Denkowy szał vol.10!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Z okazji wakacji pozwoliłam sobie na mały urlop od pisania postów :P. Ale spokojnie, wracam do Was! Teraz od kiedy Instagram stał się Snapchatem możecie liczyć też tam na krótkie relacje z mojego dnia. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :). Tak więc, przepraszam za przerwę i wracam do Was ze zdwojoną siłą! Siatka ze zużytymi kosmetykami pęka w szwach, a to oznacza tylko jedno- DENKOWY SZAŁ! I o ile dobrze się doliczyłam, to już dziesiąty post z tej serii! Zapraszam!

image

image

1. Alterra- szampony do włosów.

Czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego odkryłam je tak późno?! Najlepsze szampony drogeryjne, jakie miałam! Przetestowałam wersję dodającą objętości dla włosów delikatnych i pozbawionych witalności z papają i stwierdzam, że jest genialna! Żałuję tylko dwóch rzeczy: małej pojemności (200ml) i lekko dziwnej, galaretowatej konsystencji, do której trzeba się po prostu przyzwyczaić, żeby nie marnować produktu. Następnym przetestowanym szamponem był ten z biotyną i kofeiną dla włosów osłabionych i przerzedzających się. Ta wersja z kolei sprawdziła się trochę gorzej, ale i tak zadowalająco. Trzecia jest z kwiatem lotosu i oliwką dla włosów farbowanych, których ja nie mam, ale oczywiście nie robi to żadnej różnicy :P. Bardzo się polubiłyśmy i umieściłabym ją na drugim miejscu w rankingu. Moje włosy po tych szamponach nie plątają się, są stosunkowo miękkie, a wraz z odżywkami i maskami to już w ogóle baja! Kupiłam je na promocji kiedy kosztowały coś ponad 5 zł (!). 5 zł za taki produkt?! Biorę!! Jeśli ich nie próbowałyście, zróbcie to koniecznie! Genialne szampony! 

2. Isana- żele do mycia ciała.

Ostatnio wzięło mnie na testy tych popularnych już żeli z Isany. Są tanie i łatwo dostępne. Kupiłam je na promocji za chyba nieco ponad 2 zł. Wybrałam: mleko i miód, Hello Spring (owocowy generalnie), borówka. Opakowanie cieszą oko, tak samo oczywiście jak widok ceny na półce :P. Jeśli chodzi o jakość, to naprawdę nie jest źle. Ładnie się pienią, są stosunkowo wydajne. Mam tylko jedno „ale”, otóż wolę generalnie żele bardziej świeże. Takie które dodadzą mi energii i po których użyciu czuję się jak świeżo narodzona. Tutaj niestety aż takiego szału nie ma. W przypadku mleka z miodem miałam wrażenie, że jestem jakby niedomyta. Nie wiem w sumie dlaczego :P. Gwoli ścisłości, potrafię się dobrze umyć, więc myślę, że jest to wina produktu :P. Polecam Wam polować na promocje i wypróbować te żele, a nuż Wam się spodobają. Ja teraz robię przerwę i poszukam czegoś orzeźwiającego.

image

3. Avebio- hydrolat oczarowy.

Pierwszy kosmetyk od Avebio i kolejny hydrolat w mojej kolekcji. Dobrze wiecie, że uwielbiam hydrolaty, a oczarowy to już w ogóle numer jeden. Ten powiem Wam, że jest w porządku. Jakiegoś większego szału nie robi, ale jest ok. Bardziej sprawdzał mi się hydrolat oczarowy z ECOSPA. Nie wiem na czym to polega, ale ECOSPA moim zdaniem lepsze. Chociaż przyznam, że obydwa dobrze odświeżają i koją skórę. Ten z ECOSPA ma po prostu, moim zdaniem, lepsze działanie antyseptyczne. Więcej pewnie go nie kupię, ale fajnie było go wypróbować :).

4. Maybelline COLORAMA- lakiery do paznokci w kolorze 06 (różowy) i 214 (miętowy).

Swojego czasu bardzo lubiłam te lakiery. Bardzo dobrze trzymają się na paznokciach i są wystarczająco kryjące. Niestety przegrywają z lakierami od Golden Rose. Po pierwsze są droższe, po drugie mają mniejszy, mniej poręczny pędzelek, a krycie suma summarum jest trochę mniejsze. Chyba zawsze będę polecać lakiery z Golden Rose. Chociaż Dziewczyny…POMOCY! Ostatnio poważnie rozważam zakup zestawy startowego do robienia hybryd. Nie wiem tylko na jaką firmę się zdecydować Semilac czy Neonail? Pomóżcie!

5. Lancome- O d’azur.

Są to perfumy, które zgapiłam chyba ze sto lat temu od mojej mamy. Uwielbiam je na zimę. Są bardzo kobiece, dość ciężkie i mega intensywne. Według mnie ten zapach jest mega seksowny i kobiecy. Domyślam się, że nie każdemu będzie pasował, ale jeśli będziecie miały okazję, koniecznie koniecznie powąchajcie go w jakieś drogerii. Polecam je bardzo, bo zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo, są trwałe i pachną tak samo przez cały dzień.

Teraz chciałabym Wam wspomnieć pokrótce o produktach, o których już kiedyś Wam pisałam, ale dopiero teraz je zdenkowałam.

image

6. ECOSPA- maska algowa peel off.

Moja pierwsza maska algowa, która od razu pojawiła się w Ulubieńcach. Świetna sprawa i świetny produkt. Będę testować też inne maski algowe. O tak! Link do Ulubieńców znajdziecie TUTAJ.

7. Eveline Advance Lumiere- serum do rzęs.

Nie wiem sama, ile opakowań już zużyłam. Polecam i zawsze polecać będę. Wytuszowane rzęsy z nałożonym wcześniej tym produktem wyglądają o niebo lepiej!

8. Bourjois Helathy Mix- podkład. 

Całkiem przyjemnie mi się z niego korzystało. Rozświetlający, lekki podkład, o którym pisałam całą recenzję TUTAJ

9. Resibo- krem pod oczy.

Fajny, fajny, ale jakiegoś większego szału nie zrobił. O nim również napisałam dla Was całego posta. Możecie przeczytać go właśnie TUTAJ

10. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

Najlepszy żel do brwi, jaki kiedykolwiek miałam! Bardzo polecam. Sprawdza się nawet na szybko, kiedy wychodzę do sklepu i na szybko chcę poprawić brwi. Cały wpis TUTAJ!

Dooobra, oto całe denko. Patrzę teraz, że już kolejne puste opakowania wylądowały w siatce :P. To się nigdy nie kończy! 😀 Polecam Wam szczególnie szampony z Alterry. Dzisiaj w Rossmannie widziałam je w promocji. No dobra, kupiłam dwie kolejne butelki :P. Miłego wieczoru!

Buziaki:*

HIGHEELS

Lancôme Poudre Majeur Excellence Libre- recenzja Higheels

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

05Cześć wszystkim!

Dzisiaj biorę na tapetę kosmetyk z wyższej półki. Rzadko się to zdarza, także tym bardziej warto poczytać :P. Mowa o pudrze sypkim marki Lancôme (Poudre Majeur Excellence Libre). Dostałam go już jakiś czas temu na prezent. Czekał sobie cierpliwie na swoja kolejkę w szufladzie. W końcu po skończeniu Stay Matte z Rimmel, sięgnęłam po niego. I powiem szczerze, że żałuję że tak późno, bo ten puder jest genialny!

image

W całkiem sporym, schludnym (tak się pozornie wydaje, ale dojdę do tego za chwileczkę) i stylowym opakowaniu kryje się aż 20 g produktu. Ilość naprawdę spora, a biorąc pod uwagę jego wydajność, nie jestem pewna czy kiedykolwiek będę w stanie zużyć go do końca. Stosuję go już od dobrych czterech miesięcy i ledwo widzę jakikolwiek ubytek. Jak to bywa w przypadku marek selektywnych cena niestety jest wysoka. Taka przyjemność kosztuje nas sporo, bo aż 180 zł. Oczywiście najkorzystniej jest poczekać na różnego rodzaje akcje promocyjne i rabaty. Od kiedy Sephora i Douglas mają swoje sklepy internetowe zniżki pojawiają się dość często. Przejdźmy jednak do działania. 

image

Po pierwsze puder ma genialną konsystencję! Jest bardzo drobno zmielony i taaaaaki aksamitny. Po nałożeniu w ogóle nie czuć go na twarzy, co mnie bardzo cieszy, bo nienawidzę uczucia, że mam coś ciężkiego na twarzy. Ten produkt jest bardzo lekki, a jednocześnie delikatnie kryje. Mój odcień to 03 Sable i często stosuję go zamiast podkładu. Kolor nie ciemnieje na buzi, ani nie robi żadnych plam. W ogóle ostatnio praktycznie nie używam podkładów. Jakoś zaczęły mnie denerwować na twarzy. Czuję się, jakby moja skóra była brudna :P. Nie pytajcie dlaczego, bo nie mam pojęcia. Uwierzcie mi na słowo, że skóra wygląda genialnie po nałożeniu tego pudru solo. Koloryt jest delikatnie wyrównany, skóra zmatowiona, ale jednocześnie promienna. A to wszystko sprawka pięknego, satynowego wykończenia produktu. Idealne rozwiązanie na wiosnę i lato. Jednocześnie warto wspomnieć, że skóra jest ładnie zmatowiona przez dobre 4/5 godzin, a kosmetyk trzyma się na twarzy przez cały dzień. Nie będę owijać w bawełnę. Uwielbiam go i to jak wygląda na twarzy! Robi 100 razy więcej niż przeciętny puder matujący. 

Jego niekwestionowaną zaletą jest to, że nie podkreśla suchych skórek, ani nie wysusza skóry bardziej. Nie wiem dlaczego, ale mam ostatnio problem z odstającymi, wkurzającymi skórkami na nosie. No nie mogę dojść do ładu z moją skórą, ale to już temat na kolejny post :P. W każdym razie ten puder idealnie wpasowuje się w moje obecne potrzeby. Nie ważne jak bardzo mam suchą skórę, nie widać tego. Całe szczęście. Skóra jest przepięknie wygładzona i ujednolicona. Przymiotnikiem, który zdecydowanie najtrafniej określa ten produkt jest AKSAMITNY. W nim zamykają się wszystkie jego cechy. 

Oprócz oczywistej wady, czyli ceny, muszę niestety wspomnieć o jeszcze jednej. Opakowanie. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, jakim cudem kosmetyk za 180 zł może mieć tak beznadziejne opakowanie. Wieczko nie posiada zatrzasku, tak więc wystarczy je podnieść, aby dostać się do środka. W środku jest jeszcze nakładka na puder, w której włożony był puszek, niby zakręcana. Niestety utyka ona często w wieczku. Także od sypkiego pudru, który w każdej chwili może wylecieć dzieli nas tylko lekkie wieczko, które uwierzcie mi, może spaść przy każdej okazji. Nie ma mowy o podróżowaniu z tym pudrem! Gdy przewoziłam go z Florencji musiałam okleić do taśmą (Serio? Puder za taką cenę oklejony taśmą?!). A i tak po otwarciu puder porozsypywał się po całym opakowaniu i wszedł w każdą możliwą szparę, co wymagało wyczyszczenia, bo wyglądało po prostu nieestetycznie. Także można bez wahania powiedzieć, że jest to kosmetyk stacjonarny. Całe szczęście do opakowania dołączone jest jeszcze sitko, które nakładamy na puder, w celu ułatwienia nałożenia produktu na pędzel lub puszek.  

image

Jeśli chodzi o aplikację. Na początku posiłkowałam się dołączonym puszkiem, ale teraz wolę zdecydowanie pędzel typu Flat Top. Z nałożeniem nie ma żadnego problemu. Ładnie i gładko rozprowadza się po skórze. Kosmetyk ten nie tworzy efektu maski. Wątpię w to, że można zrobić sobie nim krzywdę. 

Podsumowując, jest to najlepszy puder jaki kiedykolwiek miałam! Tylko dlaczego opakowanie nie jest bardziej stabilne i lepiej wykonane?! No i nie powiem, bo chętnie kupowałabym go w korzystniejszej cenie :P. Pomimo tego jestem pewna, że jeśli kiedykolwiek mi się skończy, kupię go ponownie. Jest genialny! Da się przeżyć tę wysoką cenę, mając w głowie, że będziemy go używać przez parę lat. Ma swoje wady, ale polecam go całym sercem!

Dziewczyny, mam do Was pytanie. Potrzebuję kremu na noc dobrze nawilżającego, ale żeby z kolei nie był bardzo tłusty i nie zostawiał na twarzy lepkiego filmu. Nie mam w ogóle pomysłu… Polećcie mi coś! 

Buziaki:*

HIGHEELS