Lancôme Poudre Majeur Excellence Libre- recenzja Higheels

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

05Cześć wszystkim!

Dzisiaj biorę na tapetę kosmetyk z wyższej półki. Rzadko się to zdarza, także tym bardziej warto poczytać :P. Mowa o pudrze sypkim marki Lancôme (Poudre Majeur Excellence Libre). Dostałam go już jakiś czas temu na prezent. Czekał sobie cierpliwie na swoja kolejkę w szufladzie. W końcu po skończeniu Stay Matte z Rimmel, sięgnęłam po niego. I powiem szczerze, że żałuję że tak późno, bo ten puder jest genialny!

image

W całkiem sporym, schludnym (tak się pozornie wydaje, ale dojdę do tego za chwileczkę) i stylowym opakowaniu kryje się aż 20 g produktu. Ilość naprawdę spora, a biorąc pod uwagę jego wydajność, nie jestem pewna czy kiedykolwiek będę w stanie zużyć go do końca. Stosuję go już od dobrych czterech miesięcy i ledwo widzę jakikolwiek ubytek. Jak to bywa w przypadku marek selektywnych cena niestety jest wysoka. Taka przyjemność kosztuje nas sporo, bo aż 180 zł. Oczywiście najkorzystniej jest poczekać na różnego rodzaje akcje promocyjne i rabaty. Od kiedy Sephora i Douglas mają swoje sklepy internetowe zniżki pojawiają się dość często. Przejdźmy jednak do działania. 

image

Po pierwsze puder ma genialną konsystencję! Jest bardzo drobno zmielony i taaaaaki aksamitny. Po nałożeniu w ogóle nie czuć go na twarzy, co mnie bardzo cieszy, bo nienawidzę uczucia, że mam coś ciężkiego na twarzy. Ten produkt jest bardzo lekki, a jednocześnie delikatnie kryje. Mój odcień to 03 Sable i często stosuję go zamiast podkładu. Kolor nie ciemnieje na buzi, ani nie robi żadnych plam. W ogóle ostatnio praktycznie nie używam podkładów. Jakoś zaczęły mnie denerwować na twarzy. Czuję się, jakby moja skóra była brudna :P. Nie pytajcie dlaczego, bo nie mam pojęcia. Uwierzcie mi na słowo, że skóra wygląda genialnie po nałożeniu tego pudru solo. Koloryt jest delikatnie wyrównany, skóra zmatowiona, ale jednocześnie promienna. A to wszystko sprawka pięknego, satynowego wykończenia produktu. Idealne rozwiązanie na wiosnę i lato. Jednocześnie warto wspomnieć, że skóra jest ładnie zmatowiona przez dobre 4/5 godzin, a kosmetyk trzyma się na twarzy przez cały dzień. Nie będę owijać w bawełnę. Uwielbiam go i to jak wygląda na twarzy! Robi 100 razy więcej niż przeciętny puder matujący. 

Jego niekwestionowaną zaletą jest to, że nie podkreśla suchych skórek, ani nie wysusza skóry bardziej. Nie wiem dlaczego, ale mam ostatnio problem z odstającymi, wkurzającymi skórkami na nosie. No nie mogę dojść do ładu z moją skórą, ale to już temat na kolejny post :P. W każdym razie ten puder idealnie wpasowuje się w moje obecne potrzeby. Nie ważne jak bardzo mam suchą skórę, nie widać tego. Całe szczęście. Skóra jest przepięknie wygładzona i ujednolicona. Przymiotnikiem, który zdecydowanie najtrafniej określa ten produkt jest AKSAMITNY. W nim zamykają się wszystkie jego cechy. 

Oprócz oczywistej wady, czyli ceny, muszę niestety wspomnieć o jeszcze jednej. Opakowanie. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, jakim cudem kosmetyk za 180 zł może mieć tak beznadziejne opakowanie. Wieczko nie posiada zatrzasku, tak więc wystarczy je podnieść, aby dostać się do środka. W środku jest jeszcze nakładka na puder, w której włożony był puszek, niby zakręcana. Niestety utyka ona często w wieczku. Także od sypkiego pudru, który w każdej chwili może wylecieć dzieli nas tylko lekkie wieczko, które uwierzcie mi, może spaść przy każdej okazji. Nie ma mowy o podróżowaniu z tym pudrem! Gdy przewoziłam go z Florencji musiałam okleić do taśmą (Serio? Puder za taką cenę oklejony taśmą?!). A i tak po otwarciu puder porozsypywał się po całym opakowaniu i wszedł w każdą możliwą szparę, co wymagało wyczyszczenia, bo wyglądało po prostu nieestetycznie. Także można bez wahania powiedzieć, że jest to kosmetyk stacjonarny. Całe szczęście do opakowania dołączone jest jeszcze sitko, które nakładamy na puder, w celu ułatwienia nałożenia produktu na pędzel lub puszek.  

image

Jeśli chodzi o aplikację. Na początku posiłkowałam się dołączonym puszkiem, ale teraz wolę zdecydowanie pędzel typu Flat Top. Z nałożeniem nie ma żadnego problemu. Ładnie i gładko rozprowadza się po skórze. Kosmetyk ten nie tworzy efektu maski. Wątpię w to, że można zrobić sobie nim krzywdę. 

Podsumowując, jest to najlepszy puder jaki kiedykolwiek miałam! Tylko dlaczego opakowanie nie jest bardziej stabilne i lepiej wykonane?! No i nie powiem, bo chętnie kupowałabym go w korzystniejszej cenie :P. Pomimo tego jestem pewna, że jeśli kiedykolwiek mi się skończy, kupię go ponownie. Jest genialny! Da się przeżyć tę wysoką cenę, mając w głowie, że będziemy go używać przez parę lat. Ma swoje wady, ale polecam go całym sercem!

Dziewczyny, mam do Was pytanie. Potrzebuję kremu na noc dobrze nawilżającego, ale żeby z kolei nie był bardzo tłusty i nie zostawiał na twarzy lepkiego filmu. Nie mam w ogóle pomysłu… Polećcie mi coś! 

Buziaki:*

HIGHEELS

Najlepsi w styczniu i w lutym!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nareszcie marzec, nareszcie wiosna! Mam już dosyć zimna i ponurej aury. Ostatnio sporo nowości pojawiło się u mnie (temat na oddzielny post :D) i wiele z nich zdecydowanie przypadło mi do gustu. Bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury!

higheels-ulubiency-00

higheels-ulubiency-02

1. Mgiełka do ciała z Bath&Body Works o zapachu świeżej bawełny.

Po raz kolejny zaufałam naszym, polskim youtuberkom i po raz kolejny się nie zawiodłam! Przecudowny, świeży zapach, który utrzymuje się zaskakująco długo. Daje uczucie czystości, świeżości i (przynajmniej u mnie) takiego porządku wewnętrznego. Nie wiem, czy ktokolwiek wie, o co mi chodzi :P. Mgiełka jest meeega wydajna. Mam wrażenie, że w ogóle jej nie ubywa. W cenie regularnej jest dość droga, ale warto czekać na promocję, bo moja butelka kosztowała 40 zł za 236 ml (serio 236?!). Kupiłam jeszcze jeden zapach, ale jeszcze nie używałam, także dam znać później jak się sprawdził. Jestem kolejną już osobą, która  z czystym sumieniem może polecić tę mgiełkę.

2. Masło do ciała z The Body Shop o zapachu jagodowym.

Kupiłam na Allegro, bo niestety u mnie w mieście nie ma TBS. Zapach nie powalił mnie na kolana. Masełko pachnie przyjemnie, ale jak dla mnie nie ma tam jagody. Produkt jest dość wydajny i bardzo fajnie rozprowadza się po ciele. A jeśli chodzi o działanie? Co tu dużo mówić… jest naprawdę SUPER. Rano budzimy się z idealnie nawilżoną, mięciutką skórą, która na dodatek pięknie pachnie. Kosmetyk szybko się wchłania i w ogóle się nie klei. Uwielbiam te masła! W zapasie mam jeszcze mango i nie mogę się doczekać, kiedy je otworzę. TBS może się pochwalić także dość naturalnym składem kosmetyków. W tym konkretnym maśle mamy wysoko w składzie masło Shea i masło kakaowe. Bardzo polecam również polować na nie na promocjach.

3. Serum wzmacniające A+E L’biotica Biovax.

Cudo! Aplikuję jedną pompkę na końcówki włosów zaraz po myciu często dodając do niego kroplę lub dwie oleju z pestek śliwek. Moje włosy uwielbiają ten duet! Końcówki są wygładzone, nawilżone i dodatkowo się błyszczą. Włosy są zdrowe i wyglądają o niebo lepiej. Nie można tutaj nie wspomnieć o cudownym zapachu, którego po prostu ubóstwiam! Serum hamuje rozdwajanie się końcówek włosów i zapobiega też nadmiernej łamliwości. Na razie jestem świeżo po wizycie u fryzjera, a więc pozbyłam się rozdwojonych końcówek, ale mam nadzieję, że Biovax pomoże mi utrzymać ten stan. Według mnie kosmetyk jest bardzo wydajny i zdecydowanie wart wypróbowania.

higheels-ulubiency-03

4. Oczyszczające plastry na nos z Botanical Choice.

Kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za niecałe 8 zł. Nigdy nie wierzyłam, że takie plasterki działają, więc mega się zdziwiłam jak zobaczyłam efekty po pierwszym użyciu. Jeden plasterek usuwa praktycznie wszystkie małe zaskórniki otwarte. Te większe niestety nie wszystkie, ale i tak efekt jest zadowalający. Plastry zawierają też ekstrakt z drzewa herbacianego, który wspomaga leczenie stanów zapalnych i działa bakteriobójczo. Zauważyłam też znaczne zmniejszenie ilości zaskórników i zmniejszone pory (ale możliwe, że to zasługa też innych kosmetyków). Nie wiem tylko, gdzie można je dostać, bo w Biedronce już ich nie ma. Koniecznie spróbujcie, naprawdę warto!

5. Matujący puder Stay Matte z Rimmel.

Kupiłam go przypadkiem za ok. 20 zł, kiedy się okazało, że nie wzięłam ze sobą na wyjazd mojego pudru bambusowego z Biochemii Urody. Mój kolor to 001 Transparent. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Pięknie matuje skórę i trzyma się na niej praktycznie cały dzień. Nie zapycha. Nie zbiera się w załamaniach i wygląda bardzo naturalne. Jest bardzo wydajny. Skład nie jest idealny, ale też nie można powiedzieć, że jest zły. Nakładam go najczęściej gąbeczką, rzadziej pędzlem. Pachnie przyjemnie, ale bardzo delikatnie. Robi wszystko to, co zwykły puder matujący powinien robić. Polecam!

higheels-ulubiency-04

6. Korektor do brwi Art Scenic z Eveline.

Jest to po prostu brązowy żel do brwi. Nie mam pojęcia, czemu nazwali go korektorem. Fajnie rozczesuje brwi, delikatnie wypełnia i utrwala na cały dzień. Używam go po wypełnieniu brwi kredką i jestem bardzo zadowolona. Ładny brązowy kolor, na pewno nie rudy. Godny polecenia i tani, bo tylko 12 zł. 

7. Zalotka z Rucci Professional.

Dorwałam ją przypadkiem w TKMaxxie. Zachwyciła mnie swoim wyglądem. No czy ten kolor nie jest prześliczny?! Bardzo wygodna w użyciu. Idealnie łapie moje rzęsy. Łatwo się ją czyści dzięki silikonowemu paskowi. Nie ma co dużo mówić, po prostu ładna i dobra.

8. Grzebyk do rzęs z Inglota.

Niesamowicie przydatny gadżet! Często jak kończył mi się tusz, to sklejał mi rzęsy i nie miałam czym ich rozczesywać. Czasem próbowałam szpilką (serio?!) i jak sobie uświadomiłam, jak bardzo jestem głupia, postanowiłam kupić właśnie ten rozczesywacz. Ładnie rozczesuje rzęsy, szybko się go myje. Można wykorzystać także do brwi. Same zalety. Gorąco polecam, na pewno się przyda!

To już wszyscy moi Ulubieńcy. Dajcie znać koniecznie, co u Was się ostatnio sprawdziło.

Buziaki:*

HIGHEELS