Ulubieńcy ostatnich miesięcy by Higheels!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Już dawno u mnie na blogu nie było ULUBIEŃCÓW. Ostatni taki wpis pojawił się na początku roku (!). Zdecydowanie hańba, Higheels! Tak być dalej nie może. Tak więc dziś zapraszam wszystkim na krótkie recenzję kosmetyków, które ostatnimi czasy przypadły mi szczególnie do gustu. Wybrałam pięciu najlepszych, z czego o jednym rozpiszę się szczególnie. Zaczynamy!

image

1. Golden Rose- korektor kamuflaż w kolorze

Po tym jak życie mojego ukochanego korektora Prolonger Concealer z MAC dobiegło końca postanowiłam poszukać czegoś dorównującego jego jakości, ale jednak trochę tańszego. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami, skusiłam się na produkt z Catrice. Wiedziałam, że musi być dobry, bo po wielu próbach nie udało mi się go zdobyć w żadnej drogerii. Ciągle był wyprzedany! W takim przypadku nie zawiódł mnie Mintishop. Przy okazji większego zamówienia wrzuciłam do koszyka właśnie ten kamuflaż. Powiem Wam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo duża pojemność. Mam wrażenie, że on nigdy się nie skończy. Miałam dwa kolory. Najpierw kupiłam najjaśniejszy Ivory, ale okazał się niestety za jasny, więc powędrował do mojej siostry. Dla mnie idealny okazał mnie Light Beige. Stosuję go głownie, aby przykryć niedoskonałości i cienie pod oczami. Tak, stosuję go pod oczy. Absolutnie nie roluje się, nie nie waży. Wiem, że dużo osób miało z tym problem. Może jest to kwestia pudru albo jego braku. Ja zawsze dodatkowo wklepuje (wklepuje, a nie rozcieram) puder na warstwie korektora. Krycie produktu oceniłabym na porównywalne z korektorem z MAC, czyli bardzo bardzo mocne. No może MAC jest odrobinę mocniejszy. Konsystencja kosmetyku z Catrice jest zbita, ale jednocześnie dość tłusta, więc bardzo łatwo się z nim pracuje. Nie zasycha zbyt szybko, więc na spokojnie można go jeszcze rozprowadzić. Chociaż jeśli doprowadzimy do zaschnięcia, może być ciężko. Trzyma się w niezmienionym stanie przez cały dzień. Nie roluje się, nie ściera. Wiadomo, jeśli będziemy pocierać zakryte miejsce ręką, może zejść, ale przy normalnym noszeniu nic się z nim nie dzieje. Nie wysusza mojej skóry. Nawet pod oczami. Stosuję go również jako bazę pod cienie na powieki. Też bardzo dobrze się sprawdza. Jeśli nakładam go pod oczy lub właśnie na powieki robię to palcami. Jeśli zakrywam niedoskonałości zawsze robię to pędzelkiem, bo wtedy uzyskuje największe krycie. Podsumowując, bardzo, bardzo polecam! Nie dość, że dobry, to jeszcze tani (ok. 13 zł bez promocji). Koniecznie go wypróbujcie!

2. Bielenda- nawilżające serum z kwasem hialuronowym.

O tym serum pisałam Wam już TUTAJ. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona jego działaniem! Idealnie nawilża moją skórę! Przekonuje mnie jego konsystencja lekko żelowa, ale nie lepiąca. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnego śladu na twarzy. Pięknie pachnie! Stosuję go rano razem z kremem z Make Me Bio i moja twarz więcej nawilżenia już nie potrzebuje. Muszę przyznać, że jest to naprawdę dobre drogeryjne serum nawilżające w przystępnej cenie. Aktualnie czekam na promocje, żeby kupić właśnie to i na próbę jego brata z kwasem migdałowym. Zdradzę Wam w tajemnicy, że nawet mój narzeczony, który ma wiecznie problem z suchą skórą twarzy, się do niego przekonał. Jego recenzja: „No nareszcie coś czego nie czuję na twarzy!”. To już o czymś świadczy, prawda?

3. ECOSPA- algowa maseczka typu peel off.

W sumie jest to moja pierwsza maseczka algowa. Nie wiem dlaczego wcześniej się nie zdecydowałam na wypróbowanie tego typu masek, bo ta to istna rewelacja! Wystarczy zmieszać ja z wodą, rozmieszać i nałożyć na twarz. Nie nakładajcie na brwi! A jak już nałożycie to nie zrywajcie, tylko zmyjcie wodą. Inaczej za jednym pociągnięciem możecie pozbyć się brwi! 😛 Nie, na szczęście mi się to nie zdarzyło! Wtedy to już na pewno by mi nigdy nie odrosły brwi. Maska super chłodzi i odświeża skórę. Po 20 minutach na twarzy skóra jest ściągnięta i rozjaśniona. Pomaga przy gojeniu się ran i przyspieszania redukcję niedoskonałości. Niestety nie udało mi się nigdy za jednym razem ściągnąć jej z twarzy. Trzeba robić to mniejszymi fragmentami, bo zasycha na konturach. Jestem w stanie jej to wybaczyć, bo działanie jest zauważalne od razu po użyciu. Zakochałam się w maskach algowych! Koniecznie polećcie mi jakąś. Słyszałam, że te z Organique są w porządku. Szczególnie kusi mnie borówkowa!

4. Golden Rose Liquid Matt Lipstick- kolor 03.

Przez ostatnie miesiące na moich ustach prawie zawsze gości właśnie kolor nr 3 Liquid Matt Lipstick z Golden Rose! Przepiękny, nienarzucający się kolor. Pasuje do wszystkiego i nadaje świeżości twarzy. Uwielbiam te aplikatory! Dzięki ich kształtowi nakładam kosmetyk w kilka sekund. Produkt zasycha w ciągu kilkudziesięciu sekund i tak już zostaje na ustach przez długie godziny. Jednocześnie równiutko się ściera, więc nawet wtedy kiedy nie chce nam się poprawiać ust tragedii naprawdę nie ma. Raz pomalowane usta, wyglądają dobrze przez cały wieczór. Uwielbiam konsystencję, zapach, kolor, opakowanie, WSZYSTKO! Te pomadki naprawdę skradły moje serce. Bardzo polecam! Pisałam o nich oddzielny post TUTAJ.

Tak prezentują się moi Ulubieńcy ostatnich miesięcy! Nie jest ich wiele, ale są to absolutne HITY, z którymi nie pożegnam się przez dłuższy czas. Czekam na Waszych Ulubieńców!

Buziaki:*

HIGHEELS

Nowość! Maska Biovax Bambus & Olej Awokado- HIT czy KIT?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj czas na recenzję kolejnej już maski firmy Biovax. Jak wiecie uwielbiam te maski! Są to w ogóle pierwsze produkty tego typu, które zaczęłam używać na swoich włosach. Na początku zakochałam się w wersji mlecznej, później była ta z keratyną, a na końcu z olejami. Z resztą odsyłam Was do jednego z pierwszych moich postów, w którym właśnie o tych maskach się rozpisywałam :). Jak tylko na rynku kosmetycznym pojawiła się wersja Biovax Bambus & Olej awokado wiedziałam, że musi ona zostać przeze mnie przetestowana! 

Jeśli chodzi o skład to nie znajdziemy tutaj żadnych silikonów, co jest wielkim plusem. Nie ma też gliceryny, a więc puszenie włosów mamy z głowy. Jest za to glikol, jako humektant. Co to humektant? Jest to sobie substancja, która ma zdolność do zatrzymywania wody z otoczenia. Posłuży zatem, jako nawilżacz włosów. Są też emolienty, które mają za zadanie wygładzić i chronić nasze włosy.

image

Zadaniem tej maski jest intensywna regeneracja włosów i zarazem ich pogrubienie i zagęszczenie. Maska ma naprawić uszkodzenia włosa na całej jego długości, nawet na końcówkach (w to to chyba raczej nikt nie jest w stanie uwierzyć). Włosy przy regularnym stosowaniu mają stać się sprężyste, odżywione i lśniące. Cebulki mają być dotlenione, odżywione i dzięki temu producent gwarantuje porost nowych, gęstszych i mocniejszych włosów. Brzmi idealnie, praktycznie jak każdy opis produktu do włosów :P. Jak jest naprawdę?

Zacznijmy od aplikacji. Standardowo po myciu nakładam maskę, grzebieniem rozprowadzając ją na całej długości włosów. Konsystencja jest na tyle aksamitna i zbita, że łatwo się ją nakłada i nie spływa z włosów. Nakładam czepek foliowy dołączony do każdego opakowania masek Biovax i zawijam wszystko ręcznikiem. Czasem jeszcze dodatkowo podgrzewam suszarką, żeby otworzyć łuski włosa i ułatwić produktowi wniknięcie w głąb włosa. I tak sobie chodzę w takim turbanie w przedziale czasowym od 30 minut do godziny. Zmywam letnią wodą, aby zamknąć końcówki i gotowe. Maskę stosuję 1 lub 2 w tygodniu.

image
(Maska ma miętowy kolor!)

Czy widać efekty? JAK NAJBARDZIEJ! Bardzo się polubiłam z tym produktem. Moje włosy nawet po szybkim piętnastominutowym SPA właśnie z nią stają się lśniące, gładkie i wyglądają przepięknie! Przy regularnym stosowaniu zauważyłam wysyp baby hair! Są wszędzie i zaczynają mnie już wkurzać :P. Gołym okiem widać, że włosy są bardziej odżywione i ich kondycja się zdecydowanie polepszyła. Są tak bardzo mięciutkie! Widzę też dużą różnicę w poziomie ich nawilżenia. Nie można stosować jej jednak zbyt często, aby nie obciążyć włosów lub ich nie przeemolientować, co może prowadzić do puszenia. Przynajmniej w przypadku moich włosów. Aplikacja raz lub dwa w tygodniu jak najbardziej im odpowiada. Czy włosy są gęstsze? Wydaję mi się, że tak. Oczywiście nie jest to efekt niczym z reklamy Pantene, ale jednak coś tam się zmieniło na lepsze :P. 

Muszę wspomnieć o jednej jedynej rzeczy, która mnie irytuje, a mianowicie dość mocny, intensywny zapach. Jest całkiem przyjemny, ale utrzymuje się na włosach przez cały dzień a nawet dłużej! Także czasami mam już go po prostu dość. Ale jeśli chodzi o zapachy to, jak wiadomo, jest to kwestia subiektywna.

Nie ma co, kolejna maska od Biovax i kolejny HIT! Moje włosy uwielbiają te maski! Warto dodać, że stosunek jakości do ceny tych produktów zabija, bo jedna maska 200 ml kosztuję na promocji jakieś 12 zł, a efekty są widoczne już po paru użyciach. Są to też produkty bardzo wydajne. Ja swoją stosuję regularnie już ponad dwa miesiące i jestem w połowie. Po raz kolejny z czystym sumieniem polecam te maski! 🙂

Przepraszam jeszcze raz za to, że mało się ostatnio udzielałam. Będzie lepiej, obiecuję! W sobotę szykujcie się na wieeeeelką niespodziankę. Będzie to coś, czego jeszcze u mnie na blogu nie było ;).

Buziaki:*

HIGHEELS

Maseczka z alg brunatnych- hit czy kit?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak, Higheels zdecydowanie jest uzależniona od maseczek. Nawet tu na wyjeździe mam ich 6, z czego 2 nieotwarte… Nie oceniajcie mnie :P. W każdym razie oczarowana spiruliną, którą nie raz się u mnie pojawiała w Ulubieńcach, postanowiłam spróbować innego rodzaju alg. Wybór padł na algi brunatne ascophyllum nodosum). Są one bogate w składniki odżywcze, sole mineralne, witaminy (m.in. C, E, K) oraz makro i mikroelementy (np. wapń, magnez). Małe pudełko (30 g) na próbę zakupiłam na zrobsobiekrem.pl.

image

Algi mają postać brunatnego proszku. Nie pachną zbyt przyjemnie, ale tak czy tak wydaję mi się, że spirulina pachnie gorzej. Jak już Wam pisałam ostatnio- ja się po prostu przyzwyczajam do zapachu i mi nie przeszkadza. Dla bardziej wrażliwych polecam włożyć sobie kawałki chusteczki w dziurki od nosa :P. 

Jakie działanie mają te algi? Oczywiście odżywiają skórę i dostarczają jej samych dobroci. Oprócz tego nawilżają skórę, ujędrniają, poprawiają koloryt skóry, likwidują trądzik i zmniejszają niedoskonałości. Dodatkowo likwidują przebarwienia i przynoszą ukojenie zmęczonej skórze. Czyli generalnie robią wszystko i nasza skóra po nich powinna być w idealnym stanie. Jak jest naprawdę? Przekonacie się za chwilkę.

image

Jak przygotowuję maseczkę? Wsypuję jakieś dwie łyżeczki proszku do miseczki i dodaję wody. Tak, aby uzyskać idealną konsystencję. Ani zbyt wodnistą, bo po prostu spłynie, ani taką którą nie będziemy w stanie dobrze rozprowadzić. Teraz w zależności od tego, co mam w domu i na co mam ochotę. Ostatnio dodaję parę kropel hydrolatu- oczarowego lub lawendowego. Mam tu też mój olejem marula, a więc dodaję ok. 10 kropel, żeby wzmocnić działanie nawilżające maseczki. Czasem dodaję kroplę lub dwie olejku eterycznego herbacianego, ale to rzadko. Możecie kombinować, jak tylko Wam się podoba :). 

No dobrze przejdźmy do działania. Może jeszcze dodam, że konsystencja maseczki jest zupełnie inna niż na przykład spiruliny. Dość ciężko się ją rozprowadza. Ciężko mi to określić, ale jest taka jakby zbita. Same zobaczycie, jeśli będziecie miały taką okazję. Jak w końcu uda mi się ją jakoś rozprowadzić, trzymam ją na twarzy jakieś 20/25 minut. Zmywa się ją łatwiej niż spirulinę. To na pewno przez jej konsystencję. Efekty? Cera faktycznie nawilżona i może bardziej gładka. Oprócz tego ciężko mi cokolwiek innego wymienić. Może delikatnie walczy z niedoskonałościami i rozpromienia skórę. Ale na pewno nie zauważyłam poprawy kolorytu skóry ani rozjaśnienia przebarwień. Skóra nie jest też bardziej jędrna. Nie likwiduje trądziku. I nie przynosi jakieś specjalnej ulgi skórze. Nie ma takiego wow, jak jest po maseczce ze spiruliny. Nie, nie, nie…a szkoda, bo naprawdę lubię algi. 

Podsumowując, jeśli mam określić, czy jest to hit, czy kit… na pewno nie uznam jej za hit, ale zupełnym kitem też nie jest. W końcu mnie nie podrażniła, ani nie zaszkodziła mojej skórze. Jakieś tam efekty widać, ale zdecydowanie zbyt małe. Może powiem tak ogólnie, że jej nie polecam :P. Jeśli algi, to jak na razie spirulina- to jest dopiero WOW! 

Buziaki:*

HIGHEELS

P.S. Dziewczyny, macie jakieś sposoby na problemy z jelitami? Od paru dni boli mnie brzuch i niestety mój proces trawienia pozostawia wiele do życzenia… Czekam na porady!

Sylveco lniana maska do włosów- pierwsze wrażenie

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami moimi pierwszymi spostrzeżeniami na temat lnianej maski do włosów marki Sylveco. Użyłam jej na razie jakieś 3/4 razy. Są to moje pierwsze doświadczenia z firmą Sylveco, zresztą pokazywałam Wam niedawno zdjęcie na moim Instagramie (na którego gorąco zapraszam). Byłam bardzo ciekawa tej maski, tym bardziej, że w składzie ma również olej kokosowy, który się u mnie świetnie sprawdza.

Zdjęcie 31.05.2015, 18 33 12

Na początek zdziwiło mnie mała pojemność (150 ml). Niby w opisie produktu na stronie widać, ile maski kupujemy, ale jakoś jak ją dostałam, to zawiodłam się, że jest taka mała. Samo opakowanie bardzo mi się podoba. Jest skromne, ale naprawdę ładne. Dodam, że maska kosztowała ponad 20 zł, czyli dość sporo biorąc pod uwagę pojemność. Skład ma bardzo zachęcający, bo w większości naturalny. Zapach. Trochę dziwny, nie przypadł mi do gustu. Aleee… najdziwniejsza sprawa to konsystencja. Jest bardzo lejąca i taka jakby mało mokra, trochę piankowa. Po prostu dziwna :P. 

Zdjęcie 31.05.2015, 18 31 35

Przejdźmy do efektów. Nałożyłam maskę na dwa sposoby, które proponuje producent. Pierwszy- zaraz po myciu na mokre włosy, pozostawiając produkt na parę minut. Niestety ta metoda się u mnie nie sprawdziła. Włosy były napuszone i zupełnie nic ta maska z nimi nie zrobiła. Postanowiłam, więc spróbować drugiego sposobu, czyli na suche włosy przed myciem nałożyć kosmetyk na co najmniej pół godziny. Po nałożeniu strasznie ciężko było rozczesać włosy. Zawsze żeby rozprowadzić jakąkolwiek maskę używam grzebienia z szeroko rozstawionymi ząbkami i nie mam z tym problemu, a tutaj to była jakaś masakra! Włosy były posklejane, poplątane, takie jakieś napuszone. Ale dobra, w końcu je rozczesałam, nałożyłam czepek i przedłużyłam zabieg do godziny, i co? Spłukałam maskę, włosy umyłam, wyschły i niby w porządku. Ku mojemu zaskoczeniu nie były napuszone, błyszczały się i były dość dobrze nawilżone, ale z kolei bardzo się plątały. I to meeega się plątały! Nie dość, że zaraz po aplikacji było ciężko je rozczesać, to po umyciu włosów też! Nie wiem, o co chodzi, ale pierwszy raz spotkałam się z takim działaniem. Później przez cały dzień moje włosy się plątały!

Wydajność. Jeśli chodzi o ten drugi sposób aplikacji to trzeba nałożyć dość sporo produktu, bo inaczej mam wrażenie, że go w ogóle nie ma. Także nie wiem, jak to będzie z wydajnością, biorąc pod uwagę, że jest jej naprawdę mało w opakowaniu.

Podsumowując, sama nie wiem co mam o niej myśleć. Niby nawilża i poprawia wygląd włosów, ale strasznie nie podoba mi się to, jakie włosy są zaraz po nałożeniu produktu (dziwne, suche, posklejane… nie wiem) i to że tak strasznie się plątają. Najlepszym słowem określającym tę maskę jest po prostu DZIWNA. Nie wiem sama…może spróbuję jakiegoś innego sposobu aplikacji, a może z czasem będzie lepiej? Może jeszcze stanie się ulubieńcem (o ile nie powyrywam sobie wszystkich włosów przy próbach rozczesania). Zobaczymy. Na pewno będę używać regularnie, żeby sprawdzić, czy obietnice producenta o polepszeniu kondycji włosów się sprawdzą.

Jeśli używałyście tej maski, to dajcie mi znać, jak ją stosowałyście i czy się sprawdziła. Miłej niedzieli!

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.3!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj trzecia już odsłona Projektu Denko! Moim postanowieniem noworocznym jest osiągnięcie minimalizmu kosmetycznego, zarówno w kosmetykach pielęgnacyjnych, jak i w kolorówce. Wyrzuciłam sporo kosmetyków do makijażu (ooo tak… bolało) i nieliczne pielęgnacyjne. A pozostałe z kończącym się terminem ważności postanowiłam jak najszybciej zużyć i stąd dość spore denko :). Standardowo zapraszam na 10 produktów kosmetycznych, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie:

higheelsblog-denko2015-00

higheelsblog-denko2015-09

1. Bomb Cosmetics – Masło do ciała Raspberry Beret (200 ml)

To masełko znalazło się w moich Ulubieńcach, więc tam możecie poczytać więcej. Krótko mówiąc: 30% masła shea, przecudowny malinowy zapach i nawilżanie na przyzwoitym poziomie. Polecam zdecydowanie! 🙂

2. Nivea – Nawilżający balsam do ciała pod prysznic (250 ml)

Nie podoba mi się jego skład (parafina, wosk, alergeny), ale generalnie jest to bardzo ciekawy produkt. Stosowałam w wyjątkowych sytuacjach wieczorem, gdy bardzo nie chciało mi się nakładać balsamu, oliwki, czy czegokolwiek (tez tak czasem macie?). Sam balsam dość ładnie pachnie. Trzeba uważać, żeby nie poślizgnąć się pod prysznicem. Skóra po wytarciu jest lekko klejąca, ale wydaje się być nawilżona. Nie wiem, czy to nie za sprawką parafiny… Rano wciąż miękka i nawilżona, ale jakoś nie do końca. Myślę, że kosmetyk po prostu oblepia nam skórę i przez to już więcej go nie kupię,

3. Soraya – Łagodzący balsam po depilacji (150 ml)

Jest to balsam opóźniający odrastanie włosków po depilacji, który kupiłam w Tesco za 3 zł (SERIO). Dość dobrze nawilżał i pielęgnował wrażliwą skórę po depilacji, ale wcale nie opóźniał odrastania włosków. Nie kupię go już więcej, bo jest to zwykły przeciętniak.

4. Garnier Intensywna Pielęgnacja – Regenerujące mleczko do ciała (400 ml)

Mój lubiony drogeryjny balsam. W składzie gości oczywiście parafina, ale akurat w tym produkcie jestem w stanie ją znieść. Bardzo dobrze nawilża i uwielbiam stosować go podczas zimy i późnej jesieni. Pasuję mi jego zapach i konsystencja- niezbyt lejąca, ale też nie za gęsta. To jest moje drugie albo trzecie opakowanie i prawdopodobnie kupię też następne. Lubię mieć go w łazience, bo często przydaje się, kiedy chcę na szybko się posmarować. W promocji dostaniemy go za niecałą dyszkę :). Polecam spróbować!

higheelsblog-denko2015-10

5. L’Biotica Biovax – Intesywnie regenerująca maseczka (250 ml)

Chyba nie muszę pisać, że jest to moja ulubiona maska do włosów? 😀 Niedawno ukazał się cały post o nich, więc odsyłam TUTAJ

6. Bioelixire Argan Oil Hair Mask (200 ml)

Kupiłam skuszona pozytywnymi opiniami, ale zawiodłam się. Oprócz zapachu i ładnego opakowania nie widzę za bardzo plusów tej maski. Skład zostawia wiele do życzenia. Za pierwszym razem faktycznie włosy były miękkie i błyszczące, ale potem kosmetyk zaczął wysuszać mi włosy. Bardzo się po nim puszyły i były nieprzyjemne w dotyku. Na pewno już więcej nie kupię!

7. Joanna Naturia – Peeling myjący z wanilią (100 g)

Bardzo lubię za zapach, konsystencję i działanie. Drobinki złuszczające o idealnym rozmiarze i kształcie. Używałam z rękawiczką złuszczającą z Rossmanna. Teraz nie stosuję już tego typu peelingów, bo przerzuciłam się na bardziej naturalne, a dokładnie na peeling kawowy. Możecie poczytać o nim TUTAJ (ile dzisiaj tych odnośników?!). Alee jeśli szukacie dobrego i taniego, drogeryjnego peelingu, to jak najbardziej jest wart polecenia. Myślę, że się nie zawiedziecie :).

higheelsblog-denko2015-15

8. Stara Mydlarnia Argan&Neroli Organic Face Serum with Vit. E (30ml)

CUUUUUDO! Króciutki, w stu procentach naturalny i ekologiczny skład: olejek arganowy, wyciąg z neroli (kwiata pomarańczy), wit. E, lecytyna. Przepiękny pomarańczowy zapach. Serum stosowałam i będę stosować (bo na pewno kupię ponownie i to już niedługo) wieczorem i rano budziłam się z idealnie nawilżoną, promienną i mięciutką cerą! Po prostu ideał dla osób przemęczonych, które nie mogą sobie pozwolić na dużą dawkę snu. Po dłuższym okresie stosowania rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt skóry i rozpromienia buzię. Bardzo podoba mi się ten efekt. W ogóle uwielbiam wszystkie produkty w witaminą C, między innymi neutralizują wolne rodniki i naprawdę działają cuda! Dobrze nawilżona skóra, mniej się błyszczy w dzień i zdecydowanie wygląda lepiej. Bardzo poręczne opakowanie z pipetką, która ułatwia aplikację. Nie jest drogie (29zł), bardzo wydajne, nie zapycha, nie podrażnia, leczy stany zapalne… CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ?! Zdecydowanie najlepsze serum nawilżające jakie kiedykolwiek miałam! Serdecznie polecam spróbować!     

9. La Roche-Posay Eau Thermale – woda termalna (50 ml)

Dostałam w beGLOSSY i chętnie zużyłam. Czy w lato podczas upałów do szybkiego odświeżenia, czy w zimie na waciku, jako tonik, nie ważne, bo woda termalna zawsze się przyda! Ładnie odświeża i uspokaja cerę. Nie mam swojej ulubionej wody termalnej, ale tą z czystym sumieniem mogę Wam polecić.

10. Tołpa Botanic Białe kwiaty – orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1 (150 ml) 

Również zasługa beGLOSSY. Baaaardzo fajny produkt i również jako mgiełka do odświeżania cery w lato lub na wacik jako tonik. Fajny, naturalny skład, co od razu mi się podoba :). Zapach średni, kwiatowy dla niektórych może być nawet nieprzyjemny, ale mi nie przeszkadzał. Kosmetyk łagodził podrażnienia, uspokajał cerę i generalnie bardzo dobrze się sprawdzał. Warto spróbować!

I to już wszyscy moi zdenkowani. Dajcie znać, jakie produkty Wam udało się ostatnio zużyć!

Buziaki:*

HIGHEELS