Denkowy szał vol.10!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Z okazji wakacji pozwoliłam sobie na mały urlop od pisania postów :P. Ale spokojnie, wracam do Was! Teraz od kiedy Instagram stał się Snapchatem możecie liczyć też tam na krótkie relacje z mojego dnia. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :). Tak więc, przepraszam za przerwę i wracam do Was ze zdwojoną siłą! Siatka ze zużytymi kosmetykami pęka w szwach, a to oznacza tylko jedno- DENKOWY SZAŁ! I o ile dobrze się doliczyłam, to już dziesiąty post z tej serii! Zapraszam!

image

image

1. Alterra- szampony do włosów.

Czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego odkryłam je tak późno?! Najlepsze szampony drogeryjne, jakie miałam! Przetestowałam wersję dodającą objętości dla włosów delikatnych i pozbawionych witalności z papają i stwierdzam, że jest genialna! Żałuję tylko dwóch rzeczy: małej pojemności (200ml) i lekko dziwnej, galaretowatej konsystencji, do której trzeba się po prostu przyzwyczaić, żeby nie marnować produktu. Następnym przetestowanym szamponem był ten z biotyną i kofeiną dla włosów osłabionych i przerzedzających się. Ta wersja z kolei sprawdziła się trochę gorzej, ale i tak zadowalająco. Trzecia jest z kwiatem lotosu i oliwką dla włosów farbowanych, których ja nie mam, ale oczywiście nie robi to żadnej różnicy :P. Bardzo się polubiłyśmy i umieściłabym ją na drugim miejscu w rankingu. Moje włosy po tych szamponach nie plątają się, są stosunkowo miękkie, a wraz z odżywkami i maskami to już w ogóle baja! Kupiłam je na promocji kiedy kosztowały coś ponad 5 zł (!). 5 zł za taki produkt?! Biorę!! Jeśli ich nie próbowałyście, zróbcie to koniecznie! Genialne szampony! 

2. Isana- żele do mycia ciała.

Ostatnio wzięło mnie na testy tych popularnych już żeli z Isany. Są tanie i łatwo dostępne. Kupiłam je na promocji za chyba nieco ponad 2 zł. Wybrałam: mleko i miód, Hello Spring (owocowy generalnie), borówka. Opakowanie cieszą oko, tak samo oczywiście jak widok ceny na półce :P. Jeśli chodzi o jakość, to naprawdę nie jest źle. Ładnie się pienią, są stosunkowo wydajne. Mam tylko jedno „ale”, otóż wolę generalnie żele bardziej świeże. Takie które dodadzą mi energii i po których użyciu czuję się jak świeżo narodzona. Tutaj niestety aż takiego szału nie ma. W przypadku mleka z miodem miałam wrażenie, że jestem jakby niedomyta. Nie wiem w sumie dlaczego :P. Gwoli ścisłości, potrafię się dobrze umyć, więc myślę, że jest to wina produktu :P. Polecam Wam polować na promocje i wypróbować te żele, a nuż Wam się spodobają. Ja teraz robię przerwę i poszukam czegoś orzeźwiającego.

image

3. Avebio- hydrolat oczarowy.

Pierwszy kosmetyk od Avebio i kolejny hydrolat w mojej kolekcji. Dobrze wiecie, że uwielbiam hydrolaty, a oczarowy to już w ogóle numer jeden. Ten powiem Wam, że jest w porządku. Jakiegoś większego szału nie robi, ale jest ok. Bardziej sprawdzał mi się hydrolat oczarowy z ECOSPA. Nie wiem na czym to polega, ale ECOSPA moim zdaniem lepsze. Chociaż przyznam, że obydwa dobrze odświeżają i koją skórę. Ten z ECOSPA ma po prostu, moim zdaniem, lepsze działanie antyseptyczne. Więcej pewnie go nie kupię, ale fajnie było go wypróbować :).

4. Maybelline COLORAMA- lakiery do paznokci w kolorze 06 (różowy) i 214 (miętowy).

Swojego czasu bardzo lubiłam te lakiery. Bardzo dobrze trzymają się na paznokciach i są wystarczająco kryjące. Niestety przegrywają z lakierami od Golden Rose. Po pierwsze są droższe, po drugie mają mniejszy, mniej poręczny pędzelek, a krycie suma summarum jest trochę mniejsze. Chyba zawsze będę polecać lakiery z Golden Rose. Chociaż Dziewczyny…POMOCY! Ostatnio poważnie rozważam zakup zestawy startowego do robienia hybryd. Nie wiem tylko na jaką firmę się zdecydować Semilac czy Neonail? Pomóżcie!

5. Lancome- O d’azur.

Są to perfumy, które zgapiłam chyba ze sto lat temu od mojej mamy. Uwielbiam je na zimę. Są bardzo kobiece, dość ciężkie i mega intensywne. Według mnie ten zapach jest mega seksowny i kobiecy. Domyślam się, że nie każdemu będzie pasował, ale jeśli będziecie miały okazję, koniecznie koniecznie powąchajcie go w jakieś drogerii. Polecam je bardzo, bo zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo, są trwałe i pachną tak samo przez cały dzień.

Teraz chciałabym Wam wspomnieć pokrótce o produktach, o których już kiedyś Wam pisałam, ale dopiero teraz je zdenkowałam.

image

6. ECOSPA- maska algowa peel off.

Moja pierwsza maska algowa, która od razu pojawiła się w Ulubieńcach. Świetna sprawa i świetny produkt. Będę testować też inne maski algowe. O tak! Link do Ulubieńców znajdziecie TUTAJ.

7. Eveline Advance Lumiere- serum do rzęs.

Nie wiem sama, ile opakowań już zużyłam. Polecam i zawsze polecać będę. Wytuszowane rzęsy z nałożonym wcześniej tym produktem wyglądają o niebo lepiej!

8. Bourjois Helathy Mix- podkład. 

Całkiem przyjemnie mi się z niego korzystało. Rozświetlający, lekki podkład, o którym pisałam całą recenzję TUTAJ

9. Resibo- krem pod oczy.

Fajny, fajny, ale jakiegoś większego szału nie zrobił. O nim również napisałam dla Was całego posta. Możecie przeczytać go właśnie TUTAJ

10. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

Najlepszy żel do brwi, jaki kiedykolwiek miałam! Bardzo polecam. Sprawdza się nawet na szybko, kiedy wychodzę do sklepu i na szybko chcę poprawić brwi. Cały wpis TUTAJ!

Dooobra, oto całe denko. Patrzę teraz, że już kolejne puste opakowania wylądowały w siatce :P. To się nigdy nie kończy! 😀 Polecam Wam szczególnie szampony z Alterry. Dzisiaj w Rossmannie widziałam je w promocji. No dobra, kupiłam dwie kolejne butelki :P. Miłego wieczoru!

Buziaki:*

HIGHEELS

Higheels radzi: Jak zmienić kształt paznokci na migdałki?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Całe życie piłowałam paznokcie na płasko. Myślałam, że tak moje palce wyglądają najkorzystniej. No i w ogóle nie ma wielkiej filozofii w piłowaniu paznokci w ten sposób, także było mi to na rękę (dosłownie :P). Jakiś czas temu, będąc jeszcze we Włoszech, zupełnie spontanicznie wpadłam na pomysł, żeby zmienić ich kształt. A że ostatnio wpadły mi w oko właśnie migdały, wybór padł właśnie na nie. Jak to zrobić?

Po pierwsze potrzeba czasu. Paznokcie i skórki wokół muszą się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Myślę, że musimy sobie dać na to jakieś 7/8 tygodni. Wiem, dość sporo, ale uwierzcie mi, że nawet po 2/3 tygodniach już będą zaczynały wyglądać dobrze. Poza tym WARTO! Te 7/8 tygodni to jest już taki naprawdę maksymalny czas. Daję dwutygodniową nadwyżkę, bo nie wiem przecież, jak szybko rosną Wam pazury. Mi na przykład wkurzająco baaardzo szybko, także efekty było widać naprawdę szybko. Alee spokojnie, cierpliwości!

Jak się za to zabrać? Piłować, piłować i jeszcze raz piłować. Pierwszy raz był najgorszy. Zapuściłam dość długie paznokcie w starym kształcie i zaczęłam spiłowywać po obu stronach paznokcia tak, aby otrzymać kształt taki jaki sobie wymarzyłam. Piękny, lekko zaokrąglony migdałek. Oczywiście nie wyszło mi to idealnie, a zajęło strasznie dużo czasu. Niektóre były bardziej szpiczaste, inne mniej. Postanowiłam się jednak tym nie przejmować. Zostawiłam je i po ponad tygodniu znów wróciłam do piłowania. I tak powtarzałam tę czynność przez bite 6/7 tygodni co około tydzień. Nie obcinałam paznokci nożyczkami. Tylko leciutko je skracałam pilnikiem. Najważniejsze jednak było piłowanie po bokach. Cały czas cierpliwie je zaokrąglałam, aż w końcu zaczęły wyglądać tak jakbym tego chciała. Po tym czasie nauczyłam się też równo je piłować. Już nie jest tak, że jeden albo dwa nie pasują do reszty :P. 

Powiem szczerze, że nie rozumiem dlaczego przez całe życie wybierałam paznokcie obcięte na prosto. Migdały są najlepsze na świecie! Palce wydają się dłuższe i smuklejsze. W ogóle dłonie wyglądają o wiele bardziej kobieco, wręcz seksownie, tak mi się przynajmniej wydaje. Niesamowicie mi się teraz podobają. Fakt faktem, trzeba mieć dość mocne i wytrzymałe paznokcie, bo jednak są one dłuższe niż nosiłam kiedyś. Na początku było dziwnie, ale przyzwyczaiłam się. A! I uważajcie, żeby kogoś nie podrapać, bo właśnie teraz jesteście w posiadaniu swoistej broni :P. Jeśli chodzi o to, jak wzmacniam paznokcie, to przede wszystkim muszę Wam powiedzieć niestety, że to jak się odżywiacie, ma jednak największy na nie wpływ. Także, powtórzę to, co słyszycie w każdych możliwych mass media- owoce, warzywa! Fast foodom mówimy nie ble ble ble… Resztę znacie :).

Jeśli jednak wolicie zabezpieczyć się jakimś kosmetykiem (ja na wszelki wypadek zawsze to robię), to polecam gorąco odżywkę z Golden Rose Black Diamond Hardener. Jest genialna! Nie zawiera w swoim składzie szkodliwego formaldehydu, który można często znaleźć w tego typu produktach. Jeśli nie wiecie, co to jest formaldehyd i jak wpływa on na nasze zdrowie, zapraszam na POST, który pisałam dla Was już jakiś czas temu. Tam wszystkiego się dowiecie :). Produkt z Golden Rose sprawia, że pazury są naprawdę twardsze i mocniejsze. Nie łamią się i wytrzymują znacznie więcej niż normalnie.

higheels

 A tak obecnie (no może już mniej, bo muszę na nowo je pomalować :P) wyglądają moje paznokcie. Lakier to Golden Rose Rich Color nr 106.

image

Jestem z nich niesamowicie zadowolona! O wiele bardziej mi się podobają i też ja się w nich lepiej czuję. Polecam! Teraz tylko jak zmieniam lakier delikatnie skracam je pilnikiem. Pod lakier zawsze nakładam wspomnianą odżywkę i tak wygląda moja cała pielęgnacja. Nie denerwujcie się, jeśli nie będzie Wam na początku wychodziło piłowanie. Spokojnie, nauczycie się. Ja aż miałam ciarki od tego odgłosu :P. Dajcie znać, jaki kształt Wy nosicie.

Buziaki:*

HIGHEELS

Makijażowe denko vol.1!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak jak zapowiadałam ostatnio w DENKU PIELĘGNACYJNYM zapraszam Was dzisiaj na pierwsze u mnie na blogu denko kosmetyków kolorowych! Pierwszy raz udało mi się zebrać aż tyle produktów do makijażu i nie tylko. Myślę, że ma to coś wspólnego z ideą „wiosennych porządków”, którą wcielam sukcesywnie w życie ostatnio. Tak więc zapraszam Was na 9 krótkich recenzji.

image

image

1. Lovely, Pump up mascara (aż dwa opakowania).

Chyba nie muszę Wam przedstawiać tego produktu. Sama już straciłam rachubę, które to już opakowanie. To chyba najlepszy tusz, jaki możemy dostać w takiej cenie (11 zł). Pięknie wydłuża, rozdziela i podkręca rzęsy. Nie rozmazuje się, nie kruszy, nie odbija na powiece. Trzyma się cały dzień. Fakt zaczyna zasychać po jakiś 3/4 miesiącach. Wtedy ratuję się moim Duraline. Jednak nawet jeśli wysycha po takim czasie, nie ma co rozpaczać, bo przecież kosztuje 11 zł! A na promocji -49% to już w ogóle bajka. Btw wiecie, że w kwietniu Rossmann znowu będzie nas kusił dokładnie taką promocją? Nie wiem jeszcze dokładnie kiedy, ale bądźcie czujni! Jeśli jeszcze nie próbowałyście tuszu z Lovely, koniecznie musicie nadrobić zaległości!

2. Rimmel Stay Matte- puder matujący w kolorze Transparent.

W tym przypadku też już sama  nie wiem, ile opakowań już zużyłam. 3? 4? Jest to naprawdę dobry produkt! Jest ogólnie dostępny, niedrogi. Kolor Transparent nadaję się dla wszystkich. Świetnie wykończy każdy makijaż. Matuje skórę na cały dzień. Ja na przykład w ogóle go nie poprawiam w ciągu dnia. Ewentualnie zdejmuję nadmiar sebum bibułką matującą lub po prostu przykładam chusteczkę. Nie bieli skóry, w ogóle go na niej nie widać, a trzyma się na niej cały dzień. Daje to efekt maksymalnie naturalny. Jest mega wydajny. Może opakowanie nie jest najbardziej solidne na świecie, ale można mu to wybaczyć. Nakładam go albo gąbeczką albo pędzlem typu flap top w zależności od tego jak poziom zmatowienia chcę osiągnąć. Tak i tak się u mnie sprawdza. Na pewno kupię go ponownie nie raz nie dwa.

3. Essie, Bahama mama.

Pisałam Wam kiedyś POST o tym, co sądzę o lakierach marki Essie. Jakoś nadal nie jestem do niej tak przekonana, żeby wydawać tyle pieniędzy na lakiery. Bahama mama to przepiękny kolor! Świetnie mi się go nosiło. Nawet nie odpryskiwał za bardzo. Byłam z niego zadowolona. Niestety zasechł. Wkurza mnie to tym bardziej, że tyle za niego zapłaciłam. Takie lakiery nie powinny zasychać :P. No cóż, na razie nie planuję zakupy lakierów tej marki. Wybieram raczej tańsze rozwiązania, jak na przykład uwielbiane przeze mnie ostatnio lakiery z Golden Rose. 

image

4. RefectoCil- henna do brwi w kolorze brązowym nr 3. 

Zdecydowanie najlepsza henna jaką kiedykolwiek miałam. Jej samodzielne wykonanie w domu jest banalnie łatwe. No i nie trzeba chodzić wciąż do kosmetyczki. Trzyma się na brwiach baaaardzo długo (2-3 tygodnie). Efekt jest bardzo naturalny. Oczywiście nie radziłabym trzymać jej na brwiach nie wiadomo ile czasu, na wszelki wypadek :P. Kolor zmywa się równomiernie. Nie trzeba się martwić, że zostaną nam plamy lub dziury. Stosunek ceny do wydajności produktu to, bez wątpienia, kolejny plus. Cena takiej tubki to 15 zł (na ezebra.pl), a starczy nam ona na baaaardzo długo. Ja nawet nie zdążyłam jej całej zużyć. Została resztka, która po prostu zaschła. Pewnie też przez to, że pękła mi zakrętka i dostawało się tam powietrze. Polecam Wam ją serdecznie. Szczególnie tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z robieniem henny w domu. To jest naprawdę proste. Instrukcje znajdziecie TUTAJ

5. Sleek, paletka do makijażu Au naturel. 

Jest to moja pierwsza paletka w ogóle! Sama nie wiem, ile lat temu ją kupiłam. Muszę przyznać, że jestem z niej zadowolona. Postanowiłam ją wyrzucić mimo tego, że zostało mi parę cieni prawie pełnych. Dlaczego? Bo skoro nie używałam ich przez okres 4 lat, to na pewno nie zacznę ich używać teraz. Zużyłam kolory, które najbardziej mi się podobały i daję teraz szansę moim innym paletką. Bardzo chwalę sobie jednak te cienie ze Sleek. Nie osypują się, przez co łatwo się je nakłada i rozprowadza. Ładnie się blendują i łatwo się z nimi pracuje. Są bardzo dobrze napigmentowane. Szczególnie czarny, który bardzo lubiłam nakładać przy linii rzęs zamiast eyelinera. Na powiece trzymają się bardzo długo. Nie rolują się, ani nie zbierają w załamaniu. Po tak długim czasie nie zmieniły swojej konsystencji. Nic się z nimi nie stało, dlatego uważam że są naprawdę warte uwagi. Jako osoba początkująca, która stawiała swoje pierwsze kroki w świecie makijażu, bardzo dobrze mi się z nią pracowało. Kolory są bardzo uniwersalne. No może poza tymi brokatowymi, których właśnie nie używałam. Krótko mówiąc, polecam!

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3w1.

Pisałam Wam już o nim nie raz. To że zużyłam kolejne opakowanie świadczy tylko o tym, jak bardzo lubię ten produkt. Nie używam go na noc jako serum, tylko zawsze pod tusz do rzęs. Dzięki niemu rzęsy wyglądają przepięknie! O wiele lepiej niż z samym tuszem do rzęs. Są dłuższe i gęstsze. No i im dłużej go stosuję, to mam wrażenie, że rzęsy są w lepszej kondycji. Nie będę się powtarzać i Was zanudzać. Najlepsze serum-odżywka, jakie możecie dostać w drogerii. Uwielbiam i na pewno nie przestanę używać. 

7. Seche Vite, Dry Fast Top Coat.

Chyba nie muszę przedstawiać tego Pana :P. W świecie kosmetycznym każdy go zna. Również moja kolejna buteleczka, której nie udało mi się zużyć do końca. Niestety jego jedyną wadą jest to, że gęstnieje. Wybaczam mu jednak, tę jedną jedyną wadę, bo bez niego malowanie paznokci nie ma już sensu. Paznokcie wysychają w tempie ekspresowym. Nie musimy poświęcać na malowanie paznokci tyle czasu co kiedyś. Tak wiem, są też hybrydy. Nie jestem do nich jeszcze przekonana. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Po nałożeniu Seche Vite paznokcie w sumie wyglądają jak hybrydy. Błyszczą się i wyglądają po prostu lepiej. Lakier trzyma się też dłużej. U mnie jest to średnio tydzień. Najlepszy top coat ever!

8. Eveline, Art Scenic, korektor do brwi.

Bardzo dawno temu pojawił się w moich Ulubieńcach. Nie bardzo jednak wiem, dlaczego go tam umieściłam. Jest to zwyczajny żel do brwi. Na pewno nie korektor. Na początku w sumie jako tako się sprawował. Później jednak kolor zrudział (czy istnieje taki czasownik?!). W każdym razie stało się z nim to, czego zdecydowanie nie chciałam. Kolor bardzo nienaturalny. Zupełnie mi nie pasował. Poza tym z czasem zaczęła mnie wkurzać szczoteczka, która była zdecydowanie za duża i ciężko się z nią pracowało. Co chwilę wyjeżdżałam poza linię brwi i musiałam poprawiać wszystko patyczkiem do uszu. Finalnie nie jestem z niego zadowolona. Zdecydowanie wolę żel do brwi z Essence.

9. Maybelline, Dream Lumi Touch, korektor rozświetlający w pisaku.

Mam go już baaaardzo długo i nareszcie wzięłam się za to, żeby do końca go zużyć. Zostało mi go dosłownie na dwa użycia. Nie bardzo się polubiliśmy. Po pierwsze wkurza mnie, że zmyły się wszystkie napisy. Nie wiedziałam nawet dokładnie jak się nazywa. Po drugie aplikator- pędzelek, który nie jest zbyt higieniczny. Jeśli chodzi o jego właściwości to też nie zachwyca. W ogóle prawie nie kryje, także z moimi cieniami pod oczami nie ma szans. Tak wiem, nie takie jego zadanie, ale jednak myślałam, że chociaż troszkę je zakryje. Trochę rozświetla, ale też bez rewelacji. Czasem lubi zbierać się w załamaniach. Nie wygląda najlepiej na twarzy. Jakoś tak mało świeżo. Nie kupię go ponownie już na pewno.

Tak prezentuje się moje pierwsze Denko produktów kolorowych. Dziewczyny, poradźcie mi. Jak to jest z tymi hybrydami? Serio opłaca się? Serio są takie super? Serio o wiele lepsze niż zwyczajne lakiery? Od jakiegoś czasu o nich myślę, ale jakoś nie mogę się przekonać. Czekam na Wasze opinię!

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy stycznia i lutego 2016!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Serio już mamy marzec?! Kiedy to tak szybko zleciało? Niedawno byli Ulubieńcy roku… Ale za to Wielkanoc już niedługo, czyli Święto Majonezu, za którym tak się stęskniłam będąc we Florencji :P. Korzystając z okazji, że zaczyna się kolejny miesiąc przygotowałam dla Was ULUBIEŃCÓW! Nie ma ich wiele, ale są to produkty, które są naprawdę godne uwagi. Zapraszam serdecznie!

image

image

1. Thierry Mugler- Alien.

Żadne perfumy nie zawładnęły moim sercem tak jak Alien. Nie ma według mnie piękniejszego zapachu. Niesamowicie ciekawy, niespotykany, zmysłowy i seksowny. Dość ciężki, ale nie za bardzo. Równowaga zachowana. Nie umiem opisywać zapachów, ale kiedy go wącham dokładnie tak się czuję. Jeżeli będziecie w Sephorze albo w jakieś innej drogerii, koniecznie poproście o próbkę. Genialny zapach. Trzeba uważać, bo wystarczy dosłownie jedno psiknięcie i już intensywnie się nim pachnie. Dwa to jest max. Przez to jest też niesamowicie wydajny. Fakt, że na lato w ciągu dnia może być troszkę zbyt ciężki, ale wtedy najczęściej sięgam po mgiełki. Polecam Aliena każdemu! 

2. Essence Make Me Brow- żel do brwi.

W dzisiejszych Ulubieńcach aż dwa produkty do brwi. Najpierw żel! Jeśli nie robię henny brwi to podkreślam je kredką z Catrice i utrwalam jakimś żelem. Ostatnio wpadł mi w ręce właśnie ten z Essence. Wybrałam ciemniejszy kolor i całe szczęście, bo wystarczą dwa pociągnięcia tym żelem i brwi gotowe. Nie potrzeba kredki! Oczywiście jeśli mam mocniejszy makijaż to wtedy sam żel nie starczy, ale na co dzień kiedy albo się nie maluję albo maluję się bardzo delikatnie, jak najbardziej! Nadaje delikatny kolor i trzyma w ryzach brwi przez cały dzień. Nie ściera się, nie skleja włosków i wygląda bardzo naturalnie. Wiem, że często jest on uważany za tańszy zamiennik żelu z Benefit, ale niestety nigdy go nie miałam, więc nie jestem w stanie Wam powiedzieć. Może któraś z Was wie jak te dwa produkty się do siebie mają? Tak czy tak, stwierdzam, że jest to najlepszy żel jaki kiedykolwiek miałam. Na pewno kupię kolejne opakowanie, jak tylko to się skończy.

3. Kiko- czarny lakier do paznokci.

Nigdy wcześniej nie miałam lakierów do paznokci z Kiko. Raz pomalowałam paznokcie czarnym lakierem mojej koleżanki i wiedziałam, że musi być mój! Zakochałam się w czarnych paznokciach. Zawsze jakoś omijałam szerokim łukiem ten kolor. Sama w sumie nie wiem dlaczego. Pomalowane na ten kolor paznokcie są bardzo estetyczne, wyróżniają się, nie są nudne. Krótko mówiąc bardzo przypadł mi do gustu ten kolor. Trwałość lakieru jest jak najbardziej okej. Łatwo się nim maluje. Pędzelek jest bardzo wygodny. W duecie z Seche Vitem utrzymuje się na płytce około tygodnia. Jak dla mnie same plusy. Kupiłam go za 1,60 euro, także myślę, że i cena jest rozsądna. Z pewnością nie będzie to ostatni lakier tej marki, który zagości w mojej kosmetyczce.

image

4. Realash Brow- odżywka do brwi.

Zdecydowałam się na nią, bo moje brwi są (a raczej był) tragiczne. Ja nie wiem dlaczego. Prawdopodobnie zostałam pozbawiona jakiegoś genu, który odpowiada właśnie za brwi. Stosuję tę odżywkę już 3 miesiąc i zdecydowanie widać różnicę. Jestem w połowie terapii, a włoski już stały się wyraźniejsze, bardziej ciemne i gęste. Co najważniejsze urosły mi włoski na samym początku brwi, gdzie kiedyś ich praktycznie nie było. Po odbytej sześciomiesięcznej kuracji możecie być pewni, że na blogu pojawi się pełna recenzja wraz ze zdjęciami „przed” i „po”. Na razie mogę Wam powiedzieć tylko tyle, że to naprawdę działa!

5. Pure Derm- krem do rąk nagietkowy.

Pisałam Wam kiedyś w Denku o miodowej wersji tego kremu, którą bardzo polubiłam. Przyszedł jednak czas na wersję nagietkową, która również okazała się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze zapach jest przepiękny. Świeży, lekko kwiatowy. Idealnie wpasował się w moje gusta. Stosowałam go we Florencji, gdzie nie ma zimy takiej jak tu, dlatego idealnie sprawdził się u mnie na lekko wysuszone dłonie. Na polską zimę kupiłabym coś mocniejszego. Jest bajecznie tani. Nie zostawia żadnego klejącego filmu na dłoniach, szybko się wchłania i co najważniejsze bardzo dobrze pielęgnuje skórę dłoni. Jestem z niego naprawdę zadowolona. Fakt faktem skład nie powala na kolana, ale najważniejsze, że działa. No i jak można kupić 3 kremy za 10 zł, to czego chcieć więcej?

6. Ziaja, liście manuka – pasta oczyszczająca do twarzy.

Kupiłam ją jakiś czas temu, ale dopiero teraz zaczęłam używać. I? I jestem zachwycona! Pamiętacie, w Ulubieńcach Roku pojawił się złoty peeling z Pervoe Reshenie Organic Therapy, który moim zdaniem wtedy nie miał sobie równych. Teraz jednak zastanawiam się, który jest lepszy. Idealny rozmiar drobinek, które dość mocno ścierają martwy naskórek. Pachnie specyficznie, ale spokojnie da się do niego przyzwyczaić. Skóra po zabiegu jest gładziutka i oczyszczona. Na razie nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego zredukowania zanieczyszczeń lub dogłębnego oczyszczenia, ale właściwie wcale tego od niego nie oczekuję. Ma spełniać zadanie dobrego peelingu i to właśnie robi. Jest tani i ogólnie dostępny. Stosuję go zawsze przed nałożeniem maseczki, bo naprawdę świetnie przygotowuje do niej skórę. Konsystencja jest gęsta, a więc nie spłynie nam z ręki lub z buzi. Na twarzy robi się bardziej kremowy przez co łatwiej wykonywać masaż. Naprawdę produkt wart polecenia!

7. EOS- balsam nawilżający do ust Summer Fruit.

Na początku nie bardzo się polubiliśmy, a to dlatego, że nie bardzo rozumiałam jaką funkcję ma on spełniać. Chciałam doprowadzić nim do ładu moje beznadziejne usta, które były w fatalnym stanie wtedy. Niestety nie nadaje się do tego. Natomiast jako profilaktyczny balsam jak najbardziej! Mam go zawsze w torebce i non stop smaruję nim usta. Faktycznie muszę przyznać, że mniej się wysuszają. Często też nakładam go pod różne pomadki, bo bardzo dobrze trzymają się na nim nawet te matowe. Uwielbiam jego zapach, który kojarzy mi się z latem i… słodki smak! Dobrze, że w zapasie czeka na mnie truskawkowa wersja.

A więc to by było na tyle, jeśli chodzi o moich Ulubieńców. Jestem bardzo ciekawa, jakie kosmetyki sprawdziły się u Was. Pamiętajcie o Instagramie, prawie codziennie pojawia się tam coś nowego!

Buziaki:*

HIGHEELS

Lakiery Essie- hit czy kit?

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Wszyscy zachwycają się lakierami firmy Essie. Że trwałe, że super, że piękne kolory, że jakością przewyższają inne tańsze, drogeryjne odpowiedniki… Wszystko ładnie, pięknie, ale nie jest łatwo wydać na lakier do paznokci prawie 40 zł! W swojej kolekcji  mam dwa lakiery Essie. Jest to kultowy już kolor Fiji i cudowna Bahama mama

Zdjęcie 13.07.2015, 19 11 23

Jako pierwszy kupiłam Fiji. Kolor faktyczne obłędny- lekko różowy, ale nie za bardzo. Schludny, dłonie wyglądają niesamowicie estetycznie i elegancko. Pasuje do wszystkiego, ale jeśli chodzi o malowanie to jest to tragedia, według mnie. Po pierwsze, żeby uzyskać pożądany odcień potrzeba jakiś 3 warstw. A więc nawet z Seche Vitem trzeba liczyć się z tym, że paznokcie będą schły dłużej. Nie wiem czy jestem jakaś upośledzona pod tym względem czy co, ale bardzo ciężko maluję mi się nim paznokcie. Zostają jakieś smugi i trzeba się nieźle namęczyć, żeby nie powyjeżdzać sobie na skórki. Pędzelek też moim zdaniem mógłby być bardziej spłaszczony. Trwałość lakieru? Nie jest najgorzej, ale nie ma też rewelacji. Po paru dniach już widać małe odpryski, a jak dobrze wiecie w większości przypadków lakier trzyma mi się przez cały TYDZIEŃ. Po krótkim czasie lakier zaczął też gęstnieć. Krotko mówiąc Fiji nie zachęcił mnie wcale do tej marki. Stwierdziłam, że za taką cenę, to naprawdę tragedia. 

Później spodobał mi się kolor Bahama mama- ciemna fuksja, która genialnie wygląda na paznokciach. Akurat była promocja i jedna buteleczka kosztowała jakieś 28 zł. Argumentem „za” okazał się fatalny dzień i postanowiłam sprawdzić sobie kolejny lakier Essie. Przy kolorze Bahama mama zawód nie był już tak wielki. Kolor rzeczywiście przepiękny. Wystarczy jedna warstwa i osiągamy pełne krycie. Ten lakier zdecydowanie łatwiej i szybciej się aplikuje. Jedna warstwa gwarantuje szybsze schnięcie. Teraz trwałość- moim zdaniem lepsza niż Fiji. Faktycznie lakier trzyma się bardzo długo- około tygodnia. Generalnie jest to dobry lakier, ale niestety bez jakiś szczególnie wielkich fajerwerek.

I co teraz? Nie wiem, może trafiłam na stary, otwierany już Fiji? Pomimo tego, że Bahama mama jest bardzo dobrym lakierem, moim zdaniem, gra nie jest warta świeczki. Lakiery Essie nie odznaczają się niczym szczególnym. Owszem, gama kolorystyczna jest przeogromna, a same kolory cudowne, ale bardzo często możemy znaleźć ich odpowiedniki w innych markach.Taki sam efekt osiągam na paznokciach z lakierami z Golden Rose, które są tanie jak barszcz. Nie uśmiecha mi się wydawać takiej sumy pieniędzy na lakier do paznokci skoro mogę znaleźć w drogeriach tańsze i często lepsze zamienniki. Także lakiery Essie to, według mnie, ani hit, ani kit. Zwykłe przeciętniaki o pięknych kolorach, które nie są warte aż tak wysokiej ceny.

Ciekawa jestem, co Wy myślicie o lakierach z Essie?

A jeśli nigdy ich nie mieliście, a chcecie wypróbować, to możecie je dostać na przykład tu: nocanka.pl

Buziaki:*

HIGHEELS