Zimowa pielęgnacja mojej skóry- dobre rady cioci Higheels

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dziś chciałabym Wam trochę opowiedzieć o mojej pielęgnacji twarzy zimą. Jako że różni się ona znacznie od tej, którą stosuję w ciągu lata, myślę że warto jest Wam co nieco o niej opowiedzieć.

image

A więc zawsze w okresie późnej jesieni i zimy stosuję terapię kwasami. Dlaczego? Żeby przede wszystkim rozjaśnić przebarwienia po lecie no i oczywiście pozbyć się zanieczyszczeń. W tym roku moją kurację kwasami zaczęłam dość późno z uwagi an to, że we Włoszech w listopadzie jeszcze świeciło ostre słońce i bałam się powstania przebarwień. Około grudnia zdecydowałam się zużyć krem, który dostałam dawno temu w beGLOSSY z Bandi. Jest to krem z kwasami migdałowym i polihydroksykwasami (PHA). Z założenia jest to krem nawilżający o działaniu złuszczająco- biostymulującym, który nie podrażnia skóry. Na stronie firmy Bandi czytamy, że krem ten:

  • delikatnie usuwa nagromadzone, martwe komórki warstwy rogowej
  • oczyszcza i zwęża rozszerzone pory oraz ogranicza błyszczenie skóry
  • łagodzi objawy aktywnego trądziku
  • głęboko i długotrwale nawilża

Ogólnie muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z niego. Stosowałam go zawsze raz dziennie wieczorem (nie stosujcie kremów z kwasami częściej, bo może to przynieść efekty zupełnie odwrotne do tych pożądanych). Krem faktycznie oczyścił moją skórę. Pozbyłam się męczących mnie wcześniej zaskórników zamkniętych na policzkach. Zgadzam się, że zwęził rozszerzone pory. Teraz ich praktycznie wcale nie widać, co mnie niezmiernie cieszy. Zredukował również ilość zaskórników otwartych. W ogóle stan mojej skóry zdecydowanie się poprawił w czasie stosowania tego kremu. Skóra się rozjaśniła, wygładziła (mimo tego, że nie mam zmarszczek wydaję mi się, że to się właśnie z nią stało :P). Wygląda na zdecydowanie bardziej zadowoloną z życia. W ogóle jej nie podrażnił. Generalnie polecam go wszystkim tym, którzy zaczynają przygodę z kwasami. Jest on naprawdę delikatny w swoim działaniu. Tylko pamiętajcie zawsze, że przy kuracji kwasami warto nakładać codziennie krem z wysokim filtrem, bo kwasy maja działanie fotouczulające i niszczą (szczególnie te mocne, jak retinoidy) naturalną zdolność skóry do obrony przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Nie stosując filtrów narażamy się na ryzyko wystąpienia przebarwień na skórze. 

Jedyny minus kremu z Bandi był taki, że nie nawilżył mojej skóry. W życiu nie nazwałabym go kremem nawilżającym. Dlatego też stosowałam go co dwa dni na  przemian z moim niezawodnym nawilżaczem skóry, który zawsze w takich sytuacjach mi pomaga. Mowa o arganowym serum nawilżającym z witaminą E ze Starej Mydlarni (Argan & Neroli, Organic Face Serum with Vit. E). Uwielbiam ten produkt i sięgam po niego zawsze wtedy, gdy moja skóra potrzebuję szybkiego nawilżenia. Jest to serum, które składa się tylko z olejku arganowego, olejku z neroli (co nadaje mu przepiękny pomarańczowy zapach), witaminy E i lecytyny, która jest świetnym składnikiem odżywczym ze względu na obecność kwasu linolenowego, ale też emulgatorem, który umożliwia mieszanie się wody z tłuszczem. Dzięki temu serum ma jednolitą konsystencję. Tak więc dokładnie takie składy Higheels lubi najbardziej. Krótkie, naturalne i bez zbędnych dodatków. Oprócz tego, że serum genialnie nawilża skórę, to na dodatek dzięki witaminie C i E rozjaśnia skórę, hamuje procesy starzenia się i neutralizuje wolne rodniki. Jest to już moja druga buteleczka i nie zamierzam na niej poprzestać. Swoją drogą buteleczka jest bardzo wygodna w użyciu. Ciemne szkło i pipetka, którą odmierzymy idealną ilość produktu. Uwielbiam moją skórę rano po użyciu tego kosmetyku! Jest mięciutka, odżywiona i promienna. 

image
(tak, to małe pudełeczko to krem Bandi :P)

Rano z kolei przemywałam twarz tylko wodą lub przecierałam wacikiem zwilżonym hydrolatem (najczęściej oczarowym) i nakładałam krem nawilżający. Wróciłam do kremu z Tołpy- Tołpa Botanic czarna róża, odzywczy krem-miód regenerujący, bogaty. Uwielbiam przede wszystkim jego zapach. Tak bardzo kojarzy mi się z Panadolem, którego kochałam w dzieciństwie :P. Tołpa bardzo dobrze nawilża moja skórę w ciągu dnia, odżywia i idealnie sprawdza się pod makijaż. Jest to już drugie moje opakowanie. Pod koniec (o ile o tym pamiętałam) nakładałam filtr. Wiem, że jestem trochę hipokrytką. Ciągle powtarzam, żeby stosować krem z filtrem przy kuracji kwasami, a samej mi się zdarza o nim zapomnieć. Ale nie martwcie się, dostałam za swoje- 2 nowe przebarwienia na policzku :P. Najbardziej lubię oczywiście krem z Vichy Capital Soleil, chociaż ostatnio też stosowałam jego tani zamiennik, czyli krem z Sun Ozon. Niestety nie jest on tak niezawodny pod makijaż jak Vichy.

Od czasu do czasu oczywiście w ciągu dnia zdarzały się też peelingi i maseczki. Najczęściej opisywane Wam jużz wcześniej saszetki od Banii Agafii. Możecie o nich poczytać TUTAJ.

I tak mniej więcej wyglądała moja pielęgnacja skóry podczas tych chłodniejszych miesięcy. Dogłębne oczyszczenie przy jednoczesnym zachowaniu nawilżonej skóry. Jestem ciekawa, jakich produktów Wy używałyście. Dajcie znać koniecznie!

Buziaki:*

HIGHEELS

Tani zamiennik kremu z filtrem Vichy Capital Soleil!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Zapewne już wiecie, że moim niekwestionowanym faworytem w kategorii „Kremy z filtrem” był zawsze krem matujący z Vichy- Capital Soleil. Bardzo dobrze się u mnie sprawdza. Chroni przed słońcem, tak jak ma chronić. Nie bieli skóry i nie sprawia, że świeci się jak opętana. Makijaż trzyma się na nim nienagannie. Łatwo się rozprowadza. Ma przyjemną konsystencję i zapach. Ładne opakowanie. Normalnie nie ma się do czego przyczepić… A nie, przepraszam. Jest. Cena! Mała tubka tego kremu kosztuję w granicach 30-50 zł. Czyli duża za dużo.

Szukałam czegoś równie dobrego tylko w bardziej przystępnej cenie i w końcu natknęłam się zupełnie przypadkiem na produkt, który okazał się naprawdę godnym zamiennikiem. Przy okazji wizyty w Rossmannie spojrzałam na półkę z kosmetykami Sun Ozon. W oczy rzucił mi się matujący fluid przeciwsłoneczny z SPF 50. Spojrzałam na cenę i zobaczyłam 13 zł z groszami za 50 ml. Długo nie myśląc wrzuciłam go do koszyka. I tak zaczęła się moja przygoda z firmą Sun Ozon :P.

image

Ta słodka buteleczka skrywa w sobie krem, który moim zdaniem można spokojnie uznać, jako tani zamiennik dla kremu Vichy. Dlaczego? Bardzo dobrze chroni przed słońcem. Tak jak w przypadku Vichy wystarczy, że posmaruje się nim rano i nie trzeba nic poprawiać. Oczywiście nie mówię tu o spędzaniu całego dnia na słońcu i kąpieli w morzu. Chodzi mi o taki normalny dzień powszedni. Jego konsystencja jest trochę bardziej rzadka. Dobrze się rozsmarowuje. Niestety trochę bardziej się świeci niż Vichy. Na szczęście nie jest źle i po wyschnięciu i przypudrowaniu wygląda tak jak jego droższe wydanie. Szybko się wchłania i mojej skóry nie bieli. Wiem, ze niektórzy na to narzekają, ale u mnie akurat nic takiego się nie wydarzyło. 

Krem nie wysuszył mojej skóry. Na pewno też jej nie zapchał, ani nie podrażnił. Muszę przyznać, że jestem z niego naprawdę zadowolona. Warto wspomnieć o tym, że jest bardzo łatwo dostępny. Dostaniemy go praktycznie w każdym Rossmannie. Na dodatek często jest w promocji. Nie to co Vichy. Jeśli już jest w Super Pharm to jego cena wynosi średnio 40/50 zł. Ja najczęściej kupowałam go w aptecegemini przy okazji większych zakupów.

Krem z Sun Ozon można jeszcze dostać w wersji z SPF 30. Także polecam wszystkim wrogom filtru 50 :P. 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym filtrem! Na pewno, jak go skończę, to będę do niego wracać. Zdaję sobie sprawę z tego, że Vichy jest jednak trochę lepszy, ale naprawdę żal mi pieniędzy na zwykły filtr, którego i tak nie stosuję codziennie (nie używam teraz żadnego kremu z kwasami, ani nic z tych rzeczy, a więc ostatnio odpuściłam sobie codzienne nakładanie filtru przeciwsłonecznego). Wypróbujcie go koniecznie, bo za taką cenę naprawdę warto!

Jakie inne filtry polecacie?

Buziaki:*

HIGHEELS