Higheels radzi: Jak doprowadzić włosy do ładu po imprezie?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Pamietacie mój wpis o tym, jak doprowadzić twarz do ładu po imprezie? Jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. Znajdziecie tam wszystkie znane mi dobre rady, które sama stosuję. Wpadłam na pomysł, żeby kontynuować tę „serię”, o ile można tak to nazwać i napisać Wam, co robię z włosami po imprezach.

Chodzi mi tu o takie imprezy, na które robię sobie jakąś fryzurę. Czyli raz na rok :P. Nie noo… loki się liczą, a loki robię częściej! Chodzi o to, że czasami wybierając się a różne imprezy, wesela traktujemy włosy lokówką, prostownicą i… toną lakieru. Oczywiście nie ma w tym nic złego, jeśli zdarza się to sporadycznie. Na co dzień nie polecałabym Wam takiej włosowej rutyny, bo możecie nieźle zniszczyć sobie włosy. Trzeba pamiętać, że następnego dnia, po tak mocnej stylizacji włosów zasługują one na regenerację. Co ja robię w takich przypadkach? Podążam tymi paroma, prostymi krokami.

image

1. Nie rozczesuj, jeśli użyłaś tonę lakieru!

Nie wiem jak Wy, ale ja gdy juz zrobię sobie loki, musze użyć dosłownie tony lakieru, żeby utzrymały się one co najmniej przez połowę imprezy. Następnego dnia po przebudzeniu nie ma mowy o bezpiecznym ich rozczesaniu. Przy najmniejszych nawet próbach włosy łamią się lub wypadają. Nie mówiąc o tym, że trzeba się nieźle z nimi naszarpać. Nawet z Tangle Teezerem! Dlatego też najczęściej w ogóle ich nie rozczesuję przed myciem. Uwierzcie mi, nic się nie stanie, a Wasze wlosy gorąco Wam za to podziękują.

2. Umyj.

Ale nie tak normalnie. U mnie w takim sytuacjach sprawdza się znana metoda OMO, czyli Odżywka Mycie Odżywka. Zwilżam włosy i nakładam na nie odżywkę. Najlepiej taką mniej zbitą. Ostatnio sprawdziła się w tej roli maska Biovax lub keratynowa odżywka z Organix. Nie szczędzę jej. Nakładam sporą ilość na długość włosów i masuję i masuję do czasu aż nie poczuję, że są miękkie i się rozplątały. Metoda ta ma jedną podstawową zaletę. Nawilża i chroni nasze włosy przed niekorzystnym wpływem szamponów z SLSami. Chodzi mi tu szczególnie o dodatkowe przesuszenie. Po takiej dawce lakieru przyda nam się to szczególnie bardzo. Później spłukuję odżywkę i myję włosy szamponem. Teraz akurat kończę szampon pszeniczny z Sylveco i ten z masłem shea z Planeta Organica. Używam ich wymiennie. Po spłukaniu szamponu nakładam znowu odżywkę, ale dosłownie na chwilkę, na parę minut. I spłukuję. Suszę je ręcznikiem i nadal ich nie czeszę.

3. Odżywienie i regeneracja, czyli maska.

Teraz nakładam na czyste włosy maskę. Najczęściej sięgam po Biovax lub teraz świeżo otwarty mleczny Kallos. Po nałożeniu w końcu rozczesuję włosy (w końcu!!!). Ostrożnie, żeby ich nie zniszczyć i tak aby kosmetyk równomiernie się rozprowadził. Nakładam czepek i ręcznik i tak chodzę sobie przez pół godzinki w porywach godzinę. Później spłukuję i suszę ręcznikiem. Od razu czuć różnicę. Włosy są nawilżone, odżywione i bardzo mi wdzięczne :P. 

Są to dosłownie 3 podstawowe kroki w pielęgnacji włosów po mocnej stylizacji. Wiem, wiem nie chce się. Tym bardziej po imprezie. Alee serio warto. Włosy są wtedy mięciutkie, nie czuć, że poprzedniego dnia przeżyły swoisty horror. Hej, zasługują na to! Przynajmniej raz na jakiś czas. Polecam te 3 kroki szczególnie osobom z cienkimi i dość słabymi włosami jak moje, które szczególnie nie znoszą takiej ostrej stylizacji.

A Wy jak dbacie o włosy po imprezach?

Buziaki:*

HIGHEELS

Kosmetyki do włosów z Organix- co myśli Higheels?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Słyszałam o nich już bardzo długi czas, ale jakoś nigdy nie mogłam się zdecydować. Dość mocno odtrącała mnie ich cena, ale w ogóle nie żałuję, że W KOŃCU je zakupiłam. A mowa oczywiście o kosmetykach do włosów z Organix, a konkretniej o szamponie z mleczkiem kokosowym Coconut Milk Shampoo i wygładzającej odżywce z keratyną Brazilian Keratin Therapy Conditioner.

image

Najpierw może weźmy na tapetę szampon. Pierwsze co opiszę, to ZAPACH. To jest coś niesamowitego! Przepiękny, intensywny kokosowy zapach. Uwierzcie mi, że jak umyję nim włosy, to czuć to nie tylko w łazience, ale też w całym mieszkaniu! Każdy się mnie pyta, czym mi tak pachną włosy. Uwielbiam to! Jedna butelka zawiera w sobie 385 ml (!) produktu i kosztuje około 30 zł. Tak wiem, dużo. Zdecydowanie za dużo jak na zwykły szampon. Ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić :P. A już tym bardziej, jak jest na promocji. Skład może nie jest super naturalny, ale cieszmy się, że nie ma w nim silikonów. Jest całkiem okej. Konsystencja jest dość swoista. Jest gęsta, ale jakby trochę galaretowata. Mi osobiście bardzo pasuje, bo można umyć całe włosy małą ilością produktu. Wydaję mi się, że będzie dzięki temu wydajny. Na razie używam go jakieś 2/3 razy w tygodniu przez ponad miesiąc i nie zużyłam nawet 1/3 opakowania. 

Po nałożeniu bardzo dobrze się pieni. Uważam, że świetnie myje włosy. Naprawdę wystarczy tylko jedno mycie, żeby dokładnie je umyć. Dobrze się sprawdza też przy zmywaniu olei po olejowaniu. Podoba mi się, że włosy się po nim łatwo rozczesują. Czasem nie używam nawet żadnej odżywki. A więc po tym, jak już uraczyłyśmy się przepięknym zapachem kokosa (nie sztucznym kokosem, tylko właśnie takim świeżym!), rozczesałyśmy włosy, to czekamy na wyschnięcie i na efekty. Pierwsze co rzuca się w oczy to to, że włosy są super miękkie w dotyku i błyszczące. No i tak przepięknie pachną! Naprawdę uważam, że jest to jeden z lepszych szamponów, jakie kiedykolwiek używałam w życiu. 

Czas też najwyższy, żeby dodać parę słów o odżywce, bo praktycznie zawsze stosuję obydwa produkty na raz. Najpierw oczywiście szampon, jedno mycie, a później odżywka nakładana na 3-5 minut. Gabaryty buteleczki są identyczne. Cena może być trochę wyższa, nawet 39 zł. Czy warto? W połączeniu z szamponem jak najbardziej odpowiem, że tak. Skład jest przyjazny. Znów nie jest to czysta natura, ale całkiem do zniesienia. Znajdziemy tam między innymi: olej kokosowy, proteiny keratyny, olej z awokado i olej masło kakaowe. Konsystencja, zabijcie mnie, ale jak dla mnie wygląda to jak zimny budyń czekoladowy :P. Jeśli chodzi o zapach, to chyba nie muszę Wam mówić, jak bardzo jest wspaniały? Serio, jest GENIALNY! Stosując takie duo na włosach, gwarantuję Wam, że nie pozostaniecie nie zauważeni. I najlepsze jest to, że nie jest to chwila ulotna jak ulotka, tylko naprawdę przez cały dzień czuję, że gdzieś tam ten zapach się przewija. 

Dobra, efekty po duo z Organix! Włosy błyszczące, miękkie i wygładzone. Ja z moimi cienkimi włosami mogę Wam szczerze powiedzieć, że nie obciążają moich włosów. Ani szampon, ani odżywka. Włosy pięknie się rozczesują i nie plączą. Uwielbiam to, jakie są delikatne i miękkie po takim myciu. Aż chce się je macać przez cały dzień. Po takim zabiegu moje włosy są też bardziej nawilżone, co szczególnie mnie cieszy, bo teraz akurat tego bardzo potrzebują. W ogóle jak wrócę do Polski (już za dwa tygodnie) muszę szybko udać się do fryzjera na podcięcie końcówek! Warto jeszcze dodać, że po zabiegu, omawianym dzisiaj duo, włosy są przyjemnie śliskie i lejące, co uwielbiam! Muszę przyznać, że zaskoczyły mnie te kosmetyki. Uważam, że są naprawdę godne uwagi. A już maniaczki kokosowego zapachu powinny je uznać za must have :P.

Nie wiem, jak to będzie z wydobywaniem produktu, kiedy butelka będzie już prawie pusta. Słyszałam, że mogą być z tym problemy, ale na razie jeszcze nie mam się czym martwić. Generalnie nie powiem Wam, że stan moich włosów uległ jakieś diametralnej, długotrwałej zmianie po używaniu tych kosmetyków, ale faktycznie po samym myciu wyglądają one bardzo dobrze. Na pewno pomagają mi w utrzymywaniu włosów w takiej kondycji jakiej są, czyli względnie dobrej z lekko przesuszonymi końcówkami. Uwielbiam moje włosy po zabiegu właśnie tymi produktami! Jestem z nich naprawdę zadowolona. 

Ciekawe, czy ktoś z Was stosował te kosmetyki. Jeśli tak, to czekam na komentarze. Z chęcią wszystkie przeczytam i odpowiem :). Życzę Wam miłej soboty i jeszcze milszej niedzieli. 

Buziaki:*

HIGHEELS

Pomadka do ust z Alterry i poprawa kondycji brwi i rzęs?! Ale jak to?!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak, nie pomyliłam się. Pomadka z Alterry, naprawdę :P. Chyba od zawsze wiedziałam, że niektóre olejki, jak na przykład olej rycynowy, czy arganowy warto używać, aby wydłużyć i wzmocnić rzęsy. Długi czas właśnie tak robiłam. Codziennie wieczorem smarowałam rzęsy mieszanką oleju rycynowego i arganowego. Pamiętacie? Pisałam Wam kiedyś o naturalnych sposobach na ładniejsze rzęsy. Ale nigdy nie pomyślałam o tym, że przecież niektóre pomadki to właśnie mieszanka olejów i można by je stosować właśnie, aby wydłużyć i pogrubić rzęsy. Dopiero moja kochana koleżanka mnie oświeciła i poleciła mi pomadkę marki Alterra, Kamille Lippenpflege. Bez wahania poszłam do Rossmanna, kupiłam i przetestowałam. Dodam, że koszt tej pomadki to jakieś 5 zł. Najwyższy więc czas, żebym podzieliła się z Wami przemyśleniami. 

image

Może najpierw trochę o samej pomadce. Dostaniecie ją w każdym Rossmannie za naprawdę małe pieniądze. W składzie znajdziemy dużo naturalnych olejków: olej rycynowy, kokosowy, jojoba, słonecznikowy, olej z marchwi. Dodatkowo wyciąg z rumianku, wosk pszczeli, wosk candelilla, oliwa z oliwek i na koniec witamina A i E. Podsumowując= rewelacja! Wszystko, co potrzebne, żeby regularnie nawozić rzęsy i brwi! Zapach jest dość specyficzny: ziołowo-rumiankowy. Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale mi zupełnie nie przeszkadza. Teraz efekty.

A więc, pomadkę stosowałam zarówno na rzęsy, jak i na brwi. Robiłam tak przez bardzo długi czas zaraz po kuracji Long4Lashes, której rezultaty mogłyście zobaczyć TUTAJ. Dzięki temu mogłam dłużej cieszyć się efektem pięknych, długich rzęs po Long4Lashes! Rzęsy nie zaczęły mi drastycznie wypadać i nadal (chociaż minęło już tyyyyle czasu efekty są widoczne). Po jakimś czasie przestałam smarować je pomadką i po przerwie znowu zaczęłam. Po miesiącu zauważyłam, że rzęsy zdecydowanie się wzmocniły i wydłużyły! Widać od razu, że wyglądają lepiej i jest ich więcej! Zdecydowanie ta pomadka im służy! Oczywiście nie jest to taki efekt jak po odżywkach typu Realash albo Revitalash, gdzie po miesiącu możemy pochwalić się przepiękną firanką rzęs. Nie, nie, nie. Ale poprawa kondycji rzęs jest naprawdę widoczna. Co więcej pomadka w ogóle nie podrażnia moich oczu i mogę czuć się bezpiecznie, że nie ma w jej składzie świństw, które mogą powodować poważne konsekwencje zdrowotne, co mnie bardzo cieszy. Bo tak szczerze powiedziawszy jest to jedyna rzecz, która powstrzymuje mnie przed kupnem tych wszystkich odżywek. Nie chce zaszkodzić moim oczom! Tutaj nie mam żadnych oporów, bo wiem, że skład tej pomadki jest rewelacyjny. No i są efekty, to najważniejsze!

image

Dodatkowo stosuję też pomadkę na brwi. Jak dobrze wiecie, mam (albo też nie) beznadziejne brwi. Dzięki tej pomadce zauważyłam, że wyrosło mi więcej włosków, a te które już miałam wzmocniły się i… uwaga…. stały się bardziej czarne. Jeeeeej! Nareszcie! Oczywiście jest to subtelny efekt, ale ja to widzę i bardzo mnie to cieszy, a jakże!

Generalnie uważam, że ta pomadka to super alternatywa dla sztucznych odżywek. Oczywiście na efekty trzeba dłużej czekać, no i nie są takie spektakularne. Nie oszukujmy się. Ale są i to jest najważniejsze. Regularnie stosując, możemy liczyć na zagęszczenie, wydłużenie i pogrubienie rzęs. A i brwi zagęszczają się i stają się mocniejsze. Jestem z niej zadowolona i na pewno będę wracać do takiej kuracji. Myślę, że teraz na jesień znów zacznę codziennie rano ją nakładać. 

Polecam spróbować każdemu, kto stroni od sztucznych odżywek czy też serum. Jest to kolejne naturalne rozwiązanie, które do mnie przemawia. W ogóle bym nie wpadła na to, że przecież można stosować pomadkę do ust na rzęsy! Dziękuję jeszcze raz mojej kochanej koleżance! Poza tym, jak wszyscy wiemy, wszystkie sera i odżywki do rzęs są raczej drogie. Tutaj mamy przed nosem rozwiązanie problemu za 5 zł! Naprawdę spróbujcie, bo stracicie co najwyżej 5 zł, a nie 150, czy nawet więcej. Polecam- ja, Higheels :).

Buziaki:*

HIGHEELS

Piękniejsze włosy w 3 minuty? To możliwe- sprawdź jak!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Kończąc prenumeratę pudełek beGLOSSY zamówiłam sobie pudełko specjalne z najlepszymi kosmetykami 2014 roku. Akurat trafiłam na promocję i okazało się, że dostanę dodatkowy, pełnowymiarowy produkt- odżywkę do włosów 3 Minute Miracle Reconstructor, Deep Conditioner for Damaged Hair z Aussie. Nie spodziewałam się po niej wiele. Mało tego, spisałam ją na straty, ponieważ wcześniej testowałam jakąś inną odżywkę Aussie też z beGLOSSY i, że była beznadziejna, to mało powiedziane. Odstawiłam ją do szafki i zapomniałam o niej. Jednak kiedy jechałam nad morzę, to szukałam na szybko jakieś odżywki. W ręce wpadła mi właśnie ta i postanowiłam ją ze sobą wziąć. 

image 
Co pierwsze rzuca się w oczy, to niespotykana butelka (250 ml), z której bardzo łatwo wycisnąć produkt. Myślę, że łatwo będzie też zużyć ją do samiuteńkiego końca. Po drugie genialny zapach! Typowa guma balonowa! Taka jak się żuło w dzieciństwie. Przy pierwszej aplikacji nie mogłam przestać jej wąchać. Mało tego, zapach utrzymuje się na włosach jeszcze długo po zmyciu! Wiem, ze regularnie odżywka kosztuje ok. 30 zł! Co, według mnie, jest dużo za dużo.Warto czekać na promocję albo kupić ją w zestawie. 

Stosuję ją wtedy, kiedy nie mam czasu na maskę lub olej. Wtedy, kiedy wiem, że każda minuta jest ważna, ale włosy nie mogą być napuszone i beznadziejne. Nakładam ją po myciu na dosłownie, tak jak nakazał producent, na 3 minuty. Konsystencja odżywki jest na tyle zbita, że produkt nie spływa z włosów. Zmywam i zostawiam włosy, aż wyschną. Nie stosuję jej codziennie. Tylko co jakiś czas. Jak już naprawdę nie mam czasu na chociażby 15 minut zabiegu z jakąś maską. 

Efekt? Mega miękki i lejące się włosy! Nie plączą się przez co o wiele łatwiej je rozczesać. Mało tego! NIE PUSZĄ SIĘ!  Są gładkie i wyglądają na zdecydowanie zdrowsze. Zdaję sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości skład nie jest zbyt dobry i to sprawa silikonów i innych chemikaliów, ale wychodzę z założenia, że czasem nawet coś takiego przydaje się włosom. Co więcej, są sprężyste i przede wszystkim odżywione. Czuć to w dotyku, ale i wyglądają na bardziej zadbane i lśnią. 

Ogólnie stan moich włosów się ostatnio polepszył, ale nie mogę powiedzieć jednoznacznie, że to od tej odżywki, bo stosuję równocześnie dużo innych rzeczy, ale przypuszczam, że Aussie na pewno się do tego przyczyniła. 

Podsumowując, jestem z niej zaskakująco zadowolona. Nie spodziewałam się wiele, a jednak zaskoczyła mnie swoim działaniem! Z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić, jako dobrą i szybką odżywkę po umyciu włosów. Warto też podkreślić, że jest bardzo wydajna, a więc nawet w cenie regularnej, warto zaryzykować. Jest to idealne wyjście dla osób, które nie lubią nosić przez godzinę lub dwie maski na włosach lub dla tych, którzy po prostu nie mają na to czasu. Polecam!

Buziaki:*

zaskoczona HIGHEELS

Oceanic AA LONG 4 LASHES- recenzja i efekty

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Przyszedł w końcu czas na długo wyczekiwaną recenzję odżywki przyśpieszającej wzrost rzęs AA Oceanic Long 4 Lashes! Minęło dokładnie pół roku od kiedy zaczęłam ją używać i myślę, że to najwyższy czas, żeby Wam wszystko opisać!

Wybrałam Long 4 Lashes, bo moje rzęsy od zawsze były krótkie, cieniutkie i nie było ich wiele. Był to taki mój mały kompleks. Zawsze zazdrościłam dziewczynom, których spojrzenie było wręcz zabójcze. Oczywiście nie chciałam wydawać zbyt dużej ilości pieniędzy, dlatego Revitalash, czy inne bardzo drogie odżywki zupełnie nie wchodziły w grę.

Processed with VSCOcam with f2 preset

Może najpierw kilka wiadomości technicznych. Za mały, elegancki kałamarzyk o pojemności 3 ml płacimy 49 zł (przynajmniej w aptekagemini.pl). A więc moim zdaniem niezbyt drogo. Serum nakładamy wygodnym pędzelkiem, takim jak do eyelinera wykonanym z włosia syntetycznego. Pędzelek jest bardzo precyzyjny i dość giętki, dlatego narysowanie cienkiej kreski tuż nad linią rzęs nie sprawia żadnego problemu. Aplikujemy produkt raz dziennie przed zaśnięciem. Konsystencja jest wodnista, ale produkt nie spływa nam z powieki do oka. Dodatkowo bardzo szybko się wchłania, więc nic nie zostanie nam na poduszce. Jest meeeega wydajny! Po sześciu miesiącach nadal zostało go trochę w opakowaniu, ale nie przeciągam kuracji, bo termin ważności już minął.

Działanie! Najważniejsze! Już po dwóch miesiącach zobaczyłam, że rzęsy się wydłużyły. Stopniowo stawały się coraz gęstsze i gęstsze. Zauważyłam też, że stały się grubsze i bardziej czarne. Po zakończonej kuracji mogę pochwalić się piękną (oczywiście według mnie) firanką rzęs! Są meeega długie (aż haczą mi o okulary i pomalowane dotykają brwi) i gęste! Takie o jakich zawsze marzyłam. Nadały moim oczom charakter i to mi się bardzo podoba. Już nie muszę nakładać 2 lub nawet 3 warstw tuszu, żeby moje rzęsy stały się widoczne. Czasami wcale ich nie tuszuję, tylko podkręcam zalotką. Czuję się teraz bardziej kobieca i pewna siebie. Jestem oczarowana efektem końcowym i coraz częściej słyszę komplementy na temat moich rzęs. Niestety nie mam zdjęcia ‚przed’, ale musicie mi zaufać, że rzęsy były nawet o połowę krótsze i wyglądały beznadziejnie.

Zdjęcie 15.04.2015, 18 45 29

Po lewej bez tuszu, po prawej już wytuszowane.

Zdjęcie 15.04.2015, 18 46 14

 

Zdjęcie 15.04.2015, 18 52 34

A tutaj po lewej tusz, a po prawej bez.

Warto wspomnieć, że serum zawiera związek aktywny zwany bimatoprostem, który jest uważany jako jeden z najbardziej efektywnych stymulatorów wzrostu rzęs i brwi. Niestety tę substancję stosuję się też u chorych na jaskrę, aby obniżyć ciśnienie wewnątrzgałkowe oka. Trzeba pamiętać, że zawsze trochę kosmetyku może dostać się do oka i spowodować jakieś skutki uboczne (swędzenie, pieczenie, zaczerwienienie, zaburzenia ostrości wzroku itp.). U mnie nic złego się nie wydarzyło. Oczywiście czytałam, że skutki uboczne mogą pojawić się nawet po paru latach, ale jestem dobrej myśli, że nic takiego się nie stanie :). Pamiętajcie, żeby podczas kuracji nie ignorować żadnych objawów i jeśli się takie pojawią skontaktować się z okulistą!

Dla utrzymania efektu i żeby zapobiec wypadaniu rzęs (bo i tak może się zdarzyć), stosuję teraz jako bazę pod tusz odżywkę  z Eveline Advance Volumiere, a w trakcie kuracji nakładałam Eveline SOS Lash Booster. Dodatkowo smaruję na noc rzęsy pomadką z Alterry, która ma w  składzie same naturalne olejki, które odżywiają rzęsy. Mam nadzieję, że dzięki temu efekty kuracji będą dłużej się utrzymywały.

Processed with VSCOcam with f2 preset

Podsumowując, jestem bardzo, bardzo zadowolona! Nigdy nie myślałam, że mogę mieć takie rzęsy! Same musicie ocenić, czy chcecie zaryzykować i poddać się takiej kuracji. Ja zaryzykowałam i nie żałuję :). Koniecznie dajcie znać, czy stosujecie jakieś odżywki do rzęs.

Buziaki:*

HIGHEELS