Nowość! Golden Rose LONGSTAY LIQUID MATTE LIPSTICK- matowe pomadki w płynie!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Na wstępie przepraszam, że tak późno pojawia się ten post. Od kiedy zaczęłam pracować tak na poważnie ciężko mi wygenerować w ciągu dnia czas na bloga. Postaram się dla Was z całych sił, żeby posty były publikowane co najmniej dwa razy w tygodniu! Nie mogę w końcu zawieźć moich Czytelników :D.

Tak jak zapowiadałam dziś czas na wpis o pomadkach, czyli zdecydowanie jeden z moich ulubionych tematów. Zadałam Wam zagadkę na Instagramie i Facebooku związaną z firmą pomadki, o którą mi chodzi. Większość z Was odpowiedziała poprawie. Chodzi oczywiście o nowe, a już osławione płynne matowe pomadki z Golden Rose, czyli Longstay Liquid Matte Lipstick!

image

Dobrze wiecie, że Golden Rose to zdecydowanie moja ulubiona marka, jeśli chodzi o produkty do ust ( i nie tylko!),dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok takiej nowości. Wiem, że ta pomadka została wprowadzona na rynek już jakiś czas temu, ale czekałam z postem aż zakupię i przetestuję kolor, na którym mi najbardziej zależało, a który był po prostu wyprzedany. Wcześniej zaopatrzyłam się w nr 5, czyli pierwszą w mojej pomadkowej kolekcji wiśnię. Nie super ciemną, ale jednak najciemniejsza jaką mam. Kolor, za którym czekałam, to oczywiście 3, czyli brudny róż nude- tak, myślę, że to właściwy opis :P. W świetle słonecznym widać, że 3 ma malutkie drobinki, ale na ustach absolutnie ich nie widać. Na wszelki wypadek od razu pokazuję Wam swatche!

image
(5 po lewek, 3 po prawej)

Kolory bardzo przypadły mi do gustu! Obydwa kolory bardzo ładnie wybielają mi zęby. Szczególnie piątka, której z początku się trochę bałam, a okazała się po prostu hitem! Przepięknie prezentuje się na ustach. Na wieczór na imprezę jest idealna! Kolor nr 3 z kolei z powodzeniem można nosić na co dzień. Pokażę Wam też jak prezentują się na ustach. Najpierw 5, później 3.

image
(Niestety na zdjęciu kolor nie wyszedł idealnie taki jak w rzeczywistości. Sugerujcie się raczej swatchem na ręce ze zdjęcia powyżej)

image

Opakowanie pomadek jest bardzo solidnie wykonane, co mnie szczególnie cieszy, bo zdążyły pospadać mi na ziemię już z milion razy. Fajnie, że już patrząc na opakowanie wiemy, jaki to kolor. Nie trzeba otwierać, żeby sprawdzić. Bardzo podoba mi się aplikator! Jest giętki i bardzo precyzyjny, ale jednocześnie miękki i milutki w dotyku. Aplikacja jest łatwa i przyjemna. W prosty sposób możemy obrysować kontur ust. Moja rada nr 1: nakładajcie na usta naprawdę minimalną warstwę produktu! Pomadki są bardzo dobrze napigmentowane, więc wystarczy dosłownie odrobina, żeby pokryć całe usta. Nie zrobi nam się przy tym skorupa, która jest typowa przy nadmiarze matowych produktów na ustach. Taki produkt nałożony w małej ilości wygląda po prostu lepiej. I moja  rada nr 2: nie dokładajcie jej! Jeśli pomadka zejdzie w połowie warto zmyć ją całą i nałożyć jeszcze raz, a nie dokładać kolejną warstwę. Ponownie unikniemy efektu skorupki.

image

Przejdźmy do trwałości. A więc pomadki są naprawdę, naprawdę meeeeega trwałe. Porównując je do matowych kredek z Golden Rose są trwalsze o dobrych parę godzin więcej. Trójka ściera się bardzo równomiernie, więc nie ma co się martwić. Piątka z kolei, jako że jest zdecydowanie ciemniejsza, gorzej wygląda gdy się ściera. Widać ciemniejszy kontur przy krawędziach ust, gdy zjada się od środka, ale z drugiej strony trzyma się dłużej w nienaruszonym stanie niż trójeczka. Obydwie plusują u mnie swoją trwałością. Formuła jest idealnie zbilansowana. Nie jest zbyt wodnista, ani zbyt kremowa, więc naprawdę dobrze się ją rozprowadza. 

Ważne, że pomadki nie wysuszają ust i nie podkreślają suchych skórek. Moje usta są bardzo podatne na wysuszenia, także taka informacja cieszy mnie podwójnie. Pomadka po aplikacji zastyga bardzo szybko, dosłownie w jakieś 45 sekund. Są tak trwałe, że czasem muszę się pobawić płynem micelarnym, żeby do końca je zmyć z ust! 

Podsumowując, muszę przyznać, że są to najlepsze matowe pomadki w płynie jakie miałam. Zmiotły z podium nawet Rouge Edition Velvet z Bourjois! I to nie tylko za sprawą formuły i działania, ale też za sprawą ceny. Pomadka z Golden Rose kosztuje 19,90 zł! Porównując również zapach kosmetyku, pomadki Bourjois bardzo intensywnie i nieprzyjemnie pachną. Te z kolei również mają mocny zapach, ale jakoś bardziej mi on odpowiada.

Jako maniaczka produktów do ust z wieloletnim stażem mówię Wam, musicie je mieć! Jestem przekonana, że będziecie zadowolone! Cena, krycie, konsystencja, aplikator, trwałość- wszystko na plus. Zdecydowanie mój hit ostatnich miesięcy! Tym miłym akcentem żegnam się z Wami, życząc Wam miłej niedzieli! 

Buziaki:*

HIGHEELS

Pomadka do ust z Alterry i poprawa kondycji brwi i rzęs?! Ale jak to?!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak, nie pomyliłam się. Pomadka z Alterry, naprawdę :P. Chyba od zawsze wiedziałam, że niektóre olejki, jak na przykład olej rycynowy, czy arganowy warto używać, aby wydłużyć i wzmocnić rzęsy. Długi czas właśnie tak robiłam. Codziennie wieczorem smarowałam rzęsy mieszanką oleju rycynowego i arganowego. Pamiętacie? Pisałam Wam kiedyś o naturalnych sposobach na ładniejsze rzęsy. Ale nigdy nie pomyślałam o tym, że przecież niektóre pomadki to właśnie mieszanka olejów i można by je stosować właśnie, aby wydłużyć i pogrubić rzęsy. Dopiero moja kochana koleżanka mnie oświeciła i poleciła mi pomadkę marki Alterra, Kamille Lippenpflege. Bez wahania poszłam do Rossmanna, kupiłam i przetestowałam. Dodam, że koszt tej pomadki to jakieś 5 zł. Najwyższy więc czas, żebym podzieliła się z Wami przemyśleniami. 

image

Może najpierw trochę o samej pomadce. Dostaniecie ją w każdym Rossmannie za naprawdę małe pieniądze. W składzie znajdziemy dużo naturalnych olejków: olej rycynowy, kokosowy, jojoba, słonecznikowy, olej z marchwi. Dodatkowo wyciąg z rumianku, wosk pszczeli, wosk candelilla, oliwa z oliwek i na koniec witamina A i E. Podsumowując= rewelacja! Wszystko, co potrzebne, żeby regularnie nawozić rzęsy i brwi! Zapach jest dość specyficzny: ziołowo-rumiankowy. Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale mi zupełnie nie przeszkadza. Teraz efekty.

A więc, pomadkę stosowałam zarówno na rzęsy, jak i na brwi. Robiłam tak przez bardzo długi czas zaraz po kuracji Long4Lashes, której rezultaty mogłyście zobaczyć TUTAJ. Dzięki temu mogłam dłużej cieszyć się efektem pięknych, długich rzęs po Long4Lashes! Rzęsy nie zaczęły mi drastycznie wypadać i nadal (chociaż minęło już tyyyyle czasu efekty są widoczne). Po jakimś czasie przestałam smarować je pomadką i po przerwie znowu zaczęłam. Po miesiącu zauważyłam, że rzęsy zdecydowanie się wzmocniły i wydłużyły! Widać od razu, że wyglądają lepiej i jest ich więcej! Zdecydowanie ta pomadka im służy! Oczywiście nie jest to taki efekt jak po odżywkach typu Realash albo Revitalash, gdzie po miesiącu możemy pochwalić się przepiękną firanką rzęs. Nie, nie, nie. Ale poprawa kondycji rzęs jest naprawdę widoczna. Co więcej pomadka w ogóle nie podrażnia moich oczu i mogę czuć się bezpiecznie, że nie ma w jej składzie świństw, które mogą powodować poważne konsekwencje zdrowotne, co mnie bardzo cieszy. Bo tak szczerze powiedziawszy jest to jedyna rzecz, która powstrzymuje mnie przed kupnem tych wszystkich odżywek. Nie chce zaszkodzić moim oczom! Tutaj nie mam żadnych oporów, bo wiem, że skład tej pomadki jest rewelacyjny. No i są efekty, to najważniejsze!

image

Dodatkowo stosuję też pomadkę na brwi. Jak dobrze wiecie, mam (albo też nie) beznadziejne brwi. Dzięki tej pomadce zauważyłam, że wyrosło mi więcej włosków, a te które już miałam wzmocniły się i… uwaga…. stały się bardziej czarne. Jeeeeej! Nareszcie! Oczywiście jest to subtelny efekt, ale ja to widzę i bardzo mnie to cieszy, a jakże!

Generalnie uważam, że ta pomadka to super alternatywa dla sztucznych odżywek. Oczywiście na efekty trzeba dłużej czekać, no i nie są takie spektakularne. Nie oszukujmy się. Ale są i to jest najważniejsze. Regularnie stosując, możemy liczyć na zagęszczenie, wydłużenie i pogrubienie rzęs. A i brwi zagęszczają się i stają się mocniejsze. Jestem z niej zadowolona i na pewno będę wracać do takiej kuracji. Myślę, że teraz na jesień znów zacznę codziennie rano ją nakładać. 

Polecam spróbować każdemu, kto stroni od sztucznych odżywek czy też serum. Jest to kolejne naturalne rozwiązanie, które do mnie przemawia. W ogóle bym nie wpadła na to, że przecież można stosować pomadkę do ust na rzęsy! Dziękuję jeszcze raz mojej kochanej koleżance! Poza tym, jak wszyscy wiemy, wszystkie sera i odżywki do rzęs są raczej drogie. Tutaj mamy przed nosem rozwiązanie problemu za 5 zł! Naprawdę spróbujcie, bo stracicie co najwyżej 5 zł, a nie 150, czy nawet więcej. Polecam- ja, Higheels :).

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy września i października by Higheels!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Po dokonaniu oględzin mojej kosmetyczki doszłam do wniosku, że najwyższy czas na Ulubieńców! Pokazywałam Wam na Instagramie, że przed wyjazdem zrobiłam całkiem spore zakupy kosmetyczne. Wśród nich odnalazłam naprawdę bardzo dobre produkty. Dziś przedstawię Wam 3 kosmetyki pielęgnacyjne, jeden, a właściwie dwa z kolorówki i jeden zapach, który skradł moje serce. Zaczynamy!

image

image

1. Alterra, emulsja do oczyszczania twarzy z granatem.

Pokazywałam Wam ją ostatnio na Insta. Naprawdę polubiłyśmy się ostatnio. Bardzo delikatnie myje skórę. Nie podrażnia jej i na pewno nie wysusza. Wręcz powiedziałabym, że delikatnie ją nawilża. Ma dość specyficzny zapach, ale mi akurat kojarzy się z jakimiś cukierkami. Tylko kompletnie nie mogę sobie przypomnieć z jakimi :P. Fajnie zmywa pozostałości makijażu, chociaż najczęściej używam go rano po przebudzeniu. Produkt się nie pieni, co akurat dla mnie jest plusem. Wiem wtedy, że skład jest jak najbardziej w porządku. Bez SLSów i tym podobnym. Bardzo podoba mi się opakowanie. Jest bardzo ładne i estetyczne. Dodatkowo jest miękkie, ale naprawdę solidne. Można wylać taką ilość produktu, jaką akurat chcemy. Na pewno kupię ją ponownie, bo świetnie się sprawdza!

2. Resibo, olejek do demakijażu.

Kupiłam go, bo mój ulubiony olejek pomarańczowy z Biochemii Urody się kończył. Niestety jest od niego trochę droższy (49 zł), ale zdecydowanie nadrabia działaniem! Jest idealny do zmywania makijażu metodą OCM! Jest to mieszanka oleju abisyńskiego, manuka, z pestek winogron i witaminy E. Opakowanie zdecydowanie cieszy oko! Cały zestaw (olejek i ściereczka z mikrofibry) przychodzi do nas w tekturowej tubie, co bardzo mnie urzekło. Ja nie używam tej ściereczki, tylko tych małych ręczniczków z Ikei. Muszę powiedzieć, że genialnie zmywa makijaż. Na dodatek skóra jest po nim mięciutka, odżywiona i przede wszystkim nawilżona! Zapewniam, że w ogóle nie jest przetłuszczona. Na dodatek nie potrzebuję nakładać natychmiast kremu nawilżającego. W przypadku olejku z BU musiałam zaraz po demakijażu sięgać po jakiś nawilżacz, bo czułam, że skóra jest ściągnięta. Tu nie ma czegoś takiego. Jest meeeeeeega wydajny. Do zmycia makijażu potrzebuję jednorazowo jednej pompki. Używam go od ponad miesiąca prawie codziennie i z opakowania ubyło może coś ponad pół centymetra. Rewelacja! Coś czuję, że nie jest to ostatni produkt z Resibo, jaki wypróbuję!

3. Sylveco, lekki krem brzozowy na dzień.

Kupiłam go za Waszą namową pod postem na Instagramie, w którym pytałam, jakie kremy na dzień polecacie. Nie zawiodłyście mnie! Naprawdę go lubię. Naturalny skład. Opakowanie z pompką- mega higieniczne, czyli coś co uwielbiam. Ma bardzo lekką konsystencję i szybko się wchłania. Świetnie nadaje się pod makijaż. Delikatnie nawilża buzię w ciągu dnia, a więc spełnia moje oczekiwania. Tak naprawdę od kremu na dzień nie oczekuję nic więcej. Nie zapchał mnie, ani nie podrażnił. Bez wahania mogę powiedzieć, że jest to naprawdę dobry krem w przystępnej cenie. 

image

4. Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem.

Nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Teraz wiem, że jest to zdecydowanie jeden z najlepszych produktów pielęgnacyjnych do ust, jakie kiedykolwiek miałam! Nie dość, że skład super naturalny, to jeszcze rewelacyjnie działa! Drobinki cukru, które ścierają martwy naskórek spisują się genialnie. Nie jest to ani zbyt mocne ścieranie, ani zbyt lekkie. Produkt naprawdę dobrze nawilża usta. Nawet tak wymagające jak moje. Zapach jest według mnie przyjemny, lekko migdałowy. Choć mój narzeczony szczerze go nie znosi :P. Używam jej od ponad miesiąca i ledwo widać zużycie, także na pewno jest też wydajna. Muszę przyznać, że jest to jedno z większych kosmetycznych zaskoczeń, jakie ostatnio odkryłam. Na pewno zagości w mojej kosmetyczne na stałe. Polecam każdemu!

5. Thierry Mugler Alien- próbka.

Minął już jakiś czas, od kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym perfumie, ale jakoś nie bardzo kwapiłam się, żeby go powąchać. Zapomniałam o nim zupełnie. Teraz kiedy mój perfum z Guess już się skończył, przypomniałam sobie o nim. Na szczęście pani w Sephorze była tak miła, że dała mi próbkę i to całkiem dużą, więc starczyła mi na jakiś czas… i? Boooooooże jak to pachnie! Zupełnie nie umiem opisywać zapachów, ale powiem tylko, że jest to najbardziej głęboki, seksowny i pociągający zapach, jaki wąchałam! Muszę koniecznie kupić sobie cały flakonik. Powiedzcie mi, gdzie kupujecie perfumy? Bo w Sephorze w ogóle się nie opłaca!

6. Bourjois Rouge Edition Velvet.

Te trwałe pomadki gościły na moich ustach przez ostatnie dwa miesiące non stop. Uwielbiam je za trwałość i kolory. Najczęściej noszę Ping Pong, ale nie pogardzę również Frambourjois. Kto jeszcze ich nie testował, koniecznie musi to zrobić! Szerzej pisałam o nich TUTAJ.

Kochani, na dzisiaj wystarczy już Ulubieńców. Większość z nich to są naprawdę absolutne hity, które polecam cały sercem. Czekam na Waszych Ulubieńców! Zajrzyjcie koniecznie na Instagram!

Buziaki:*

HIGHEELS