Konturówka do brwi w żelu z Inglot- rewolucja u Higheels!

10 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Historia moich brwi jest długa i zdecydowanie nie jest usłana różami :P. Pożądany efekt osiągnęłam dopiero dzięki jednej z odżywek, o której zrobię Wam osobny post już wkrótce. Mimo tego, że dzięki niej mam w końcu takie brwi, jakie sobie wymarzyłam wymagają one regularnej henny i codziennego podkreślenia w makijażu. Dotychczas najczęściej sięgałam po kredki do brwi z Catrice. Bardzo dobrze się u mnie sprawdzały i nadal mam je w mojej kosmetyczce. Jednak jakoś w lato moja kumpela (dzięki Ela!) poleciła mi pomadę do brwi z Inglota. Była nią tak zachwycona, że postanowiłam spróbować, mimo tego, że wcale nie byłam przekonana. Myślałam, że podkreślenie brwi pędzelkiem zajmie mi więcej czasu i że wcale nie będzie to takie proste do zrobienia. Czy mogłam mylić się bardziej? Chyba nie…

img_5321

Produkt, o którym mowa został nazwany dokładnie jako konturówka do brwi w żelu. W ofercie dostępna jest szeroka gama kolorystyczna i jeśli nie jesteście pewne, w jakim kolorze jest Wam najlepiej, Pani z obsługi na pewno dobrze Wam doradzi. Po konsultacji stwierdziłyśmy z jedną z Pań, że idealny dla mnie kolor to numer 16. Kolor można stopniować, to znaczy że w zależności od upodobań lub makijażu można wykonać mocniejszy lub jaśniejszy makijaż brwi. W słoiczku znajdują się 2 g produktu, za które płacimy 37 zł. Ważne jest to, że kosmetyk jest bardzo wydajny. Ja używam swojego od 3/4 miesięcy i co prawda widać już spore zużycie, ale produktu starczy na pewno na jeszcze trzy razy tyle. Żeby idealnie nałożyć pomadę wspomagam się dwoma pędzelkami. Najpierw przeczesuję brwi szczoteczką z Maestro, która służy mi też do wyczesania nadmiaru produktu i rozprowadzenia go równomiernie. Następnie sam kosmetyk nakładam moim Ulubieńcem z Zoeva, czyli skośnym pędzelkiem do brwi nr 322

img_5320

Aplikacja jest bajecznie prosta. Myślę, że to dzięki konsystencji samego kosmetyku, która jest na tyle aksamitna i lekka, że pędzelek dosłownie sunie po włoskach. Jedyne na co trzeba uważać to na nacisk pędzelka na brwi. Musimy robić to z wyczuciem i lekką ręką, żeby nie zrobić sobie plam i rozprowadzić produkt równomiernie. Ja po paru aplikacjach bez problemu opanowałam tę technikę. Pomada jest mocno napigmentowana, więc wystarczy jedno czy dwa maźnięcia na brwiach i jedno lub maksymalnie dwa dosłownie dotknięcia produktu w słoiczku. Na wszelki wypadek, żeby uniknąć grudki i równomiernie rozprowadzić produkt, najpierw nakładam go na dłoń, żeby pokryć nim całą powierzchnię pędzla. Później od razu nakładam na brwi. Efekt zwala z nóg! Brwi są mega naturalne, wyraziste i od razu nadają twarzy charakter. Podkreślanie brwi pędzelkiem pozwala precyzyjniej wyrysować ich kształt i łatwiej zrobić cienkie końce brwi. Ten efekt o wiele bardziej mnie zadowala niż brwi podkreślone za pomocą kredki. 

img_5322
(Po lewej dwie warstwy, a po prawej tylko jedna)

Jeśli chodzi o trwałość nie mam absolutnie nic do zarzucenia marce Inglot. Pomada jest wodoodporna i trzyma się na brwiach cały dzień. Zostawiam ją sobie, kiedy idę na siłownię lub biegam i po efektywnym treningu (czyli takim, po którym wychodzę zlana potem) brwi nadal są na swoim miejscu! Mało tego przeżywają także szybki prysznic! Oczywiście z pominięciem dokładnego mycia twarzy. Ten aspekt, nie ukrywam, jest dla mnie najważniejszy więc tutaj Inglot spisał się na medal. Nie ma opcji, że brwi zmyją się w ciągu dnia na przykład na deszczu. Taka sytuacja nie wchodzi w grę. Oczywiście kolor delikatnie ściera się w ciągu dnia, jeśli dotykamy często twarzy, w czasie drzemki lub we wszystkich sytuacjach, w których brwi są z czymś stykane. Ale warto podkreślić, że nawet wtedy kolor ściera się równomiernie. Nie zostaniemy w ciągu dnia z jedną brwią. O nie! Pomimo niesamowitej trwałości produkt błyskawicznie zmywa się podczas demakijażu płynem micelarnym. 

Muszę przyznać, że obecnie ten kosmetyk z Inglota jest jedynym jaki stosuję do brwi. Nie utrwalam go żadnym żelem, bo włoski trzyma w ryzach sama pomada. Pomada idealnie wypełnia brwi, poprawia ich kształt i ujarzmia włoski i z powodzeniem wpisuje się na listę najlepszych produktów do brwi, jakie kiedykolwiek stosowałam. Na pewno długo z niej nie zrezygnuję, co z pewnością zasmuci moje kredki z Catrice. Polecam gorąco, bo produkt z Inglota jest genialny!

Buziaki:*

HIGHEELS

DIY- henna brwi krok po kroku, czyli tanio i dobrze!

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Musicie o mnie wiedzieć, że… ja praktycznie nie mam brwi :P. Mówię serio. Mam ciemne włosy i niezbyt jasną karnację, ale brwi niestety mam beznadziejne. Tym bardziej latem, kiedy się opalę stają się prawie niewidoczne. Nie muszę Wam chyba mówić, jak idiotycznie wyglądam bez brwi i że muszę je codziennie podkreślać, żeby jakoś wyglądać. Moim największym odkryciem jest właśnie henna firmy RefectoCil, którą robię w domu co jakieś 2/3 tygodnie. 

Nie dość, że utrzymuje się bardzo długo, to robi się ją w banalnie prosty sposób. A na dodatek jest tania, bo koszt jednej tubki to ok. 15 zł. Także zaoszczędzamy sporo na wizytach u kosmetyczek. Tym bardziej, że tubka starcza na baaaaaardzo długo. 

A oto co nam będzie potrzebne:

– brwi

– pęseta

– jakiś tłusty krem (np. Nivea lub masło shea itp.)

– henna (u mnie RefectoCil w kolorze czarnym 1 i brązowym natural brown 3)

– woda utleniona

– naczynie do rozrobienia henny

– szczoteczka do nakładania henny na brwi (u mnie Maestro)

– waciki do uszu + płatki kosmetyczne + ręcznik papierowy na wszelki wypadek

– płyn micelarny do zmycia henny (ja wybrałam Garnier)

Zdjęcie 20.08.2015, 17 58 09

KROK 1

Najpierw, jeśli jest taka potrzeba, radziłabym wyregulować sobie brwi. Po wykonaniu tej bolesnej czynności pokrywamy brwi tłustym kremem. U mnie akurat najlepiej się sprawuje masło shea. Robimy to, aby zapobiec zabarwieniu skóry pod włoskami. Bo chyba nikt nie chce mieć bardzo ciemnych lub nawet czarnych brwi jak dwie pijawki na czole!

KROK 2

Wyciskamy trochę henny na jakieś szklane naczynko. Ja zawsze mieszam trochę czarnej z brązową, bo takie połączenie kolorystyczne najbardziej mi pasuje. Naprawdę nie musi być jej dużo. Może ok. 1,5 cm. Następnie dodajemy wody utlenionej. Ja dodaję najczęściej ok. 10 kropel. W zależności, ile henny akurat wycisnę. Chodzi mi o to, żeby nie była ani zbyt luźna, żeby czasem nie spłynęła mi na pół twarzy, ani zbyt gęsta. Mieszamy, aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Możemy robić to patyczkiem do uszu, małym plastikowym patyczkiem dodawanym do opakowania lub po prostu szczoteczką, którą będziemy nakładać.

Zdjęcie 20.08.2015, 18 00 14

Zdjęcie 20.08.2015, 18 01 35

KROK 3 

Nakładamy! Najpierw jedna brew, potem druga. Całkiem logiczne :P. Kiedy skończę z jedną nastawiam stoper i zaczynam odmierzanie czasu. Jest to też najlepszy czas na poprawki, bo henna nie zdąży jeszcze pozostawić za sobą śladów. Zwykły patyczek do uszu zwilżamy płynem micelarnym i jeśli coś nam się wyjechało, poprawiamy. Teraz czekamy. Ile? W zależności, jaki efekt chcecie uzyskać. Ja mam problem z brwiami, dlatego trzymam ją długo ok. 12 minut. Inaczej brwi są i tak zbyt jasne i efekt mi się nie podoba. Najlepiej robić to metodą prób i błędów, zaczynając oczywiście od 2/3 minut.

KROK 4 

Zmywamy! Zaczynając od brwi, którą pokryłyśmy henną pierwszą. Dokładnie ścieramy hennę, uważając, żeby nie zostawić zacieków lub smug. I GOTOWE! 

brwi-henna2(Efekt delikatny, naturalny, ale jednak widoczny, UWIELBIAM)

Tak, w czterech krokach możemy zrobić sobie hennę brwi w domowym zaciszu. Nic prostszego. Dla osób z beznadziejnymi brwiami, takich jak ja, jest to genialna alternatywa! Nie muszę chodzić non stop do kosmetyczki. Dzięki czemu zaoszczędzam czas i pieniądze. Hennę RefectoCil mogę polecić z czystym sumieniem. Jest naprawdę bardzo dobra!

Tutaj możecie dostać hennę Refectocil we wszystkich kolorach: nocanka.pl

Trzymajcie się cieplutko! 

Buziaki:*

HIGHEELS

 

 

Higheels radzi: Jak czyścić pędzle?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Chyba nie ma nic gorszego jak upaprane pędzle lub gąbeczki do makijażu. Miliony mnożących się bakterii, które tylko czekają na kontakt z naszą skórą. Blee! Nienawidzę i dlatego staram się regularnie myć moje pędzle i gąbki. Jeśli chodzi o pędzle do podkładu (których żadko używam) lub te do produktów mokrych powinniśmy myć je po każdym użyciu. Natomiast pędzle do cieni itp. może nie po każdym użyciu, ale jednak co drugie lub trzecie wypadałoby. Wieem… nie ma czasu, nie chce się, po co, jak i w ogóle czy to ma sens… Ale uwierzcie mi- MA! Stan naszej skóry może się znacznie poprawić, jeśli dbamy o higienę naszych akcesoriów. 

Jak myć pędzle i czym? Wkładamy pędzel po letnią wodę (nie zimną, nie ciepłą) włosiem w dół i delikatnie zwilżamy. Jeżeli chcemy dokładnie wymyć pędzle radziłabym użyć oliwki myjącej z Isany o zapachu gruszki i mango lub tej bezzapachowej. Dobrze myją, ładnie pachną i nie trzeba zbyt długo spłukiwać piany. A jeśli to ma być bardzo szybkie powierzchowne mycie to moim zdecydowanym faworytem jest szare mydło Biały Jeleń. Dosłownie w ułamku sekundy usuwa osadzone produkty i błyskawicznie się spłukuje. Długi czas myłam pędzle szamponem dla dzieci z Babydream, ale bardzo irytowało mnie płukanie, które trwało w nieskończoność, dlatego nie polecam za bardzo tej metody.

higheelsblog-mycie-pedzli-06

higheelsblog-mycie-pedzli-00

higheelsblog-mycie-pedzli-02

higheelsblog-mycie-pedzli-05

Nakładamy niewielką ilość produktu i znów delikatnie wyduszamy brud. Pamiętajmy, żeby nie robić tego zbyt mocno lub w sposób, który może uszkodzić lub zdeformować pędzel. Dokładnie płuczemy i strzepujemy nadmiar wody (zawsze włoskiem w dół!). Osuszamy wstępnie ręcznikiem papierowym.

Jeśli włosie zrobiło się już szorstkie warto po myciu nałożyć na nie jakąkolwiek odżywkę do włosów i zostawić na jakieś 2-3 minuty. Po jej zmyciu pędzle będą znów mięciutkie i jak nowe! 

Jak suszyć pędzle? Najlepiej włosiem w dól, żeby woda nie dostała się do środka, bo wtedy nasz ukochany pędzel (e.l.f. Powder Brush 🙁 ) może się rozkleić. Wcześniej pamiętajmy o ułożeniu/wygładzeniu włosia, żeby uzyskał kształt wyjściowy. Jeżeli nie jest to możliwe warto otoczyć włosie kawałkiem ręcznika papierowego i delikatnie spiąć gumką recepturką. Ja uszyłam sobie taki jakby pokrowiec, który ułatwia mi suszenie pędzli, ale bardzo często też kładę jest na ręczniku na krawędzi stołu, tak żeby się nie dotykały. 

higheelsblog-mycie-pedzli-08

Pamiętajmy, żeby nie suszyć pędzli na kaloryferze lub w łazience!

To już chyba wszystko, co chciałam Wam przekazać. Jeżeli macie jakieś sprawdzone produkty do mycia pędzli, to koniecznie dajcie znać!

Buziaki:*

HIGHEELS