Lepsza wersja konturówki do ust Inglot w kolorze nude!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Jakiś czas temu porównywałam dla Was dwie konturówki do ust w kolorze nude. Była to konturówka z Lovely Perfect Line numer 1 i sławna już konturówka Inglot Soft Precision o numerze 74. Cały tekst możecie znaleźć TUTAJ. Tak więc z tych dwóch konturówek zdecydowanie częściej sięgałam po produkt z Inglota. Na tyle często, aż w końcu gdzieś mi się zawieruszył :(. No dobra, przepadł na zawsze. Prawdopodobnie wypadł mi gdzieś z torebki. Jako że kolor konturówki z Lovely nie do końca mi pasował, wyjście było tylko jedno… ZAKUPY W INGLOCIE!

Poszłam z zamiarem kupienia jeszcze raz tej samej konturówki i pomady do brwi (Napiszę o niej wkrótce, ale powiem Wam tylko jedno słowo- SZTOS!). Niestety Pani sprzedawczyni pokrzyżowała mi plany, ponieważ poleciła mi gorąco produkt uważany przez nią za lepszą wersję numeru 74. Zaufałam i nie żałuję! Mówię o Inglot Lip Pencil w kolorze 32. Jest to wysuwana kredka do ust, która z powodzeniem może robić też za konturówkę. 

image

Powiem szczerze, że zakochałam się w tym produkcie bez pamięci. Dawno żadna kredka do ust aż tak nie przypadła mi do gustu. Po pierwsze bardzo podoba mi się to, że powierzchnia, którą się maluje jest większa. Nie jest to cieniutka końcówka, którą trzeba się nieźle namachać, żeby pokryć całe usta. O nieee! Tutaj wystarczy nam dosłownie parę pociągnięć i gotowe. Przy tym, należy podkreślić, że jest bardzo precyzyjna. Bez problemu obrysujemy sobie nią usta, nie martwiąc się, ze wyjedziemy poza ich kontur. Co jeśli końcówka się stępi i będzie zbyt gruba? A no w takim przypadku mamy pod ręką malutką temperówkę, która ukryta jest na końcu opakowania. Dzięki niej w każdej chwili i w każdym miejscu można naoszczyć kredkę. Niezmiernie mnie to cieszy, bo wielokrotnie zapominałam naoszczyć kredki w domu i dopiero, gdy sięgałam po produkt, którym ni jak się nie dało pomalować ust, w mojej głowie krążyło tylko „Higheels, Ty zapominalska kretynko!”. Teraz na szczęście takiego problemu już nie mam. 

image

Jeśli chodzi o kolor, to jest on bardzo zbliżony, praktycznie identyczny jak numerek 74. Tak samo pięknie wygląda na co dzień i tak samo efektownie prezentuje się przy mocniejszym, wieczornym makijażu. Uwielbiam go za jego uniwersalność. Jestem przekonana, że pasowałby większości osób! Jest to przepiękny nudziak z lekko zgaszoną, fioletową nutą. Absolutnie genialne połączenie! 

image

Konsystencja nadal jest dość tępa, ale na szczęście nie przeszkadza mi to tak bardzo jak w przypadku pierwszej kredki, bo nie muszę tyle razy szarpać nią ust, dzięki większej powierzchni produktu. Przy kredce nr 74 moje usta niestety czasem błagały o pomstę do nieba. Szczególnie wtedy, kiedy były lekko wysuszone. Tutaj kontakt z produktem przy aplikacji jest skrócony o tyle, że zupełnie mi to nie przeszkadza. Producent informuje, że w składzie zawarty jest olejek awokado, który powinien dodatkowo nawilżać i regenerować usta, ale nie liczyłabym na to zważywszy na to, że jest to kosmetyk o matowym wykończeniu. Produkt jest bardzo dobrze napigmentowany, a więc żeby otrzymać pełnię koloru, wystarczy dosłownie jedna warstwa. A co za tym idzie? Oczywiście niesamowita wydajność kosmetyku. Nie mogę narzekać, bo mam ją chyba od miesiąca, stosuję regularnie, a zużycie jest naprawdę ledwo zauważalne.

Bardzo podoba mi się opakowanie, bo jest bardzo schludne i przede wszystkim solidne. Nie ma mowy, aby kredka otworzyła się w torebce i ubrudziła połowę jej zawartości (been there done that). Produkt bez problemu się wysuwa, nie zacina się i póki co nie łamie. 

Przekonuję mnie też jej trwałość. Tak jak w przypadku kredki nr 74 trwałość jest niesamowicie długa, a nawet wydaję mi się, że pomadka utrzymuję się na ustach dłużej niż jej poprzedniczka. Są to solidne 3/4 godziny pełnego koloru, który ściera się równomiernie przez następne 2/3 godziny. 

Niestety ta wersja jest nieco droższa, bo kosztuje 33 zł. Według mnie produkt o takiej jakości, wydajności i trwałości, bez wątpienia, zasługuje na taką cenę. Spróbujcie, a przekonacie się na pewno! Polecam gorąco całym serduchem tę kredkę! Jest najlepsza na świecie i na pewno szybko z niej nie zrezygnuję.

Dziękuję Wam bardzo za trzymanie kciuków wczoraj! :* Egzamin jako tako poszedł. Mam nadzieję, że będzie do przodu! Możliwe, że jutro będę miała dla Was małą niespodziankę! Bądźcie czujni około 21 na Instagramie i Facebooku

Buziaki:*

HIGHEELS

Wyniki konkursu urodzinowego Higheels! <3

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Konkurs oficjalnie zakończony! Wybiła godzina 0! Szkoda, ale powiem Wam, że spodobało mi się robienie konkursów :D. 

konkurs-blog

Po pierwsze chciałam Wam bardzo, bardzo podziękować! Nie spodziewałam się, aż tylu komentarzy i tylu miłych słów. Aż łezka w oku się kręci. Daliście mi wielkiego energetycznego kopa w tyłek i mam teraz wrażenie, że mogę góry przenosić! A może raczej pisać bez końca dla Was posty :P. Z całego serca dziękuję! Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego prezentu urodzinowego. 

Każdy komentarz był oryginalny, kreatywny i na swój sposób wyjątkowy. Bardzo ciężko było mi podjąć ostateczną decyzję, bo najchętniej nagrodziłabym każdego z Was. Obiecuję jednak, że konkursów będzie więcej. Koniec z samolubną Higheels, która zostawia wszystkie kosmetyki dla siebie! 😀 Spodziewajcie się kolejnych szans na wygranie nagród!

13259562_258556767831683_942097292_n

A teraz przechodząc do najważniejszego! Ogłaszam wszem i wobec, że w moim pierwszym konkursie ever wygrywa…….tararrarararararara…… darvuliaa, która zaskoczyła mnie wyborem kosmetyku, bez którego nie mogłaby żyć i jednocześnie dała mi do myślenia, że mój żel do higieny intymnej ma ukryty potencjał, którego z całą pewnością nie wykorzystuję w stu procentach. Dzięki za ukrytą radę, Kochana! Gratuluję!

Komentarz, dzięki któremu darvuliaa zgarnia nagrodę to: 

„Gdybym na bezludną wyspę mogła ze sobą zabrać tylko jeden kosmetyk, ten jeden jedyny, niepowtarzalny, którego bym strzegła jak oczka w głowie, to mój wybór byłby prosty. Tym szczęśliwym wybrańcem jest żel do higieny intymnej. Kochane, przecież on ma tak wiele zastosowań, co prawda nie dla każdego przypadnie do gustu myć nim włosy czy twarz, ale tak, można to robić w kryzysowych sytuacjach. Przecież gdybyśmy trafiły właśnie na taką wyspę lub inne, tego typu miejsce to naprawdę byśmy myślały o tuszu do rzęs? Idealnie obrysowanych brwiach? Oj nie sądzę 😊 A co kiedy dopadną nas TE DNI? Cóż my biedne wtedy uczynimy? W ruch natychmiast pójdzie żel, a odświeżone będziemy czuły się o wiele lepiej. A jeżeli gdzieś wyjedziemy, gdzie najbliższy sklep będzie 10 km od nas, a zapomniałyśmy szamponu? Oczywiście uratuje nas wcześniej wspomniany żel! Lepiej tym żelem umyć włosy, niż miejsca intymne myć szamponem, czyż nieprawda? 😘 Ten kosmetyk naprawdę w sytuacjach bez wyjścia może okazać się naszym jedynym wybawieniem. Jest on wielofunkcyjny i każda z nas powinna go zabierać ze sobą w każdą kilkudniową podróż, bo uratuje on nas lepiej, niż niejeden nawet najdroższy kosmetyk!”

Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję! Nie złośćcie się na mnie, że nie wygraliście! Naprawdę najchętniej nagrodziłabym każdego, tylko nie wiem, czy mój portfel byłby w stanie udźwignąć ten ciężar. 

Przygotowuję dla Was mnóstwo nowych, świeżutkich postów, a więc bądźcie czujni! Zachęcam do odwiedzania Instagrama, Facebooka i Google +, na którym niedawno się pojawiłam i biję rekordy w postaci aż dwóch osób, które mnie tam obserwują :D. 

Jeszcze raz gratulacje dla darvuliaa! Koniecznie sprawdź maila!

Buziaki:*

HIGHEELS

Drugie urodziny Higheels! Pierwszy konkurs!

25 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

To już drugie urodziny Higheels! Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko zleciał! Jeszcze niedawno pisałam pierwszego posta i zastanawiałam się, czy ktokolwiek go kiedykolwiek przeczyta :P! A teraz jesteście WY! Czytelnicy, którym chciałabym przede wszystkim bardzo, bardzo podziękować! Gdyby nie Wy, prawdopodobnie już dawno rzuciłabym to. Strasznie mnie cieszy każdy Wasz komentarz, czy polubienie. Nie ważne czy tu, czy na Instagramie czy Facebooku. Dodajecie mi zawsze tyyyyyle siły! Prowadzenie tego bloga to moja pasja, która na pewno tak szybko nie wygaśnie. Chcę to robić i będę to robić dalej. A Wam jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję :*. 

konkurs-blog

Z okazji urodzin postanowiłam przygotować dla Was konkurs! Tak, konkurs! Pierwszy na moim blogu i na pewno nie ostatni! Nagrodą są kosmetyki, które sama przetestowałam i wielokrotnie polecałam plus dorzucam też małą niespodziankę. Także jest o co powalczyć! Każdy może wygrać i każdemu z Was nagroda się należy :). Niestety nie jestem w stanie nagrodzić wszystkich, dlatego zestaw nagród wygra tylko jedna osoba. Co musicie zrobić? Nic prostszego! 

  1. Zostaw komentarz pod tym wpisem z odpowiedzią na jedno proste, a może nawet dla niektórych bardzo trudne pytanie: „Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie życia i dlaczego?” Czy to będzie zwykłe mydło, czy tusz do rzęs Wasza sprawa! Zostawiam Wam pole do popisu. Wybiorę najciekawszą, najbardziej kreatywną, godną według mnie nagrody odpowiedź z uzasadnieniem. Do dzieła! Pamiętaj, zawsze masz szansę wygrać!
  2. Będzie mi bardzo miło, jeśli polubisz mnie na Facebooku i/lub zaobserwujesz mnie na Instagramie! Nie jest to jednak warunek konieczny, bo wiem przecież, że niektórzy z Was nie mają na przykład konta na Insta. A będzie mi miło, bo uwielbiam mieć z Wami ciągły kontakt, rozmawiać z Wami, dowiadywać się różnych rzeczy i pytać o porady, kiedy sama czegoś nie wiem.

Wszystko! Tylko dwa podpunkty! Nie bój się, nie będę nikogo faworyzować. Zwycięzcę wybiorę razem ze specjalnie powołaną do tego komisją :). 

Co można wygrać? Co obejmuje nagroda?

Mam nadzieję, że nagrody przypadną Wam do gustu! Na komentarze czekam do piątku (20.05.2016), a w sobotę rano (21.05.2016) tutaj na blogu podam nazwisko zwycięzcy. Do dzieła!

Buziaki:*

HIGHEELS

Regulamin konkursu:

– Organizatorem konkursu jest blog www.higheels.pl prowadzony przeze mnie, a więc Basię Warczyńską. 
– Konkurs odbywa się tutaj na blogu (www.higheels.pl).
– Konkurs trwa od 14.05.2016 od chwili publikacji posta na blogu, aż do 20.05 do godziny 23:59. 
– W konkursie może wziąć udział każda osoba posiadająca dostęp do Internetu i adres e-mail.
– Osoba biorąca udział w konkursie oświadcza, że jest pełnoletnia lub działa pod nadzorem pełnoprawnego opiekuna.
– Aby wziąć udział w konkursie należy zostawić komentarz z odpowiedzią i uzasadnieniem na pytanie: „Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie życia i dlaczego?”. 
– Zwycięzca zostanie wybrany na podstawie treści komentarza przez komisję konkursową. Wybór nie będzie losowy. O wyborze zdecyduje- wartość merytoryczna treści odpowiedzi.
– Zwyciężyć może tylko jedna osoba. Nagroda jest tylko jedna.
– Do wygrania jest zestaw nowych kosmetyków o łącznej wartości ponad 120 zł. 
– Każdy uczestnik może dodać tylko jeden komentarz z odpowiedzią na pytanie konkursowe.
– Nie można wymieniać nagrody rzeczowej na jej wartość pieniężną u organizatora. 
– Nagroda zostanie wysłana do Zwycięzcy przez Pocztę Polską na koszt Organizatora.
– Adres do wysyłki zostanie uzgodniony za pośrednictwem korespondencji mailowej po ogłoszeniu wyników. Organizator skontaktuje się ze Zwycięzcą na adres e-mail podany podczas zamieszczania komentarza. 
– Zwycięzca zostanie ogłoszony w poście tutaj na blogu (www.higheels.pl).
– Każda osoba biorąca udział w zabawie oświadcza, że zapoznała się z treścią regulaminu i w pełni ją akceptuje. 

L’Oréal Volume Million Lashes Extra-Black mascara- co myśli Higheels?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Najwyższy czas, żeby napisać kilka słów o tuszu do rzęs, który dostałam jakiś czas temu od firmy L’Oréal. Mowa oczywiście o jednej z licznych maskar z serii Volume Million Lashes. Jako że dostałam do przetestowania aż dwie z nich, najpierw postanowiłam wypróbować wersję Extra Black. Kiedyś bardzo dawno temu używałam wersji pogrubiającej w złotym opakowaniu i byłam z niej umiarkowanie zadowolona, więc z przyjemnością sięgnęłam po jej czarne wydanie. 

12750192_995895573829452_1554211477_n

image

Tusz pięknie wydłuża i rozdziela rzęsy. Do tego stopnia, że mój narzeczony zauważył, że mam coś innego na oczach niż zazwyczaj i spytał, o co chodzi :P. Faktycznie efekt jest inny niż daje mój ulubiony tusz z Lovely. Bardzo podoba mi się to, że nie skleja rzęs. Oczy wydają się optycznie większe i bardziej otwarte. Po aplikacji tworzy się przepiękna, delikatna firanka rzęs. Jest to efekt dość subtelny i powiedziałabym ‚lekki’. Nie ma uczucia ciężkich, obciążonych włosków. Kolor jest faktycznie Extra Black. Pierwsza warstwa bez problemu sprawia, że możemy cieszyć się pełnią koloru. Dzięki kształtowi szczoteczki rzęsy można też ładnie podkręcić. Jeśli chodzi o działanie to jedyny czego można by się czepiać, to brak efektu pogrubienia. Ale może to i dobrze, bo dzięki temu osiągamy właśnie pożądany (przynajmniej ostatnio przeze mnie) efekt lekkości. 

image

Tusz utrzymuje się na rzęsach przez cały dzień. Nie kruszy się, nie osypuje. Wygląda ładnie wieczorem tak samo jak i rano zaraz po aplikacji. 

Opakowanie bardzo schludne, estetyczne i porządnie wykonane. Jak wszystkie tusze z serii Volume Million Lashes. Szczoteczka silikonowa. Rzęsy maluje się szybko, bo tusz szybko pokrywa dokładnie każdy włosek i całe szczęście, bo nienawidzę, jak na przykład rzęsy u nasady nie są do końca pomalowane. Jedyną wadą szczoteczki jest to, że jest zbyt duża w stosunku do mojego oka. Musiałam nauczyć się z nią pracować, tak aby nie ubrudzić sobie powiek. Z górną powieką jako tako nie ma problemu, ale jeśli chodzi o rzęsy na dolnej powiece jest gorzej. Moje są po prostu zbyt krótkie i zawsze gdzieś tam się ubrudzę. Niestety wolę trochę mniejsze szczoteczki. 

Tusz jest też wydajny. Na pewno bardziej niż ten z Lovely, który po dwóch/trzech miesiącach jest już do wywalenia. Moje opakowanie otworzyłam pod koniec lutego i jak na razie wszystko jest tak jak na początku. 

Niewątpliwym minusem jest jego cena. W Rossmannie widziałam go za ok. 60 zł (!). Na szczęście są też drogerie internetowe, gdzie tusz ten można dostać w rozsądniejszych cenach. No chyba, że skusicie się na promocje -49%, która nadchodzi wielkimi krokami! Słyszałyście? 

Podsumowując, uważam że jest to naprawdę przyzwoity produkt. Bardzo przyjemnie mi się z niego korzysta. Podoba mi się ten efekt, którego już bardzo dawno na swoich rzęsach nie widziałam. Niesamowicie kobiecy i zmysłowy. Rzęsy wydłużone do maksimum, ale jednocześnie pięknie rozdzielone i podkręcone. Dziękuję L’Oréal za możliwość przetestowania Waszych produktów!

Buziaki:*

HIGHEELS

Makijażowe denko vol.1!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak jak zapowiadałam ostatnio w DENKU PIELĘGNACYJNYM zapraszam Was dzisiaj na pierwsze u mnie na blogu denko kosmetyków kolorowych! Pierwszy raz udało mi się zebrać aż tyle produktów do makijażu i nie tylko. Myślę, że ma to coś wspólnego z ideą „wiosennych porządków”, którą wcielam sukcesywnie w życie ostatnio. Tak więc zapraszam Was na 9 krótkich recenzji.

image

image

1. Lovely, Pump up mascara (aż dwa opakowania).

Chyba nie muszę Wam przedstawiać tego produktu. Sama już straciłam rachubę, które to już opakowanie. To chyba najlepszy tusz, jaki możemy dostać w takiej cenie (11 zł). Pięknie wydłuża, rozdziela i podkręca rzęsy. Nie rozmazuje się, nie kruszy, nie odbija na powiece. Trzyma się cały dzień. Fakt zaczyna zasychać po jakiś 3/4 miesiącach. Wtedy ratuję się moim Duraline. Jednak nawet jeśli wysycha po takim czasie, nie ma co rozpaczać, bo przecież kosztuje 11 zł! A na promocji -49% to już w ogóle bajka. Btw wiecie, że w kwietniu Rossmann znowu będzie nas kusił dokładnie taką promocją? Nie wiem jeszcze dokładnie kiedy, ale bądźcie czujni! Jeśli jeszcze nie próbowałyście tuszu z Lovely, koniecznie musicie nadrobić zaległości!

2. Rimmel Stay Matte- puder matujący w kolorze Transparent.

W tym przypadku też już sama  nie wiem, ile opakowań już zużyłam. 3? 4? Jest to naprawdę dobry produkt! Jest ogólnie dostępny, niedrogi. Kolor Transparent nadaję się dla wszystkich. Świetnie wykończy każdy makijaż. Matuje skórę na cały dzień. Ja na przykład w ogóle go nie poprawiam w ciągu dnia. Ewentualnie zdejmuję nadmiar sebum bibułką matującą lub po prostu przykładam chusteczkę. Nie bieli skóry, w ogóle go na niej nie widać, a trzyma się na niej cały dzień. Daje to efekt maksymalnie naturalny. Jest mega wydajny. Może opakowanie nie jest najbardziej solidne na świecie, ale można mu to wybaczyć. Nakładam go albo gąbeczką albo pędzlem typu flap top w zależności od tego jak poziom zmatowienia chcę osiągnąć. Tak i tak się u mnie sprawdza. Na pewno kupię go ponownie nie raz nie dwa.

3. Essie, Bahama mama.

Pisałam Wam kiedyś POST o tym, co sądzę o lakierach marki Essie. Jakoś nadal nie jestem do niej tak przekonana, żeby wydawać tyle pieniędzy na lakiery. Bahama mama to przepiękny kolor! Świetnie mi się go nosiło. Nawet nie odpryskiwał za bardzo. Byłam z niego zadowolona. Niestety zasechł. Wkurza mnie to tym bardziej, że tyle za niego zapłaciłam. Takie lakiery nie powinny zasychać :P. No cóż, na razie nie planuję zakupy lakierów tej marki. Wybieram raczej tańsze rozwiązania, jak na przykład uwielbiane przeze mnie ostatnio lakiery z Golden Rose. 

image

4. RefectoCil- henna do brwi w kolorze brązowym nr 3. 

Zdecydowanie najlepsza henna jaką kiedykolwiek miałam. Jej samodzielne wykonanie w domu jest banalnie łatwe. No i nie trzeba chodzić wciąż do kosmetyczki. Trzyma się na brwiach baaaardzo długo (2-3 tygodnie). Efekt jest bardzo naturalny. Oczywiście nie radziłabym trzymać jej na brwiach nie wiadomo ile czasu, na wszelki wypadek :P. Kolor zmywa się równomiernie. Nie trzeba się martwić, że zostaną nam plamy lub dziury. Stosunek ceny do wydajności produktu to, bez wątpienia, kolejny plus. Cena takiej tubki to 15 zł (na ezebra.pl), a starczy nam ona na baaaardzo długo. Ja nawet nie zdążyłam jej całej zużyć. Została resztka, która po prostu zaschła. Pewnie też przez to, że pękła mi zakrętka i dostawało się tam powietrze. Polecam Wam ją serdecznie. Szczególnie tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z robieniem henny w domu. To jest naprawdę proste. Instrukcje znajdziecie TUTAJ

5. Sleek, paletka do makijażu Au naturel. 

Jest to moja pierwsza paletka w ogóle! Sama nie wiem, ile lat temu ją kupiłam. Muszę przyznać, że jestem z niej zadowolona. Postanowiłam ją wyrzucić mimo tego, że zostało mi parę cieni prawie pełnych. Dlaczego? Bo skoro nie używałam ich przez okres 4 lat, to na pewno nie zacznę ich używać teraz. Zużyłam kolory, które najbardziej mi się podobały i daję teraz szansę moim innym paletką. Bardzo chwalę sobie jednak te cienie ze Sleek. Nie osypują się, przez co łatwo się je nakłada i rozprowadza. Ładnie się blendują i łatwo się z nimi pracuje. Są bardzo dobrze napigmentowane. Szczególnie czarny, który bardzo lubiłam nakładać przy linii rzęs zamiast eyelinera. Na powiece trzymają się bardzo długo. Nie rolują się, ani nie zbierają w załamaniu. Po tak długim czasie nie zmieniły swojej konsystencji. Nic się z nimi nie stało, dlatego uważam że są naprawdę warte uwagi. Jako osoba początkująca, która stawiała swoje pierwsze kroki w świecie makijażu, bardzo dobrze mi się z nią pracowało. Kolory są bardzo uniwersalne. No może poza tymi brokatowymi, których właśnie nie używałam. Krótko mówiąc, polecam!

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3w1.

Pisałam Wam już o nim nie raz. To że zużyłam kolejne opakowanie świadczy tylko o tym, jak bardzo lubię ten produkt. Nie używam go na noc jako serum, tylko zawsze pod tusz do rzęs. Dzięki niemu rzęsy wyglądają przepięknie! O wiele lepiej niż z samym tuszem do rzęs. Są dłuższe i gęstsze. No i im dłużej go stosuję, to mam wrażenie, że rzęsy są w lepszej kondycji. Nie będę się powtarzać i Was zanudzać. Najlepsze serum-odżywka, jakie możecie dostać w drogerii. Uwielbiam i na pewno nie przestanę używać. 

7. Seche Vite, Dry Fast Top Coat.

Chyba nie muszę przedstawiać tego Pana :P. W świecie kosmetycznym każdy go zna. Również moja kolejna buteleczka, której nie udało mi się zużyć do końca. Niestety jego jedyną wadą jest to, że gęstnieje. Wybaczam mu jednak, tę jedną jedyną wadę, bo bez niego malowanie paznokci nie ma już sensu. Paznokcie wysychają w tempie ekspresowym. Nie musimy poświęcać na malowanie paznokci tyle czasu co kiedyś. Tak wiem, są też hybrydy. Nie jestem do nich jeszcze przekonana. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Po nałożeniu Seche Vite paznokcie w sumie wyglądają jak hybrydy. Błyszczą się i wyglądają po prostu lepiej. Lakier trzyma się też dłużej. U mnie jest to średnio tydzień. Najlepszy top coat ever!

8. Eveline, Art Scenic, korektor do brwi.

Bardzo dawno temu pojawił się w moich Ulubieńcach. Nie bardzo jednak wiem, dlaczego go tam umieściłam. Jest to zwyczajny żel do brwi. Na pewno nie korektor. Na początku w sumie jako tako się sprawował. Później jednak kolor zrudział (czy istnieje taki czasownik?!). W każdym razie stało się z nim to, czego zdecydowanie nie chciałam. Kolor bardzo nienaturalny. Zupełnie mi nie pasował. Poza tym z czasem zaczęła mnie wkurzać szczoteczka, która była zdecydowanie za duża i ciężko się z nią pracowało. Co chwilę wyjeżdżałam poza linię brwi i musiałam poprawiać wszystko patyczkiem do uszu. Finalnie nie jestem z niego zadowolona. Zdecydowanie wolę żel do brwi z Essence.

9. Maybelline, Dream Lumi Touch, korektor rozświetlający w pisaku.

Mam go już baaaardzo długo i nareszcie wzięłam się za to, żeby do końca go zużyć. Zostało mi go dosłownie na dwa użycia. Nie bardzo się polubiliśmy. Po pierwsze wkurza mnie, że zmyły się wszystkie napisy. Nie wiedziałam nawet dokładnie jak się nazywa. Po drugie aplikator- pędzelek, który nie jest zbyt higieniczny. Jeśli chodzi o jego właściwości to też nie zachwyca. W ogóle prawie nie kryje, także z moimi cieniami pod oczami nie ma szans. Tak wiem, nie takie jego zadanie, ale jednak myślałam, że chociaż troszkę je zakryje. Trochę rozświetla, ale też bez rewelacji. Czasem lubi zbierać się w załamaniach. Nie wygląda najlepiej na twarzy. Jakoś tak mało świeżo. Nie kupię go ponownie już na pewno.

Tak prezentuje się moje pierwsze Denko produktów kolorowych. Dziewczyny, poradźcie mi. Jak to jest z tymi hybrydami? Serio opłaca się? Serio są takie super? Serio o wiele lepsze niż zwyczajne lakiery? Od jakiegoś czasu o nich myślę, ale jakoś nie mogę się przekonać. Czekam na Wasze opinię!

Buziaki:*

HIGHEELS