Makijażowe denko vol.1!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak jak zapowiadałam ostatnio w DENKU PIELĘGNACYJNYM zapraszam Was dzisiaj na pierwsze u mnie na blogu denko kosmetyków kolorowych! Pierwszy raz udało mi się zebrać aż tyle produktów do makijażu i nie tylko. Myślę, że ma to coś wspólnego z ideą „wiosennych porządków”, którą wcielam sukcesywnie w życie ostatnio. Tak więc zapraszam Was na 9 krótkich recenzji.

image

image

1. Lovely, Pump up mascara (aż dwa opakowania).

Chyba nie muszę Wam przedstawiać tego produktu. Sama już straciłam rachubę, które to już opakowanie. To chyba najlepszy tusz, jaki możemy dostać w takiej cenie (11 zł). Pięknie wydłuża, rozdziela i podkręca rzęsy. Nie rozmazuje się, nie kruszy, nie odbija na powiece. Trzyma się cały dzień. Fakt zaczyna zasychać po jakiś 3/4 miesiącach. Wtedy ratuję się moim Duraline. Jednak nawet jeśli wysycha po takim czasie, nie ma co rozpaczać, bo przecież kosztuje 11 zł! A na promocji -49% to już w ogóle bajka. Btw wiecie, że w kwietniu Rossmann znowu będzie nas kusił dokładnie taką promocją? Nie wiem jeszcze dokładnie kiedy, ale bądźcie czujni! Jeśli jeszcze nie próbowałyście tuszu z Lovely, koniecznie musicie nadrobić zaległości!

2. Rimmel Stay Matte- puder matujący w kolorze Transparent.

W tym przypadku też już sama  nie wiem, ile opakowań już zużyłam. 3? 4? Jest to naprawdę dobry produkt! Jest ogólnie dostępny, niedrogi. Kolor Transparent nadaję się dla wszystkich. Świetnie wykończy każdy makijaż. Matuje skórę na cały dzień. Ja na przykład w ogóle go nie poprawiam w ciągu dnia. Ewentualnie zdejmuję nadmiar sebum bibułką matującą lub po prostu przykładam chusteczkę. Nie bieli skóry, w ogóle go na niej nie widać, a trzyma się na niej cały dzień. Daje to efekt maksymalnie naturalny. Jest mega wydajny. Może opakowanie nie jest najbardziej solidne na świecie, ale można mu to wybaczyć. Nakładam go albo gąbeczką albo pędzlem typu flap top w zależności od tego jak poziom zmatowienia chcę osiągnąć. Tak i tak się u mnie sprawdza. Na pewno kupię go ponownie nie raz nie dwa.

3. Essie, Bahama mama.

Pisałam Wam kiedyś POST o tym, co sądzę o lakierach marki Essie. Jakoś nadal nie jestem do niej tak przekonana, żeby wydawać tyle pieniędzy na lakiery. Bahama mama to przepiękny kolor! Świetnie mi się go nosiło. Nawet nie odpryskiwał za bardzo. Byłam z niego zadowolona. Niestety zasechł. Wkurza mnie to tym bardziej, że tyle za niego zapłaciłam. Takie lakiery nie powinny zasychać :P. No cóż, na razie nie planuję zakupy lakierów tej marki. Wybieram raczej tańsze rozwiązania, jak na przykład uwielbiane przeze mnie ostatnio lakiery z Golden Rose. 

image

4. RefectoCil- henna do brwi w kolorze brązowym nr 3. 

Zdecydowanie najlepsza henna jaką kiedykolwiek miałam. Jej samodzielne wykonanie w domu jest banalnie łatwe. No i nie trzeba chodzić wciąż do kosmetyczki. Trzyma się na brwiach baaaardzo długo (2-3 tygodnie). Efekt jest bardzo naturalny. Oczywiście nie radziłabym trzymać jej na brwiach nie wiadomo ile czasu, na wszelki wypadek :P. Kolor zmywa się równomiernie. Nie trzeba się martwić, że zostaną nam plamy lub dziury. Stosunek ceny do wydajności produktu to, bez wątpienia, kolejny plus. Cena takiej tubki to 15 zł (na ezebra.pl), a starczy nam ona na baaaardzo długo. Ja nawet nie zdążyłam jej całej zużyć. Została resztka, która po prostu zaschła. Pewnie też przez to, że pękła mi zakrętka i dostawało się tam powietrze. Polecam Wam ją serdecznie. Szczególnie tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z robieniem henny w domu. To jest naprawdę proste. Instrukcje znajdziecie TUTAJ

5. Sleek, paletka do makijażu Au naturel. 

Jest to moja pierwsza paletka w ogóle! Sama nie wiem, ile lat temu ją kupiłam. Muszę przyznać, że jestem z niej zadowolona. Postanowiłam ją wyrzucić mimo tego, że zostało mi parę cieni prawie pełnych. Dlaczego? Bo skoro nie używałam ich przez okres 4 lat, to na pewno nie zacznę ich używać teraz. Zużyłam kolory, które najbardziej mi się podobały i daję teraz szansę moim innym paletką. Bardzo chwalę sobie jednak te cienie ze Sleek. Nie osypują się, przez co łatwo się je nakłada i rozprowadza. Ładnie się blendują i łatwo się z nimi pracuje. Są bardzo dobrze napigmentowane. Szczególnie czarny, który bardzo lubiłam nakładać przy linii rzęs zamiast eyelinera. Na powiece trzymają się bardzo długo. Nie rolują się, ani nie zbierają w załamaniu. Po tak długim czasie nie zmieniły swojej konsystencji. Nic się z nimi nie stało, dlatego uważam że są naprawdę warte uwagi. Jako osoba początkująca, która stawiała swoje pierwsze kroki w świecie makijażu, bardzo dobrze mi się z nią pracowało. Kolory są bardzo uniwersalne. No może poza tymi brokatowymi, których właśnie nie używałam. Krótko mówiąc, polecam!

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3w1.

Pisałam Wam już o nim nie raz. To że zużyłam kolejne opakowanie świadczy tylko o tym, jak bardzo lubię ten produkt. Nie używam go na noc jako serum, tylko zawsze pod tusz do rzęs. Dzięki niemu rzęsy wyglądają przepięknie! O wiele lepiej niż z samym tuszem do rzęs. Są dłuższe i gęstsze. No i im dłużej go stosuję, to mam wrażenie, że rzęsy są w lepszej kondycji. Nie będę się powtarzać i Was zanudzać. Najlepsze serum-odżywka, jakie możecie dostać w drogerii. Uwielbiam i na pewno nie przestanę używać. 

7. Seche Vite, Dry Fast Top Coat.

Chyba nie muszę przedstawiać tego Pana :P. W świecie kosmetycznym każdy go zna. Również moja kolejna buteleczka, której nie udało mi się zużyć do końca. Niestety jego jedyną wadą jest to, że gęstnieje. Wybaczam mu jednak, tę jedną jedyną wadę, bo bez niego malowanie paznokci nie ma już sensu. Paznokcie wysychają w tempie ekspresowym. Nie musimy poświęcać na malowanie paznokci tyle czasu co kiedyś. Tak wiem, są też hybrydy. Nie jestem do nich jeszcze przekonana. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Po nałożeniu Seche Vite paznokcie w sumie wyglądają jak hybrydy. Błyszczą się i wyglądają po prostu lepiej. Lakier trzyma się też dłużej. U mnie jest to średnio tydzień. Najlepszy top coat ever!

8. Eveline, Art Scenic, korektor do brwi.

Bardzo dawno temu pojawił się w moich Ulubieńcach. Nie bardzo jednak wiem, dlaczego go tam umieściłam. Jest to zwyczajny żel do brwi. Na pewno nie korektor. Na początku w sumie jako tako się sprawował. Później jednak kolor zrudział (czy istnieje taki czasownik?!). W każdym razie stało się z nim to, czego zdecydowanie nie chciałam. Kolor bardzo nienaturalny. Zupełnie mi nie pasował. Poza tym z czasem zaczęła mnie wkurzać szczoteczka, która była zdecydowanie za duża i ciężko się z nią pracowało. Co chwilę wyjeżdżałam poza linię brwi i musiałam poprawiać wszystko patyczkiem do uszu. Finalnie nie jestem z niego zadowolona. Zdecydowanie wolę żel do brwi z Essence.

9. Maybelline, Dream Lumi Touch, korektor rozświetlający w pisaku.

Mam go już baaaardzo długo i nareszcie wzięłam się za to, żeby do końca go zużyć. Zostało mi go dosłownie na dwa użycia. Nie bardzo się polubiliśmy. Po pierwsze wkurza mnie, że zmyły się wszystkie napisy. Nie wiedziałam nawet dokładnie jak się nazywa. Po drugie aplikator- pędzelek, który nie jest zbyt higieniczny. Jeśli chodzi o jego właściwości to też nie zachwyca. W ogóle prawie nie kryje, także z moimi cieniami pod oczami nie ma szans. Tak wiem, nie takie jego zadanie, ale jednak myślałam, że chociaż troszkę je zakryje. Trochę rozświetla, ale też bez rewelacji. Czasem lubi zbierać się w załamaniach. Nie wygląda najlepiej na twarzy. Jakoś tak mało świeżo. Nie kupię go ponownie już na pewno.

Tak prezentuje się moje pierwsze Denko produktów kolorowych. Dziewczyny, poradźcie mi. Jak to jest z tymi hybrydami? Serio opłaca się? Serio są takie super? Serio o wiele lepsze niż zwyczajne lakiery? Od jakiegoś czasu o nich myślę, ale jakoś nie mogę się przekonać. Czekam na Wasze opinię!

Buziaki:*

HIGHEELS

DIY- henna brwi krok po kroku, czyli tanio i dobrze!

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Musicie o mnie wiedzieć, że… ja praktycznie nie mam brwi :P. Mówię serio. Mam ciemne włosy i niezbyt jasną karnację, ale brwi niestety mam beznadziejne. Tym bardziej latem, kiedy się opalę stają się prawie niewidoczne. Nie muszę Wam chyba mówić, jak idiotycznie wyglądam bez brwi i że muszę je codziennie podkreślać, żeby jakoś wyglądać. Moim największym odkryciem jest właśnie henna firmy RefectoCil, którą robię w domu co jakieś 2/3 tygodnie. 

Nie dość, że utrzymuje się bardzo długo, to robi się ją w banalnie prosty sposób. A na dodatek jest tania, bo koszt jednej tubki to ok. 15 zł. Także zaoszczędzamy sporo na wizytach u kosmetyczek. Tym bardziej, że tubka starcza na baaaaaardzo długo. 

A oto co nam będzie potrzebne:

– brwi

– pęseta

– jakiś tłusty krem (np. Nivea lub masło shea itp.)

– henna (u mnie RefectoCil w kolorze czarnym 1 i brązowym natural brown 3)

– woda utleniona

– naczynie do rozrobienia henny

– szczoteczka do nakładania henny na brwi (u mnie Maestro)

– waciki do uszu + płatki kosmetyczne + ręcznik papierowy na wszelki wypadek

– płyn micelarny do zmycia henny (ja wybrałam Garnier)

Zdjęcie 20.08.2015, 17 58 09

KROK 1

Najpierw, jeśli jest taka potrzeba, radziłabym wyregulować sobie brwi. Po wykonaniu tej bolesnej czynności pokrywamy brwi tłustym kremem. U mnie akurat najlepiej się sprawuje masło shea. Robimy to, aby zapobiec zabarwieniu skóry pod włoskami. Bo chyba nikt nie chce mieć bardzo ciemnych lub nawet czarnych brwi jak dwie pijawki na czole!

KROK 2

Wyciskamy trochę henny na jakieś szklane naczynko. Ja zawsze mieszam trochę czarnej z brązową, bo takie połączenie kolorystyczne najbardziej mi pasuje. Naprawdę nie musi być jej dużo. Może ok. 1,5 cm. Następnie dodajemy wody utlenionej. Ja dodaję najczęściej ok. 10 kropel. W zależności, ile henny akurat wycisnę. Chodzi mi o to, żeby nie była ani zbyt luźna, żeby czasem nie spłynęła mi na pół twarzy, ani zbyt gęsta. Mieszamy, aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Możemy robić to patyczkiem do uszu, małym plastikowym patyczkiem dodawanym do opakowania lub po prostu szczoteczką, którą będziemy nakładać.

Zdjęcie 20.08.2015, 18 00 14

Zdjęcie 20.08.2015, 18 01 35

KROK 3 

Nakładamy! Najpierw jedna brew, potem druga. Całkiem logiczne :P. Kiedy skończę z jedną nastawiam stoper i zaczynam odmierzanie czasu. Jest to też najlepszy czas na poprawki, bo henna nie zdąży jeszcze pozostawić za sobą śladów. Zwykły patyczek do uszu zwilżamy płynem micelarnym i jeśli coś nam się wyjechało, poprawiamy. Teraz czekamy. Ile? W zależności, jaki efekt chcecie uzyskać. Ja mam problem z brwiami, dlatego trzymam ją długo ok. 12 minut. Inaczej brwi są i tak zbyt jasne i efekt mi się nie podoba. Najlepiej robić to metodą prób i błędów, zaczynając oczywiście od 2/3 minut.

KROK 4 

Zmywamy! Zaczynając od brwi, którą pokryłyśmy henną pierwszą. Dokładnie ścieramy hennę, uważając, żeby nie zostawić zacieków lub smug. I GOTOWE! 

brwi-henna2(Efekt delikatny, naturalny, ale jednak widoczny, UWIELBIAM)

Tak, w czterech krokach możemy zrobić sobie hennę brwi w domowym zaciszu. Nic prostszego. Dla osób z beznadziejnymi brwiami, takich jak ja, jest to genialna alternatywa! Nie muszę chodzić non stop do kosmetyczki. Dzięki czemu zaoszczędzam czas i pieniądze. Hennę RefectoCil mogę polecić z czystym sumieniem. Jest naprawdę bardzo dobra!

Tutaj możecie dostać hennę Refectocil we wszystkich kolorach: nocanka.pl

Trzymajcie się cieplutko! 

Buziaki:*

HIGHEELS

 

 

Ulubieńcy października i listopada

8 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Zaczął się grudzień, a więc pora na ULUBIEŃCÓW ostatniego miesiąca, a nawet dwóch. Jest to pierwszy tego typu wpis na moim blogu, ale zapewniam, że teraz będą się pojawiały regularnie. Żeby nie przedłużać niepotrzebnie od razu przechodzę do rzeczy.

ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA I LISTOPADA:

higheels-blog-ulubiency-pazdziernik-listopad-2014_01

1. Schwarzkopf GLISSKUR Hair Repair Liquid Silk – odżywka regeneracyjna.

Pierwszy i ostatni produkt do włosów w tym wpisie. Używałam tej odżywki w gimnazjum i nie wiem dlaczego przestałam, bo jest naprawdę GENIALNA. Po myciu spryskuję nią mokre włosy (około 6/7 pompek) i uwierzcie mi, że włosy od razu robią się gładkie, pachnące, lejące i błyszczące. Przy dłuższym użytkowaniu włosy stają się gładsze i mniej się puszą. Bardzo polecam wszystkim! Znajdziecie w każdej drogerii w naprawdę godziwej cenie.

higheels-blog-ulubiency-pazdziernik-listopad-2014_07

2. Makeup Revolution- Ultra Bronze – bronzer.

Świetny i baaaaardzo wydajny bronzer (15g). Ma delikatny, łagodny kolor. NIE rudy, NIE za mocny, NIE tworzy plam, NIE ściera się. Utrzymuje się cały dzień na kościach policzkowych. Nawet osoba, która nie miała nigdy do czynienia z bronzerem, nie zrobi sobie nim krzywdy. Intensywność koloru można ładnie i prosto stopniować i myślę, że ten kolor będzie pasował wielu osobom. Jest lekko ciepły, ale nie za bardzo. Według mnie IDEAŁ. Wszyscy polecają teraz bronzer z KOBO, więc myślę, że w najbliższym czasie się na niego skuszę. Zapomniałam powiedzieć o cenie… za 15g, które starczą na co najmniej rok płacimy 14,99 :D!

higheels-blog-ulubiency-pazdziernik-listopad-2014_02

3. Refectocil- henna do brwi w kolorze 3 natur braun.

Uwielbiam henny do brwi z Refectocil! Ci, którzy mnie znają wiedzą, że niestety natura nie obdarzyła mnie ładnymi, wyraźnymi brwiami i muszę sięgać wciąż po hennę. Wreszcie znalazłam taką, która jest prosta w aplikacji, kolor utrzymuje się całkiem długo (ok. tydzień) i cena również według mnie jest ok. (15,99 zł). Kolor nr 3 jest dla mnie idealny! Mam jeszcze czarną, ale zdecydowanie wolę brązową! Chociaż jak wymieszamy te dwa odcienie, otrzymujemy bardzo ładny kolor odpowiedni dla brązowych włosów. Serdecznie polecam wszystkim, którzy zaczynają przygodę z henną do brwi! Aplikacja banalna i nie da się zrobić sobie krzywdy. No chyba, że będziecie ją trzymać z pół godziny :P. Planuję też przygotować dla Was post/instrukcję nakładania henny.

higheels-blog-ulubiency-pazdziernik-listopad-2014_08

4. Spirulina – Algi morskie (30 g).

Mieszam łyżeczkę alg z wodą i otrzymuję………….. najbardziej śmierdzącą maseczkę na świecie! Pachnie obrzydliwie, uwierzcie mi….Dlaczego znalazła się w ulubieńcach? Bo działa DOSKONALE! Świetnie nawilża skórę, widocznie poprawia jej wygląd. Po półgodzinnym zabiegu buzia jest rozpromieniona, odświeżona i uelastyczniona. Dodatkowo likwiduje zmiany trądzikowe i rozjaśnia przebarwienia. Według mnie jest to jedna z lepszych maseczek jakie kiedykolwiek miałam. Przebija nawet niektóre glinki! Jedyny minus to oczywiście zapach, ale dla takich efektów warto się poświęcić. Spirulina zapobiega również powstawaniu zmarszczek i gdybym miała wymienić jej wszystkie zalety i korzystne właściwości, to ten post byłby moim najdłuższym. Podsumowując BARDZO POLECAM!

higheels-blog-ulubiency-pazdziernik-listopad-2014_05a

5. Bomb Cosmetics -Shimmering body butter Raspberry Beret.

Skoro był produkt o BARDZO nieprzyjemnym zapachu, teraz czas na taki, który swoim zapachem powala! Smarując się tym masłem nagle zdajemy sobie sprawę, że tekst piosenki Vavamuffin ‚powietrze pachnie jak malinowa mamba’, naprawdę ma sens! Malinowa mamba idealnie odzwierciedla zapach kosmetyku. Jeśli Twoim ulubionym smakiem mamby jest malinowy, to to masło jest dla Ciebie! Niby shimmering, ale tylko minimalnie. Tak naprawdę widziałam tylko parę drobinek świecących. Ładnie nawilża, chociaż nie jakoś spektakularnie. Zawiera w składzie 30% masła shea i różne olejki, a więc skład jak najbardziej na plus. Nie jest jakoś super wydajne, ale też nie zużywa się go w tydzień lub dwa. Polecam wszystkim wielbicielkom pięknych, owocowych zapachów!

higheels-blog-ulubiency-pazdziernik-listopad-2014_06a

6. Pharmaceris – Multilipidowy krem odżywczy.

Kupiłam w zeszłym roku i nie wiem dlaczego odstawiłam na jakiś czas. Teraz pokornie do niego wróciłam, bo przy kuracji kwasami (o tym już wkrótce) sprawdza się idealnie! Stosuję go tylko na noc, bo na dzień jest trochę za tłusty. Świetnie nawilża i regeneruję skórę. Nie ma mowy o suchych skórkach i odwodnionej cerze. Naprawdę bardzo dobry krem z dobrym składem, który nie zatyka porów i na pewno nie podrażnia.

higheels-blog-ulubiency-pazdziernik-listopad-2014_03

7. The Body Shop, Vitamin E, Moisture Serum (Serum nawilżające z witaminą E).

Samo serum mnie nie zachwyciło, ale w połączeniu z kroplą kwasu hialuronowego 1% już tak! Mieszam na ręce i nakładam rano na buzię. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia żadnego filmu, dlatego jest idealne pod makijaż. Cera jest ładnie nawilżona i napięta. Możemy zapomnieć o suchych skórkach! Zaczęłam od kwasu hialuronowego w stężeniu jednoprocentowym, ale coś czuję, że moja przygoda z tym kwasem szybko się nie skończy. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona działaniem tego kwasu. Jeśli chodzi o samo serum to prawdopodobnie już go nie kupię ponownie. Naprawdę szału nie robi, ale zamierzam eksperymentować z samym kwasem jeszcze nie raz!

higheels-blog-ulubiency-pazdziernik-listopad-2014_04

To już wszystkie kosmetyki, jakie dla Was wybrałam. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie. Jeżeli odkryłyście jakieś perełki w tym miesiącu, to bardzo chętnie dowiem się jakie 🙂

Buziaki :*

HIGHEELS