L’Oréal True Match highlight- recenzja by Higheels

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Jezuuu jakie piękne słonko było dzisiaj (sobota :P)! Od razu naładowały mi się baterie. Jestem typowym meteopatą. Jak tylko wychodzi słonko, to mam ochotę biegać, skakać, tańczyć i mój humor poprawia się w sekundę. Aleee do rzeczy.. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją rozświetlacza, który miałam okazję przetestować dzięki marce L’Oréal. Chodzi o L’Oréal True Match Highlight. Jest to dokładniej puder rozświetlający, który możemy wykorzystywać do techniki makijażowej zwanej strobingiem, czyli do modelowania twarzy światłem. Twarz wygląda wtedy znacznie młodziej. Jest promienna i przepięknie rozświetlona. Czy produkt L’Oréal faktycznie spełnia swoje zadanie? 

img_5138

Po pierwsze trzeba wspomnieć, że produkt składa się z trzech kolorów: ciepły, naturalny i chłodny. Tak więc w cenie jednego produktu mamy praktycznie trzy rozświetlacze w trzech różnych kolorach. W środku znajdziemy też lusterko i pędzelek, ale szczerze powiedziawszy nie jest on moim zdaniem ani użyteczny, ani przyjemny w dotyku. Nie korzystam z niego wcale, wolę moje pędzelki. Nie mogę pominąć kwestii dosyć kiepsko wykonanego opakowania. Niestety jest zrobione z cienkiego plastiku i mam takie wrażenie, że przy pierwszym upadku nie będzie za bardzo czego zbierać. Już po paru użyciach na wierzchu srebrne elementy zaczęły się ścierać. Niestety jeśli chodzi o opakowanie, to pozostawia naprawdę wiele do życzenia. 

img_5139

Według mnie kolory tak naprawdę praktycznie wcale się od siebie nie różnią. Jedynie ten chłodny z lekką niebieską poświatą wyróżnia się na tle tamtych dwóch. Nie lubię tego, że produkt nie jest zbyt dobrze zmielony. Nie lubię rozświetlaczy, po aplikacji których widać na skórze małe świecące drobinki. Wolę zdecydowanie jak jest to delikatna, subtelna poświata. Nie przypadło mi też to gustu to, że nie tak jak w przypadku Mary Lou, wystarczy lekko dotknąć produkt i już otrzymujemy pełen pigment kosmetyku. Tutaj niestety tak nie ma. Na potrzebę zdjęcia ze swatchami musiałam z 3/4 razy maznąć produktem po ręce, aby otrzymać taki efekt końcowy. No cóż.. nie będę ukrywać. Nie jest to mój ulubiony produkt. Rzadko kiedy modeluję twarz rozświetlaczem, bo uważam że jeszcze tego nie potrzebuję. Pomimo zacnych 24 lat :P. Tak więc ten produkt służy mi, jako rozświetlacz pod łukiem brwiowym i w kąciku oka. Ewentualnie na szczyty kości policzkowych. Innych partii twarzy nie rozświetlam. 

img_5140

Wiem, że niektóre dziewczyny są z niego zadowolone. No ja jakoś się z nim nie zaprzyjaźniłam. Myślę, że może też problemem jest sam dobór kolorów. Możliwe, że w przypadku ciemniejszej wersji kolorystycznej byłoby inaczej, a nawet lepiej. Alee nie ma co narzekać. Tak czy tak bardzo dziękuję marce L’Oréal za możliwość przetestowania ich nowego produktu. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was go testował? Jeśli tak, to czekam na Wasze opinie!

Buziaki:*

HIGHEELS

Wyniki konkursu urodzinowego Higheels! <3

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Konkurs oficjalnie zakończony! Wybiła godzina 0! Szkoda, ale powiem Wam, że spodobało mi się robienie konkursów :D. 

konkurs-blog

Po pierwsze chciałam Wam bardzo, bardzo podziękować! Nie spodziewałam się, aż tylu komentarzy i tylu miłych słów. Aż łezka w oku się kręci. Daliście mi wielkiego energetycznego kopa w tyłek i mam teraz wrażenie, że mogę góry przenosić! A może raczej pisać bez końca dla Was posty :P. Z całego serca dziękuję! Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego prezentu urodzinowego. 

Każdy komentarz był oryginalny, kreatywny i na swój sposób wyjątkowy. Bardzo ciężko było mi podjąć ostateczną decyzję, bo najchętniej nagrodziłabym każdego z Was. Obiecuję jednak, że konkursów będzie więcej. Koniec z samolubną Higheels, która zostawia wszystkie kosmetyki dla siebie! 😀 Spodziewajcie się kolejnych szans na wygranie nagród!

13259562_258556767831683_942097292_n

A teraz przechodząc do najważniejszego! Ogłaszam wszem i wobec, że w moim pierwszym konkursie ever wygrywa…….tararrarararararara…… darvuliaa, która zaskoczyła mnie wyborem kosmetyku, bez którego nie mogłaby żyć i jednocześnie dała mi do myślenia, że mój żel do higieny intymnej ma ukryty potencjał, którego z całą pewnością nie wykorzystuję w stu procentach. Dzięki za ukrytą radę, Kochana! Gratuluję!

Komentarz, dzięki któremu darvuliaa zgarnia nagrodę to: 

„Gdybym na bezludną wyspę mogła ze sobą zabrać tylko jeden kosmetyk, ten jeden jedyny, niepowtarzalny, którego bym strzegła jak oczka w głowie, to mój wybór byłby prosty. Tym szczęśliwym wybrańcem jest żel do higieny intymnej. Kochane, przecież on ma tak wiele zastosowań, co prawda nie dla każdego przypadnie do gustu myć nim włosy czy twarz, ale tak, można to robić w kryzysowych sytuacjach. Przecież gdybyśmy trafiły właśnie na taką wyspę lub inne, tego typu miejsce to naprawdę byśmy myślały o tuszu do rzęs? Idealnie obrysowanych brwiach? Oj nie sądzę 😊 A co kiedy dopadną nas TE DNI? Cóż my biedne wtedy uczynimy? W ruch natychmiast pójdzie żel, a odświeżone będziemy czuły się o wiele lepiej. A jeżeli gdzieś wyjedziemy, gdzie najbliższy sklep będzie 10 km od nas, a zapomniałyśmy szamponu? Oczywiście uratuje nas wcześniej wspomniany żel! Lepiej tym żelem umyć włosy, niż miejsca intymne myć szamponem, czyż nieprawda? 😘 Ten kosmetyk naprawdę w sytuacjach bez wyjścia może okazać się naszym jedynym wybawieniem. Jest on wielofunkcyjny i każda z nas powinna go zabierać ze sobą w każdą kilkudniową podróż, bo uratuje on nas lepiej, niż niejeden nawet najdroższy kosmetyk!”

Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję! Nie złośćcie się na mnie, że nie wygraliście! Naprawdę najchętniej nagrodziłabym każdego, tylko nie wiem, czy mój portfel byłby w stanie udźwignąć ten ciężar. 

Przygotowuję dla Was mnóstwo nowych, świeżutkich postów, a więc bądźcie czujni! Zachęcam do odwiedzania Instagrama, Facebooka i Google +, na którym niedawno się pojawiłam i biję rekordy w postaci aż dwóch osób, które mnie tam obserwują :D. 

Jeszcze raz gratulacje dla darvuliaa! Koniecznie sprawdź maila!

Buziaki:*

HIGHEELS

Drugie urodziny Higheels! Pierwszy konkurs!

25 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

To już drugie urodziny Higheels! Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko zleciał! Jeszcze niedawno pisałam pierwszego posta i zastanawiałam się, czy ktokolwiek go kiedykolwiek przeczyta :P! A teraz jesteście WY! Czytelnicy, którym chciałabym przede wszystkim bardzo, bardzo podziękować! Gdyby nie Wy, prawdopodobnie już dawno rzuciłabym to. Strasznie mnie cieszy każdy Wasz komentarz, czy polubienie. Nie ważne czy tu, czy na Instagramie czy Facebooku. Dodajecie mi zawsze tyyyyyle siły! Prowadzenie tego bloga to moja pasja, która na pewno tak szybko nie wygaśnie. Chcę to robić i będę to robić dalej. A Wam jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję :*. 

konkurs-blog

Z okazji urodzin postanowiłam przygotować dla Was konkurs! Tak, konkurs! Pierwszy na moim blogu i na pewno nie ostatni! Nagrodą są kosmetyki, które sama przetestowałam i wielokrotnie polecałam plus dorzucam też małą niespodziankę. Także jest o co powalczyć! Każdy może wygrać i każdemu z Was nagroda się należy :). Niestety nie jestem w stanie nagrodzić wszystkich, dlatego zestaw nagród wygra tylko jedna osoba. Co musicie zrobić? Nic prostszego! 

  1. Zostaw komentarz pod tym wpisem z odpowiedzią na jedno proste, a może nawet dla niektórych bardzo trudne pytanie: „Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie życia i dlaczego?” Czy to będzie zwykłe mydło, czy tusz do rzęs Wasza sprawa! Zostawiam Wam pole do popisu. Wybiorę najciekawszą, najbardziej kreatywną, godną według mnie nagrody odpowiedź z uzasadnieniem. Do dzieła! Pamiętaj, zawsze masz szansę wygrać!
  2. Będzie mi bardzo miło, jeśli polubisz mnie na Facebooku i/lub zaobserwujesz mnie na Instagramie! Nie jest to jednak warunek konieczny, bo wiem przecież, że niektórzy z Was nie mają na przykład konta na Insta. A będzie mi miło, bo uwielbiam mieć z Wami ciągły kontakt, rozmawiać z Wami, dowiadywać się różnych rzeczy i pytać o porady, kiedy sama czegoś nie wiem.

Wszystko! Tylko dwa podpunkty! Nie bój się, nie będę nikogo faworyzować. Zwycięzcę wybiorę razem ze specjalnie powołaną do tego komisją :). 

Co można wygrać? Co obejmuje nagroda?

Mam nadzieję, że nagrody przypadną Wam do gustu! Na komentarze czekam do piątku (20.05.2016), a w sobotę rano (21.05.2016) tutaj na blogu podam nazwisko zwycięzcy. Do dzieła!

Buziaki:*

HIGHEELS

Regulamin konkursu:

– Organizatorem konkursu jest blog www.higheels.pl prowadzony przeze mnie, a więc Basię Warczyńską. 
– Konkurs odbywa się tutaj na blogu (www.higheels.pl).
– Konkurs trwa od 14.05.2016 od chwili publikacji posta na blogu, aż do 20.05 do godziny 23:59. 
– W konkursie może wziąć udział każda osoba posiadająca dostęp do Internetu i adres e-mail.
– Osoba biorąca udział w konkursie oświadcza, że jest pełnoletnia lub działa pod nadzorem pełnoprawnego opiekuna.
– Aby wziąć udział w konkursie należy zostawić komentarz z odpowiedzią i uzasadnieniem na pytanie: „Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie życia i dlaczego?”. 
– Zwycięzca zostanie wybrany na podstawie treści komentarza przez komisję konkursową. Wybór nie będzie losowy. O wyborze zdecyduje- wartość merytoryczna treści odpowiedzi.
– Zwyciężyć może tylko jedna osoba. Nagroda jest tylko jedna.
– Do wygrania jest zestaw nowych kosmetyków o łącznej wartości ponad 120 zł. 
– Każdy uczestnik może dodać tylko jeden komentarz z odpowiedzią na pytanie konkursowe.
– Nie można wymieniać nagrody rzeczowej na jej wartość pieniężną u organizatora. 
– Nagroda zostanie wysłana do Zwycięzcy przez Pocztę Polską na koszt Organizatora.
– Adres do wysyłki zostanie uzgodniony za pośrednictwem korespondencji mailowej po ogłoszeniu wyników. Organizator skontaktuje się ze Zwycięzcą na adres e-mail podany podczas zamieszczania komentarza. 
– Zwycięzca zostanie ogłoszony w poście tutaj na blogu (www.higheels.pl).
– Każda osoba biorąca udział w zabawie oświadcza, że zapoznała się z treścią regulaminu i w pełni ją akceptuje. 

L’Oréal Volume Million Lashes Extra-Black mascara- co myśli Higheels?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Najwyższy czas, żeby napisać kilka słów o tuszu do rzęs, który dostałam jakiś czas temu od firmy L’Oréal. Mowa oczywiście o jednej z licznych maskar z serii Volume Million Lashes. Jako że dostałam do przetestowania aż dwie z nich, najpierw postanowiłam wypróbować wersję Extra Black. Kiedyś bardzo dawno temu używałam wersji pogrubiającej w złotym opakowaniu i byłam z niej umiarkowanie zadowolona, więc z przyjemnością sięgnęłam po jej czarne wydanie. 

12750192_995895573829452_1554211477_n

image

Tusz pięknie wydłuża i rozdziela rzęsy. Do tego stopnia, że mój narzeczony zauważył, że mam coś innego na oczach niż zazwyczaj i spytał, o co chodzi :P. Faktycznie efekt jest inny niż daje mój ulubiony tusz z Lovely. Bardzo podoba mi się to, że nie skleja rzęs. Oczy wydają się optycznie większe i bardziej otwarte. Po aplikacji tworzy się przepiękna, delikatna firanka rzęs. Jest to efekt dość subtelny i powiedziałabym ‚lekki’. Nie ma uczucia ciężkich, obciążonych włosków. Kolor jest faktycznie Extra Black. Pierwsza warstwa bez problemu sprawia, że możemy cieszyć się pełnią koloru. Dzięki kształtowi szczoteczki rzęsy można też ładnie podkręcić. Jeśli chodzi o działanie to jedyny czego można by się czepiać, to brak efektu pogrubienia. Ale może to i dobrze, bo dzięki temu osiągamy właśnie pożądany (przynajmniej ostatnio przeze mnie) efekt lekkości. 

image

Tusz utrzymuje się na rzęsach przez cały dzień. Nie kruszy się, nie osypuje. Wygląda ładnie wieczorem tak samo jak i rano zaraz po aplikacji. 

Opakowanie bardzo schludne, estetyczne i porządnie wykonane. Jak wszystkie tusze z serii Volume Million Lashes. Szczoteczka silikonowa. Rzęsy maluje się szybko, bo tusz szybko pokrywa dokładnie każdy włosek i całe szczęście, bo nienawidzę, jak na przykład rzęsy u nasady nie są do końca pomalowane. Jedyną wadą szczoteczki jest to, że jest zbyt duża w stosunku do mojego oka. Musiałam nauczyć się z nią pracować, tak aby nie ubrudzić sobie powiek. Z górną powieką jako tako nie ma problemu, ale jeśli chodzi o rzęsy na dolnej powiece jest gorzej. Moje są po prostu zbyt krótkie i zawsze gdzieś tam się ubrudzę. Niestety wolę trochę mniejsze szczoteczki. 

Tusz jest też wydajny. Na pewno bardziej niż ten z Lovely, który po dwóch/trzech miesiącach jest już do wywalenia. Moje opakowanie otworzyłam pod koniec lutego i jak na razie wszystko jest tak jak na początku. 

Niewątpliwym minusem jest jego cena. W Rossmannie widziałam go za ok. 60 zł (!). Na szczęście są też drogerie internetowe, gdzie tusz ten można dostać w rozsądniejszych cenach. No chyba, że skusicie się na promocje -49%, która nadchodzi wielkimi krokami! Słyszałyście? 

Podsumowując, uważam że jest to naprawdę przyzwoity produkt. Bardzo przyjemnie mi się z niego korzysta. Podoba mi się ten efekt, którego już bardzo dawno na swoich rzęsach nie widziałam. Niesamowicie kobiecy i zmysłowy. Rzęsy wydłużone do maksimum, ale jednocześnie pięknie rozdzielone i podkręcone. Dziękuję L’Oréal za możliwość przetestowania Waszych produktów!

Buziaki:*

HIGHEELS

L’oréal True Match Super blendable- ostateczna recenzja

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

W końcu nadszedł czas, aby napisać ostateczną recenzję nowej, ulepszonej wersji podkładu L’oréal True Match super-blendable foundation. Jak wiecie, poprzednia wersja tego podkładu się u mnie nie sprawdziła. Strasznie mi się po nim świeciła cera i miałam wrażenie, że podkład zupełnie nie stapia się ze skórą. Co gorsza przez cały czas widocznie odznaczał się od skóry. W końcu nawet nie zużyłam połowy buteleczki i oddałam go koleżance. Już jakiś czas temu dostałam od firmy L’oréal nową formułę do testowania. Opisałam Wam dokładnie, czym różni się nowa od starej TUTAJ. Dzisiaj chciałabym Wam opisać, jak podkład sprawdził się u mnie na skórze i czy rzeczywiście nowa formuła jest lepsza.

11846251_929076373816378_925987488_n

  Jeśli chodzi o kolory, to ja sobie mieszam najczęściej najmniejszy (rose beige) z tym pośrednim (vanille). Wychodzi wtedy kolor idealny dla mnie. Konsystencja jest troszkę bardziej zbita niż w pierwszej wersji, co bardzo mi pasuje, bo tamtej to spływał mi z ręki. Jednocześnie jest też bardzo lekka i przyjemna w użyciu. Nakładam go praktycznie zawsze rękoma. Bardzo ładnie i równomiernie się rozprowadza. Po nałożeniu przepięknie stapia się ze skórą! Mówię Wam efekt jest baaaardzo naturalny i naprawdę subtelny. Z drugiej strony też kryje. Może nie jakoś spektakularnie jak Double Wear, ale to co ma przykryć, to przykryje. Nie narzekam :P.

Zawsze go lekko przypudrowuję. Nie jest tak, że trzeba robić to koniecznie, tak jak w starej wersji, ale jednak lubię efekt całkowicie zmatowionej skóry. Mimo tego podoba mi się strasznie, jak ten podkład rozświetla cerę! Widać nawet w opakowaniu, że ma w sobie delikatne drobinki rozświetlające, które na twarzy naprawdę nie są nachalne. Bez obaw, nie widać brokatu, czy też jakiś złotych drobinek. Dopiero jak w pełnym świetle przyjrzymy się z bliska widać, że skóra subtelnie się mieni. Nawet mi, staremu wrogowi brokatu i wszystkiego co świeci, takie efekt przypadł do gustu.

Kolejną jego ważną cechą jest to, że jest o dziwo długotrwały. Poprzednia wersja słynęła u mnie z tego, że w ciągu dnia po prostu znikała. Tutaj nie ma czegoś takiego! Podkład trzyma się cały, bity dzień. Nie potrzeba go poprawiać. Fajne jest to, że efekt matowej cery utrzymuje się przez długie godziny. Nie waży się i cały czas wygląda dobrze na skórze. Warto dodać, że nie wysuszył mojej skóry, ani też nie podkreślał suchych skórek, które od czasu do czasu gdzieś tam się u mnie pojawiają. Przy codziennym używaniu nie zapchał mojej cery! Za to go lubimy najbardziej :).

11849427_1484961911801318_317698211_n

Do gustu przypadło mi też opakowanie. Solidne i z pompką! Mogę wycisnąć dokładnie tyle produktu, ile potrzebuję i wszystko jest czyste i higieniczne. Przypominam, że stara wersja była bez pompki i notorycznie wylewało mi się o wiele za dużo produktu, co wpływało niekorzystnie na jego wydajność. Na szczęście L’oréal rozwiązał ten problem :). 

Muszę przyznać, że ten podkład naprawdę przypadł mi do gustu. Podoba mi się to, jak naturalnie wygląda na buzi. Przepięknie wyrównuje koloryt skóry i skóra jest promienna, wypoczęta i rozświetlona. Fankom mocno kryjących podkładów go nie polecam, ale dla dziewczyn, które potrzebują czegoś lekkiego, jak najbardziej. Uważam, że ta wersja jest o niebo lepsza od starej i szczerze powiedziawszy uważam ją za jeden z lepszych podkładów, jakie używałam w życiu.

Niestety jest jedno „ale”. Z tego co widziałam, jest on cholernie drogi! Widziałam go nawet za 60 zł! Myślę, że lepiej poczekać z jego zakupem do dużych promocji, bo po prostu nie opłaca się. Ale już w promocyjnych cenach, jak najbardziej. Szczerze polecam go Wam, bo u mnie naprawdę się sprawdził. A u Was?

Buziaki:*

HIGHEELS