Sylveco- lipowy płyn micelarny- HIT czy KIT?

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Przepraszam Was bardzo za brak nowych postów na blogu. Kompletnie nie miałam do tego głowy i czasu. Skończyłam już egzaminy we Florencji i mam teraz prawie 2 tygodnie wolnego, także chcę je maksymalnie wykorzystać :). Mam nadzieję, że zrozumiecie. Jednak postanowiłam napisać dla Was recenzję jednego z produktów polskiej marki Sylveco, który jak najbardziej się u mnie sprawdził. Chodzi oczywiście o lipowy płyn micelarny

12697008_1089627091089922_2495573598357434077_o

Wiecie, że moim niekwestionowanym ulubieńcem w tej kategorii jest płyn micelarny z Garniera, który pokonał inne płyny w jednym z moich poprzednich postów. Jednak jako że miałam ochotę spróbować czegoś badziej naturalnego zdecydowałam się na polecany przez wiele blogerek płyn właśnie z Sylveco. Moje zdanie co do tej firmy jest podzielone. Niektóre produkty się u mnie sprawdzają, a nie niektóre z kolei są kompletnymi bublami. Jednak powiem od razu, że z tego płynu  jestem naprawdę zadowolona :). 

Najpierw może powiem, że buteleczka zawiera 200 ml produktów i kosztuje ok. 17 zł. Jest to cena odrobinę wyższa od Garniera biorąc pod uwagę stosunek ceny do ilości produktu. Skład jest naprawdę przyzwoity. 

Skład: Woda, Ekstrakt z lipy szerokolistnej, Glukozyd decylowy, Gliceryna, Panthenol, Alantoina, Ekstrakt z aloesu, Kwas mlekowy, Alkohol benzylowy, Kwas dehydrooctowy.

Co o płynie mówi producent?

Wyjątkowo delikatny i jednocześnie skuteczny, hypoalergiczny preparat, który dokładnie oczyszcza skórę. Zawiera ekstrakt z kwiatów lipy szerokolistnej, który wykazuje działanie nawilżające i osłaniające, zwiększa elastyczność i sprężystość oraz odporność skóry na utratę wody. Ponadto wyciąg ten polecany jest w pielęgnacji oczu, łagodzi podrażnienia i koi zaczerwienioną skórę. Delikatny składnik myjący pozwala łatwo usunąć nawet intensywny i wodoodporny makijaż. Po zastosowaniu kosmetyku skóra pozostaje gładka, czysta i świeża.

Co myśli Higheels:

Uważam, że jest to naprawdę dobry płyn micelarny! Myślałam, że już o żadnym tak nie powiem. Dobrze zmywa makijaż. I to nie tylko oczy, ale z racji fajnego składu używam go też do zmywania makijażu twarzy. Fakt faktem oczy trzeba troszkę dłużej pocierać niż w przypadku Garniera, ale naprawdę jest to nieduża różnica. Dodatkowo nie podrażnia oczu! Nie pieką, nie bolą, nie łzawią. Jest naprawdę delikatny. Myślę, że naprawdę nie powinien nikogo podrażnić. Po demakijażu skóra wokół oczu, jak i cała twarz nie jest wysuszona. Nie trzeba na gwałt nakładać kremu nawilżającego. Mam wrażenie, że skóra jest też bardziej odżywiona i wypielęgnowana. Fajne jest też to, że płyn delikatnie koi i uspokaja skórę. Dzięki niemu jakieś mniejsze podrażnienia szybciej się goją. Po demakijażu nie pozostawia jakieś lepiącej albo nieprzyjemnej powłoki, czego nienawidzę. Jak na razie używam go od miesiąca i zużycie nie jest wielkie, także z powodzeniem mogę stwierdzić, że jest to wydajny produkt.

Jedyne co mi w nim nie przeszkadza, bo to zbyt wielkie słowo, ale może irytuje, to zapach. Nie jest chemiczny, ani sztuczny, ale jest jakiś taki dziwny. Tak jak praktycznie większość kosmetyków Sylveco jest on dość charakterystyczny. Na szczęście jest na tyle delikatny, że bez problemu można się przyzwyczaić. 

Podsumowując, polecam Wam serdecznie ten płyn! Mimo tego, że uważam że Garnier jest odrobinkę lepszy, Sylveco zostawia go w tyle jeśli chodzi o skład. Także wszystkim maniaczkom naturalnej pielęgnacji polecam chociażby go wypróbować. Uważam, że jest to jeden z lepszych kosmetyków tej marki. Myślę, że jak mi się skończy, to w niedalekiej przyszłości ponownie go kupię.

Buziaki:*

HIGHEELS

Najgorszy kosmetyk świata- bubel bubli!

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Stwierdziłam, że po prostu muszę napisać oddzielny post dla Was po tym, jak ten produkt mnie rozczarował. A mowa tu o płynie micelarnym Ziaja Ulga dla wrażliwej skóry. Ten mały, podstępny płyn jest łatwo dostępny i stosunkowo niedrogi. Zapłacimy za niego ok. 7 zł. 

image

Producent obiecuje, że kosmetyk świetnie zmywa każdy makijaż twarzy, jak również oczu. Pozostawia skórę oczyszczoną, nawilżoną i przyjemną w dotyku. Działa jak „kojący kompres”. Co jeszcze? Aha… według opisu dzięki wspaniałej formule, nie podrażnia skóry, nawet tej w okolicach oczu, bo przecież przeznaczony jest do skóry wrażliwej. Oczywiście testowany dermatologicznie, pod kątem okulistycznym, hipoalergiczny i bla bla bla… standardowy bełkot na etykietach drogeryjnych produktów mający skusić potencjalnego klienta do zakupu. Wszystko ładnie pięknie, ale dlaczego nic z zapewnień producenta nie jest prawdą?

Na szczęście nie kupiłam tego produktu sama. Przyjeżdżając w odwiedziny do domu często nie biorę ze sobą wszystkich kosmetyków, tylko korzystam z tych, które kupi moja mama lub siostra. Tak też było i tym razem. Nie wzięłam mojego ulubionego micela z Garnier i sięgnęłam po taki, który leżał akurat na półeczce (jak się później okazało nikt z tego płynu nie korzysta, bo to samo zło :P).

Jakby Wam to najdosadniej opisać? Przy pierwszym użyciu myślałam, że moje oczy zostały wypalone… Zaczęły mnie tak szczypać, że nie wiedziałam co zrobić. Przemywałam wodą do momentu, aż pieczenie ustało. Podniosłam głowę i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam parę czerwonych, jak u królika, oczu. W życiu mi się coś takiego nie zdarzyło. Moje oczy są naprawdę wytrzymałe. Żaden produkt mi ich nigdy nie podrażnił, a już na pewno nie doprowadził do takiego stanu! Chyba nie muszę pisać, że zupełnie nie poradził sobie w makijażem oczu. Tusz tylko delikatnie zmyty, kreska zrobiona eyelinerem w słoiczku z Maybelline nie zeszła. Żeby głęboka czerń ustąpiła, musiałam trzeć i to mocno… Tragedia! 

Następnego dnia postanowiłam zaryzykować i spróbować drugi raz. I co? Dokładnie to samo!! Kulminacja mojej złości nastąpiła w Sylwestra, kiedy zmęczona po imprezie wróciłam do domu i zdesperowana znów zorientowałam się, że nie mam nic innego do zmycia makijażu, jak tylko ten płyn. Zmęczenie i wzywające mnie łóżko wygrało i po raz trzeci (i ostatni) sięgnęłam po ten produkt. To była najgorsza decyzja w moim życiu… Oczy szczypały tak bardzo, że płukałam je chyba z 10 razy wodą. Później były przekrwione jak nigdy i zostały takie, aż do rana. 

Jeśli chodzi o makijaż twarzy, to właśnie w Sylwestra spróbowałam dać mu kolejną szansę i wypróbować go właśnie do tego. Zupełnie nie poradził sobie w podkładem 123 Perfect od Bourjois. Zawiódł na całej linii.

Podsumowując i kończąc wybuch złości spowodowany tym płynem, przestrzegam Was przed nim! Nigdy, żaden produkt nie podrażnił tak moich oczu. Żaden! A podkreślam, że są one naprawdę wytrzymałe. Z podkulonym ogonem wróciłam do różowego Garniera. Chociaż jak widzieliście na Instagramie lub na Facebooku parę dni temu użyłam po raz pierwszy lipowego płynu micelarnego z Sylveco i jestem zachwycona! Może znajdę produkt nawet lepszy od Garniera? Nie wiem, ale na pewno ostrzegam Wam przed niebieską buteleczką z niebezpiecznym płynem z Ziaji :P. Ciekawa jestem, czy jeszcze ktoś ma takie same odczucia jak ja… Napiszcie mi koniecznie!

BuziakI:*

już spokojna HIGHEELS

L’Oréal, BeBeauty, Garnier – który płyn micelarny wybrać?

11 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Od liczby i rodzajów płynów micelarnych dostępnym w szafach popularnych drogerii można dostać zawrotów głowy! Sama czasami stoję, stoję i wybrać nie mogę, dlatego najczęściej powołuję się na recenzję i opinię różnych bloggerek i vlogerek. Postanowiłam wybrać 3, które najczęściej są wspominane i je przetestować. Z góry mówię, że nigdy nie używałam Biodermy, bo po prostu szkoda mi pieniędzy na płyn, który ma swoich tańszych zamienników. Dodam jeszcze, że używam płynów micelarnych tylko do zmycia makijażu oczu, do reszty twarzy używam olejku myjącego z BU. Dzisiaj podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami. No to do roboty, na pierwszy rzut  L’Oréal.

higheels-plyny-micelarne4

(Niestety zapodziała mi się gdzieś pusta butelka, wybaczcie :*)

1. L’Oréal Paris, Ideal Soft, Oczyszczający płyn micelarny do cery suchej i wrażliwej (200 ml).

Za pojemność 200ml płacimy ok.15 zł, czyli dosyć sporo. Buteleczka ładna, estetyczna, aczkolwiek mało praktyczna, bo jednorazowo wylewamy na dużo płynu na wacik, przez co produkt staje się mniej wydajny. Brak jakiegokolwiek zapachu, przez co kosmetyk nie podrażnia i nie uczula naszej delikatnej skóry. Bardzo szybko zmywa makijaż. Nawet najtrwalsze tusze do rzęs (Benefit, They’re real!), czy eyelinery (Maybelline,  Lasting Drama w słoiczku) ustępują po paru sekundach przykładania nasączonego wacika. Po demakijażu skóra wokół oczu nie jest zaczerwieniona, ani ściągnięta. Mam wrażenie, że płyn ją nawilża i delikatnie pielęgnuje. Muszę przyznać, że jest to bardzo dobry płyn micelarny. Jeśli chodzi o działanie nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia. Jedynym minusem jest mała pojemność, wydajność skrócona przez dziwne opakowanie i cena. Dlatego postanowiłam szukać dalej.

higheels-plyny-micelarne2

2. BeBeauty, nawilżający płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu, skóra wrażliwa (400 ml – edycja limitowana).

Chyba najczęściej polecamy płyn micelarny dostepny w Biedronce. Załapałam się na edycje limitowaną i przy pojemności 400ml zapłaciłam jakieś 7 zł (SERIO?!). Wybrałam wersję nawilżającą. Bardzo fajny dozownik, który wylewa idealną ilość produktu przez to jest meeeeega wydajny. Myślałam, że nigdy go nie skończę! Mam delikatny, przyjemny zapach. Przejdźmy do działania. Dość szybko zmywał makijaż, ale nie tak szybko jak ten wcześniejszy. Miał na przykład problemy z kreskami zrobionymi eyelinerami na powiece, a więc trzeba było pocierać i pocierać. Ale co gorsza… podrażniał moje oczy. A na serio jest to trudno zrobić, bo moje oczy są mega wytrzymałe. Jeżeli przez przypadek wylałam troszkę więcej produktu, to szczypał mnie mocno w oczy. Po wykonanym demakijażu miałam podrażnioną i ściągniętą skórę wokół oczu. Często była też zaczerwieniona. Niestety u mnie nie sprawdził się najlepiej, a szkoda, bo za taką cenę byłoby super używać takiego kosmetyku!

higheels-plyny-micelarne1

3. Garnier, Skin Naturals, płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej (400 ml).

I najlepsze zostawiłam sobie na koniec! Za pojemność 400 ml płacimy w drogerii chyba jakieś 16 zł, ale ja kupuję go na stronie ezebra.pl, gdzie kosztuje 13,79 zł (!). Ładna, estetyczna butelka z wygodnym dozownikiem. Produkt jest wydajny, starcza naprawdę na bardzo długo. Po nałożeniu na wacik wydaję mi się czasem, że delikatnie pachnie, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Teraz najważniejsza kwestia- działanie. Makijaż znika po paru sekundach, każdy makijaż oka! Nie musimy nadmiernie pocierać i wyciągać naszej skóry. W ogóle nie podrażnia, nie szczypie, nie uczula. Po demakijażu skóra nie jest ściągnięta, czerwona, nic z tych rzeczy. Jest nawilżona i ukojona! Jeśli chodzi o działanie oceniłabym go na równi lub troszkę lepszy niż ten z L’Oréal. Aleeee….stosunek ceny do pojemności i wydajności produktu zdecydowanie przemawia na wyborem płynu z Garniera. Tak naprawdę jest to moje drugie opakowanie i nie mam zamiaru na tym poprzestawać. Jest to zdecydowany Ulubieniec i polecam spróbować każdemu! Nie zawiedziecie się!

Tak więc u mnie, jak widzicie, wygrywa płyn micelarny z Garniera. Jestem ciekawa, jakie płyny Wy polecacie. Dajcie znać :).

Buziaki:*

HIGHEELS

 

 

Czas na pielęgnację wieczorną!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Ostatnio było o pielęgnacji skóry od rana, to dzisiaj koniecznie musimy wziąć pod lupę pielęgnację wieczorną

Oczywiście zaczynam od zmycia makijażu i dogłębnego oczyszczenia twarzy. Najpierw zmywam makijaż oczu płynem micelarnym. Ostatnio u mnie Garnier Skin Naturals Płyn Micelarny 3w1 dla skóry wrażliwej. Bardzo dobry (o ile nie jeden z najlepszych) płyn micelarny. Makijaż szybko schodzi, nie wymaga tarcia. Oprócz maskary They’re real z Benefitu, która jest strasznie upierdliwa! 
      higheels_06     

Następnie ten sam produkt wylewam na płatek kosmetyczny (najlepsze Tibelly z Netto za niecałe 3zł!!!!) i przecieram całą twarz, żeby wstępnie zmyć brud i kurz, które nagromadziły się na twarzy w ciągu dnia. 

Później zabieram się za zmycie podkładu. Ostatnio stosuję metodę OCM, czyli oczyszczanie skóry olejem. U mnie olejek myjący z Biochemii Urody, czyli połączenie oleju słonecznikowego z olejkiem pomarańczowym i witaminą E. Nakładam niewielką ilość na dłonie, rozgrzewam i masuję nim twarz. Po około minucie moczę mały ręcznik przeznaczony właśnie do tego celu (czteropak kupicie w Ikei za ok. 7zł) w gorącej wodzie, delikatnie wykręcam i przykładam do buzi. Gorąca woda otwiera nam pory, dzięki czemu olejek dokładnie je oczyści. Następnie płuczę ręcznik i znów moczę w gorącej wodzie i przykładam. Uważajcie, żeby się nie poparzyć! Po trzykrotnym przyłożeniu ręcznika i zmyciu resztek podkładu, moczę ten sam niebieski ręczniczek w zimnej wodzie. Jak się pory otworzyło, teraz trzeba je zamknąć! I taki zimny okład przykładam do twarzy. Teraz makijaż jest już zmyty, buzia gładziutka i milutka w dotyku, a pory zamknięte:). Uwielbiam metodę OCM! Dzięki niej skóra z czasem oczyszcza się zupełnie, niedoskonałości znikają, a my możemy cieszyć się piękną i promienną cerą!

higheels_07

Teraz zostało tylko przetrzeć twarz tonikiem lub hydrolatem, żeby: 1) upewnić się, że buzia jest na pewno czysta, 2) przywrócić odpowiednie pH skóry, żeby lepiej przyjęła krem. U mnie wciąż Tołpa botanic Białe Kwiaty- orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1.

higheels_10

Teraz nakładam krem. Ostatnio powróciłam do mojego ulubieńca sprzed paru miesięcy- Alantan Dermoline. Świetnie nawilża, nie zapycha i nie podrażnia skóry.

higheels_08

I to już wszystko! Polecam wszystkim wypróbować metodę OCM! Gwarantuję, że efekt Was zachwyci.

Buziaki:*

HIGHEELS