Isana- kakaowe masło do ciała nie tylko do ciała!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj czas na pięknie pachnące masło do ciała (a właściwie balsam w masłowym opakowaniu) marki Isana (Body Creme Sheabutter & Kakao). Jeśli lubicie czekoladowo-kakaowy wywołujący ślinotok aromat, ten zapach jest dla Was!  Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczu- olbrzymia pojemność, bo aż 500 ml i teraz najważniejsze CENA. Otóż za tak olbrzymie opakowanie zapłaciłam… uwaga… 7 zł! Tak, to nie żart. Masło było akurat na promocji, ale w regularnej cenie tak czy siak kosztuje ok. 8,50 zł. Dostaniecie go w każdym Rossmannie i co więcej bardzo często ląduje na promocji.

image

Kolejna rzecz to naprawdę zaskakująco dobry skład jak na tak tani kosmetyk. Nie znajdziemy w nim parafiny, czy silikonów. Jest gliceryna, ale jest też masło shea na ósmym miejscu, olej kokosowy na piątym, panthenol, masło kakaowe. Jestem w szoku, bo jest na taki balsam skład jest rewelacyjny! Bardzo podoba mi się opakowanie, bo zazwyczaj w przypadku balsamów, jeśli nie rozetniemy na końcu opakowania, jakaś część produktu się marnuje. Tutaj zużywamy go do samego końca, dozując sobie taką ilość produktu jaką tylko chcemy. 

Konsystencja nie jest treściwa, ale nie jest też zbyt rzadka. Nie spływa ze skóry. Szybko się wchłania i co najważniejsze nie zostawia lepiącego filmu. Nie ma gorszego uczucia niż lepiące nogi w pościeli. No nienawidzę tego! 

image

Jeśli chodzi o działanie na skórze. Na pewno wygładza i zmiękcza skórę. Delikatnie nawilża, ale nie jest to niestety głębokie, mocne nawilżenie. Dla kogoś z bardzo suchą skórą nie wystarczy. Jednak do codziennej, rutynowej pielęgnacji spisuje się całkiem nieźle. W przypadku kiedy moja skóra była bardziej przesuszona sięgałam po inne balsamy na przykład TEN z Evree. Bardzo ładnie łagodzi podrażnienia po depilacji. Szybko koi skórę i przywraca jej równowagę. Dzięki delikatnej konsystencji bez problemu się rozprowadza. Jako balsam do ciała daję mu solidne 4/5! No i ten zapach, który utrzymuje się na skórze do rana <3!

Jednak bardziej zachwyciło się jego inne zastosowanie. Odkryłam je dzięki dziewczynom na Instagramie, za co Wam bardzo, bardzo dziękuję. A mianowicie kremuję nim włosy! Co to jest kremowanie włosów? Dokładnie to co olejowanie, tylko zamiast oleju nakładamy krem. Nie byle jaki krem, tylko taki który w swoim składzie ma właśnie oleje i nawilżające masła. Dla moich nieskoporowatych włosów olej kokosowy, masło kakaowe i shea to idealny zestaw. Nakładam krem na suche włosy i rozprowadzam grzebieniem na całej ich długości. Nakładam folię i tak sobie chodzę przez około godzinkę. Później myję włosy i… cieszę się miękkimi, nawilżonymi, gładkimi i lejącymi włosami! Powiedziałabym, że efekt jest lepszy niż po olejowaniu. A to za sprawą mixu dobroci, który znajdujemy w składzie. Włosy się nie puszą i mówię Wam- są tak niesamowicie miękkie!

Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że będzie to tak wielofunkcyjny produkt. Zużywam go do kremowania całego ciała i włosów, a w opakowaniu ledwo co ubywa. Dostać za taką cenę tak dobry i wydajny produkt, to naprawdę niespotykana rzecz. Polecam Wam spróbować go szczególnie na włosy! Jeśli macie takie jak ja, to na pewno się nie zawiedziecie. 
 image

Koniecznie dorwijcie go na promocji i przetestujcie! Jak nie do włosów, to jako balsam :).

Miłej soboty, Kochani!

Buziaki:*

HIGHEELS

Najlepsi w styczniu i w lutym!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nareszcie marzec, nareszcie wiosna! Mam już dosyć zimna i ponurej aury. Ostatnio sporo nowości pojawiło się u mnie (temat na oddzielny post :D) i wiele z nich zdecydowanie przypadło mi do gustu. Bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury!

higheels-ulubiency-00

higheels-ulubiency-02

1. Mgiełka do ciała z Bath&Body Works o zapachu świeżej bawełny.

Po raz kolejny zaufałam naszym, polskim youtuberkom i po raz kolejny się nie zawiodłam! Przecudowny, świeży zapach, który utrzymuje się zaskakująco długo. Daje uczucie czystości, świeżości i (przynajmniej u mnie) takiego porządku wewnętrznego. Nie wiem, czy ktokolwiek wie, o co mi chodzi :P. Mgiełka jest meeega wydajna. Mam wrażenie, że w ogóle jej nie ubywa. W cenie regularnej jest dość droga, ale warto czekać na promocję, bo moja butelka kosztowała 40 zł za 236 ml (serio 236?!). Kupiłam jeszcze jeden zapach, ale jeszcze nie używałam, także dam znać później jak się sprawdził. Jestem kolejną już osobą, która  z czystym sumieniem może polecić tę mgiełkę.

2. Masło do ciała z The Body Shop o zapachu jagodowym.

Kupiłam na Allegro, bo niestety u mnie w mieście nie ma TBS. Zapach nie powalił mnie na kolana. Masełko pachnie przyjemnie, ale jak dla mnie nie ma tam jagody. Produkt jest dość wydajny i bardzo fajnie rozprowadza się po ciele. A jeśli chodzi o działanie? Co tu dużo mówić… jest naprawdę SUPER. Rano budzimy się z idealnie nawilżoną, mięciutką skórą, która na dodatek pięknie pachnie. Kosmetyk szybko się wchłania i w ogóle się nie klei. Uwielbiam te masła! W zapasie mam jeszcze mango i nie mogę się doczekać, kiedy je otworzę. TBS może się pochwalić także dość naturalnym składem kosmetyków. W tym konkretnym maśle mamy wysoko w składzie masło Shea i masło kakaowe. Bardzo polecam również polować na nie na promocjach.

3. Serum wzmacniające A+E L’biotica Biovax.

Cudo! Aplikuję jedną pompkę na końcówki włosów zaraz po myciu często dodając do niego kroplę lub dwie oleju z pestek śliwek. Moje włosy uwielbiają ten duet! Końcówki są wygładzone, nawilżone i dodatkowo się błyszczą. Włosy są zdrowe i wyglądają o niebo lepiej. Nie można tutaj nie wspomnieć o cudownym zapachu, którego po prostu ubóstwiam! Serum hamuje rozdwajanie się końcówek włosów i zapobiega też nadmiernej łamliwości. Na razie jestem świeżo po wizycie u fryzjera, a więc pozbyłam się rozdwojonych końcówek, ale mam nadzieję, że Biovax pomoże mi utrzymać ten stan. Według mnie kosmetyk jest bardzo wydajny i zdecydowanie wart wypróbowania.

higheels-ulubiency-03

4. Oczyszczające plastry na nos z Botanical Choice.

Kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za niecałe 8 zł. Nigdy nie wierzyłam, że takie plasterki działają, więc mega się zdziwiłam jak zobaczyłam efekty po pierwszym użyciu. Jeden plasterek usuwa praktycznie wszystkie małe zaskórniki otwarte. Te większe niestety nie wszystkie, ale i tak efekt jest zadowalający. Plastry zawierają też ekstrakt z drzewa herbacianego, który wspomaga leczenie stanów zapalnych i działa bakteriobójczo. Zauważyłam też znaczne zmniejszenie ilości zaskórników i zmniejszone pory (ale możliwe, że to zasługa też innych kosmetyków). Nie wiem tylko, gdzie można je dostać, bo w Biedronce już ich nie ma. Koniecznie spróbujcie, naprawdę warto!

5. Matujący puder Stay Matte z Rimmel.

Kupiłam go przypadkiem za ok. 20 zł, kiedy się okazało, że nie wzięłam ze sobą na wyjazd mojego pudru bambusowego z Biochemii Urody. Mój kolor to 001 Transparent. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Pięknie matuje skórę i trzyma się na niej praktycznie cały dzień. Nie zapycha. Nie zbiera się w załamaniach i wygląda bardzo naturalne. Jest bardzo wydajny. Skład nie jest idealny, ale też nie można powiedzieć, że jest zły. Nakładam go najczęściej gąbeczką, rzadziej pędzlem. Pachnie przyjemnie, ale bardzo delikatnie. Robi wszystko to, co zwykły puder matujący powinien robić. Polecam!

higheels-ulubiency-04

6. Korektor do brwi Art Scenic z Eveline.

Jest to po prostu brązowy żel do brwi. Nie mam pojęcia, czemu nazwali go korektorem. Fajnie rozczesuje brwi, delikatnie wypełnia i utrwala na cały dzień. Używam go po wypełnieniu brwi kredką i jestem bardzo zadowolona. Ładny brązowy kolor, na pewno nie rudy. Godny polecenia i tani, bo tylko 12 zł. 

7. Zalotka z Rucci Professional.

Dorwałam ją przypadkiem w TKMaxxie. Zachwyciła mnie swoim wyglądem. No czy ten kolor nie jest prześliczny?! Bardzo wygodna w użyciu. Idealnie łapie moje rzęsy. Łatwo się ją czyści dzięki silikonowemu paskowi. Nie ma co dużo mówić, po prostu ładna i dobra.

8. Grzebyk do rzęs z Inglota.

Niesamowicie przydatny gadżet! Często jak kończył mi się tusz, to sklejał mi rzęsy i nie miałam czym ich rozczesywać. Czasem próbowałam szpilką (serio?!) i jak sobie uświadomiłam, jak bardzo jestem głupia, postanowiłam kupić właśnie ten rozczesywacz. Ładnie rozczesuje rzęsy, szybko się go myje. Można wykorzystać także do brwi. Same zalety. Gorąco polecam, na pewno się przyda!

To już wszyscy moi Ulubieńcy. Dajcie znać koniecznie, co u Was się ostatnio sprawdziło.

Buziaki:*

HIGHEELS