L’Oréal Volume Million Lashes Extra-Black mascara- co myśli Higheels?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Najwyższy czas, żeby napisać kilka słów o tuszu do rzęs, który dostałam jakiś czas temu od firmy L’Oréal. Mowa oczywiście o jednej z licznych maskar z serii Volume Million Lashes. Jako że dostałam do przetestowania aż dwie z nich, najpierw postanowiłam wypróbować wersję Extra Black. Kiedyś bardzo dawno temu używałam wersji pogrubiającej w złotym opakowaniu i byłam z niej umiarkowanie zadowolona, więc z przyjemnością sięgnęłam po jej czarne wydanie. 

12750192_995895573829452_1554211477_n

image

Tusz pięknie wydłuża i rozdziela rzęsy. Do tego stopnia, że mój narzeczony zauważył, że mam coś innego na oczach niż zazwyczaj i spytał, o co chodzi :P. Faktycznie efekt jest inny niż daje mój ulubiony tusz z Lovely. Bardzo podoba mi się to, że nie skleja rzęs. Oczy wydają się optycznie większe i bardziej otwarte. Po aplikacji tworzy się przepiękna, delikatna firanka rzęs. Jest to efekt dość subtelny i powiedziałabym ‚lekki’. Nie ma uczucia ciężkich, obciążonych włosków. Kolor jest faktycznie Extra Black. Pierwsza warstwa bez problemu sprawia, że możemy cieszyć się pełnią koloru. Dzięki kształtowi szczoteczki rzęsy można też ładnie podkręcić. Jeśli chodzi o działanie to jedyny czego można by się czepiać, to brak efektu pogrubienia. Ale może to i dobrze, bo dzięki temu osiągamy właśnie pożądany (przynajmniej ostatnio przeze mnie) efekt lekkości. 

image

Tusz utrzymuje się na rzęsach przez cały dzień. Nie kruszy się, nie osypuje. Wygląda ładnie wieczorem tak samo jak i rano zaraz po aplikacji. 

Opakowanie bardzo schludne, estetyczne i porządnie wykonane. Jak wszystkie tusze z serii Volume Million Lashes. Szczoteczka silikonowa. Rzęsy maluje się szybko, bo tusz szybko pokrywa dokładnie każdy włosek i całe szczęście, bo nienawidzę, jak na przykład rzęsy u nasady nie są do końca pomalowane. Jedyną wadą szczoteczki jest to, że jest zbyt duża w stosunku do mojego oka. Musiałam nauczyć się z nią pracować, tak aby nie ubrudzić sobie powiek. Z górną powieką jako tako nie ma problemu, ale jeśli chodzi o rzęsy na dolnej powiece jest gorzej. Moje są po prostu zbyt krótkie i zawsze gdzieś tam się ubrudzę. Niestety wolę trochę mniejsze szczoteczki. 

Tusz jest też wydajny. Na pewno bardziej niż ten z Lovely, który po dwóch/trzech miesiącach jest już do wywalenia. Moje opakowanie otworzyłam pod koniec lutego i jak na razie wszystko jest tak jak na początku. 

Niewątpliwym minusem jest jego cena. W Rossmannie widziałam go za ok. 60 zł (!). Na szczęście są też drogerie internetowe, gdzie tusz ten można dostać w rozsądniejszych cenach. No chyba, że skusicie się na promocje -49%, która nadchodzi wielkimi krokami! Słyszałyście? 

Podsumowując, uważam że jest to naprawdę przyzwoity produkt. Bardzo przyjemnie mi się z niego korzysta. Podoba mi się ten efekt, którego już bardzo dawno na swoich rzęsach nie widziałam. Niesamowicie kobiecy i zmysłowy. Rzęsy wydłużone do maksimum, ale jednocześnie pięknie rozdzielone i podkręcone. Dziękuję L’Oréal za możliwość przetestowania Waszych produktów!

Buziaki:*

HIGHEELS

Miss Sporty Studio Lash vs. Lovely Pump Up Mascara

6 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj pojedynek dwóch tuszów do rzęs z podobnej półki cenowej. Obydwa kosztują niecałe 8 zł i obydwa są według mnie dobre, ale………..jeden stał się godnym zastępcą They’re Real z Benefitu!

higheels_05

higheels_12

Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic

Żółte opakowanie z niebieskimi, świecącymi się napisami. Szczoteczka? W mojej opinii najlepsza jakiej kiedykolwiek używałam. Mała, wygięta w łuk – idealnie sprawdza się do malowania moich rzęs. Nie brudzi ani górnej, ani dolnej powieki i dokładnie pokrywa wszystkie rzęsy tuszem, nawet te w zewnętrznym kąciku. Formuła? Hmmm…i tutaj nie jest już tak bajkowo. Tusz dość długo schnie, co nie bardzo mi pasuje, bo najczęściej wykonuję makijaż rano i się po prostu spieszę. Dość mocno skleja rzęsy, więc efekt nie jest tak zadowalający, jakbym tego chciała. Za to na pewno wydłuża i pogrubia rzęsy, jednocześnie je podkręcając. Jeśli chodzi o trwałość…… utrzymuję się cały dzień, ale niestety trochę się kruszy. Pamiętajmy jednak, że jest to maskara drogeryjna za niecałe 8 zł! Myślę, że jest to dość dobry tusz, biorąc pod uwagę cenę. Warto spróbować!

 higheels_07

Lovely Pump Up Mascara

O tym tuszu było głośno, nawet bardzo głośno. Opakowanie prawie identyczne jak to z Miss Sporty. Napisy trochę bardziej niebieskie. Szczoteczka? Identyczna jak tuszu opisanego wcześniej, czyli według mnie idealna :). Formuła? Zdecydowanie lepsza niż ta z Miss Sporty! Tusz wysycha szybciej przy tym w ogóle się nie kruszy. Utrzymuje się cały, powtarzam CAŁY dzień i wygląda przez cały czas dobrze. Ładnie pogrubia i wydłuża rzęsy dość mocno je podkręcając. Przy czym nie mamy tutaj do czynienia ze sklejonymi rzęsami. Krótko mówiąc, efekt powalający jak za taką cenę! Słyszałam, że sporo osób narzeka na trwałość tuszu, który rzekomo po 3 tygodniach lub miesiącu wysechł. U mnie taka sytuacja nie miała miejsca. Używałam go przez bite 3 miesiące i byłam zadowolona. Według mnie jest to produkt, który jest poważną konkurencją dla Benefitu They’are real (mojego wielkiego ulubieńca!). Po pierwsze cena (!), po drugie szczoteczka. Ta benefitowska była dla mnie ciut za duża i brudziła mi powieki. Podsumowując- TUSZ IDEALNY, biorąc pod uwagę cenę! Gorąco polecam chociażby spróbować! 🙂 Ja swoje opakowanie kupiłam na promocji w Rossmannie za niecałe 5 zł (really?!).

higheels_06

Na zakończenie

Obydwa tusze się u mnie sprawdziły. Chociaż maskara z Lovely znokautowala Miss Sporty! Na pewno kupię ponownie, jak tylko skończę Studio Lash. Plusem obydwu jest dostępność, ponieważ dostaniemy je w każdym Rossmannnie, Super-Pharm, czy Hebe. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się na They’re real! (ok. 100 zł), jeśli mogę mieć porównywalnie dobry tusz za 8 zł bez promocji.

Gorąco polecam wszystkim spróbować tych tuszów!

Buziaki :*

HIGHEELS