Inglot vs. Lovely- porównanie konturówek do ust

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Jak maniaczka wszelakich produktów do ust, musiałam w końcu trafić na konturówki do ust z Inglota i Lovely. Już jakiś czas temu szukałam dobrych produktów mniej więcej w kolorze moich ust, ale takich żebym nie wyglądała w nich jak trup. Tak tylko, żeby wizualnie  powiększyć usta i nadać im lekkiego, fajnego, stunningowanego koloru. W końcu chyba na Snapchacie Maffashion zobaczyłam, że ona używa Inglota nr 74 i bardzo spodobał mi się ten efekt :P. Jak tylko wróciłam teraz do Polski poszłam do Inglota i ją kupiłam. Kosztowała mnie 21 zł, jeśli się nie mylę. Na drugą konturówkę natknęłam się z kolei u mojej imienniczki Basi Callmeblondieee. Ta z kolei kosztowała mnie niecałe 6 zł, także grosze. Te dwa produkty są do siebie bardzo podobne, więc postanowiłam przygotować dla Was ich porównanie. Dodam jeszcze, że ja jest stosuję na całe usta, nie tylko żeby je obrysować. 

image

image

image
(po lewej Inglot, po prawej Lovely)

 Inglot Soft Precision- konturówka do ust w kolorze 74. 

Przede wszystkim uwielbiam jej kolor! Moim zdaniem będzie pasował praktycznie do każdego typu urody. Mega uniwersalny, a zarazem wyjątkowy. Bardzo mi pasuje. Konturówka ma matowe wykończenie, także trzyma się przez dobre parę godzin. Tylko bez jedzenia i picia, bo wtedy niestety trochę schodzi. Przez to też może delikatnie wysuszać usta, więc trzeba uważać. Jej jedynym dość poważnym minusem jest to, że można ją nakładać tylko na dobrze wypielęgnowane usta. Jeśli mamy jakieś suche skórki lub po prostu wysuszone usta, to niestety nie będzie to wyglądało dobrze. Jej konsystencja jest dość zbita, ale łatwo się ją rozprowadza i łatwo wyrysowuje się nią kontur ust. Niestety jak się ma suche usta, jak ja dość często, to pomalowanie nią ust nie jest zbyt łatwe, bo nie sunie tak gładko po skórze. Aleee… jeśli tylko mam nawilżone, ładne usta, to korzystam z niej non stop. Ten kolor jest genialny! Uwielbiam efekt, który otrzymuję po użyciu jej. Niby naturalne usta, ale jednak widać, że wyglądają po prostu lepiej. Przyznam szczerze, nie spodziewałam się, że aż tak mi się ona spodoba. Jako że ostatnio ta konkretna konturówka zrobiła się popularna, może być problem z jej dostaniem. Czasem jest po prostu wykupiona w Inglocie. Trzeba na nią polować.

Lovely Perfect line- konturówka do ust w kolorze 1.

Kupując tę kredka chciałam, żeby była ona kolorem maksymalnie podobna do tej z Inglota. Jednak ten odcień jest nieco jaśniejszy i już troszeczkę mniej mi odpowiada. W tej kategorii Inglot wygrywa. Największą zaletą tj kredki jest to, że jest baaardzo miękka. Sunie po ustach jak masełko! Można mieć milion suchych skórek, a i tak tego nie widać i łatwo się maluje. To jest jej największy plus, a zarazem powoduję to jeden dość duży minus. Jest ona bardzo mało wydajna. Dwa pomalowania ust i już trzeba ja temperować. Fakt, jest trochę większa niż Inglot jeśli chodzi o gramaturę, ale tak czy tak będzie trzeba ją wciąż kupować na nowo. Niestety niby jest to łatwo dostępna marka, ale niestety często te konturówki są po prostu wykupione. Mi udało się ją kupić dopiero za drugą wizytą w Rossmannie. Ma ona również matowe wykończenie, ale jednak jest bardziej kremowa niż Inglot przez co troszkę szybciej się zmywa.

image

Jeśli miałam wybrać tylko jedną z nich, to nie do końca wiedziałabym którą. Musiałabym wybierać w konkretnych kategoriach. Jeśli chodzi o kolor to zdecydowanie Inglot. Z kolei konsystencja i łatwość malowania- wybieram Lovely. Trwałość- jednak Inglot. Możliwość malowania nawet z suchymi ustami- wygrywa Lovely :P. No same widzicie nie da się wybrać! Proponuję po prostu przetestować obydwie. Chociaż szczerze powiedziawszy częściej chyba sięgam po Inglota, to chyba przez ten niesamowity kolor.

Czy któraś z Was je miała? Jeśli tak, to którą wybieracie?

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015- makijaż!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nowy rok to czas podsumowań. Zdecydowałam się, że ten tydzień poświęcę właśnie na kosmetyczne podsumowania. Przygotowałam dla Was 2 posty ( drugi opublikuję w sobotę rano :)) z Ulubieńcami Roku. Podzieliłam Ulubieńców na dwie części- makijaż i pielęgnacja. Tak chyba będzie prościej i przejrzyściej. Zdecydowałam się na aż 10 produktów, a i tak było mi ciężko wybrać. Wybrałam więc produkty, które są naprawdę niezawodne i sprawdziły się u mnie na 200%. Jeżeli, o którymś już pisałam, zamieszczę też dla Was linki, jeśli będziecie chcieli poczytać więcej :).

image

image

1. Golden Rose- matte crayon.

Kredki do ust z Golden Rose to absolutny HIT! Mam je stosunkowo od niedawna, a już uznaję je za Ulubieńców Roku. Kocham je za: trwałość, formułę (która jest bardziej kremowa niż szminek Velvet Matt), kolory (szczególnie nr 8!!), prostotę, to jak łatwo się ich używa, za opakowanie, za to, że równo się ścierają, za wszystko! Teraz stałam się posiadaczką odcienia nr 10, który jest dla mnie idealnym nudziakiem. Jest to prawie mój kolor ust, także idealny na co dzień! Matt Crayon skradły moje serce!

2. MAC- Prolongwear Concealer.

Nie ma sobie równych! Ten korektor jest najlepszy na świecie! Zakryję wszystko! Nawet najgorszego pryszcza, który postanowi wyjść w najgorszym możliwym momencie. Poza tym jest to mój pierwszy produkt z firmy MAC, dlatego czuję do niego duży sentyment :P. Dzięki niemu wory pod oczami, nawet te najciemniejsze, nie są mi straszne. Ubolewam nad tym, że już mi się kończy… Przy najbliższej okazji na pewno kupię go ponownie. 

3. MAC- róż z serii Prolongwear w kolorze I’m a lover.

Przepiękny różowy kolor, który nadaję dziewczęcości, świeżości i sprawia, że twarz staję się od razu bardziej promienna. Ma w sobie rozświetlające drobinki, które przepięknie wyglądają na skórze, ale nie są też zbyt nachalne. Utrzymuje się na policzkach cały dzień. Chyba nie muszę pisać o wydajności produktów MAC. Stosuję go chyba od lipca, a zużycie jest naprawdę ledwo zauważalne. Zdecydowanie jest wart każdych wydanych pieniędzy i na pewno nie jest to ostatni róż jaki kupiłam w MAC.

image

4. Lovely- Pump Up Mascara.

Ten tusz jest HITEM! Idealnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Nie osypuje się, nie kruszy się. Zostaje na rzęsach cały dzień. Nie rozmazuje się, ale też łatwo go zmyć. W dodatku jego cena wynosi ok. 10 zł. Czego chcieć więcej? Jest to jeden z najlepszych tuszy jakie miałam. To opakowanie jest chyba moim trzecim albo czwartym. Nie zamierzam z niego rezygnować i sama na pewno nie kupię sobie droższego tuszu. Ten spełnia wszystkie moje oczekiwania.

5. Eveline- Advance Volumiere, skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

To serum służy mi jako odżywka do rzęs/baza, którą nakładam pod tusz do rzęs. W tej roli spisuje się idealnie. W połączeniu z Pump Up Mascara daje efekt pięknych, długich rzęs. Uwielbiam ją i jest to już drugie moje opakowanie. Nie ma porównania między rzęsami z tą odżywką i bez. Efekt jest naprawdę piorunujący. Nie zamierzam z niej rezygnować w najbliższym czasie :).

6. Eveline- Eyeliner Celebrities.

Najlepszy eyeliner, jaki miałam w życiu z najlepszym pędzelkiem ever. Jest tak cieniutki i precyzyjny, że namalujemy nim każdą kreskę, nawet najcieńszą. Dodatkowo utrzymuje się na powiece cały dzień, nie blaknie, nie kruszy się, ani nie pęka. Czerń jest głęboka i naprawdę mocna. Nie trzeba malować dwa razy, żeby uzyskać pełnię koloru. Wystarczy raz. Słowo! Jego cena w Rossmannie to ok. 10 zł. Chyba nie muszę Was dłużej namawiać, aby go wypróbować? 😛 Jedyną jego wadą jest to, że stosunkowo szybko się kończy. U mnie  po 3 miesiącach już jest na wyczerpaniu, ale wybaczam mu to, bo suma pieniędzy za kolejne opakowanie mnie satysfakcjonuje. Niestety nie ma tego produktu na zdjęciach, bo zostawiłam go niestety we Florencji, a nie chciałam kupować kolejnego. Pojawił się on jednak w Ulubieńcach lata i możecie go zobaczyć TUTAJ

7. Catrice- kredka do brwi.

Wiecie, że moje brwi są beznadziejne, dlatego produkty, których używam muszą być dobre. Teraz co prawda zaczęłam stosować odżywkę do brwi z Realash, więc miejmy nadzieję, że będzie lepiej. Do tego czasu praktycznie codziennie sięgam po kredkę do brwi z Catrice. Mam dwa kolory i stosuję je wymiennie w zależności od pory roku. Uwielbiam to, że mają na końcu grzebyk do przeczesania włosków. Utrzymują się cały dzień i wyglądają bardzo naturalnie. Uwielbiam je!

image
(niestety opakowania pudru i bronzera nie są zbyt trwałe)

8. Bourjois- pomadki Rouge Edition Velvett.

No chyba nie ma trwalszej pomadki na tym świecie. Nie raz nie dwa pokazywałam Wam je. Czasem smaruję usta tylko raz w ciągu wieczoru i przed spaniem nadal wyglądają dobrze. Nie wysuszają moich ust, łatwo się je aplikuje, równo się ścierają, są super wydajne. Wiem, wiem, że się powtarzam i już nie raz Wam o tym mówiłam, ale nie mogę się powstrzymać. Te pomadki są naprawdę genialne. Ja mam dwa kolory Frambourjois i Ole Flamingo. Kupuję je zawsze w drogerii internetowej ezebra.pl. Tam są zdecydowanie tańsze niż na przykład w Rossmannie. Polecam tam zaglądać.

9. Makeup Revolution- bronzer.

Używam go już od bardzo, bardzo dawna. Jest genialny. Utrzymuję się na twarzy cały dzień. jest matowy, a więc żadnych wkurzających. świecących drobinek. Ładnie się rozprowadza. Praktycznie nie da się zrobić nim krzywdy. Polecam go szczególnie osobom, które zaczynają swoją przygodę z makijażem. Ma ciepły odcień. Idealny zarówno na lato jak i na zimę. Kosztuje grosze, bo chyba 11 zł w mintishop.pl, a jest wydajny jak nie wiem co! Kupiłam sobie kiedyś skuszona promocją i dobrymi recenzjami bronzer z Kobo, ale jeszcze go nie tknęłam, bo po prostu tego nie da się zużyć! Używam go prawie codziennie od dobrych 5 miesięcy i dopiero niedawno zauważyłam na środku denko. Polecam go każdemu!

10. Rimmel- Stay matte puder w kolorze transparent.

Jest to moje drugie opakowanie i muszę przyznać, że jest to chyba najlepszy drogeryjny puder. Jest bardzo wydajny. Ładnie wykańcza makijaż i przede wszystkim dobrze matowi skórę. Tworzy bardzo naturalny efekt. Ja w ciągu dnia w ogóle go nie poprawiam. Od kiedy dobrze nawilżam moją buzię, już się tak nie błyszczy i stosuję puder tylko raz przy nakładaniu makijażu. Dobrze wtapia się w skórę, a więc nie widać go na twarzy. Kolor 001 transparent moim zdaniem nadaje się do każdego koloru cery. Często jest też dostępny na promocjach w cenie ok. 20 zł. 

Udało się! W końcu zdecydowałam się na złotą dziesiątkę. Bardzo długo się wahałam, czy czegoś nie zmienić, ale nie. To jest moja ostateczna wersja. Te kosmetyki mnie nigdy nie zawiodły, dlatego też często są to moje kolejne opakowania. Czekajcie teraz na post z Ulubieńcami pielęgnacyjnycmi i koniecznie pochwalcie się, co u Was się sprawdziło w 2015 roku.

Buziaki:*

HIGHEELS

Zakupy na promocjach i nie tylko!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj mały haul zakupowy! Chciałabym pokazać Wam moje ostatnie zakupy kosmetyczne, szczególnie kolorówkę, które udało mi się w większości upolować na promocjach. Jak wszyscy wiemy promocyjny sezon w drogeriach właśnie dobiega końca. Został tydzień promocji -49% na lakiery,pomadki i kredki w Rossmannie i promocja w Hebe. Muszę powiedzieć, że podeszłam do tego bardzo racjonalnie i kupiłam tylko i wyłącznie rzeczy, których potrzebuję. Cały czas trzymam się kurczowo (przynajmniej staram się) idei minimalizmu kosmetycznego :P. Najpierw trafiłam do drogerii Natura, gdzie można było dostać kosmetyki ze zniżką -40%.

higheels01

1. Kobo Professional – Matt Bronzing & Conturing Powder.

Ostatnio nie mogę rozstać się z bronzerem. Moim zdecydowanym faworytem jest bronzer z Make Up Revolution Ultra Bronze, o którym pisałam w Ulubieńcach TUTAJ. Alee… pomyślałam, że poszukam czegoś w bardziej chłodnym odcieniu i matowego. Wybór padł na dość popularny bronzer z Kobo. Wybrałam ciemniejszą wersję 311 Nubian Desert. Na razie jeszcze go nie próbowałam, ale mam nadzieję, że sprawdzi się u mnie tak jak u większości dziewczyn. Zapłaciłam za niego niecałe 10 zł. 

2. Essence Lipliner – konturówka do ust.

Jak mogliście przeczytać w poście z zeszłego tygodnia zakochałam się bez pamięci w tych konturówkach. Z czterdziestoprocentową zniżką kolor nr 15 Honey Berry kosztował grosze! Jakieś niecałe 3 zł pewnie. Kolor jest absolutnie genialny i nie ma sensu jeszcze raz pisać tego samego, a więc zapraszam na POST z zeszłego tygodnia z pełną recenzją tych cudeniek. 

Teraz czas na zakupy kolorówkowe z Rossmanna! W pierwszym tygodniu promocji, kiedy przecenione były podkłady, pudry i korektory, nie kupiłam nic. Zupełnie nie miałam takiej potrzeby. Ale już w pozostałe tygodnie coś tam wpadło do mojej kosmetyczki.

3. Lovely Curling Pump Up mascara.

Kończy mi się moja ukochana maskara Benefit The’re real, a więc musiałam szybko zaopatrzyć się w coś nowego. Postawiłam na  mojego zdecydowanego drogeryjnego Ulubieńca z Lovely. Genialna szczoteczka, super efekt, ekstra cena (po obniżce cen niecałe 5 zł), czego chcieć więcej? Już kiedyś pojawił się POST porównujący dwa tusze z tej samej półki cenowej, więc też odsyłam do lektury :). Czaiłam się też na jakiś tusz z Wibo, ale niestety wszystko było już mocno przebrane i to w dzień, kiedy weszła ta promocja! Byłam w szoku, że promocje w Rossmannie wywołują takie podniecenie i taki szał! 

4. Rimmel 60 seconds Super Shine – lakier do paznokci.

Czas na tydzień, w którym przecenione były lakiery, pomadki i kredki. Jeśli chodzi o lakiery to zabrakło mi czerwonego. Zdecydowałam się na tylko jeden lakier z Rimmela, którego nigdy nie miałam. Mam nadzieję, że będzie trwały. Jeśli miałyście, to dajcie znać jakie są :). Kolor 315 Queen of Tarts- przepiękny, ciepły czerwony. Idealny na wiosnę i lato na każdą okazje. Chciałam wziąć kolejny lakier z mojej ulubionej serii Colorama z Maybelline, ale niestety wszystkie były pootwierane i wydawały się stare, a więc musiałam wybrać coś innego. Zapłaciłam za niego ok. 5 zł.

higheels02

5. Maybelline Color Sensational – szminka do ust.

Czaiłam się nie już od jakiegoś czasu. W szczególności na jakiś kolor nude, który mogłabym nosić na co dzień. Promocja -49% to idealny czas na zakupy. Wybrałam kolor 250 Mystic Mauve, do którego idealnie pasuje konturówka z Essence 06 Satin Mauve. Jest to nudziak wpadający lekko w róż. Jest bardzo zbliżony do mojego naturalnego koloru ust. Po pierwszym użyciu mogę powiedzieć, że zapach jest dość dziwny i trochę mi przeszkadza, ale za to kolor wydaje się być w porządku. Mam nadzieję, że zapach będzie się ulatniał. Po pierwszym użyciu nie jestem mega zachwycona, ale liczę na to, że to się zmieni :P.

Tutaj kończą się promocje, ale postanowiłam pokazać Wam dwa kosmetyki z MAC, które udało mi się w końcu kupić. Jedynym kosmetykiem z tej firmy, który miałam w swojej kolekcji był Pro longwear concealer– najlepszy korektor na świecie, którego używam codziennie pod oczy i żeby zakryć niedoskonałości. Oczarowana jego jakością postanowiłam wypróbować coś jeszcze.

6. MAC Lipstick Lustering.

W końcu mam swoją pierwszą pomadkę z MACa! Wybrałam kolor Lustering i wykończenie Lustre. Przepiękny, wiosenny kolor. Bardzo fajnie nawilża usta. Można ładnie stopniować sobie kolor. Od delikatnego lekko fuksjowego różu, aż do głębokiej dość mocno błyszczącej fuksji. Zakochałam się po raz kolejny w firmie MAC. Naprawdę warto zainwestować, bo jakość kosmetyków powala! Przepiękne minimalistyczne opakowania, które są bardzo porządnie wykonane. Nie wiem jak z wydajnością, bo jest zdecydowanie za wcześnie, żeby to ocenić. Dodatkowo wszystkie macowe pomadki pachną delikatnie wanilią! Zakochałam się od pierwszego wejrzenia! 

7. MAC Pro Longwear Blush.

Bardzo chciałam delikatny różowy róż, który rozświetla twarz, nadaje jej zdrowego koloru i dziewczęcego blasku, a i na dodatek długo się utrzymuje. Wszystkie te cechy spełnia róż I’m a lover z serii Pro Longwear. Jestem zachwycona jego jakością! Kolor dobrała mi Pani w sklepie i jest genialny, a na twarzy wygląda obłędnie! Utrzymuje się baaaardzo długo. Zaryzykuję stwierdzenie, że cały dzień! Cena niestety bardzo wysoka – 101 zł, ale myślę, że raz na jakiś czas można zaszaleć. Aha i z pomadką Lustering świetnie się dogadują,  nadają świeżości i takiego słodkiego dziewczęcego wyglądu. Mam nadzieję, że wiecie o co chodzi :P.

To już koniec moich kosmetycznych zakupów. Nie za dużo, nie za mało. Koniecznie dajcie mi znać, jak bardzo Wy zaszalałyście na promocjach!

Buziaki:*

HIGHEELS

 

Miss Sporty Studio Lash vs. Lovely Pump Up Mascara

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj pojedynek dwóch tuszów do rzęs z podobnej półki cenowej. Obydwa kosztują niecałe 8 zł i obydwa są według mnie dobre, ale………..jeden stał się godnym zastępcą They’re Real z Benefitu!

higheels_05

higheels_12

Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic

Żółte opakowanie z niebieskimi, świecącymi się napisami. Szczoteczka? W mojej opinii najlepsza jakiej kiedykolwiek używałam. Mała, wygięta w łuk – idealnie sprawdza się do malowania moich rzęs. Nie brudzi ani górnej, ani dolnej powieki i dokładnie pokrywa wszystkie rzęsy tuszem, nawet te w zewnętrznym kąciku. Formuła? Hmmm…i tutaj nie jest już tak bajkowo. Tusz dość długo schnie, co nie bardzo mi pasuje, bo najczęściej wykonuję makijaż rano i się po prostu spieszę. Dość mocno skleja rzęsy, więc efekt nie jest tak zadowalający, jakbym tego chciała. Za to na pewno wydłuża i pogrubia rzęsy, jednocześnie je podkręcając. Jeśli chodzi o trwałość…… utrzymuję się cały dzień, ale niestety trochę się kruszy. Pamiętajmy jednak, że jest to maskara drogeryjna za niecałe 8 zł! Myślę, że jest to dość dobry tusz, biorąc pod uwagę cenę. Warto spróbować!

 higheels_07

Lovely Pump Up Mascara

O tym tuszu było głośno, nawet bardzo głośno. Opakowanie prawie identyczne jak to z Miss Sporty. Napisy trochę bardziej niebieskie. Szczoteczka? Identyczna jak tuszu opisanego wcześniej, czyli według mnie idealna :). Formuła? Zdecydowanie lepsza niż ta z Miss Sporty! Tusz wysycha szybciej przy tym w ogóle się nie kruszy. Utrzymuje się cały, powtarzam CAŁY dzień i wygląda przez cały czas dobrze. Ładnie pogrubia i wydłuża rzęsy dość mocno je podkręcając. Przy czym nie mamy tutaj do czynienia ze sklejonymi rzęsami. Krótko mówiąc, efekt powalający jak za taką cenę! Słyszałam, że sporo osób narzeka na trwałość tuszu, który rzekomo po 3 tygodniach lub miesiącu wysechł. U mnie taka sytuacja nie miała miejsca. Używałam go przez bite 3 miesiące i byłam zadowolona. Według mnie jest to produkt, który jest poważną konkurencją dla Benefitu They’are real (mojego wielkiego ulubieńca!). Po pierwsze cena (!), po drugie szczoteczka. Ta benefitowska była dla mnie ciut za duża i brudziła mi powieki. Podsumowując- TUSZ IDEALNY, biorąc pod uwagę cenę! Gorąco polecam chociażby spróbować! 🙂 Ja swoje opakowanie kupiłam na promocji w Rossmannie za niecałe 5 zł (really?!).

higheels_06

Na zakończenie

Obydwa tusze się u mnie sprawdziły. Chociaż maskara z Lovely znokautowala Miss Sporty! Na pewno kupię ponownie, jak tylko skończę Studio Lash. Plusem obydwu jest dostępność, ponieważ dostaniemy je w każdym Rossmannnie, Super-Pharm, czy Hebe. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się na They’re real! (ok. 100 zł), jeśli mogę mieć porównywalnie dobry tusz za 8 zł bez promocji.

Gorąco polecam wszystkim spróbować tych tuszów!

Buziaki :*

HIGHEELS