Wielka recenzja maseczek do twarzy Pervoe Reshenie Bania Agafii!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Jak dobrze wiecie jestem maniaczką maseczek do twarzy. Uwielbiam wszelkiego rodzaju papki, które nakładamy na twarz. Nie dość, że mnie to relaksuje, to jeszcze wiem, że moja skóra jest mi za to bardzo wdzięczna. Przed wyjazdem miałam wielki problem z tym, jaką maseczkę ze sobą wziąć. W końcu robiąc przedwyjazdowe zakupy skusiłam się na parę maseczek z popularnej, rosyjskiej marki Pervoe Reshenie Bania Agafii. Wybrałam jedną oczyszczającą, jedną nawilżającą, jedną witaminową i jedną odświeżającą. Dlaczego zdecydowałam się właśnie na te maseczki? Bo wszystkie zawierają są maseczkami naturalnymi! Nie znajdziemy tutaj w składzie żadnych silikonów, parafiny itp. Co więcej, bardzo spodobało mi się opakowanie (100 ml). Idealne na wyjazd! Wystarczy odkręcić, wycisnąć odpowiednią ilość produktu i zakręcić. Poza tym, nie oszukujmy się, opakowania naprawdę cieszą oko, a jednocześnie są bajecznie tanie i wydajne- starczają nawet na 10 zabiegów :). Przejdźmy teraz do poszczególnych masek. 

image

image

1. Ekspresowa maseczka do twarzy odświeżająca. 

To jest maska, która jest idealna przez jakąkolwiek imprezą! Jej zadaniem jest: nawilżenie, tonizacja i regeneracja zmęczonej skóry. A odpowiadają za to takie składniki: ekstrakty organiczne wiązówki błotnej, irysa syberyjskiego i przewrotnika pospolitego oraz MIĘTA, dzięki której maseczka ma przyjemny, odświeżający zapach. Po nałożeniu czuć od razu działanie odświeżające. Lekko mrowi, ale jest to bardzo przyjemne uczucie. Normalnie aż czuć, że maseczka próbuje postawić nasza skórę na nogi. Po zmyciu skóra jest mega świeża i pełna życia. Od razu mówię, że na pewno nie nawilża, ani nie wiadomo jak regeneruje. Po prostu daje solidnego kopa naszej skórze przez co ta wygląda na zdrową i promienną. Bardzo lubię używać jej właśnie przed jakimś wyjściem. A najbardziej wtedy, kiedy skóra jest spuchnięta lub zmęczona. W tej roli spisuje się idealnie. Polecam!
OCENA KOŃCOWA: 5/5 w kategorii „Maseczki odświeżające”

image

2. Fitoaktywna witaminowa maseczka do twarzy „Multinawilżenie”.

Ta maseczka ma za zadanie dogłębnie nawilżyć skórę, wyrównać jej koloryt, odżywić i wspomagać procesy regeneracyjne skóry. Składnikami aktywnymi są tutaj: soki poziomki, dzikiej maliny i jagody kamczatskiej, olej organiczny dzikiej róży i olej rokitnika ałtajskiego. Maska ma malinowy kolor i przepięknie pachnie owocami! Gołym okiem widać malutkie pestki owoców, co zdecydowanie dodaje jej uroku! Po nałożeniu rozgrzewa skórę. Na początku się zdenerwowałam, ale na szczęście tak miało być :P. Dobra, a jak działa? Hmm na pewno nie nawilża dogłębnie. Nawilża, ale bez szału. Na pewno daje kopa witaminowego skórze przez co od razu widać, że jest odżywiona. Skóra jest bardziej miękka i promienna. Nie zauważyłam, żeby przyspieszyła procesy regeneracyjne, ani nic z tych rzeczy. Bardzo łatwo się ją zmywa, tak jakbyśmy zmywały syrop do herbaty z twarzy. Przynajmniej tak mi się wydaję, bo nigdy nie miałam syropu do herbaty na twarzy :P. A więc nie działa ona jakoś spektakularnie, ale bardzo chętnie zużyję ją do końca, bo nakładanie jej na twarz to sama przyjemność! Taki relaks z kisielem owocowym na twarzy :).
OCENA KOŃCOWA: 3/5 w kategorii „Maseczki nawilżająco- odżywiające”

image

3. Maska do twarzy odmładzająca na bazie mleka łosia.

Mleko łosia? TAK! Jest czterokrotnie bardziej odżywcze niż mleko krowy i ma działanie odmładające. Ta maseczka z kolei ma: głęboko nawilżyć, odmłodzić, uelastycznić skórę i wyrównać jej koloryt. Składnikami aktywnymi jest tu: mleko łosia oczywiście, różeniec górski, sachalinska morwa biała, organiczny biały wosk pszczeli. Powiem szczerze, że ta maska wraz z tą odświeżającą wypadają najlepiej w dzisiejszym teście. Pachnie przepięknie- słodko i bardzo smacznie. Rewelacyjnie nawilża skórę! Tu z czystym sumieniem mówię, że jest to dogłębne nawilżenie. Po zmyciu skóra jest napięta, ale miękka jak pupa niemowlaka. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy odmładza, bo niestety nie ma u mnie odmłodzić. Jeśli chodzi o wyrównanie kolorytu, to też nie jestem przekonana. Alee nawilżenie pierwsza klasa! Na pewno kupię ją ponownie, bo sprawdza się świetnie! Polecam!
OCENA KOŃCOWA: 5/5 w kategorii „Maseczki nawilżająco-odżywiające”

image

4. Maska do twarzy oczyszczająca.

Jest to maseczka na bazie niebieskiej glinki, która ma oczyścić, zwęzić pory, zmatowić i zregenerować skórę. W składzie znajdziemy na przykład niebieską glinkę, ekstrakt malwy i wodę bławatkową. Maska ma bardzo przyjemną konsystencję. Bardzo łatwo się ją rozprowadza i jednocześnie nie spływa z twarzy. Ma niebieskawy kolor, ale później zastyga i robi się biała. Nie jestem jakoś szczególnie zachwycona jej działaniem. Oczyszcza, ale bardzo delikatnie. Nie jakoś dogłębnie i dokładnie. Troszkę zwęża pory, ale nie matowi skóry jakoś specjalnie. Po zmyciu skóra jest gładsza, bardziej miękka i trochę oczyszczona, ale tak jak mówię- bez szału. Niestety cudów na twarzy nie robi i nie kupię jej ponownie.
OCENA KOŃCOWA: 3/5 w kategorii „Maseczki oczyszczające”

 I to niestety już wszystkie maseczki, które testowałam w ostatnim czasie z tej firmy. Za taką cenę uważam, że naprawdę warto spróbować. Szczególnie polecam oczywiście odświeżającą i nawilżającą z mlekiem łosia. Bardzo chciałabym przetestować jeszcze maseczkę dziegciową oczyszczającą. Mam wrażenie, że będzie dobra :P. 

Ciekawe, jakie Wy lubicie maseczki tej firmy?

Niektóre maseczki znajdziecie tutaj: www.nocanka.pl

Buziaki:*

HIGHEELS

Natur Vital Sensitive Hair Mask- recenzja by Higheels

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

10Cześć wszystkim!

Jako że w pudełku widać już dno, w końcu przyszedł czas na recenzję maski do włosów firmy Natur Vital Sensitive Hair Mask Aloe Vera Juniper Zimbro. Kupiłam ją już jakiś czas temu w drogerii Natura za ok. 25 zł. Skusiło mnie to, że nie zawiera w składzie silikonów, parabenów, barwników, czy znienawidzonego przeze mnie oleju mineralnego. Skład ma naprawdę bardzo krótki i całkiem w porządku. 

Zdjęcie 12.03.2015, 09 38 05

Zdjęcie 12.03.2015, 09 39 02

Ciężko jest z dostępnością, bo często w Naturze jej po prostu nie ma. No i cena też jest wysoka, chociaż na promocji można ją dostać za 15/16 zł. Moim zdaniem jest bardzo wydajna. Konsystencja jest idealna. Ani za lejąca, ani za gęsta. Dzięki temu produkt starcza naprawdę na bardzo długo. Ma dziwny zapach. Taki trawiasto-roślinny, typowo aloesowy. Mi osobiście nie przeszkadza :). 

Zdjęcie 12.03.2015, 09 39 51

Jak ją stosuję? Próbowałam na różne sposoby. Najpierw po myciu nałożyłam pod czepek na około godzinę. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona. Włosy błyszczące, nawilżone, lejące i nie puszące się. Ale niestety przy kolejnym takim użyciu coś się popsuło. Włosy bardzo się napuszyły i wyglądały jakoś nijako. Dodatkowo były trochę zbyt obciążone. Zniechęciłam się trochę. Postanowiłam trzymać ją trochę krócej. Faktycznie jeśli trzymam ją tak od 3 do 10/15 minut jest okej. Ale to tez zależy od dnia. Czasem moje włosy ją wręcz piją, czasem tak średnio. Zdarza się, że się też po niej puszą. Nie rozumiem do końca, dlaczego tak jest. Może po prostu moje włosy czasem bardziej jej potrzebują? Nie wiem. Lubię tak na szybko po myciu nałożyć ją dosłownie na 3 minuty. Wtedy zwiększa objętość włosów. Jest ich więcej, są miękkie, puszyste i się błyszczą. Spróbowałam też nałożyć ją na godzinę na suche włosy,a później umyłam je normalnie szamponem. W tym wypadku włosy nie puszyły się i wyglądały naprawdę dobrze. No i nie były obciążone, dzięki umyciu. 

Jej największą zaletą jest nawilżenie. W tej kwestii sprawdza się rewelacyjnie. I nie tylko jeśli chodzi o włosy, ale również skalp. Łagodzi, nawilża i odżywia skórę głowy. 

Generalnie uważam, że jest to dobra maska, ale nie rewelacyjna. Sprawdza się dość dobrze, ale szału nie ma. Przyjemnie się ją stosuje, ale nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów. Jeśli komuś zależy na samym nawilżeniu, to myślę, że się sprawdzi. Ale nie ukrywam, że trochę się zawiodłam. Najbardziej wkurza mnie to puszenie, bo nienawidzę jak na czubku głowy mam siano! Nie jestem w stanie określić jednoznacznie, czy ją lubię czy nie. Najtrafniejszą odpowiedzią byłoby: „Czasem tak, czasem nie”.

Nie wiem, mam co do niej mieszane uczucia. Czasem się sprawdza się lepiej, czasem gorzej. Czy Wy też macie takie wrażenie?

Buziaki:*

zmieszana HIGHEELS

Pędzle Zoeva- czy warto i dlaczego tak?!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nareszcie przyszedł czas na recenzję zestawu pędzli do twarzy niemieckiej marki Zoeva. Jak wiecie z Instagrama dostałam go w prezencie od mojego narzeczonego i zakochałam się w nim bez pamięci (w zestawie pędzli, narzeczonego kochałam wcześniej :P). Może najpierw powiem, gdzie można go dostać, za ile itp. Zestaw, który ja posiadam możecie kupić w znanych drogeriach internetowych, typu mintishop itp. Kosztuje 259 zł i zdaje sobie sprawę z tego, że jest to strasznie dużo, ale uwierzcie mi jest wart każdej złotówki.

Zdjęcie 11.03.2015, 14 46 33

Co otrzymujemy w zestawie:

1. Pędzel do pudru 104 Buffer, włosie syntetyczne TAKLON.
2. Pędzel skośny do różu 127 Luxe Sheer Cheek wykonany z włosia kozy.
3. Pędzel do bronzera 109 Luxe Face Paint wykonany z włosia syntetycznego i naturalnego.
4. Pędzel do nakładania cieni w kącikach oka 230 Luxe Pencil wykonany z włosia kuca.
5. Pędzel do blendowania (rozcierania cieni) 227 Luxe Soft Definer wykonany z włosia kozy.
6. Pędzel do nakładania cieni w załamaniu powieki 231 Luxe Petit Crease wykonany z włosia kozy.
7. Pędzel do brwi 322 Brow Line, włosie syntetyczne TAKLON.
8. Pędzelek skośny do eyelinera 317 Wing Liner, włosie syntetyczne NYLON.
9. Srebrna spora kosmetyczka, która mieści wszystkie pędzle i nie tylko.
10. Każdy pędzel jest zapakowany w plastikową osłonkę, która chroni pędzle przez zniekształceniem, a więc idealna zarówno w podróży, jak i do suszenia pędzli.

Zdjęcie 11.03.2015, 14 55 11

Po pierwsze, co się rzuca w oczy od razu- design! Tak wiem, nie oceniaj książki po okładce, aleee te pędzle są przepiękne! Ja mam akurat wersje różową, która według mnie jest niesamowicie dziewczęca i przepięknie się prezentuje na toaletce. Dodatkowo różowy trzonek idealnie pasuje do ciemnej, metalowej części. Wreszcie mam zestaw pędzli w tym samym kolorze! 

Po drugie- miękkość! Wyobraźcie sobie najbardziej miękki pędzel świata i później pomnóżcie to razy sto! Dokładnie tak mięciutkie i przyjemne w dotyku są pędzle Zoeva! Uwierzcie mi, że kiedy je dostałam nie mogłam przestać miziać się nimi po twarzy!

image

Teraz konkrety. Ten zestaw jest idealny dla osoby, która lubi się malować, ale nie jest profesjonalistą i nie potrzebuję dziesięciu pędzli do wykonania smokey eyes. Jest to zestaw podstawowy, którym pomalujecie twarz, wykonturujecie ją, wykonacie makijaż oczu i brwi. Żaden pędzel nie jest zbędny i nie leży w szafce nieużywany. 

Szczególnie przypodobałam sobie pędzel do pudru i uważam, że jest najbardziej miękki i przyjemny w użyciu ze wszystkich. Jest dość zbity, także bez przeszkód nałożymy nim także puder mineralny. Włosie typu flat top zdecydowanie ułatwia pracę z nim. Uwielbiam go! Kolejnym najlepszym pędzlem jest pędzel do bronzera. Nigdy nie spotkałam się z takim ułożeniem włosia. Na początku wydawało mi się to dziwne, ale dla osoby, która zawsze miała problemy z nałożeniem bronzera w odpowiednie miejsce (czyt. ja) okazał się zbawienny. Nie ma nic prostszego w wykonturowaniu policzków tym cudeńkiem. Włosie idealnie wpasowuje się pod kość policzkową, także naprawdę ciężko jest cokolwiek tu zepsuć. Następnym ulubieńcem okazał się pędzel do różu. Mega miękki i idealnie skośny. Bardzo dobrze sprawdza się w swojej roli.

W codziennym makijażu towarzyszy mi też pędzelek do brwi, który jest na tyle gruby i skośny, że wypełnienie brwi zajmuje mi zaledwie chwilkę. Nie mogłabym obyć się też bez skośnego pędzelka, który jest moim absolutnym faworytem. Po pierwsze lubię nakładać nim czarny cień do powiek pod eyeliner. Dlaczego to robię? Bo jestem sierotą, która nie umie zrobić sobie ładnej i prostej kreski bez szkicu. A po drugie poprawiam później nim kreskę już eyelinerem. Jest mega cieniutki, dlatego można nim zrobić zarówno cienką, delikatną kreskę, jak też grubszą.

Pędzle do malowania powiek używam rzadziej, dlatego że nie zawsze maluję powieki. Często w pośpiechu nakładam palcem tylko cień bazowy. Ale jeśli już je maluję, to najczęściej wybieram delikatne smokey. Wtedy 227 i 231 są niezastąpione. Dzięki temu, że są takie miękkie, nie podrażniają powieki. Dodatkowo mam wrażenie, że same suną po powiece i naprawdę równomiernie rozprowadzają cienie. Mały kuleczkowy pędzelek przydaje mi się do podkreślania dolnej powieki i do nałożenia rozświetlacza w wewnętrznym kąciku oka.

Wiem, ze ten post może okazać się zbyt cukierkowy, ale naprawdę uwielbiam te pędzle. Ale będąc obiektywną blogerką muszę wspomnieć o dwóch wadach. Po pierwsze cena… Nie oszukujmy się, są meega drogie. Po drugie w zależności od użytego produktu, czasem ciężko jest domyć pędzle z białym włosiem, naturalnym. Oczywiście, da się, jak widać na zdjęciach. Wystarczy znać na nie sposób :P. Ja najpierw myję oliwką gruszkową z Isany, a później szarym mydłem firmy Biały Jeleń. Zawsze schodzi. Na początku, przy pierwszym myciu wypadło im dosłownie kilka włosków, ale to tylko przy pierwszym myciu. Później było już ok. W przypadku pędzli z włosia naturalnego suszę je zawsze w tych plastikowych osłonkach, żeby zachowały swój kształt, bo po myciu są jakby napuszone. Po wyschnięciu odzyskują dawny kształt (nawet nie wiecie, jak się przestraszyłam przy pierwszym praniu). A jeśli stają się trochę mniej miękkie wystarczy nałożyć po myciu na włosie na dwie/trzy minutki troszkę jakiejkolwiek odżywki do włosów. Najlepiej takiej, która nam się nie sprawdziła i po sprawie. Pędzle odzyskują dawną miękkość.

Dziewczyny, polecam Wam je z czystym sumieniem! Jak tylko ich dotkniecie, już nigdy nie będziecie chciały ich oddać!

Buziaki:*

HIGHEELS

P.S. Tak, to jest chyba najdłuższy post ever 😛