Sposób na piękniejsze włosy? Peeling skóry głowy!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć temat, z którym zaznajomiłam się stosunkowo niedawno. Na samym początku nie byłam zbytnio przekonana, ale z czasem okazało się, że jest to absolutni genialna sprawa. Mowa oczywiście o peelingu skóry głowy! Peelingi twarzy, ciała to dla nas chleb powszedni, ale pomyślał z Was ktoś o ścieraniu martwego naskórka ze skalpu? Ja szczerze powiedziawszy nie słyszałam o tym wcześniej i lekko mnie ten temat zaskoczył. Jakie zalety przyniesie nam REGULARNE (powtarzam REGULARNE) stosowanie peelingu głowy?

img_5236

Po pierwsze o wiele dokładniej doczyszczamy wtedy skórę głowy z martwego naskórka i oczywiście z brudu i resztek kosmetyków. Pamiętajmy o tym, że ich nadmiar prowadzi do tego, że wszystkie dobrodziejstwa zawarte w maskach, które tak skrupulatnie nakładamy, nie wchłaniają się tak dobrze jak powinny. Dlatego też warto zadbać o to, żeby wszystkie składniki odżywcze zostały prawidłowo przyswojone. Może się zdarzyć tak, że maska, która nam się wcześniej nie sprawdzała, nagle zacznie rewelacyjnie działać. Po drugie peeling pozwoli wyregulować pracę gruczołów łojowych przez co włosy będą się mniej przetłuszczać. Regularny peeling pomaga również w walce z łupieżem. Masując skórę głowy, tak jak w przypadku peelingów ciała i twarzy, zwiększamy ukrwienie skóry i poprawiamy krążenie, a co za tym idzie? Oczywiście lepsza kondycja włosów, prawdopodobny wysyp baby hair i zmniejszenie ilości wypadających włosów. Jak widzicie, same korzyści! Ja zostałam przekonana i od tej pory wprowadziłam ten zabieg do mojej pielęgnacji włosów.

Jak domowym sposobem wykonać taki peeling? Nic prostszego. Otóż wylewając szampon na dłoń dosypcie do niego odpowiednią ilość cukru. Odpowiednia ilość to taka, która pozwoli bez problemu umyć włosy, a jednocześnie ilość drobinek będzie wystarczająca. Same z czasem wyczujecie, jaka ilość najbardziej się Wam sprawdzi. Na zmoczone, jeszcze brudne włosy nakładacie szampon i delikatnie masujecie skórę. Od razu mówię, że nie jest to proste. Przy długich włosach to już tym bardziej. Trzeba nieźle się napracować, żeby dosięgnąć skóry. Pamiętajcie, że naprawdę warto! 🙂 Zauważycie od razu, że ilość piany zwiększyła się jakieś pięć/sześć razy. Cukier po jakimś czasie się rozpuści. Następnie wystarczy po prostu dokładnie spłukać wszystko wodą. Włosy po zabiegu nie są zlepione. Cukier cały się wypłukuje i włosy są takie jak po każdym innym myciu. Radziłabym nałożyć po myciu jakąś maskę do włosów. 

img_5235

Pamiętajcie, że efekty zauważycie dopiero po dłuższym czasie. Zrobienie takiego peelingu jeden lub dwa razy absolutnie nic nie da. Ja zauważyłam poprawę tak mniej więcej po dwóch miesiącach stosowania. Takiego peelingu nie można też robić za często, bo można sobie nieźle podrażnić skórę głowy. Pomimo tego, że cukier sam w sobie wykazuje działanie nawilżające dla skóry. Radziłabym wykonywanie zabiegu raz na tydzień, a nawet jeszcze rzadziej. Nie chcemy przecież osłabić cebulek i spowodować, że efekt będzie wręcz przeciwny do zamierzonego! 

Jakie efekty zauważyłam u siebie? Zdecydowana poprawa kondycji włosów. Mam też pełno baby hair! Jeśli chodzi o wypadanie… Na zimę zawsze wypada mi ich sporo. Możliwe, że peelingi przyczyniły się do zmniejszenia ich ilości, ale wcale nie jestem tego taka pewna. Koniec końców jestem bardzo zadowolona, bo faktycznie widać różnicę i czuję, że to że doczyszczam bardziej skórę głowy owocuje w nowe baby hair! 🙂 Wiem, że na rynku kosmetycznym pojawiają się gotowe produkty do peelingu skóry głowy, ale ja jednak stawiam na tańsze i bardziej domowe sposoby. Poza tym, nie mam już miejsca na kolejną tubkę w mojej kosmetyczce. Wystarczy iść do kuchni, wziąć cukier i jazda! Można też sięgnąć po peeling kawowy, ale szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie wypłukiwania kawy z długich włosów! 

Podsumowując, zachęcam Was serdecznie do rozpoczęcia przygody z peelingami głowy! Gwarantuję, że zauważycie efekty, a Wasze włosy będą wyglądały po prostu lepiej! Dajcie znać koniecznie, czy wykonujcie taki zabieg i czy widzicie już poprawę!

Buziaki:*

HIGHEELS

Nowy sposób oczyszczania twarzy! Sprawdź jaki!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

To już 100 wpis na moim blogu! Nie wierzę, że tak szybko to przeleciało! Dziękuję Wam bardzo za to, że ze mną jesteście! :*

A wracając do tematu głównego, bardzo długo do oczyszczania twarzy stosowałam szczoteczkę z Shiseido. Nie wiem w sumie dlaczego, ale nie wzięłam jej do Włoch, a więc przestałam uzywać. Na pewno jednak do niej wrócę, bo sprawdzała się u mnie bardzo dobrze. W tym roku na gwiazdkę dostałam, jako dodatek do jednego prezentu, małe cudeńko, o którym Wam dziś opowiem.

image

Jest to płatek peelingujący do twarzy! Jest on wykonany z mięciutkiego i miłego w dotyku silikonu. Aż chce się ciągle gładzić nim twarz. Większa jego część pokryta jest małymi igiełkami, a reszta u dołu małymi kuleczkami. Ma fajny, ergonomiczny kształt. Z tyłu jest przyssawka, którą wkładamy między palce i przystępujemy do zabiegu. Dzięki niej możemy też przyczepić go do prawie każdej powierzchni, czego akurat ja nie robię, ale może akurat komuś się to spodoba.

Do czego go używać? Ja oczyszczam nim twarz. Daję kroplę emulsji oczyszczającej twarz z Alterry i masuję zmoczoną wcześniej buzię. Niesamowicie przyjemne uczucie! Jednocześnie można pozbyć się resztek makijażu ze skóry. I takimi kolistymi, delikatnymi ruchami masuję buzię. Co można uzyskać dzięki takiemu zabiegowi? Delikatne złuszczenie martwego naskórka, dogłębne oczyszczenie twarzy, no i najważniejsze- masaż skóry! Dużo się teraz mówi o tym, że kluczem do zawsze młodej skóry jest właśnie jej regularny masaż. Wyróżnia się wiele technik masażu, o których niestety jeszcze niedużo wiem, ale z pewnością w najbliższym czasie nadrobię zaległości. Na razie posiłkuję się właśnie tym małym płatkiem i mam nadzieję, że moja skóra w przyszłości mi się odwdzięczy i pozbawi mnie paru zmarszczek. 

Powiem Wam, że super sprawuje się w podróży. Szybko wysycha i łatwo się go czyści. Uwielbiam w ogóle ten efekt miękkiej, wymasowanej i mega oczyszczonej skóry po nim. Bardzo mi się podoba to rozwiązanie! Sprawdziłam, że w Sephorze kosztuje 19 zł. Wiem, że jest bardzo wiele jego tańszych zamienników. Jeśli o jakimś wiecie, to koniecznie dajcie mi znać. Moim zdaniem, jak najbardziej warto mieć taki mały gadżet w swojej kosmetyczce. Polecam jak najbardziej!

Powiedzcie mi, jakich gadżetów do twarzy używacie? 

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015 – pielęgnacja!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

A więc przyszedł czas na Ulubieńców roku 2015, którzy są związani w wszelaką pielęgnacją. O ile trudno mi było wybrać najlepsze kosmetyki kolorowe, to w przypadku pielęgnacji było znacznie gorzej. Decyzja była ciężka, ale udało się. Zapraszam na 10 krótkich recenzji najlepszych kosmetyków pielęgnacyjnych w minionym roku! Jeśli chcecie poczytać więcej o niektórych produktach, odsyłam Was do linków, które są poukrywane w tekście :). 

image

image

1. Garnier- płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej.

Jest to już druga moja butla i na pewno nie ostatnia. Według mnie jest to płyn micelarny idealny. Ja używam go tylko do oczu. Radzi sobie perfekcyjnie z każdym tuszem i każdym eyelinerem. Wystarczy przyłożyć i poczekać kilka sekund,a  potem delikatnie zetrzeć. Nie podrażnia moich oczu, nie szczypie. Wręcz mam wrażenie, że nawilża ich okolice i pielęgnuje. Jest super wydajny. Starcza na dobrych parę miesięcy. Po demakijażu skóra wokół oczu jest ukojona i nie potrzebuje dodatkowego nawilżenia. Za butlę o pojemności płacimy w drogerii ok 20 zł bez promocji, ale pamiętajcie, że w internetowych sklepach zawsze jest odrobinę taniej. Moim zdaniem najlepszy drogeryjny płyn micelarny!

2. The Body Shop- masło do ciała mango.

Już nie raz rozpływałam się na blogu, na Instagramie, czy Facebooku o tym maśle. Jego zapach jest najlepszy na świecie. Mój ideał, czyli mango z delikatną nutą brzoskwini. Przynajmniej tak mi się wydaję :P. Wspaniały zapach to jednak nie wszystko. Genialnie nawilża skórę! Stosuję go najczęściej na noc i rano budzę się z nawilżoną, jędrną, mięciutką i nadal pachnącą skórą. Szczególnie dobrze spisuje się na nogi, które najczęściej się u mnie wysuszają. Kupiłam do wielkie opakowanie na promocji i starczyło mi na baaaardzo długo. Żałuję bardzo, że w Poznaniu nie ma TBS, bo są teraz wyprzedaże, a do Warszawy nie wybieram się w najbliższym czasie. Jak tylko będzie okazją kupię to masło na pewno! Jest to zdecydowanie moje ulubione masło do ciała!

3. Biovax- maski do włosów.

Nie raz nie dwa zachwycałam się maskami Biovax. Miała już chyba z 2/3 opakowania wersji latte, opakowanie keratynowej, z 2/3 opakowania wersji natural oils z olejem kokosowym, makadamia itp. Używałam ich przez bity rok i nie zamierzam przestać.Teraz zdecydowałam się na nowość z olejem awokado. Zobaczymy jak się sprawdzi. Te maski genialnie wpływają na moje włosy.Świetnie je nawilżają, wygładzają. Włosy po zabiegu są lejące, świecące i widać gołym okiem, że dobrze odżywione. Warto dodać, że często można je znaleźć na promocji w Super-pharm. W niektórych drogeriach internetowych można dostać też wielkie opakowanie 400 ml w dobrej cenie. Jeśli jeszcze nie próbowaliście żadnej maski Biovax, to koniecznie musicie nadrobić zaległości. Są genialne!

image

4. Golden Rose Black Diamond Hardner- odżywka do paznokci.

Długo szukałam dobrej odżywki do paznokci. Wiecie, że używałam jakiś czas słynnego produktu z Eveline, ale postanowiłam zrezygnować z formaldehydu, który niestety znajduje się w składzie kosmetyku z Eveline, a może poważnie zaszkodzić. W końcu trafiłam na Golden Rose- firmę, która mnie jeszcze nigdy nie zawiodła. Nie mogło być inaczej i tym razem. Tę odżywkę mam na paznokciach prawie zawsze. Ze stosownymi przerwami oczywiście. Moje paznokcie zmieniły się nie do poznania. Są mocne, nie łamią się, nie wyginają się (co doprowadzało mnie wcześniej do szału). W ogóle wizualnie wyglądają po prostu lepiej. Najlepsza odżywka na świecie!

5. ECOSPA- olej kokosowy.

Kto czyta mojego bloga wie, że olej kokosowy to mój niekwestionowany Ulubieniec od sama nie wiem kiedy. Powstał cały post o moich ulubionych zastosowaniach tego cudeńka. Jednak najbardziej lubię olejować nim włosy. Żaden olej tak na nie nie działa jak właśnie kokosowy. Czasem dodaję też parę kropel oleju jojoba i efekt też jest świetny! Moje włosy go uwielbiają. Po półtoragodzinnym domowym SPA z olejem kokosowym w roli głównej, włosy są miękkie, gładziutkie, przepięknie pachną i są przyjemnie lejące. Dodatkowo świecą się i widać, że są bardziej odżywione. Ubóstwiam tej olej i muszę mieć go zawsze w mojej kosmetyczce.

6. ECOSPA- hydrolat oczarowy.

Niestety nie dotarła do mnie na czas nowa, pełna buteleczka tego hydrolatu, ale możecie zobaczyć ją w ostatnim denku lub w haulu kosmetycznym z ECOSPA. Jest to hydrolat, który skradł moje serce w tym roku. Wyciągnięty z lodówki i naniesiony na buzię daje niesamowite uczucie ukojenia. Moja skóra go uwielbia. Dzięki niemu niedoskonałości goją się szybciej i też rzadziej wychodzą. Niweluje wszelkie podrażnienia i pielęgnuje skórę, mimo że jest to tylko hydrolat! Z pewnością zostanie ze mną na dłużej.

7. Glinki rosyjskie- czarna, anapska, kambryjska.

Moja miłość do glinek rośnie z każdym kolejnym użyciem. To chyba przez to, że są tak uniwersalne. W zależności od potrzeb skóry, możemy przygotować odpowiednią maseczkę przy użyciu tych samych glinek. Kiedy skóra potrzebuje nawilżenia sięgam po mix glinki anapskiej i kambryjskiej i dodaję parę kropek kwasu hialuronowego i olejku jojoba lub marula i GOTOWE! Kiedy z kolei na gwałt potrzebuję oczyszczenia wtedy koniecznie glinka czarna z hydrolatem oczarowym. Nie dość, że są super tanie, to jeszcze mega wydajne! Z tych trzech opakowań korzystam rok. Działanie maseczek z glinek jest rewelacyjne, a jak pomyślę ile cennych minerałów oddają mojej skórze, to już w ogóle się rozpływam :P. Jeśli nie wiecie, jak przygotować maseczkę, lub jakich reguł przestrzegać stosując glinki zapraszam TUTAJ!

image

8. Resibo- olejek do demakijażu. 

Genialny produkt! Nie należy do najtańszych, ale za to jest naturalny i świetny w działaniu! Jest to mieszanka naturalnych olei: abisyńskiego, manuka, z pestek winogron i witaminy E. Zmywa każdy podkład, a skóra po demakijażu jest gładka i co najważniejsza zadbana i NAWILŻONA. Nie ma potrzeby szukania na szybko kremu nawilżającego, bo skóra jest ściągnięta. Nic z tych rzeczy! Ten olejek jest genialny, a z metody oczyszczania twarzy olejami nie zrezygnuję nigdy. Nic się tak u mnie nie sprawdza jak właśnie OCM. Spróbujcie koniecznie!

9. Uriage- woda termalna.

Zakochałam się w minionym roku w wodach termalnych! Uwielbiam spryskiwać nimi twarz po zmyciu maseczki, po demakijażu i w ciągu dnia. Szczególnie ta woda z Uriage przypadła mi do gustu. Pięknie koi moją skórę. Mam wrażenie, że skóra wręcz ją chłonie i zachłannie wciąga wszystkie dobroci zawarte w tej wodzie. Niby zwykła woda, ale u mnie sprawdza się idealnie. Kupuję ją zawsze na promocji w Super-Pharm za 12 zł ( za 150 ml), także naprawdę warto czekać. Woda termalna= świetna sprawa! A ta z Uriage bije inne na głowę!

10. Pervoe Reshenie Organic Therapy Gold Face Scrub- peeling do twarzy. 

Tutaj Was pewnie zaskoczę. Nie wspominałam często o tym produkcie, a jednak znalazł się tutaj w tym jednym z ważniejszych postów. Stosowałam ten peeling przez bardzo długi czas i muszę przyznać, że nigdy nie miałam lepszego. Trzeba uważać, bo jest to niezły zdzieracz i trąc za mocno można sobie zrobić krzywdę, ale przy racjonalnym używaniu jest świetny! Dlaczego? Naturalny skład a w nim olej ze słodkich migdałów. Duża ilość złuszczających drobinek. Nie jest ani zbyt gęsty, ani zbyt lejący. Konsystencja idealna, według mnie. Słodki lekko pomarańczowy zapach, który umila zabieg i cieszy zmysły. Jest meeega wydajny, a jego cena to zaledwie ok. 17 zł za taką pojemność! Kupiłam go kiedyś przypadkiem i zapomniałam o nim. Na szczęście odkopałam go z szafy po jakimś czasie, bo jest to mój peeling idealny. Skóra po złuszczaniu jest miękka, gładka, ale nie wysuszona. Jak dla mnie, najlepszy peeling jaki kiedykolwiek miałam. Martwię się tylko, bo ostatnio nie widziałam go w żadnym sklepie :(. Dajcie mi znać, czy gdzieś go spotkałyście, bo na pewno kupię go ponownie!

Kochani, to już wszystko! To moi wszyscy Ulubieńcy roku. Jeśli nie widzieliście poprzedniego wpisu z najlepszymi kosmetykami kolorowymi w 2015 roku, zapraszam TUTAJ. Bardzo byłoby mi miło, jeśli podzielilibyście się ze mną swoimi kosmetycznymi odkryciami. Czekam na komentarze!

Buziaki:*

HIGHEELS 

Ulubieńcy ostatnich miesięcy!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Zapraszam dzisiaj na Ulubieńców ostatnich miesięcy! Jest ich tylko (a może nawet AŻ) 6. Nie robię Wam takiego zestawienia co miesiąc, bo nie zawsze w danym miesiącu znajdę produkty, które faktycznie będą godne polecenia. Wpis co jakiś czas gwarantuje, że moje opinie są sprawdzone i nienapisane na siłę :).

Zdjęcie 25.06.2015, 13 12 32

1. Make Me Bio, Garden Roses- nawilżający krem dla skóry suchej i wrażliwej.

Przepiękne, estetyczne opakowanie! Niestety krem znajduje się w szklanym słoiczku, tak więć trzeba grzebać w nim paluchami, ale jestem w stanie mu to wybaczyć, dzięki jego super działaniu. Skład kremu jest świetny! Bez parabenów, bez siarczanów, bez sztucznych zapachów i konserwantów. Ich miejsce zajęły naturalne olejki, między innymi olej z orzechów makadamia, olejek jojoba, masło mango i oczywiście róża. Krem pachnie dość intensywnie różą. Ja ten zapach bardzo lubię i w ogóle mi on nie przeszkadza. Stosuję go, jako mój krem nawilżający na noc. Na dzień, pod makijaż nie bardzo się nadaję, ponieważ przez dużą ilość olejków jest dość tłusty. Aleee, o dziwo, bardzo dobrze się wchłania! Chwila moment i już go nie ma! Jest to zasługa jego lekkiej konsystencji. Krem bardzo dobrze nawilża moją skórę. Dodatkowo róża ją koi i regeneruje. Uważam, że jest to jeden z lepszych kremów nawilżających na noc. Nie podrażnił, nie uczulił, nie zapchał. Naprawdę działa, a jak widzę, że skład jest naturalny, to już w ogóle rozpływam się nad nim. Na pewno nie jest to ostatni produkt tej marki, bo bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła!

2. Tołpa botanic czarna róża- odżywczy krem-miód regenerujący.

Długo szukałam kremu na dzień, który naprawdę będzie nawilżał moją skórę w ciągu dnia. W końcu go znalazłam! Tołpa nie zawiodła! Krem idealnie sprawdza się u mnie pod makijaż, mimo że jest to wersja bogata. Makijaż się nie roluje, nie waży, wszystko jest z nim w porządku. Wiem, że niektórym przeszkadza jego zapach. Jest to dość mocny miodowo-różany zapach. Mi się bardzo podoba, bo kojarzy mi się z syropem na gorączkę Panadol, który uwielbiałam w dzieciństwie :P. W ciągu dnia czuję, że skóra jest nawilżona i odżywiona. Krem mnie nie zapchał, nie uczulił. Jestem naprawdę pod wrażeniem. Skład też jest dobry, może nie tak wspaniały, jak Make Me Bio, ale jak najbardziej w porządku. Całym sercem polecam!

3. Organic Therapy, gold face scrub with organic almond and orange exstracts.

Wiem, ze nie każdy go polubi, bo jest peeling zdzierak :P. Używam go raz/dwa w tygodniu. Genialnie ściera martwy naskórek. Skóra po zabiegu jest niesamowicie gładka i przyjemna w dotyku. Skład bardzo fajny, naturalny z olejem ze słodkich migdałów na czele. Trzeba uważać i delikatnie pocierać twarz, bo naprawdę można sobie podrażnić skórę. Według mnie jest to jeden z lepszych peelingów, jakie kiedykolwiek używałam! Przecudownie słodko pachnie! Uwielbiam ten zapach! A i po wykonanym peelingu skóra nie potrzebuje na gwałt kremu nawilżającego. To wszystko dzięki zawartym w nim olejkom. Boję się tylko, że nie zdążę go zużyć przed końcem daty ważności!

4. Fuss Wohl Intensiv Creme.

Jest to rossmannowska firma, która produkuje kosmetyki do pielęgnacji stóp. Mój jest z dziesięcioprocentową zawartością mocznika. Kosztuje jakieś 5zł normalnie, a na promocji ponad 3 zł. Jest to najlepszy krem do stóp jaki kiedykolwiek miałam! W zapasie mam już drugie opakowanie. Świetnie nawilża i zmiękcza naskórek. Wsmarowuję go na noc, a rano budzę się z pięknie nawilżonymi i odżywionymi stopami! Jest to o tyle ważne, że teraz w lato wszędzie pokazujemy gołe stópki, więc naprawdę warto o nie zadbać! Spróbujcie, bo na 100% nie pożałujecie!

5. Golden Rose Color Expert, lakier do paznokci w kolorze nr 87.

Uwielbiam lakiery z serii Color Expert! Nie dość, że kosztują ok. 5 zł, to kolory są obłędne! Moim najnowszym nabytkiem jest ten piękny, wrzosowy fiolet. Mogliście zobaczyć, jak wygląda na paznokciach na moim Instagramie o TUTAJ. Te lakiery trzymają się na moich paznokciach przez ponad tydzień (oczywiście z Seche Vitem)! Są genialne! Szeroki pędzelek zdecydowanie ułatwia aplikację, a kolor jest na tyle intensywny, że tak naprawdę wystarczyłaby jedna warstwa. Na pewno kupię jeszcze inne kolory!

6. Bare Minerals Matt SPF 15 Foundation.

Wróciłam do niego właśnie w lato, bo idealnie nadaje się na ten czas. Jest to puder mineralny, który należy nakładać pędzlem z zaokrąglonym włosiem, ponieważ nakładamy go kolistymi ruchami, aby wetrzeć dokładnie cenne minerały w pory. Super, że ma SPF! Na lato zawsze się przyda. Utrzymuje się na mojej buzi bardzo długo! Cera zaczyna się delikatnie świecić dopiero po około 5 godzinach! Jest to idealna opcja na lato, gdzie chcę mieć na twarzy jak najmniejszą ilość kosmetyków! Delikatnie kryje przez co jeszcze bardziej go lubię. Noszę go oczywiście solo, bez żadnego innego pudru, podkładu itp. Niestety jest już na wykończeniu. Niestety, dlatego, że był drogi. Z kartą Sephory zapłaciłam chyba ok.100 zł. Nie mogę znaleźć go w ofercie Sephory i boję się, że został wycofany 🙁 Super produkt i na pewno kiedyś jeszcze zakupię!

To już koniec Ulubieńców na dziś. Dajcie znać, co Wam ostatnio szczególnie przypasowało.

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.3!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj trzecia już odsłona Projektu Denko! Moim postanowieniem noworocznym jest osiągnięcie minimalizmu kosmetycznego, zarówno w kosmetykach pielęgnacyjnych, jak i w kolorówce. Wyrzuciłam sporo kosmetyków do makijażu (ooo tak… bolało) i nieliczne pielęgnacyjne. A pozostałe z kończącym się terminem ważności postanowiłam jak najszybciej zużyć i stąd dość spore denko :). Standardowo zapraszam na 10 produktów kosmetycznych, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie:

higheelsblog-denko2015-00

higheelsblog-denko2015-09

1. Bomb Cosmetics – Masło do ciała Raspberry Beret (200 ml)

To masełko znalazło się w moich Ulubieńcach, więc tam możecie poczytać więcej. Krótko mówiąc: 30% masła shea, przecudowny malinowy zapach i nawilżanie na przyzwoitym poziomie. Polecam zdecydowanie! 🙂

2. Nivea – Nawilżający balsam do ciała pod prysznic (250 ml)

Nie podoba mi się jego skład (parafina, wosk, alergeny), ale generalnie jest to bardzo ciekawy produkt. Stosowałam w wyjątkowych sytuacjach wieczorem, gdy bardzo nie chciało mi się nakładać balsamu, oliwki, czy czegokolwiek (tez tak czasem macie?). Sam balsam dość ładnie pachnie. Trzeba uważać, żeby nie poślizgnąć się pod prysznicem. Skóra po wytarciu jest lekko klejąca, ale wydaje się być nawilżona. Nie wiem, czy to nie za sprawką parafiny… Rano wciąż miękka i nawilżona, ale jakoś nie do końca. Myślę, że kosmetyk po prostu oblepia nam skórę i przez to już więcej go nie kupię,

3. Soraya – Łagodzący balsam po depilacji (150 ml)

Jest to balsam opóźniający odrastanie włosków po depilacji, który kupiłam w Tesco za 3 zł (SERIO). Dość dobrze nawilżał i pielęgnował wrażliwą skórę po depilacji, ale wcale nie opóźniał odrastania włosków. Nie kupię go już więcej, bo jest to zwykły przeciętniak.

4. Garnier Intensywna Pielęgnacja – Regenerujące mleczko do ciała (400 ml)

Mój lubiony drogeryjny balsam. W składzie gości oczywiście parafina, ale akurat w tym produkcie jestem w stanie ją znieść. Bardzo dobrze nawilża i uwielbiam stosować go podczas zimy i późnej jesieni. Pasuję mi jego zapach i konsystencja- niezbyt lejąca, ale też nie za gęsta. To jest moje drugie albo trzecie opakowanie i prawdopodobnie kupię też następne. Lubię mieć go w łazience, bo często przydaje się, kiedy chcę na szybko się posmarować. W promocji dostaniemy go za niecałą dyszkę :). Polecam spróbować!

higheelsblog-denko2015-10

5. L’Biotica Biovax – Intesywnie regenerująca maseczka (250 ml)

Chyba nie muszę pisać, że jest to moja ulubiona maska do włosów? 😀 Niedawno ukazał się cały post o nich, więc odsyłam TUTAJ

6. Bioelixire Argan Oil Hair Mask (200 ml)

Kupiłam skuszona pozytywnymi opiniami, ale zawiodłam się. Oprócz zapachu i ładnego opakowania nie widzę za bardzo plusów tej maski. Skład zostawia wiele do życzenia. Za pierwszym razem faktycznie włosy były miękkie i błyszczące, ale potem kosmetyk zaczął wysuszać mi włosy. Bardzo się po nim puszyły i były nieprzyjemne w dotyku. Na pewno już więcej nie kupię!

7. Joanna Naturia – Peeling myjący z wanilią (100 g)

Bardzo lubię za zapach, konsystencję i działanie. Drobinki złuszczające o idealnym rozmiarze i kształcie. Używałam z rękawiczką złuszczającą z Rossmanna. Teraz nie stosuję już tego typu peelingów, bo przerzuciłam się na bardziej naturalne, a dokładnie na peeling kawowy. Możecie poczytać o nim TUTAJ (ile dzisiaj tych odnośników?!). Alee jeśli szukacie dobrego i taniego, drogeryjnego peelingu, to jak najbardziej jest wart polecenia. Myślę, że się nie zawiedziecie :).

higheelsblog-denko2015-15

8. Stara Mydlarnia Argan&Neroli Organic Face Serum with Vit. E (30ml)

CUUUUUDO! Króciutki, w stu procentach naturalny i ekologiczny skład: olejek arganowy, wyciąg z neroli (kwiata pomarańczy), wit. E, lecytyna. Przepiękny pomarańczowy zapach. Serum stosowałam i będę stosować (bo na pewno kupię ponownie i to już niedługo) wieczorem i rano budziłam się z idealnie nawilżoną, promienną i mięciutką cerą! Po prostu ideał dla osób przemęczonych, które nie mogą sobie pozwolić na dużą dawkę snu. Po dłuższym okresie stosowania rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt skóry i rozpromienia buzię. Bardzo podoba mi się ten efekt. W ogóle uwielbiam wszystkie produkty w witaminą C, między innymi neutralizują wolne rodniki i naprawdę działają cuda! Dobrze nawilżona skóra, mniej się błyszczy w dzień i zdecydowanie wygląda lepiej. Bardzo poręczne opakowanie z pipetką, która ułatwia aplikację. Nie jest drogie (29zł), bardzo wydajne, nie zapycha, nie podrażnia, leczy stany zapalne… CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ?! Zdecydowanie najlepsze serum nawilżające jakie kiedykolwiek miałam! Serdecznie polecam spróbować!     

9. La Roche-Posay Eau Thermale – woda termalna (50 ml)

Dostałam w beGLOSSY i chętnie zużyłam. Czy w lato podczas upałów do szybkiego odświeżenia, czy w zimie na waciku, jako tonik, nie ważne, bo woda termalna zawsze się przyda! Ładnie odświeża i uspokaja cerę. Nie mam swojej ulubionej wody termalnej, ale tą z czystym sumieniem mogę Wam polecić.

10. Tołpa Botanic Białe kwiaty – orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1 (150 ml) 

Również zasługa beGLOSSY. Baaaardzo fajny produkt i również jako mgiełka do odświeżania cery w lato lub na wacik jako tonik. Fajny, naturalny skład, co od razu mi się podoba :). Zapach średni, kwiatowy dla niektórych może być nawet nieprzyjemny, ale mi nie przeszkadzał. Kosmetyk łagodził podrażnienia, uspokajał cerę i generalnie bardzo dobrze się sprawdzał. Warto spróbować!

I to już wszyscy moi zdenkowani. Dajcie znać, jakie produkty Wam udało się ostatnio zużyć!

Buziaki:*

HIGHEELS