Zimowa pielęgnacja mojej skóry- dobre rady cioci Higheels

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dziś chciałabym Wam trochę opowiedzieć o mojej pielęgnacji twarzy zimą. Jako że różni się ona znacznie od tej, którą stosuję w ciągu lata, myślę że warto jest Wam co nieco o niej opowiedzieć.

image

A więc zawsze w okresie późnej jesieni i zimy stosuję terapię kwasami. Dlaczego? Żeby przede wszystkim rozjaśnić przebarwienia po lecie no i oczywiście pozbyć się zanieczyszczeń. W tym roku moją kurację kwasami zaczęłam dość późno z uwagi an to, że we Włoszech w listopadzie jeszcze świeciło ostre słońce i bałam się powstania przebarwień. Około grudnia zdecydowałam się zużyć krem, który dostałam dawno temu w beGLOSSY z Bandi. Jest to krem z kwasami migdałowym i polihydroksykwasami (PHA). Z założenia jest to krem nawilżający o działaniu złuszczająco- biostymulującym, który nie podrażnia skóry. Na stronie firmy Bandi czytamy, że krem ten:

  • delikatnie usuwa nagromadzone, martwe komórki warstwy rogowej
  • oczyszcza i zwęża rozszerzone pory oraz ogranicza błyszczenie skóry
  • łagodzi objawy aktywnego trądziku
  • głęboko i długotrwale nawilża

Ogólnie muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z niego. Stosowałam go zawsze raz dziennie wieczorem (nie stosujcie kremów z kwasami częściej, bo może to przynieść efekty zupełnie odwrotne do tych pożądanych). Krem faktycznie oczyścił moją skórę. Pozbyłam się męczących mnie wcześniej zaskórników zamkniętych na policzkach. Zgadzam się, że zwęził rozszerzone pory. Teraz ich praktycznie wcale nie widać, co mnie niezmiernie cieszy. Zredukował również ilość zaskórników otwartych. W ogóle stan mojej skóry zdecydowanie się poprawił w czasie stosowania tego kremu. Skóra się rozjaśniła, wygładziła (mimo tego, że nie mam zmarszczek wydaję mi się, że to się właśnie z nią stało :P). Wygląda na zdecydowanie bardziej zadowoloną z życia. W ogóle jej nie podrażnił. Generalnie polecam go wszystkim tym, którzy zaczynają przygodę z kwasami. Jest on naprawdę delikatny w swoim działaniu. Tylko pamiętajcie zawsze, że przy kuracji kwasami warto nakładać codziennie krem z wysokim filtrem, bo kwasy maja działanie fotouczulające i niszczą (szczególnie te mocne, jak retinoidy) naturalną zdolność skóry do obrony przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Nie stosując filtrów narażamy się na ryzyko wystąpienia przebarwień na skórze. 

Jedyny minus kremu z Bandi był taki, że nie nawilżył mojej skóry. W życiu nie nazwałabym go kremem nawilżającym. Dlatego też stosowałam go co dwa dni na  przemian z moim niezawodnym nawilżaczem skóry, który zawsze w takich sytuacjach mi pomaga. Mowa o arganowym serum nawilżającym z witaminą E ze Starej Mydlarni (Argan & Neroli, Organic Face Serum with Vit. E). Uwielbiam ten produkt i sięgam po niego zawsze wtedy, gdy moja skóra potrzebuję szybkiego nawilżenia. Jest to serum, które składa się tylko z olejku arganowego, olejku z neroli (co nadaje mu przepiękny pomarańczowy zapach), witaminy E i lecytyny, która jest świetnym składnikiem odżywczym ze względu na obecność kwasu linolenowego, ale też emulgatorem, który umożliwia mieszanie się wody z tłuszczem. Dzięki temu serum ma jednolitą konsystencję. Tak więc dokładnie takie składy Higheels lubi najbardziej. Krótkie, naturalne i bez zbędnych dodatków. Oprócz tego, że serum genialnie nawilża skórę, to na dodatek dzięki witaminie C i E rozjaśnia skórę, hamuje procesy starzenia się i neutralizuje wolne rodniki. Jest to już moja druga buteleczka i nie zamierzam na niej poprzestać. Swoją drogą buteleczka jest bardzo wygodna w użyciu. Ciemne szkło i pipetka, którą odmierzymy idealną ilość produktu. Uwielbiam moją skórę rano po użyciu tego kosmetyku! Jest mięciutka, odżywiona i promienna. 

image
(tak, to małe pudełeczko to krem Bandi :P)

Rano z kolei przemywałam twarz tylko wodą lub przecierałam wacikiem zwilżonym hydrolatem (najczęściej oczarowym) i nakładałam krem nawilżający. Wróciłam do kremu z Tołpy- Tołpa Botanic czarna róża, odzywczy krem-miód regenerujący, bogaty. Uwielbiam przede wszystkim jego zapach. Tak bardzo kojarzy mi się z Panadolem, którego kochałam w dzieciństwie :P. Tołpa bardzo dobrze nawilża moja skórę w ciągu dnia, odżywia i idealnie sprawdza się pod makijaż. Jest to już drugie moje opakowanie. Pod koniec (o ile o tym pamiętałam) nakładałam filtr. Wiem, że jestem trochę hipokrytką. Ciągle powtarzam, żeby stosować krem z filtrem przy kuracji kwasami, a samej mi się zdarza o nim zapomnieć. Ale nie martwcie się, dostałam za swoje- 2 nowe przebarwienia na policzku :P. Najbardziej lubię oczywiście krem z Vichy Capital Soleil, chociaż ostatnio też stosowałam jego tani zamiennik, czyli krem z Sun Ozon. Niestety nie jest on tak niezawodny pod makijaż jak Vichy.

Od czasu do czasu oczywiście w ciągu dnia zdarzały się też peelingi i maseczki. Najczęściej opisywane Wam jużz wcześniej saszetki od Banii Agafii. Możecie o nich poczytać TUTAJ.

I tak mniej więcej wyglądała moja pielęgnacja skóry podczas tych chłodniejszych miesięcy. Dogłębne oczyszczenie przy jednoczesnym zachowaniu nawilżonej skóry. Jestem ciekawa, jakich produktów Wy używałyście. Dajcie znać koniecznie!

Buziaki:*

HIGHEELS

Tołpa biały hibiskus- rewitalizujący krem uelastyczniający pod oczy- recenzja

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Wiecie, że od dawna szukam idealnego dla mnie kremu pod oczy. Za poleceniem mojej imienniczki Basi Callmeblondieee postanowiłam kupić krem z Tołpy z serii Biały Hibiskus. Seria ta przeznaczona jest do cery w wieku 30+ i ma za zadanie przeciwdziałać zmarszczkom, wygładzać i uelastyczniać skórę. Zdecydowałam się na nią pomimo tego, że mam (jeszcze) 22 lata, bo uważam, że lepiej zapobiegać zmarszczkom niż leczyć. A w składzie kremu nie ma żadnych składników, które mogłyby szkodzić mojej skórze.

image

Tubka jest bardzo mała, bo zawiera tylko 10 ml kremu. Zapłaciłam za niego 25,79 zł. Na oficjalnej stronie Tołpy jest trochę droższy, bo kosztuje 31 zł. Muszę przyznać, że jest dość wydajny. Na jedną aplikację wystarcza dosłownie malutka kropla kremu.

Co obiecuje nam producent?

Jest to rewitalizujący krem uelastyczniający. Ma zregenerować, nawilżyć, zwiększyć elastyczność skóry. Dodatkowo ją wzmocnić, zmniejszyć cienie pod oczami i przywrócić witalność spojrzeniu. Najważniejszym i najbardziej obiecującym składnikiem jest ekstrakt z ziaren białego hibiskusa, który jest odpowiedzialny za przywracanie napięcia i nawilżenie skóry pod oczami. 

Co myśli o nim Higheels?

Higheels jest umiarkowanie zadowolona :P. Krem faktycznie trochę zmniejszył cienie pod oczami z czego jestem szczególnie zadowolona, bo niestety cienie pod oczami to moja zmora. Zmniejszył też opuchliznę przez co oczy faktycznie wyglądają na mniej zmęczone. Delikatnie też napiął skórę. Na nawilżenie też nie mogę narzekać, chociaż muszę podkreślić, że akurat z tym w ogóle nie mam problemów, także ciężko jest mi powiedzieć, czy sprawdzi się dla skóry mocno przesuszonej. Nie mam zmarszczek wokół oczu, dlatego nie mogę ocenić, czy krem jest w stanie je spłycić lub w ogóle zniwelować. Sądzę, że nie, jak większość kremów. Dlatego właśnie wolę zapobiegać ich powstawaniu niż później się z nimi męczyć. Generalnie mogę powiedzieć, że biały hibiskus dał radę. Mógłby może jeszcze bardziej rozjaśnić cienie pod oczami, wtedy byłby idealny. Uważam, że jest okej, ale jakiegoś super szału nie robi. Nie było fajerwerków po pierwszej aplikacji, ani po miesiącu używania. 

Podsumowując, nadal szukam idealnego kremu, który na maksa rozjaśni cienie i zmniejszy opuchliznę. Chciałabym nałożyć go na noc i rano obudzić się, spojrzeć w lustro i zobaczyć w stu procentach wypoczęte i pełne życia spojrzenie. Może któraś z Was wie, jaki krem spełni moje oczekiwania?

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy ostatnich miesięcy!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Zapraszam dzisiaj na Ulubieńców ostatnich miesięcy! Jest ich tylko (a może nawet AŻ) 6. Nie robię Wam takiego zestawienia co miesiąc, bo nie zawsze w danym miesiącu znajdę produkty, które faktycznie będą godne polecenia. Wpis co jakiś czas gwarantuje, że moje opinie są sprawdzone i nienapisane na siłę :).

Zdjęcie 25.06.2015, 13 12 32

1. Make Me Bio, Garden Roses- nawilżający krem dla skóry suchej i wrażliwej.

Przepiękne, estetyczne opakowanie! Niestety krem znajduje się w szklanym słoiczku, tak więć trzeba grzebać w nim paluchami, ale jestem w stanie mu to wybaczyć, dzięki jego super działaniu. Skład kremu jest świetny! Bez parabenów, bez siarczanów, bez sztucznych zapachów i konserwantów. Ich miejsce zajęły naturalne olejki, między innymi olej z orzechów makadamia, olejek jojoba, masło mango i oczywiście róża. Krem pachnie dość intensywnie różą. Ja ten zapach bardzo lubię i w ogóle mi on nie przeszkadza. Stosuję go, jako mój krem nawilżający na noc. Na dzień, pod makijaż nie bardzo się nadaję, ponieważ przez dużą ilość olejków jest dość tłusty. Aleee, o dziwo, bardzo dobrze się wchłania! Chwila moment i już go nie ma! Jest to zasługa jego lekkiej konsystencji. Krem bardzo dobrze nawilża moją skórę. Dodatkowo róża ją koi i regeneruje. Uważam, że jest to jeden z lepszych kremów nawilżających na noc. Nie podrażnił, nie uczulił, nie zapchał. Naprawdę działa, a jak widzę, że skład jest naturalny, to już w ogóle rozpływam się nad nim. Na pewno nie jest to ostatni produkt tej marki, bo bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła!

2. Tołpa botanic czarna róża- odżywczy krem-miód regenerujący.

Długo szukałam kremu na dzień, który naprawdę będzie nawilżał moją skórę w ciągu dnia. W końcu go znalazłam! Tołpa nie zawiodła! Krem idealnie sprawdza się u mnie pod makijaż, mimo że jest to wersja bogata. Makijaż się nie roluje, nie waży, wszystko jest z nim w porządku. Wiem, że niektórym przeszkadza jego zapach. Jest to dość mocny miodowo-różany zapach. Mi się bardzo podoba, bo kojarzy mi się z syropem na gorączkę Panadol, który uwielbiałam w dzieciństwie :P. W ciągu dnia czuję, że skóra jest nawilżona i odżywiona. Krem mnie nie zapchał, nie uczulił. Jestem naprawdę pod wrażeniem. Skład też jest dobry, może nie tak wspaniały, jak Make Me Bio, ale jak najbardziej w porządku. Całym sercem polecam!

3. Organic Therapy, gold face scrub with organic almond and orange exstracts.

Wiem, ze nie każdy go polubi, bo jest peeling zdzierak :P. Używam go raz/dwa w tygodniu. Genialnie ściera martwy naskórek. Skóra po zabiegu jest niesamowicie gładka i przyjemna w dotyku. Skład bardzo fajny, naturalny z olejem ze słodkich migdałów na czele. Trzeba uważać i delikatnie pocierać twarz, bo naprawdę można sobie podrażnić skórę. Według mnie jest to jeden z lepszych peelingów, jakie kiedykolwiek używałam! Przecudownie słodko pachnie! Uwielbiam ten zapach! A i po wykonanym peelingu skóra nie potrzebuje na gwałt kremu nawilżającego. To wszystko dzięki zawartym w nim olejkom. Boję się tylko, że nie zdążę go zużyć przed końcem daty ważności!

4. Fuss Wohl Intensiv Creme.

Jest to rossmannowska firma, która produkuje kosmetyki do pielęgnacji stóp. Mój jest z dziesięcioprocentową zawartością mocznika. Kosztuje jakieś 5zł normalnie, a na promocji ponad 3 zł. Jest to najlepszy krem do stóp jaki kiedykolwiek miałam! W zapasie mam już drugie opakowanie. Świetnie nawilża i zmiękcza naskórek. Wsmarowuję go na noc, a rano budzę się z pięknie nawilżonymi i odżywionymi stopami! Jest to o tyle ważne, że teraz w lato wszędzie pokazujemy gołe stópki, więc naprawdę warto o nie zadbać! Spróbujcie, bo na 100% nie pożałujecie!

5. Golden Rose Color Expert, lakier do paznokci w kolorze nr 87.

Uwielbiam lakiery z serii Color Expert! Nie dość, że kosztują ok. 5 zł, to kolory są obłędne! Moim najnowszym nabytkiem jest ten piękny, wrzosowy fiolet. Mogliście zobaczyć, jak wygląda na paznokciach na moim Instagramie o TUTAJ. Te lakiery trzymają się na moich paznokciach przez ponad tydzień (oczywiście z Seche Vitem)! Są genialne! Szeroki pędzelek zdecydowanie ułatwia aplikację, a kolor jest na tyle intensywny, że tak naprawdę wystarczyłaby jedna warstwa. Na pewno kupię jeszcze inne kolory!

6. Bare Minerals Matt SPF 15 Foundation.

Wróciłam do niego właśnie w lato, bo idealnie nadaje się na ten czas. Jest to puder mineralny, który należy nakładać pędzlem z zaokrąglonym włosiem, ponieważ nakładamy go kolistymi ruchami, aby wetrzeć dokładnie cenne minerały w pory. Super, że ma SPF! Na lato zawsze się przyda. Utrzymuje się na mojej buzi bardzo długo! Cera zaczyna się delikatnie świecić dopiero po około 5 godzinach! Jest to idealna opcja na lato, gdzie chcę mieć na twarzy jak najmniejszą ilość kosmetyków! Delikatnie kryje przez co jeszcze bardziej go lubię. Noszę go oczywiście solo, bez żadnego innego pudru, podkładu itp. Niestety jest już na wykończeniu. Niestety, dlatego, że był drogi. Z kartą Sephory zapłaciłam chyba ok.100 zł. Nie mogę znaleźć go w ofercie Sephory i boję się, że został wycofany 🙁 Super produkt i na pewno kiedyś jeszcze zakupię!

To już koniec Ulubieńców na dziś. Dajcie znać, co Wam ostatnio szczególnie przypasowało.

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol.3!

4 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj trzecia już odsłona Projektu Denko! Moim postanowieniem noworocznym jest osiągnięcie minimalizmu kosmetycznego, zarówno w kosmetykach pielęgnacyjnych, jak i w kolorówce. Wyrzuciłam sporo kosmetyków do makijażu (ooo tak… bolało) i nieliczne pielęgnacyjne. A pozostałe z kończącym się terminem ważności postanowiłam jak najszybciej zużyć i stąd dość spore denko :). Standardowo zapraszam na 10 produktów kosmetycznych, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie:

higheelsblog-denko2015-00

higheelsblog-denko2015-09

1. Bomb Cosmetics – Masło do ciała Raspberry Beret (200 ml)

To masełko znalazło się w moich Ulubieńcach, więc tam możecie poczytać więcej. Krótko mówiąc: 30% masła shea, przecudowny malinowy zapach i nawilżanie na przyzwoitym poziomie. Polecam zdecydowanie! 🙂

2. Nivea – Nawilżający balsam do ciała pod prysznic (250 ml)

Nie podoba mi się jego skład (parafina, wosk, alergeny), ale generalnie jest to bardzo ciekawy produkt. Stosowałam w wyjątkowych sytuacjach wieczorem, gdy bardzo nie chciało mi się nakładać balsamu, oliwki, czy czegokolwiek (tez tak czasem macie?). Sam balsam dość ładnie pachnie. Trzeba uważać, żeby nie poślizgnąć się pod prysznicem. Skóra po wytarciu jest lekko klejąca, ale wydaje się być nawilżona. Nie wiem, czy to nie za sprawką parafiny… Rano wciąż miękka i nawilżona, ale jakoś nie do końca. Myślę, że kosmetyk po prostu oblepia nam skórę i przez to już więcej go nie kupię,

3. Soraya – Łagodzący balsam po depilacji (150 ml)

Jest to balsam opóźniający odrastanie włosków po depilacji, który kupiłam w Tesco za 3 zł (SERIO). Dość dobrze nawilżał i pielęgnował wrażliwą skórę po depilacji, ale wcale nie opóźniał odrastania włosków. Nie kupię go już więcej, bo jest to zwykły przeciętniak.

4. Garnier Intensywna Pielęgnacja – Regenerujące mleczko do ciała (400 ml)

Mój lubiony drogeryjny balsam. W składzie gości oczywiście parafina, ale akurat w tym produkcie jestem w stanie ją znieść. Bardzo dobrze nawilża i uwielbiam stosować go podczas zimy i późnej jesieni. Pasuję mi jego zapach i konsystencja- niezbyt lejąca, ale też nie za gęsta. To jest moje drugie albo trzecie opakowanie i prawdopodobnie kupię też następne. Lubię mieć go w łazience, bo często przydaje się, kiedy chcę na szybko się posmarować. W promocji dostaniemy go za niecałą dyszkę :). Polecam spróbować!

higheelsblog-denko2015-10

5. L’Biotica Biovax – Intesywnie regenerująca maseczka (250 ml)

Chyba nie muszę pisać, że jest to moja ulubiona maska do włosów? 😀 Niedawno ukazał się cały post o nich, więc odsyłam TUTAJ

6. Bioelixire Argan Oil Hair Mask (200 ml)

Kupiłam skuszona pozytywnymi opiniami, ale zawiodłam się. Oprócz zapachu i ładnego opakowania nie widzę za bardzo plusów tej maski. Skład zostawia wiele do życzenia. Za pierwszym razem faktycznie włosy były miękkie i błyszczące, ale potem kosmetyk zaczął wysuszać mi włosy. Bardzo się po nim puszyły i były nieprzyjemne w dotyku. Na pewno już więcej nie kupię!

7. Joanna Naturia – Peeling myjący z wanilią (100 g)

Bardzo lubię za zapach, konsystencję i działanie. Drobinki złuszczające o idealnym rozmiarze i kształcie. Używałam z rękawiczką złuszczającą z Rossmanna. Teraz nie stosuję już tego typu peelingów, bo przerzuciłam się na bardziej naturalne, a dokładnie na peeling kawowy. Możecie poczytać o nim TUTAJ (ile dzisiaj tych odnośników?!). Alee jeśli szukacie dobrego i taniego, drogeryjnego peelingu, to jak najbardziej jest wart polecenia. Myślę, że się nie zawiedziecie :).

higheelsblog-denko2015-15

8. Stara Mydlarnia Argan&Neroli Organic Face Serum with Vit. E (30ml)

CUUUUUDO! Króciutki, w stu procentach naturalny i ekologiczny skład: olejek arganowy, wyciąg z neroli (kwiata pomarańczy), wit. E, lecytyna. Przepiękny pomarańczowy zapach. Serum stosowałam i będę stosować (bo na pewno kupię ponownie i to już niedługo) wieczorem i rano budziłam się z idealnie nawilżoną, promienną i mięciutką cerą! Po prostu ideał dla osób przemęczonych, które nie mogą sobie pozwolić na dużą dawkę snu. Po dłuższym okresie stosowania rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt skóry i rozpromienia buzię. Bardzo podoba mi się ten efekt. W ogóle uwielbiam wszystkie produkty w witaminą C, między innymi neutralizują wolne rodniki i naprawdę działają cuda! Dobrze nawilżona skóra, mniej się błyszczy w dzień i zdecydowanie wygląda lepiej. Bardzo poręczne opakowanie z pipetką, która ułatwia aplikację. Nie jest drogie (29zł), bardzo wydajne, nie zapycha, nie podrażnia, leczy stany zapalne… CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ?! Zdecydowanie najlepsze serum nawilżające jakie kiedykolwiek miałam! Serdecznie polecam spróbować!     

9. La Roche-Posay Eau Thermale – woda termalna (50 ml)

Dostałam w beGLOSSY i chętnie zużyłam. Czy w lato podczas upałów do szybkiego odświeżenia, czy w zimie na waciku, jako tonik, nie ważne, bo woda termalna zawsze się przyda! Ładnie odświeża i uspokaja cerę. Nie mam swojej ulubionej wody termalnej, ale tą z czystym sumieniem mogę Wam polecić.

10. Tołpa Botanic Białe kwiaty – orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1 (150 ml) 

Również zasługa beGLOSSY. Baaaardzo fajny produkt i również jako mgiełka do odświeżania cery w lato lub na wacik jako tonik. Fajny, naturalny skład, co od razu mi się podoba :). Zapach średni, kwiatowy dla niektórych może być nawet nieprzyjemny, ale mi nie przeszkadzał. Kosmetyk łagodził podrażnienia, uspokajał cerę i generalnie bardzo dobrze się sprawdzał. Warto spróbować!

I to już wszyscy moi zdenkowani. Dajcie znać, jakie produkty Wam udało się ostatnio zużyć!

Buziaki:*

HIGHEELS

 

Czas na pielęgnację wieczorną!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Ostatnio było o pielęgnacji skóry od rana, to dzisiaj koniecznie musimy wziąć pod lupę pielęgnację wieczorną

Oczywiście zaczynam od zmycia makijażu i dogłębnego oczyszczenia twarzy. Najpierw zmywam makijaż oczu płynem micelarnym. Ostatnio u mnie Garnier Skin Naturals Płyn Micelarny 3w1 dla skóry wrażliwej. Bardzo dobry (o ile nie jeden z najlepszych) płyn micelarny. Makijaż szybko schodzi, nie wymaga tarcia. Oprócz maskary They’re real z Benefitu, która jest strasznie upierdliwa! 
      higheels_06     

Następnie ten sam produkt wylewam na płatek kosmetyczny (najlepsze Tibelly z Netto za niecałe 3zł!!!!) i przecieram całą twarz, żeby wstępnie zmyć brud i kurz, które nagromadziły się na twarzy w ciągu dnia. 

Później zabieram się za zmycie podkładu. Ostatnio stosuję metodę OCM, czyli oczyszczanie skóry olejem. U mnie olejek myjący z Biochemii Urody, czyli połączenie oleju słonecznikowego z olejkiem pomarańczowym i witaminą E. Nakładam niewielką ilość na dłonie, rozgrzewam i masuję nim twarz. Po około minucie moczę mały ręcznik przeznaczony właśnie do tego celu (czteropak kupicie w Ikei za ok. 7zł) w gorącej wodzie, delikatnie wykręcam i przykładam do buzi. Gorąca woda otwiera nam pory, dzięki czemu olejek dokładnie je oczyści. Następnie płuczę ręcznik i znów moczę w gorącej wodzie i przykładam. Uważajcie, żeby się nie poparzyć! Po trzykrotnym przyłożeniu ręcznika i zmyciu resztek podkładu, moczę ten sam niebieski ręczniczek w zimnej wodzie. Jak się pory otworzyło, teraz trzeba je zamknąć! I taki zimny okład przykładam do twarzy. Teraz makijaż jest już zmyty, buzia gładziutka i milutka w dotyku, a pory zamknięte:). Uwielbiam metodę OCM! Dzięki niej skóra z czasem oczyszcza się zupełnie, niedoskonałości znikają, a my możemy cieszyć się piękną i promienną cerą!

higheels_07

Teraz zostało tylko przetrzeć twarz tonikiem lub hydrolatem, żeby: 1) upewnić się, że buzia jest na pewno czysta, 2) przywrócić odpowiednie pH skóry, żeby lepiej przyjęła krem. U mnie wciąż Tołpa botanic Białe Kwiaty- orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1.

higheels_10

Teraz nakładam krem. Ostatnio powróciłam do mojego ulubieńca sprzed paru miesięcy- Alantan Dermoline. Świetnie nawilża, nie zapycha i nie podrażnia skóry.

higheels_08

I to już wszystko! Polecam wszystkim wypróbować metodę OCM! Gwarantuję, że efekt Was zachwyci.

Buziaki:*

HIGHEELS