Resibo- krem pod oczy i jego recenzja by HIGHEELS!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Powiem Wam, że kolejny krem pod oczy przetestowany i kolejny nie zrobił stał się moim Ulubieńcem. Czy ja w końcu trafię na taki krem? Może najpierw powiem Wam, czego oczekuję od idealnego kremu pod oczy. Przede wszystkim redukcji opuchlizny i rozjaśnienia ciemnych cieni pod oczami. Nie pogardzę też nawilżeniem. Wiem, wiem… są to duże wymagania. Tym bardziej, że rozjaśnienie worów pod oczami to nie lada wyzwanie. Tym bardziej, że w dużej mierze ich kolor zależy od tego, czy dobrze sypiamy, czy dobrze się odżywiamy i od ogólnego stanu naszego zdrowia. Nadal jednak uparcie wierzę, że istnieje krem, który zaspokoi moje potrzeby. A co do kremu z Resibo

Jeśli czytacie mnie regularnie, wiecie że olejek do demakijażu polskiej marki Resibo jest moim absolutnym faworytem! Kosmetyki Resibo są w ponad 90% stworzone z naturalnych, wegańskich składników, także myślę, że spełnią wymagania wielu osób. Bardzo podoba mi się to, że gama produktów Resibo jest bardzo ograniczona. Producent oferuje raptem 7 kosmetyków, co oznacza że zdecydowanie stawiają na jakość, a nie na ilość. Ostatnio wprowadzili też na rynek nowe serum wygładzające, które po prostu muszę mieć!

Krem pod oczy ma za zadanie nawilżyć skórę, wypchnąć zmarszczki od środka, zniwelować cienie i obrzęki, rozświetlić spojrzenie i przywrócić komfort skórze. Bardzo, bardzo obiecujący opis. Oczywiście tak jak przy większości kremów pod oczy. Ważny jest skład:

Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Propanediol, Crambe Abyssinica Seed Oil, Coco Caprylate/Caprate, Glycerin, Cetearyl Olivate, Argania Spinosa Kernel Oil, Sorbitan Olivate, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopherol, Cetearyl Alcohol, Sodium Hyaluronate, Rheum Rhaponticum Root Extract, Commiphora Mukul Resin Extract, Leptospermum Scoparium Branch/Leaf Oil, Caffeine, Cucurbita Pepo Seed Extract, Ruscus Aculeatus Root Extract, Solidago Virgaurea Extract, Citrus Limon Peel Extract, Zea Mays Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Sucrose Palmitate, Microcrystalline Cellulose, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Glyceryl Linoleate, Sodium Phytate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.

image

Dużo olejków, kofeina, troszkę gliceryna, konserwantów mało. Według mnie skład na plus. Na plus również opakowanie z pompką z jednym zastrzeżeniem. Uwielbiam takie opakowania za to, że są takie higieniczne. To z kolei ma jedną podstawową wadę- pompkę, którą trudno wymierzyć odpowiednią ilość produktu. Na początku zawsze wyciskałam go za dużo, co niestety przekładało się na jego wydajność. Później nauczyłam się dopiero z nim pracować. Jak każdy produkt Resibo, krem przychodzi do nas w papierowej, solidnej tubie. Jako 100% kobieta zawsze zwracam uwagę na opakowania i łatwo mnie nimi kupić:P (Też tak macie?). Bez ogródek mogę powiedzieć, że Resibo kupuje mnie zawsze swoimi opakowaniami.

Konsystencja kremu jest idealna, jeśli chodzi o kremy pod oczy. Nie lejąca, niezbyt zbita. Bardzo ładnie i szybko się rozprowadza i szybko wchłania. Zostawia delikatny film  na skórze, ale nie przeszkadza to, aby stosować krem też rano pod makijaż. Korektor i puder trzymają się dobrze i nie rolują w ciągu dnia. Jeśli chodzi o działanie… Przyznaję rację producentowi w kwestii nawilżenia. Osoby z suchą skórą pod oczami będą na pewno super zadowolone! Ja ma nadmierne przesuszenie nie narzekam, ale różnicę dało się odczuć już od pierwszego użycia. Nie mogę mu zarzucić, że nie redukował opuchlizny. Akurat to zadanie spełniał bardzo dobrze. Nawet po nieprzespanej nocy tragedii nie było! Oczy wyglądały na całkiem wypoczęte. Oczywiście, jeśli faktycznie nie spałam bardzo długo, nie miałam co liczyć na cud, ale tak czy siak, faktycznie pomagał. Warto dodać, że odświeżał spojrzenie. Nie wiem, jak Wam to opisać, ale przy regularnym używaniu, spojrzenie faktycznie było pełne życia. Niestety nie pomógł mi z moimi zasinieniami, dlatego też nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że produkt mnie zachwycił. Zapach miał delikatny, ale wyczuwalny. Według mnie nie był jakiś super przyjemny, ale też nie był zły. Polecam trzymać go w lodówce! Dzięki temu po pierwsze aplikacja jest przyjemniejsza, ale też działanie niwelujące opuchliznę jest mocniejsze. Takie łatwe rozwiązanie, a dopiero niedawno na to wpadłam :P.

Krem jest wydajny! Nawet biorąc pod uwagę to, że na początku nie do końca sobie z nim radziłam. Starczył mi na dobre pół roku stosowania dzień w dzień. Całe szczęście, bo jego cena jest dość wysoka (aż 89 zł). Alee.. biorąc pod uwagę skład pełny naturalnych olejków, cena nie powinna dziwić. Kupicie go w wielu drogeriach internetowych, np. w mintishop.pl.

Jeśli miałabym mu dać konkretną ocenę, dałabym 3,5/5. Odejmuję punkt za brak rozjaśnienia sińców i pół za felerną pompkę. Jest to naprawdę dość dobry krem. Chyba jeden z najlepszych jakie kiedykolwiek miałam. Na pewno rewelacyjny dla suchej skóry. Osobom borykającym się z przesuszoną skórą pod oczami serdecznie go polecam. Moich potrzeb do końca nie zaspokoił, ale też nie do końca takie było jego przeznaczenie.

No cóż, będę próbować dalej. Teraz postawiłam na tanie rozwiązanie, zobaczymy jak się sprawdzi. Planuję też znacznie poszerzyć moją kosmetyczkę o produkty Resibo. W planie mam oczywiście nowe serum i krem ultranawilżający. A Wy jakie produkty Resibo polecacie?

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy ostatnich miesięcy by Higheels!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Już dawno u mnie na blogu nie było ULUBIEŃCÓW. Ostatni taki wpis pojawił się na początku roku (!). Zdecydowanie hańba, Higheels! Tak być dalej nie może. Tak więc dziś zapraszam wszystkim na krótkie recenzję kosmetyków, które ostatnimi czasy przypadły mi szczególnie do gustu. Wybrałam pięciu najlepszych, z czego o jednym rozpiszę się szczególnie. Zaczynamy!

image

1. Golden Rose- korektor kamuflaż w kolorze

Po tym jak życie mojego ukochanego korektora Prolonger Concealer z MAC dobiegło końca postanowiłam poszukać czegoś dorównującego jego jakości, ale jednak trochę tańszego. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami, skusiłam się na produkt z Catrice. Wiedziałam, że musi być dobry, bo po wielu próbach nie udało mi się go zdobyć w żadnej drogerii. Ciągle był wyprzedany! W takim przypadku nie zawiódł mnie Mintishop. Przy okazji większego zamówienia wrzuciłam do koszyka właśnie ten kamuflaż. Powiem Wam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo duża pojemność. Mam wrażenie, że on nigdy się nie skończy. Miałam dwa kolory. Najpierw kupiłam najjaśniejszy Ivory, ale okazał się niestety za jasny, więc powędrował do mojej siostry. Dla mnie idealny okazał mnie Light Beige. Stosuję go głownie, aby przykryć niedoskonałości i cienie pod oczami. Tak, stosuję go pod oczy. Absolutnie nie roluje się, nie nie waży. Wiem, że dużo osób miało z tym problem. Może jest to kwestia pudru albo jego braku. Ja zawsze dodatkowo wklepuje (wklepuje, a nie rozcieram) puder na warstwie korektora. Krycie produktu oceniłabym na porównywalne z korektorem z MAC, czyli bardzo bardzo mocne. No może MAC jest odrobinę mocniejszy. Konsystencja kosmetyku z Catrice jest zbita, ale jednocześnie dość tłusta, więc bardzo łatwo się z nim pracuje. Nie zasycha zbyt szybko, więc na spokojnie można go jeszcze rozprowadzić. Chociaż jeśli doprowadzimy do zaschnięcia, może być ciężko. Trzyma się w niezmienionym stanie przez cały dzień. Nie roluje się, nie ściera. Wiadomo, jeśli będziemy pocierać zakryte miejsce ręką, może zejść, ale przy normalnym noszeniu nic się z nim nie dzieje. Nie wysusza mojej skóry. Nawet pod oczami. Stosuję go również jako bazę pod cienie na powieki. Też bardzo dobrze się sprawdza. Jeśli nakładam go pod oczy lub właśnie na powieki robię to palcami. Jeśli zakrywam niedoskonałości zawsze robię to pędzelkiem, bo wtedy uzyskuje największe krycie. Podsumowując, bardzo, bardzo polecam! Nie dość, że dobry, to jeszcze tani (ok. 13 zł bez promocji). Koniecznie go wypróbujcie!

2. Bielenda- nawilżające serum z kwasem hialuronowym.

O tym serum pisałam Wam już TUTAJ. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona jego działaniem! Idealnie nawilża moją skórę! Przekonuje mnie jego konsystencja lekko żelowa, ale nie lepiąca. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnego śladu na twarzy. Pięknie pachnie! Stosuję go rano razem z kremem z Make Me Bio i moja twarz więcej nawilżenia już nie potrzebuje. Muszę przyznać, że jest to naprawdę dobre drogeryjne serum nawilżające w przystępnej cenie. Aktualnie czekam na promocje, żeby kupić właśnie to i na próbę jego brata z kwasem migdałowym. Zdradzę Wam w tajemnicy, że nawet mój narzeczony, który ma wiecznie problem z suchą skórą twarzy, się do niego przekonał. Jego recenzja: „No nareszcie coś czego nie czuję na twarzy!”. To już o czymś świadczy, prawda?

3. ECOSPA- algowa maseczka typu peel off.

W sumie jest to moja pierwsza maseczka algowa. Nie wiem dlaczego wcześniej się nie zdecydowałam na wypróbowanie tego typu masek, bo ta to istna rewelacja! Wystarczy zmieszać ja z wodą, rozmieszać i nałożyć na twarz. Nie nakładajcie na brwi! A jak już nałożycie to nie zrywajcie, tylko zmyjcie wodą. Inaczej za jednym pociągnięciem możecie pozbyć się brwi! 😛 Nie, na szczęście mi się to nie zdarzyło! Wtedy to już na pewno by mi nigdy nie odrosły brwi. Maska super chłodzi i odświeża skórę. Po 20 minutach na twarzy skóra jest ściągnięta i rozjaśniona. Pomaga przy gojeniu się ran i przyspieszania redukcję niedoskonałości. Niestety nie udało mi się nigdy za jednym razem ściągnąć jej z twarzy. Trzeba robić to mniejszymi fragmentami, bo zasycha na konturach. Jestem w stanie jej to wybaczyć, bo działanie jest zauważalne od razu po użyciu. Zakochałam się w maskach algowych! Koniecznie polećcie mi jakąś. Słyszałam, że te z Organique są w porządku. Szczególnie kusi mnie borówkowa!

4. Golden Rose Liquid Matt Lipstick- kolor 03.

Przez ostatnie miesiące na moich ustach prawie zawsze gości właśnie kolor nr 3 Liquid Matt Lipstick z Golden Rose! Przepiękny, nienarzucający się kolor. Pasuje do wszystkiego i nadaje świeżości twarzy. Uwielbiam te aplikatory! Dzięki ich kształtowi nakładam kosmetyk w kilka sekund. Produkt zasycha w ciągu kilkudziesięciu sekund i tak już zostaje na ustach przez długie godziny. Jednocześnie równiutko się ściera, więc nawet wtedy kiedy nie chce nam się poprawiać ust tragedii naprawdę nie ma. Raz pomalowane usta, wyglądają dobrze przez cały wieczór. Uwielbiam konsystencję, zapach, kolor, opakowanie, WSZYSTKO! Te pomadki naprawdę skradły moje serce. Bardzo polecam! Pisałam o nich oddzielny post TUTAJ.

Tak prezentują się moi Ulubieńcy ostatnich miesięcy! Nie jest ich wiele, ale są to absolutne HITY, z którymi nie pożegnam się przez dłuższy czas. Czekam na Waszych Ulubieńców!

Buziaki:*

HIGHEELS

Essence Make Me Brow- czy to działa?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Jak wiecie dużą wagę przykładam do produktów do brwi. Muszę sobie jakoś rekompensować moje naturalne wybrakowane brwi. Codziennie podkreślając je kredką chcę je utrwalić tak, żeby trzymały się cały dzień. Chyba nikt nie chciałby zostać w ciągu dnia pozbawiony brwi :P. Do tego zadania stosuję zawsze żel do brwi. Testowałam już jeden żel z Catrice, jakiś z Eveline. W końcu trafiłam gdzieś na recenzję tego. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest żel Make Me Brow marki Essence.

12558382_182374385458318_1356562952_n

Zdecydowałam się na ciemniejszy odcień i całe szczęście. Czasem po prostu, jak mam ekstremalnie mało czasu lub po prostu mi się nie chcę, nie używam kredki do brwi z Catrice (która jest najlepsza na świecie), i podkreślam je samym żelem. Dzięki temu, że jest on dobrze napigmentowany bardzo dobrze spisuje się w tej roli. Ma bardzo fajny kolor- dość ciemny, zimny brąz. Na szczęście nie jest rudy lub miedziany! Myślę, że będzie pasował wielu osobom, które mają ciemniejsze, nie blond włosy. 

image

Jeśli chodzi o działanie. Utrzymuje brwi w ryzach przez cały dzień! Kolor też nie schodzi w ciągu dnia. No dobra, jak urządzimy sobie dwugodzinną drzemkę przy czym będziemy przyciskać intensywnie buzię do poduszki, to jednak może się trochę zetrzeć. Ale przy „normalnym” stosowaniu, wierzcie mi, jest ok. Po aplikacji brwi nie są sklejone. Wyglądają bardzo naturalnie i to mi się najbardziej podoba. Ma bardzo fajny precyzyjny aplikator. Jest na tyle mały i wyprofilowany, że bez problemu dotrzemy nim wszędzie nie brudząc przy tym połowy twarzy. Miałam taki problem z żelem z Eveline, który po prostu miał za duży aplikator. Nie byłam w stanie ładnie poprawić nim brwi. Ten z kolei jest idealny. Faktycznie nie jest miękki i jakoś specjalnie przyjemny. Nie polecałabym mocno trzeć nim skóry, ale też bez przesady. Można normalnie z niego korzystać. Poza tym nabiera idealną ilość produktu. Nie ma mowy o zrobieniu sobie jakieś plamy, którą później ciężko rozetrzeć.

image

Szata graficzna cieszy oko. Wiem nie jest to najważniejsze, ale to opakowanie zdecydowanie trafia w moje gusta. Proste, schludne, porządnie wykonane. Czego chcieć więcej?

Nie da się ukryć, że produkt z Essence jest mocno wzorowany na słynnym już żelu marki Benefit Gimme Brow. Nawet opakowanie jest bardzo podobne. Niestety nie miałam oryginału Benefitu, więc nie jestem Wam w stanie powiedzieć, czy różnią się one w działaniu. Jedno wiem na pewno. Różnica w cenie zabija. Żel firmy Benefit kosztuję 120 zł!!!!! Natomiast jego drogeryjny zamiennik niecałe 11 zł. Serio?! Tak! Naprawdę nie rozumiem, jakim cudem żel do brwi może kosztować 120 zł?! Co on w sobie takiego ma? Dla mnie jest to duża przesada i z tej tylko przyczyny nie sądzę, żebym kiedykolwiek sięgnęła po kosmetyk Benefit. 

Problem z żelem z Essence jest taki, że ciężko jest go dostać. Co z kolei świadczy o tym, że jest naprawdę lubiany i po prostu non stop wykupowany. Każda moja wizyta w Naturze czy w Hebe kończyła się fiaskiem. W końcu przy większym zamówieniu na mintishop.pl wrzuciłam go do koszyka. Naprawdę wolę ostatnio robić zakupy tylko w drogeriach internetowych. 

Mówiąc krótko, polecam Wam go serdecznie. Jest to zdecydowanie najlepszy żel do brwi jaki miałam. Na pewno jak tylko się skończy, będę na niego polować lub kupię go przez internet. Świetnie nadaje się dla osób, które zaczynają przygodę z podkreślaniem brwi. Efekt jest delikatny i nieprzerysowany. Nie da się nim zrobić sobie krzywdy. Warto na niego polować, jest naprawdę genialny! Miłej soboty!

Buziaki:*

HIGHEELS