Makijażowe denko vol.1!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Tak jak zapowiadałam ostatnio w DENKU PIELĘGNACYJNYM zapraszam Was dzisiaj na pierwsze u mnie na blogu denko kosmetyków kolorowych! Pierwszy raz udało mi się zebrać aż tyle produktów do makijażu i nie tylko. Myślę, że ma to coś wspólnego z ideą „wiosennych porządków”, którą wcielam sukcesywnie w życie ostatnio. Tak więc zapraszam Was na 9 krótkich recenzji.

image

image

1. Lovely, Pump up mascara (aż dwa opakowania).

Chyba nie muszę Wam przedstawiać tego produktu. Sama już straciłam rachubę, które to już opakowanie. To chyba najlepszy tusz, jaki możemy dostać w takiej cenie (11 zł). Pięknie wydłuża, rozdziela i podkręca rzęsy. Nie rozmazuje się, nie kruszy, nie odbija na powiece. Trzyma się cały dzień. Fakt zaczyna zasychać po jakiś 3/4 miesiącach. Wtedy ratuję się moim Duraline. Jednak nawet jeśli wysycha po takim czasie, nie ma co rozpaczać, bo przecież kosztuje 11 zł! A na promocji -49% to już w ogóle bajka. Btw wiecie, że w kwietniu Rossmann znowu będzie nas kusił dokładnie taką promocją? Nie wiem jeszcze dokładnie kiedy, ale bądźcie czujni! Jeśli jeszcze nie próbowałyście tuszu z Lovely, koniecznie musicie nadrobić zaległości!

2. Rimmel Stay Matte- puder matujący w kolorze Transparent.

W tym przypadku też już sama  nie wiem, ile opakowań już zużyłam. 3? 4? Jest to naprawdę dobry produkt! Jest ogólnie dostępny, niedrogi. Kolor Transparent nadaję się dla wszystkich. Świetnie wykończy każdy makijaż. Matuje skórę na cały dzień. Ja na przykład w ogóle go nie poprawiam w ciągu dnia. Ewentualnie zdejmuję nadmiar sebum bibułką matującą lub po prostu przykładam chusteczkę. Nie bieli skóry, w ogóle go na niej nie widać, a trzyma się na niej cały dzień. Daje to efekt maksymalnie naturalny. Jest mega wydajny. Może opakowanie nie jest najbardziej solidne na świecie, ale można mu to wybaczyć. Nakładam go albo gąbeczką albo pędzlem typu flap top w zależności od tego jak poziom zmatowienia chcę osiągnąć. Tak i tak się u mnie sprawdza. Na pewno kupię go ponownie nie raz nie dwa.

3. Essie, Bahama mama.

Pisałam Wam kiedyś POST o tym, co sądzę o lakierach marki Essie. Jakoś nadal nie jestem do niej tak przekonana, żeby wydawać tyle pieniędzy na lakiery. Bahama mama to przepiękny kolor! Świetnie mi się go nosiło. Nawet nie odpryskiwał za bardzo. Byłam z niego zadowolona. Niestety zasechł. Wkurza mnie to tym bardziej, że tyle za niego zapłaciłam. Takie lakiery nie powinny zasychać :P. No cóż, na razie nie planuję zakupy lakierów tej marki. Wybieram raczej tańsze rozwiązania, jak na przykład uwielbiane przeze mnie ostatnio lakiery z Golden Rose. 

image

4. RefectoCil- henna do brwi w kolorze brązowym nr 3. 

Zdecydowanie najlepsza henna jaką kiedykolwiek miałam. Jej samodzielne wykonanie w domu jest banalnie łatwe. No i nie trzeba chodzić wciąż do kosmetyczki. Trzyma się na brwiach baaaardzo długo (2-3 tygodnie). Efekt jest bardzo naturalny. Oczywiście nie radziłabym trzymać jej na brwiach nie wiadomo ile czasu, na wszelki wypadek :P. Kolor zmywa się równomiernie. Nie trzeba się martwić, że zostaną nam plamy lub dziury. Stosunek ceny do wydajności produktu to, bez wątpienia, kolejny plus. Cena takiej tubki to 15 zł (na ezebra.pl), a starczy nam ona na baaaardzo długo. Ja nawet nie zdążyłam jej całej zużyć. Została resztka, która po prostu zaschła. Pewnie też przez to, że pękła mi zakrętka i dostawało się tam powietrze. Polecam Wam ją serdecznie. Szczególnie tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z robieniem henny w domu. To jest naprawdę proste. Instrukcje znajdziecie TUTAJ

5. Sleek, paletka do makijażu Au naturel. 

Jest to moja pierwsza paletka w ogóle! Sama nie wiem, ile lat temu ją kupiłam. Muszę przyznać, że jestem z niej zadowolona. Postanowiłam ją wyrzucić mimo tego, że zostało mi parę cieni prawie pełnych. Dlaczego? Bo skoro nie używałam ich przez okres 4 lat, to na pewno nie zacznę ich używać teraz. Zużyłam kolory, które najbardziej mi się podobały i daję teraz szansę moim innym paletką. Bardzo chwalę sobie jednak te cienie ze Sleek. Nie osypują się, przez co łatwo się je nakłada i rozprowadza. Ładnie się blendują i łatwo się z nimi pracuje. Są bardzo dobrze napigmentowane. Szczególnie czarny, który bardzo lubiłam nakładać przy linii rzęs zamiast eyelinera. Na powiece trzymają się bardzo długo. Nie rolują się, ani nie zbierają w załamaniu. Po tak długim czasie nie zmieniły swojej konsystencji. Nic się z nimi nie stało, dlatego uważam że są naprawdę warte uwagi. Jako osoba początkująca, która stawiała swoje pierwsze kroki w świecie makijażu, bardzo dobrze mi się z nią pracowało. Kolory są bardzo uniwersalne. No może poza tymi brokatowymi, których właśnie nie używałam. Krótko mówiąc, polecam!

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3w1.

Pisałam Wam już o nim nie raz. To że zużyłam kolejne opakowanie świadczy tylko o tym, jak bardzo lubię ten produkt. Nie używam go na noc jako serum, tylko zawsze pod tusz do rzęs. Dzięki niemu rzęsy wyglądają przepięknie! O wiele lepiej niż z samym tuszem do rzęs. Są dłuższe i gęstsze. No i im dłużej go stosuję, to mam wrażenie, że rzęsy są w lepszej kondycji. Nie będę się powtarzać i Was zanudzać. Najlepsze serum-odżywka, jakie możecie dostać w drogerii. Uwielbiam i na pewno nie przestanę używać. 

7. Seche Vite, Dry Fast Top Coat.

Chyba nie muszę przedstawiać tego Pana :P. W świecie kosmetycznym każdy go zna. Również moja kolejna buteleczka, której nie udało mi się zużyć do końca. Niestety jego jedyną wadą jest to, że gęstnieje. Wybaczam mu jednak, tę jedną jedyną wadę, bo bez niego malowanie paznokci nie ma już sensu. Paznokcie wysychają w tempie ekspresowym. Nie musimy poświęcać na malowanie paznokci tyle czasu co kiedyś. Tak wiem, są też hybrydy. Nie jestem do nich jeszcze przekonana. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Po nałożeniu Seche Vite paznokcie w sumie wyglądają jak hybrydy. Błyszczą się i wyglądają po prostu lepiej. Lakier trzyma się też dłużej. U mnie jest to średnio tydzień. Najlepszy top coat ever!

8. Eveline, Art Scenic, korektor do brwi.

Bardzo dawno temu pojawił się w moich Ulubieńcach. Nie bardzo jednak wiem, dlaczego go tam umieściłam. Jest to zwyczajny żel do brwi. Na pewno nie korektor. Na początku w sumie jako tako się sprawował. Później jednak kolor zrudział (czy istnieje taki czasownik?!). W każdym razie stało się z nim to, czego zdecydowanie nie chciałam. Kolor bardzo nienaturalny. Zupełnie mi nie pasował. Poza tym z czasem zaczęła mnie wkurzać szczoteczka, która była zdecydowanie za duża i ciężko się z nią pracowało. Co chwilę wyjeżdżałam poza linię brwi i musiałam poprawiać wszystko patyczkiem do uszu. Finalnie nie jestem z niego zadowolona. Zdecydowanie wolę żel do brwi z Essence.

9. Maybelline, Dream Lumi Touch, korektor rozświetlający w pisaku.

Mam go już baaaardzo długo i nareszcie wzięłam się za to, żeby do końca go zużyć. Zostało mi go dosłownie na dwa użycia. Nie bardzo się polubiliśmy. Po pierwsze wkurza mnie, że zmyły się wszystkie napisy. Nie wiedziałam nawet dokładnie jak się nazywa. Po drugie aplikator- pędzelek, który nie jest zbyt higieniczny. Jeśli chodzi o jego właściwości to też nie zachwyca. W ogóle prawie nie kryje, także z moimi cieniami pod oczami nie ma szans. Tak wiem, nie takie jego zadanie, ale jednak myślałam, że chociaż troszkę je zakryje. Trochę rozświetla, ale też bez rewelacji. Czasem lubi zbierać się w załamaniach. Nie wygląda najlepiej na twarzy. Jakoś tak mało świeżo. Nie kupię go ponownie już na pewno.

Tak prezentuje się moje pierwsze Denko produktów kolorowych. Dziewczyny, poradźcie mi. Jak to jest z tymi hybrydami? Serio opłaca się? Serio są takie super? Serio o wiele lepsze niż zwyczajne lakiery? Od jakiegoś czasu o nich myślę, ale jakoś nie mogę się przekonać. Czekam na Wasze opinię!

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015- makijaż!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nowy rok to czas podsumowań. Zdecydowałam się, że ten tydzień poświęcę właśnie na kosmetyczne podsumowania. Przygotowałam dla Was 2 posty ( drugi opublikuję w sobotę rano :)) z Ulubieńcami Roku. Podzieliłam Ulubieńców na dwie części- makijaż i pielęgnacja. Tak chyba będzie prościej i przejrzyściej. Zdecydowałam się na aż 10 produktów, a i tak było mi ciężko wybrać. Wybrałam więc produkty, które są naprawdę niezawodne i sprawdziły się u mnie na 200%. Jeżeli, o którymś już pisałam, zamieszczę też dla Was linki, jeśli będziecie chcieli poczytać więcej :).

image

image

1. Golden Rose- matte crayon.

Kredki do ust z Golden Rose to absolutny HIT! Mam je stosunkowo od niedawna, a już uznaję je za Ulubieńców Roku. Kocham je za: trwałość, formułę (która jest bardziej kremowa niż szminek Velvet Matt), kolory (szczególnie nr 8!!), prostotę, to jak łatwo się ich używa, za opakowanie, za to, że równo się ścierają, za wszystko! Teraz stałam się posiadaczką odcienia nr 10, który jest dla mnie idealnym nudziakiem. Jest to prawie mój kolor ust, także idealny na co dzień! Matt Crayon skradły moje serce!

2. MAC- Prolongwear Concealer.

Nie ma sobie równych! Ten korektor jest najlepszy na świecie! Zakryję wszystko! Nawet najgorszego pryszcza, który postanowi wyjść w najgorszym możliwym momencie. Poza tym jest to mój pierwszy produkt z firmy MAC, dlatego czuję do niego duży sentyment :P. Dzięki niemu wory pod oczami, nawet te najciemniejsze, nie są mi straszne. Ubolewam nad tym, że już mi się kończy… Przy najbliższej okazji na pewno kupię go ponownie. 

3. MAC- róż z serii Prolongwear w kolorze I’m a lover.

Przepiękny różowy kolor, który nadaję dziewczęcości, świeżości i sprawia, że twarz staję się od razu bardziej promienna. Ma w sobie rozświetlające drobinki, które przepięknie wyglądają na skórze, ale nie są też zbyt nachalne. Utrzymuje się na policzkach cały dzień. Chyba nie muszę pisać o wydajności produktów MAC. Stosuję go chyba od lipca, a zużycie jest naprawdę ledwo zauważalne. Zdecydowanie jest wart każdych wydanych pieniędzy i na pewno nie jest to ostatni róż jaki kupiłam w MAC.

image

4. Lovely- Pump Up Mascara.

Ten tusz jest HITEM! Idealnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Nie osypuje się, nie kruszy się. Zostaje na rzęsach cały dzień. Nie rozmazuje się, ale też łatwo go zmyć. W dodatku jego cena wynosi ok. 10 zł. Czego chcieć więcej? Jest to jeden z najlepszych tuszy jakie miałam. To opakowanie jest chyba moim trzecim albo czwartym. Nie zamierzam z niego rezygnować i sama na pewno nie kupię sobie droższego tuszu. Ten spełnia wszystkie moje oczekiwania.

5. Eveline- Advance Volumiere, skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

To serum służy mi jako odżywka do rzęs/baza, którą nakładam pod tusz do rzęs. W tej roli spisuje się idealnie. W połączeniu z Pump Up Mascara daje efekt pięknych, długich rzęs. Uwielbiam ją i jest to już drugie moje opakowanie. Nie ma porównania między rzęsami z tą odżywką i bez. Efekt jest naprawdę piorunujący. Nie zamierzam z niej rezygnować w najbliższym czasie :).

6. Eveline- Eyeliner Celebrities.

Najlepszy eyeliner, jaki miałam w życiu z najlepszym pędzelkiem ever. Jest tak cieniutki i precyzyjny, że namalujemy nim każdą kreskę, nawet najcieńszą. Dodatkowo utrzymuje się na powiece cały dzień, nie blaknie, nie kruszy się, ani nie pęka. Czerń jest głęboka i naprawdę mocna. Nie trzeba malować dwa razy, żeby uzyskać pełnię koloru. Wystarczy raz. Słowo! Jego cena w Rossmannie to ok. 10 zł. Chyba nie muszę Was dłużej namawiać, aby go wypróbować? 😛 Jedyną jego wadą jest to, że stosunkowo szybko się kończy. U mnie  po 3 miesiącach już jest na wyczerpaniu, ale wybaczam mu to, bo suma pieniędzy za kolejne opakowanie mnie satysfakcjonuje. Niestety nie ma tego produktu na zdjęciach, bo zostawiłam go niestety we Florencji, a nie chciałam kupować kolejnego. Pojawił się on jednak w Ulubieńcach lata i możecie go zobaczyć TUTAJ

7. Catrice- kredka do brwi.

Wiecie, że moje brwi są beznadziejne, dlatego produkty, których używam muszą być dobre. Teraz co prawda zaczęłam stosować odżywkę do brwi z Realash, więc miejmy nadzieję, że będzie lepiej. Do tego czasu praktycznie codziennie sięgam po kredkę do brwi z Catrice. Mam dwa kolory i stosuję je wymiennie w zależności od pory roku. Uwielbiam to, że mają na końcu grzebyk do przeczesania włosków. Utrzymują się cały dzień i wyglądają bardzo naturalnie. Uwielbiam je!

image
(niestety opakowania pudru i bronzera nie są zbyt trwałe)

8. Bourjois- pomadki Rouge Edition Velvett.

No chyba nie ma trwalszej pomadki na tym świecie. Nie raz nie dwa pokazywałam Wam je. Czasem smaruję usta tylko raz w ciągu wieczoru i przed spaniem nadal wyglądają dobrze. Nie wysuszają moich ust, łatwo się je aplikuje, równo się ścierają, są super wydajne. Wiem, wiem, że się powtarzam i już nie raz Wam o tym mówiłam, ale nie mogę się powstrzymać. Te pomadki są naprawdę genialne. Ja mam dwa kolory Frambourjois i Ole Flamingo. Kupuję je zawsze w drogerii internetowej ezebra.pl. Tam są zdecydowanie tańsze niż na przykład w Rossmannie. Polecam tam zaglądać.

9. Makeup Revolution- bronzer.

Używam go już od bardzo, bardzo dawna. Jest genialny. Utrzymuję się na twarzy cały dzień. jest matowy, a więc żadnych wkurzających. świecących drobinek. Ładnie się rozprowadza. Praktycznie nie da się zrobić nim krzywdy. Polecam go szczególnie osobom, które zaczynają swoją przygodę z makijażem. Ma ciepły odcień. Idealny zarówno na lato jak i na zimę. Kosztuje grosze, bo chyba 11 zł w mintishop.pl, a jest wydajny jak nie wiem co! Kupiłam sobie kiedyś skuszona promocją i dobrymi recenzjami bronzer z Kobo, ale jeszcze go nie tknęłam, bo po prostu tego nie da się zużyć! Używam go prawie codziennie od dobrych 5 miesięcy i dopiero niedawno zauważyłam na środku denko. Polecam go każdemu!

10. Rimmel- Stay matte puder w kolorze transparent.

Jest to moje drugie opakowanie i muszę przyznać, że jest to chyba najlepszy drogeryjny puder. Jest bardzo wydajny. Ładnie wykańcza makijaż i przede wszystkim dobrze matowi skórę. Tworzy bardzo naturalny efekt. Ja w ciągu dnia w ogóle go nie poprawiam. Od kiedy dobrze nawilżam moją buzię, już się tak nie błyszczy i stosuję puder tylko raz przy nakładaniu makijażu. Dobrze wtapia się w skórę, a więc nie widać go na twarzy. Kolor 001 transparent moim zdaniem nadaje się do każdego koloru cery. Często jest też dostępny na promocjach w cenie ok. 20 zł. 

Udało się! W końcu zdecydowałam się na złotą dziesiątkę. Bardzo długo się wahałam, czy czegoś nie zmienić, ale nie. To jest moja ostateczna wersja. Te kosmetyki mnie nigdy nie zawiodły, dlatego też często są to moje kolejne opakowania. Czekajcie teraz na post z Ulubieńcami pielęgnacyjnycmi i koniecznie pochwalcie się, co u Was się sprawdziło w 2015 roku.

Buziaki:*

HIGHEELS

Zakupy na promocjach i nie tylko!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj mały haul zakupowy! Chciałabym pokazać Wam moje ostatnie zakupy kosmetyczne, szczególnie kolorówkę, które udało mi się w większości upolować na promocjach. Jak wszyscy wiemy promocyjny sezon w drogeriach właśnie dobiega końca. Został tydzień promocji -49% na lakiery,pomadki i kredki w Rossmannie i promocja w Hebe. Muszę powiedzieć, że podeszłam do tego bardzo racjonalnie i kupiłam tylko i wyłącznie rzeczy, których potrzebuję. Cały czas trzymam się kurczowo (przynajmniej staram się) idei minimalizmu kosmetycznego :P. Najpierw trafiłam do drogerii Natura, gdzie można było dostać kosmetyki ze zniżką -40%.

higheels01

1. Kobo Professional – Matt Bronzing & Conturing Powder.

Ostatnio nie mogę rozstać się z bronzerem. Moim zdecydowanym faworytem jest bronzer z Make Up Revolution Ultra Bronze, o którym pisałam w Ulubieńcach TUTAJ. Alee… pomyślałam, że poszukam czegoś w bardziej chłodnym odcieniu i matowego. Wybór padł na dość popularny bronzer z Kobo. Wybrałam ciemniejszą wersję 311 Nubian Desert. Na razie jeszcze go nie próbowałam, ale mam nadzieję, że sprawdzi się u mnie tak jak u większości dziewczyn. Zapłaciłam za niego niecałe 10 zł. 

2. Essence Lipliner – konturówka do ust.

Jak mogliście przeczytać w poście z zeszłego tygodnia zakochałam się bez pamięci w tych konturówkach. Z czterdziestoprocentową zniżką kolor nr 15 Honey Berry kosztował grosze! Jakieś niecałe 3 zł pewnie. Kolor jest absolutnie genialny i nie ma sensu jeszcze raz pisać tego samego, a więc zapraszam na POST z zeszłego tygodnia z pełną recenzją tych cudeniek. 

Teraz czas na zakupy kolorówkowe z Rossmanna! W pierwszym tygodniu promocji, kiedy przecenione były podkłady, pudry i korektory, nie kupiłam nic. Zupełnie nie miałam takiej potrzeby. Ale już w pozostałe tygodnie coś tam wpadło do mojej kosmetyczki.

3. Lovely Curling Pump Up mascara.

Kończy mi się moja ukochana maskara Benefit The’re real, a więc musiałam szybko zaopatrzyć się w coś nowego. Postawiłam na  mojego zdecydowanego drogeryjnego Ulubieńca z Lovely. Genialna szczoteczka, super efekt, ekstra cena (po obniżce cen niecałe 5 zł), czego chcieć więcej? Już kiedyś pojawił się POST porównujący dwa tusze z tej samej półki cenowej, więc też odsyłam do lektury :). Czaiłam się też na jakiś tusz z Wibo, ale niestety wszystko było już mocno przebrane i to w dzień, kiedy weszła ta promocja! Byłam w szoku, że promocje w Rossmannie wywołują takie podniecenie i taki szał! 

4. Rimmel 60 seconds Super Shine – lakier do paznokci.

Czas na tydzień, w którym przecenione były lakiery, pomadki i kredki. Jeśli chodzi o lakiery to zabrakło mi czerwonego. Zdecydowałam się na tylko jeden lakier z Rimmela, którego nigdy nie miałam. Mam nadzieję, że będzie trwały. Jeśli miałyście, to dajcie znać jakie są :). Kolor 315 Queen of Tarts- przepiękny, ciepły czerwony. Idealny na wiosnę i lato na każdą okazje. Chciałam wziąć kolejny lakier z mojej ulubionej serii Colorama z Maybelline, ale niestety wszystkie były pootwierane i wydawały się stare, a więc musiałam wybrać coś innego. Zapłaciłam za niego ok. 5 zł.

higheels02

5. Maybelline Color Sensational – szminka do ust.

Czaiłam się nie już od jakiegoś czasu. W szczególności na jakiś kolor nude, który mogłabym nosić na co dzień. Promocja -49% to idealny czas na zakupy. Wybrałam kolor 250 Mystic Mauve, do którego idealnie pasuje konturówka z Essence 06 Satin Mauve. Jest to nudziak wpadający lekko w róż. Jest bardzo zbliżony do mojego naturalnego koloru ust. Po pierwszym użyciu mogę powiedzieć, że zapach jest dość dziwny i trochę mi przeszkadza, ale za to kolor wydaje się być w porządku. Mam nadzieję, że zapach będzie się ulatniał. Po pierwszym użyciu nie jestem mega zachwycona, ale liczę na to, że to się zmieni :P.

Tutaj kończą się promocje, ale postanowiłam pokazać Wam dwa kosmetyki z MAC, które udało mi się w końcu kupić. Jedynym kosmetykiem z tej firmy, który miałam w swojej kolekcji był Pro longwear concealer– najlepszy korektor na świecie, którego używam codziennie pod oczy i żeby zakryć niedoskonałości. Oczarowana jego jakością postanowiłam wypróbować coś jeszcze.

6. MAC Lipstick Lustering.

W końcu mam swoją pierwszą pomadkę z MACa! Wybrałam kolor Lustering i wykończenie Lustre. Przepiękny, wiosenny kolor. Bardzo fajnie nawilża usta. Można ładnie stopniować sobie kolor. Od delikatnego lekko fuksjowego różu, aż do głębokiej dość mocno błyszczącej fuksji. Zakochałam się po raz kolejny w firmie MAC. Naprawdę warto zainwestować, bo jakość kosmetyków powala! Przepiękne minimalistyczne opakowania, które są bardzo porządnie wykonane. Nie wiem jak z wydajnością, bo jest zdecydowanie za wcześnie, żeby to ocenić. Dodatkowo wszystkie macowe pomadki pachną delikatnie wanilią! Zakochałam się od pierwszego wejrzenia! 

7. MAC Pro Longwear Blush.

Bardzo chciałam delikatny różowy róż, który rozświetla twarz, nadaje jej zdrowego koloru i dziewczęcego blasku, a i na dodatek długo się utrzymuje. Wszystkie te cechy spełnia róż I’m a lover z serii Pro Longwear. Jestem zachwycona jego jakością! Kolor dobrała mi Pani w sklepie i jest genialny, a na twarzy wygląda obłędnie! Utrzymuje się baaaardzo długo. Zaryzykuję stwierdzenie, że cały dzień! Cena niestety bardzo wysoka – 101 zł, ale myślę, że raz na jakiś czas można zaszaleć. Aha i z pomadką Lustering świetnie się dogadują,  nadają świeżości i takiego słodkiego dziewczęcego wyglądu. Mam nadzieję, że wiecie o co chodzi :P.

To już koniec moich kosmetycznych zakupów. Nie za dużo, nie za mało. Koniecznie dajcie mi znać, jak bardzo Wy zaszalałyście na promocjach!

Buziaki:*

HIGHEELS

 

Najlepsi w styczniu i w lutym!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nareszcie marzec, nareszcie wiosna! Mam już dosyć zimna i ponurej aury. Ostatnio sporo nowości pojawiło się u mnie (temat na oddzielny post :D) i wiele z nich zdecydowanie przypadło mi do gustu. Bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury!

higheels-ulubiency-00

higheels-ulubiency-02

1. Mgiełka do ciała z Bath&Body Works o zapachu świeżej bawełny.

Po raz kolejny zaufałam naszym, polskim youtuberkom i po raz kolejny się nie zawiodłam! Przecudowny, świeży zapach, który utrzymuje się zaskakująco długo. Daje uczucie czystości, świeżości i (przynajmniej u mnie) takiego porządku wewnętrznego. Nie wiem, czy ktokolwiek wie, o co mi chodzi :P. Mgiełka jest meeega wydajna. Mam wrażenie, że w ogóle jej nie ubywa. W cenie regularnej jest dość droga, ale warto czekać na promocję, bo moja butelka kosztowała 40 zł za 236 ml (serio 236?!). Kupiłam jeszcze jeden zapach, ale jeszcze nie używałam, także dam znać później jak się sprawdził. Jestem kolejną już osobą, która  z czystym sumieniem może polecić tę mgiełkę.

2. Masło do ciała z The Body Shop o zapachu jagodowym.

Kupiłam na Allegro, bo niestety u mnie w mieście nie ma TBS. Zapach nie powalił mnie na kolana. Masełko pachnie przyjemnie, ale jak dla mnie nie ma tam jagody. Produkt jest dość wydajny i bardzo fajnie rozprowadza się po ciele. A jeśli chodzi o działanie? Co tu dużo mówić… jest naprawdę SUPER. Rano budzimy się z idealnie nawilżoną, mięciutką skórą, która na dodatek pięknie pachnie. Kosmetyk szybko się wchłania i w ogóle się nie klei. Uwielbiam te masła! W zapasie mam jeszcze mango i nie mogę się doczekać, kiedy je otworzę. TBS może się pochwalić także dość naturalnym składem kosmetyków. W tym konkretnym maśle mamy wysoko w składzie masło Shea i masło kakaowe. Bardzo polecam również polować na nie na promocjach.

3. Serum wzmacniające A+E L’biotica Biovax.

Cudo! Aplikuję jedną pompkę na końcówki włosów zaraz po myciu często dodając do niego kroplę lub dwie oleju z pestek śliwek. Moje włosy uwielbiają ten duet! Końcówki są wygładzone, nawilżone i dodatkowo się błyszczą. Włosy są zdrowe i wyglądają o niebo lepiej. Nie można tutaj nie wspomnieć o cudownym zapachu, którego po prostu ubóstwiam! Serum hamuje rozdwajanie się końcówek włosów i zapobiega też nadmiernej łamliwości. Na razie jestem świeżo po wizycie u fryzjera, a więc pozbyłam się rozdwojonych końcówek, ale mam nadzieję, że Biovax pomoże mi utrzymać ten stan. Według mnie kosmetyk jest bardzo wydajny i zdecydowanie wart wypróbowania.

higheels-ulubiency-03

4. Oczyszczające plastry na nos z Botanical Choice.

Kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za niecałe 8 zł. Nigdy nie wierzyłam, że takie plasterki działają, więc mega się zdziwiłam jak zobaczyłam efekty po pierwszym użyciu. Jeden plasterek usuwa praktycznie wszystkie małe zaskórniki otwarte. Te większe niestety nie wszystkie, ale i tak efekt jest zadowalający. Plastry zawierają też ekstrakt z drzewa herbacianego, który wspomaga leczenie stanów zapalnych i działa bakteriobójczo. Zauważyłam też znaczne zmniejszenie ilości zaskórników i zmniejszone pory (ale możliwe, że to zasługa też innych kosmetyków). Nie wiem tylko, gdzie można je dostać, bo w Biedronce już ich nie ma. Koniecznie spróbujcie, naprawdę warto!

5. Matujący puder Stay Matte z Rimmel.

Kupiłam go przypadkiem za ok. 20 zł, kiedy się okazało, że nie wzięłam ze sobą na wyjazd mojego pudru bambusowego z Biochemii Urody. Mój kolor to 001 Transparent. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Pięknie matuje skórę i trzyma się na niej praktycznie cały dzień. Nie zapycha. Nie zbiera się w załamaniach i wygląda bardzo naturalne. Jest bardzo wydajny. Skład nie jest idealny, ale też nie można powiedzieć, że jest zły. Nakładam go najczęściej gąbeczką, rzadziej pędzlem. Pachnie przyjemnie, ale bardzo delikatnie. Robi wszystko to, co zwykły puder matujący powinien robić. Polecam!

higheels-ulubiency-04

6. Korektor do brwi Art Scenic z Eveline.

Jest to po prostu brązowy żel do brwi. Nie mam pojęcia, czemu nazwali go korektorem. Fajnie rozczesuje brwi, delikatnie wypełnia i utrwala na cały dzień. Używam go po wypełnieniu brwi kredką i jestem bardzo zadowolona. Ładny brązowy kolor, na pewno nie rudy. Godny polecenia i tani, bo tylko 12 zł. 

7. Zalotka z Rucci Professional.

Dorwałam ją przypadkiem w TKMaxxie. Zachwyciła mnie swoim wyglądem. No czy ten kolor nie jest prześliczny?! Bardzo wygodna w użyciu. Idealnie łapie moje rzęsy. Łatwo się ją czyści dzięki silikonowemu paskowi. Nie ma co dużo mówić, po prostu ładna i dobra.

8. Grzebyk do rzęs z Inglota.

Niesamowicie przydatny gadżet! Często jak kończył mi się tusz, to sklejał mi rzęsy i nie miałam czym ich rozczesywać. Czasem próbowałam szpilką (serio?!) i jak sobie uświadomiłam, jak bardzo jestem głupia, postanowiłam kupić właśnie ten rozczesywacz. Ładnie rozczesuje rzęsy, szybko się go myje. Można wykorzystać także do brwi. Same zalety. Gorąco polecam, na pewno się przyda!

To już wszyscy moi Ulubieńcy. Dajcie znać koniecznie, co u Was się ostatnio sprawdziło.

Buziaki:*

HIGHEELS