z długimi włosami, polecam Wam je szczerze! Wiem, że sama na początku mówiłam, że są beznadziejne, ale przekonałam się i nie wyobrażam sobie wrócić na stałe do tamtych gumek. Invisibobble są rewelacyjne! Polecam je każdemu!

Buziaki:*

HIGHEELS

 

Sylveco lniana maska do włosów- pierwsze wrażenie

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami moimi pierwszymi spostrzeżeniami na temat lnianej maski do włosów marki Sylveco. Użyłam jej na razie jakieś 3/4 razy. Są to moje pierwsze doświadczenia z firmą Sylveco, zresztą pokazywałam Wam niedawno zdjęcie na moim Instagramie (na którego gorąco zapraszam). Byłam bardzo ciekawa tej maski, tym bardziej, że w składzie ma również olej kokosowy, który się u mnie świetnie sprawdza.

Zdjęcie 31.05.2015, 18 33 12

Na początek zdziwiło mnie mała pojemność (150 ml). Niby w opisie produktu na stronie widać, ile maski kupujemy, ale jakoś jak ją dostałam, to zawiodłam się, że jest taka mała. Samo opakowanie bardzo mi się podoba. Jest skromne, ale naprawdę ładne. Dodam, że maska kosztowała ponad 20 zł, czyli dość sporo biorąc pod uwagę pojemność. Skład ma bardzo zachęcający, bo w większości naturalny. Zapach. Trochę dziwny, nie przypadł mi do gustu. Aleee… najdziwniejsza sprawa to konsystencja. Jest bardzo lejąca i taka jakby mało mokra, trochę piankowa. Po prostu dziwna :P. 

Zdjęcie 31.05.2015, 18 31 35

Przejdźmy do efektów. Nałożyłam maskę na dwa sposoby, które proponuje producent. Pierwszy- zaraz po myciu na mokre włosy, pozostawiając produkt na parę minut. Niestety ta metoda się u mnie nie sprawdziła. Włosy były napuszone i zupełnie nic ta maska z nimi nie zrobiła. Postanowiłam, więc spróbować drugiego sposobu, czyli na suche włosy przed myciem nałożyć kosmetyk na co najmniej pół godziny. Po nałożeniu strasznie ciężko było rozczesać włosy. Zawsze żeby rozprowadzić jakąkolwiek maskę używam grzebienia z szeroko rozstawionymi ząbkami i nie mam z tym problemu, a tutaj to była jakaś masakra! Włosy były posklejane, poplątane, takie jakieś napuszone. Ale dobra, w końcu je rozczesałam, nałożyłam czepek i przedłużyłam zabieg do godziny, i co? Spłukałam maskę, włosy umyłam, wyschły i niby w porządku. Ku mojemu zaskoczeniu nie były napuszone, błyszczały się i były dość dobrze nawilżone, ale z kolei bardzo się plątały. I to meeega się plątały! Nie dość, że zaraz po aplikacji było ciężko je rozczesać, to po umyciu włosów też! Nie wiem, o co chodzi, ale pierwszy raz spotkałam się z takim działaniem. Później przez cały dzień moje włosy się plątały!

Wydajność. Jeśli chodzi o ten drugi sposób aplikacji to trzeba nałożyć dość sporo produktu, bo inaczej mam wrażenie, że go w ogóle nie ma. Także nie wiem, jak to będzie z wydajnością, biorąc pod uwagę, że jest jej naprawdę mało w opakowaniu.

Podsumowując, sama nie wiem co mam o niej myśleć. Niby nawilża i poprawia wygląd włosów, ale strasznie nie podoba mi się to, jakie włosy są zaraz po nałożeniu produktu (dziwne, suche, posklejane… nie wiem) i to że tak strasznie się plątają. Najlepszym słowem określającym tę maskę jest po prostu DZIWNA. Nie wiem sama…może spróbuję jakiegoś innego sposobu aplikacji, a może z czasem będzie lepiej? Może jeszcze stanie się ulubieńcem (o ile nie powyrywam sobie wszystkich włosów przy próbach rozczesania). Zobaczymy. Na pewno będę używać regularnie, żeby sprawdzić, czy obietnice producenta o polepszeniu kondycji włosów się sprawdzą.

Jeśli używałyście tej maski, to dajcie mi znać, jak ją stosowałyście i czy się sprawdziła. Miłej niedzieli!

Buziaki:*

HIGHEELS