Denkowy szał vol.6!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Przed wyjazdem starałam się wykończyć jak najwięcej kosmetyków, żeby się nie zmarnowały, dlatego też mam dla Was dzisiaj kolejną już odsłonę Projektu Denko! Jest to jeden z moich ulubionych wpisów :). Przygotowałam dla Was dzisiaj 9 mini recenzji przeróżnych kosmetyków. 3 buble, 5 super produktów i jeden bardzo dobry. Zapraszam!

image

image

1. Sylveco tonik hibiskusowy.

Ten produkt nie skradł mojego serca. Ma dziwny zapach i dziwną konsystencję. Niby lejący, ale trochę żelowaty. Niestety nie robi zupełnie nic na twarzy. Ani jakoś szczególnie nie odświeża, wręcz mam wrażenie, że skóra się po nim klei. Ani nie odżywia. Zużyłam go do końca, ale naprawdę nie przypadł mi do gustu. Nie polecam i nie kupię go drugi raz.

2. The Bomb Cosmetics Strawberry Fields.

Myjący peeling pod prysznic. Dostałam go na jakąś okazję. Sama bym go sobie w życiu nie kupiła, bo takie opakowanie kosztuje prawie 40 zł! Pachnie pięknie, jak guma balonowa. Niestety w         działaniu wcale nie jest taki dobry. Ma mało drobinek peelingujących, więc tak naprawdę jest to zwykłe masło pod prysznic. Nie nawilża jakoś spektakularnie. Jedyne co jest fajne, to piana, która się robi. Moim zdaniem jest to beznadziejny peeling, a nawet uznając go za masło pod prysznic nie jest jakiś super. Nie jest wart swojej ceny i na pewno nie kupię go ponownie.

3. Biochemia urody, olejek myjący pomarańczowy.

Pisałam Wam o tym produkcie nie raz nie dwa. Uwielbiam go i właśnie skończyłam kolejną buteleczkę. Możecie o nim poczytać TU :P. Teraz pochwalę się, że mam coś lepszego, co w swoim działaniu przebija nawet ten olejek! Czekajcie na recenzję!

4. Olej z pestek śliwek.

Niestety musiałam wyrzucić resztkę tego olejku, bo już termin ważności mu upłynął :(. Bardzo go lubię i używam najczęściej do pielęgnacji końcówek włosów. Przepięknie pachnie marcepanem. A z kolei o pielęgancji naturalnymi olejami pisałam Wam o TUTAJ.

image

5. Neutrogena pomadka do ust.

Czy Was też wkurza, że wykręcanej pomadki nie da się normalnie zużyć do końca? Na samym końcu jest jeszcze pełno produktu i trzeba go wygrzebywać palcem. Ja niestety nie bawiłam się już dłużej z tą pomadką, bo naprawdę ciężko się ją rozsmarowywało. Nie jestem w stu procentach zadowolona z tego produktu. Troszkę nawilżał, ale rewelacji nie było. Zdecydowanie wolę na przykład masełka Nivea lub Carmex w słoiczku.

6. Eveline Advance Volumiere- skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1.

Bardzo fajny kosmetyk! Maluję nim rzęsy przed nałożeniem tuszu i uwierzcie mi, że wyglądają o wiele lepiej! Są dłuższe i wydaje mi się, że bardziej gęste. Wytuszowane rzęsy prezentują się o niebo lepiej. Jednak nie jest to odżywka, która tak jak na przykład Long4Lashes sprawi, że to będzie długotrwały efekt i rzęsy zaczną rosnąć jak szalone. Nie, nie, nie. Jest to raczej tylko baza pod tusz. Kupiłam ją właśnie z taką myślą o używaniu pod tusz do rzęs i to zadanie wykonuje perfekcyjnie! Jest tania, bo w regularnej cenie kosztuję 11 zł. Ma bardzo wygodną silikonową szczoteczkę. Takie lubię najbardziej. Tusz trzyma się dzięki niej o wiele dłużej! Nie kruszy się i jest przez cały czas tak samo czarny. Gorąco polecam!

7. Spirulina z zróbsobiekrem.pl.

To małe śmierdzące cudeńko pojawiło się już kiedyś w Ulubieńcach. Jest to jedna z lepszych maseczek, jakich kiedykolwiek używałam. Robię z nią najróżniejsze mieszanki. Dodaję na przykład trochę hydrolatu, kilka kropel jakiegoś olejku (ostatnio marula) i kilka kropel kwasu hialuronowego 1% i GOTOWE! Genialnie oczyszcza skórę! Ściąga ją i zmniejsza pory. Dodatkowo rozjaśnia. Cudowna maseczka! Fakt, że śmierdzi okrutnie. Przynajmniej na początku, bo potem się już przyzwyczaiłam i już mi aż tak to nie przeszkadzało. Polecam ją każdemu, bo naprawdę działa cuda!

8. Benefit- They’re real!

Kolejne puste opakowanie mojej ukochanej maskary ląduje w kosztu :(. Uwielbiam ją za wszystko! Za szczoteczkę, kolor, trwałość, wydłużenie, pogrubienie, opakowanie! Tylko czemu jesteś taka droga?!

9. Kredka do brwi Catrice Brow Stylist.

Ostatnio był wpis o moim ulubionym sposobie na podkreślenie brwi, w którym pisałam Wam, że te kredki są mega wydajne. A więc teraz skończyłam właśnie jedną, którą kupiłam ponad rok temu! Nie są drogie, a są rewelacyjne. Kto potrzebuje fajnego i taniego produktu do podkreślenia brwi, niech szybciutko biegnie do Natury, bo kredki są świetne!

No dobrze, to już całe moje denko. Zabrakło mi jednego opakowania, żeby dobić do standardowej ilości dziesięciu kosmetyków. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Ciekawa jestem, co Wy ostatnio zużyłyście?

Buziaki:*

HIGHEELS

Sylveco lniana maska do włosów- pierwsze wrażenie

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami moimi pierwszymi spostrzeżeniami na temat lnianej maski do włosów marki Sylveco. Użyłam jej na razie jakieś 3/4 razy. Są to moje pierwsze doświadczenia z firmą Sylveco, zresztą pokazywałam Wam niedawno zdjęcie na moim Instagramie (na którego gorąco zapraszam). Byłam bardzo ciekawa tej maski, tym bardziej, że w składzie ma również olej kokosowy, który się u mnie świetnie sprawdza.

Zdjęcie 31.05.2015, 18 33 12

Na początek zdziwiło mnie mała pojemność (150 ml). Niby w opisie produktu na stronie widać, ile maski kupujemy, ale jakoś jak ją dostałam, to zawiodłam się, że jest taka mała. Samo opakowanie bardzo mi się podoba. Jest skromne, ale naprawdę ładne. Dodam, że maska kosztowała ponad 20 zł, czyli dość sporo biorąc pod uwagę pojemność. Skład ma bardzo zachęcający, bo w większości naturalny. Zapach. Trochę dziwny, nie przypadł mi do gustu. Aleee… najdziwniejsza sprawa to konsystencja. Jest bardzo lejąca i taka jakby mało mokra, trochę piankowa. Po prostu dziwna :P. 

Zdjęcie 31.05.2015, 18 31 35

Przejdźmy do efektów. Nałożyłam maskę na dwa sposoby, które proponuje producent. Pierwszy- zaraz po myciu na mokre włosy, pozostawiając produkt na parę minut. Niestety ta metoda się u mnie nie sprawdziła. Włosy były napuszone i zupełnie nic ta maska z nimi nie zrobiła. Postanowiłam, więc spróbować drugiego sposobu, czyli na suche włosy przed myciem nałożyć kosmetyk na co najmniej pół godziny. Po nałożeniu strasznie ciężko było rozczesać włosy. Zawsze żeby rozprowadzić jakąkolwiek maskę używam grzebienia z szeroko rozstawionymi ząbkami i nie mam z tym problemu, a tutaj to była jakaś masakra! Włosy były posklejane, poplątane, takie jakieś napuszone. Ale dobra, w końcu je rozczesałam, nałożyłam czepek i przedłużyłam zabieg do godziny, i co? Spłukałam maskę, włosy umyłam, wyschły i niby w porządku. Ku mojemu zaskoczeniu nie były napuszone, błyszczały się i były dość dobrze nawilżone, ale z kolei bardzo się plątały. I to meeega się plątały! Nie dość, że zaraz po aplikacji było ciężko je rozczesać, to po umyciu włosów też! Nie wiem, o co chodzi, ale pierwszy raz spotkałam się z takim działaniem. Później przez cały dzień moje włosy się plątały!

Wydajność. Jeśli chodzi o ten drugi sposób aplikacji to trzeba nałożyć dość sporo produktu, bo inaczej mam wrażenie, że go w ogóle nie ma. Także nie wiem, jak to będzie z wydajnością, biorąc pod uwagę, że jest jej naprawdę mało w opakowaniu.

Podsumowując, sama nie wiem co mam o niej myśleć. Niby nawilża i poprawia wygląd włosów, ale strasznie nie podoba mi się to, jakie włosy są zaraz po nałożeniu produktu (dziwne, suche, posklejane… nie wiem) i to że tak strasznie się plątają. Najlepszym słowem określającym tę maskę jest po prostu DZIWNA. Nie wiem sama…może spróbuję jakiegoś innego sposobu aplikacji, a może z czasem będzie lepiej? Może jeszcze stanie się ulubieńcem (o ile nie powyrywam sobie wszystkich włosów przy próbach rozczesania). Zobaczymy. Na pewno będę używać regularnie, żeby sprawdzić, czy obietnice producenta o polepszeniu kondycji włosów się sprawdzą.

Jeśli używałyście tej maski, to dajcie mi znać, jak ją stosowałyście i czy się sprawdziła. Miłej niedzieli!

Buziaki:*

HIGHEELS