Denkowy szał vol. 11!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dziękuję, że ze mną jesteście i tu zaglądacie! Co u mnie? A no zostałam w końcu panią Magister 😀 Stąd też niestety były opóźnienia w postach, bo praca sama się skończyć nie chciała. Teraz już studia za mną i wracam do Was ze zdwojonymi siłami i obiecuję być już pilną i sumienną blogerką! Dziś rano dorzucając kolejne pudełko do papierowej siaty, która pęka w szwach, stwierdziłam, że to najwyższy czas na DENKO. Też tak macie, że wszystkie kosmetyki kończą się Wam w jednym czasie?! Nie rozumiem, jakim cudem, ale u mnie jest tak zawsze. Tak więc najwyższy czas zaprosić Was na nowe Denko!

img_5117

img_5118

  1. Garnier- płyn micelarny 3w1.
    Sama nie wiem, które to już moje opakowanie. Wiecie dobrze z porównania płynów micelarnych, że jest to najlepszy płyn, jaki kiedykolwiek miałam. Nie podrażnia, zmywa najlepiej na świecie i cenę ma również przyzwoitą. Co tu dużo mówić… no polecam i to bardzo. Spróbujcie koniecznie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście!
  2. Resibo- olejek do demakijażu.
    Wiele razy pojawiał się w Ulubieńcach i dopiero teraz udało mi się do zdenkować. Oznacza to tylko jedno- produkt jest niesamowicie wydajny. Szczerze powiedziawszy nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Sprawdza się idealnie i spełnia wszystkie założenia, który opisuje na stronie producent. Doskonale oczyszcza skórę, odżywia i pozostawia ją miękką i przyjemną w dotyku po demakijażu. Rozpuszcza nawet wodoodporny makijaż. Nawilża i niweluje uczucie ściągnięcia. A na dodatek skład to mieszanka naturalnych olei, o których pisałam Wam szczerzej TUTAJ. Jest serio świetny i podpisuję się pod nim pełnym imieniem i nazwiskiem. Koniecznie wypróbujcie!
  3. Evree Hand Care Max Repair- regenerujący krem do rąk.
    Nie zachwycił mnie. Na początku wydawało mi się, że całkiem dobrze sobie radzi, ale nawilżenie było tylko chwilowe. Glicerynka, moi Drodzi. Stosowałam go na noc, a rano budziłam się ze skórą już lekko ściągniętą. W lato jeszcze jako tako się dogadywaliśmy, bo moje dłonie w lato wiele do szczęścia nie potrzebują. W zimę za to permanentnie są wysuszone i potrzebuję czegoś mocniejszego. To, że ten krem się u mnie nie sprawdził, nie spowodował jednak tego, że odwróciłam się od marki Evree. Wręcz przeciwnie! Postanowiłam wypróbować odżywczy krem do rąk w różowym opakowaniu. Jak na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że widać różnicę i ten krem zdecydowanie lepiej nawilża. Na jego bardziej szczegółową recenzję musicie jeszcze trochę poczekać.
  4. Organic Shop- żelowa maseczka nawilżająca z aloesem i bambusem.
    Muszę przyznać, że bardzo miło mi się z niej korzystało. Lekka, żelowa konsystencja idealnie sprawdzała się wtedy, kiedy bardzo chciałam zrobić coś więcej dla skóry, ale nie miałam na to zbyt dużo czasu. Przemawia do mnie też poręczna, higieniczna tubka. Nie trzeba grzebać w niej paluchami i wyciskamy dokładnie tyle produktu, ile chcemy. O dziwo, była też mega wydajna. Baaaardzo długo z niej korzystałam. Skład mnie satysfakcjonuje: aloes na pierwszym miejscu, gliceryna, bambus, pantenol, trochę alkoholu, puder z korzenia dziwidła, olejek ylangowy, cynk. Jak najbardziej można zaliczyć go do szerokiej kategorii „dobrych składów”. Maska fajnie nawilża skórę. Daję uczucie rozluźnienia i działa jak chłodzący kompres, dzięki czemu zmniejsza opuchliznę i wszelkie obrzęki. Skóra po aplikacji jest fajnie napięta i ukojona. Muszę przyznać, że jak na swoją niezwykle niską cenę, jest to produkt zdecydowanie wart uwagi. Mimo swojej konsystencji, nie spływa z twarzy i po paru minutach staje się lepka. Przepiękny zapach, którego nie umiem Wam ani troszkę opisać. Ale gwarantuję, że jest świeży, lekki i przyjemny! Polecam bardzo!

    img_5119

  5. Woda termalna Uriage.
    Znamy się nie od dziś, a najlepiej dogadujemy się właśnie w lato. Stąd też ta oto pusta butelka w mojej siatce. Uwielbiam po zmyciu makijażu spsikać sobie buzię wodą termalną. Ta z Uriage pięknie koi i nawilża skórę. Fakt, że dostarcza mojej skórze niezbędnych minerałów przekonuje mnie tym bardziej, że jest to produkt, który warto wprowadzić do codziennej pielęgnacji. W lato świetnie chłodzi i przynosi ukojenie skórze. W zimę fajnie się sprawdzi jako nawilżacz przy pracujących cały dzień grzejnikach. Krótko mówiąc bardzo polecam!
  6. Make Me Bio Garden Roses- nawilżający krem do twarzy.
    Jest to już drugie moje opakowanie, a sam krem wylądował już raz w Ulubieńcach. W jego składzie nie znajdziecie siarczanów, parabenów, czy konserwantów, ale dużo naturalnych olejków (makadamia, jojoba, mango, róża). Przez to jego termin ważności co prawda się skraca, ale jeśli kupujemy go z zamiarem używania codziennie, nie będzie żadnego problemu z zużyciem go w terminie. Ja stosowałam go jako krem na noc i, jak domyślacie się już po pierwszym zdaniu, bardzo dobrze się u mnie sprawdza. Róża, w postaci hydrolatu, olejku, działa na mojej skórze cuda. Krem świetnie nawilżał skórę, nawet przy okazji kuracji kwasami. Ładnie ją regenerował i zdecydowanie zmniejszył ilość niedoskonałości, które czasem się pojawiały. Naprawdę jestem z niego zadowolona i mam zamiar sięgać po niego od czasu do czasu. Jedyny jego minus to słoiczek, z którego wygrzebywanie końcówki kremu z długimi pazurami graniczy z cudem. Wybaczam mu jednak za działanie!
  7. Idea Toscana- krem do rąk. 
    Dzięki współpracy z firmą Idea Toscana miałam możliwość przetestowania parę ich produktów. Między innymi wpadł mi w ręce właśnie ten krem. Niestety mimo tego, że większość kosmetyków tej marki się u mnie sprawdza, ten krem jakoś niespecjalnie spełnił swoje zadanie. Nie zauważyłam tak naprawdę jego działania. Nie nawilżał, nie pielęgnował i nie regenerował skóry. Niestety nie polubiliśmy się za bardzo. Zużyłam go co prawda do końca (Tak, tak, mieszkam w Poznaniu i nigdy nie wyrzucam, zanim nie zużyję :P), ale koniec końców nie polecam.
  8. Joanna z apteczki babuni- serum wygładzająco-regenerujące do końcówek włosów.
    Kupiłam kiedyś na próbę, bo kosztowało naprawdę grosze. Jest to typowe silikonowe serum do zabezpieczania końcówek. Szczerze powiedziawszy nie widzę, żeby jakoś specjalnie poprawiło kondycję moich końcówek, a wręcz mam wrażenie, że szybciej się przesuszyły. No cóż, nie kupię ponownie i szukam czegoś lepszego do pielęgnacji końcówek. Może możecie mi coś polecić? img_5120

  9.  Lactacyd- emulsja do higieny intymnej sensitive.
    Temat może dla niektórych tabu, trochę krępujący, ale dla mnie najnormalniejszy na świecie. Jeśli Cię to krępuję, przejdź od razu do kolejnego kosmetyku :). Naprawdę długo nie mogłam znaleźć dobrego żelu do higieny intymnej, który nie podrażniał by tych wrażliwych okolic i zawierałby mydła. Ten spełnia moje oczekiwania! W składzie ma kwas mlekowy, dzięki czemu nie podrażnia i bardzo delikatnie dba o okolice intymne. Bardzo polecam!
  10. Avebio- hydolat aloesowy.
    Kolejny hydrolat w mojej kolekcji, który bardzo dobrze się sprawdził. Nie mam mu nic do zarzucenia. Po demakijażu, przed nałożeniem kremu rano i wieczorem, po maseczce, zawsze dobrze się u mnie sprawdzał. Miałam nawet wrażenie, że delikatnie nawilżał moją skórę. Tani, wydajny, o bardzo subtelnym aloesowym zapachu. Czego chcieć więcej? Proszę sobie koniecznie wpisać ten hydrolat, jako kolejny w kolejce do wypróbowania! Zaraz po różanym i oczarowym. Tak właśnie radzi Higheels!
  11. Stara Mydlarnia Eco Receptura- wybielająca maseczka z witaminą C.
    Ostatni produkt na dziś! Myślałam, że nigdy się nie skończy. Używałam i używałam, a tu nic nie schodziło. No ale w końcu się udało. Bardzo podoba mi się opakowanie z pompką. Znów nie musimy brudzić paluchów w kosmetyku i dostajemy zawsze taką ilość, jaką chcemy. Maseczka ma dość mocny charakterystyczny zapach. Jakby cytrynowy, ale taki bardziej sztuczny. Generalnie jestem z niej całkiem zadowolona. Jeśli chodzi o efekt wybielający, rozjaśniający przebarwienia, to nie bardzo zauważyłam takie działanie. Natomiast jeśli chodzi o ogóle rozświetlenie, to jak najbardziej się zgadzam. Po zabiegu, skóra była super rozświetlona, jakby bardziej wypoczęta i jakby zdrowsza. Tak przynajmniej mi się wydawało! Dodatkowo zdecydowanie można było poczuć nawilżenie i ukojenie. W końcowym rozrachunku dałabym jej 3,5/5. Nie planuję ponownego zakupu, ale może kiedyś skuszę się na inny produkt  z tej serii. 

To już koniec na dziś! Mam nadzieję, że zachęciłam Wam do niektórych produktów, a przed niektórymi przestrzegłam. Przepraszam raz jeszcze na swoją nieobecność i jeszcze raz zapewniam, że nadrobię zaległości! Teraz czas umyć pędzle i uciekać załatwić milion spraw. Miłego dnia, moi Drodzy! 

Buziaki:*

HIGHEELS

Ulubieńcy roku 2015 – pielęgnacja!

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

A więc przyszedł czas na Ulubieńców roku 2015, którzy są związani w wszelaką pielęgnacją. O ile trudno mi było wybrać najlepsze kosmetyki kolorowe, to w przypadku pielęgnacji było znacznie gorzej. Decyzja była ciężka, ale udało się. Zapraszam na 10 krótkich recenzji najlepszych kosmetyków pielęgnacyjnych w minionym roku! Jeśli chcecie poczytać więcej o niektórych produktach, odsyłam Was do linków, które są poukrywane w tekście :). 

image

image

1. Garnier- płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej.

Jest to już druga moja butla i na pewno nie ostatnia. Według mnie jest to płyn micelarny idealny. Ja używam go tylko do oczu. Radzi sobie perfekcyjnie z każdym tuszem i każdym eyelinerem. Wystarczy przyłożyć i poczekać kilka sekund,a  potem delikatnie zetrzeć. Nie podrażnia moich oczu, nie szczypie. Wręcz mam wrażenie, że nawilża ich okolice i pielęgnuje. Jest super wydajny. Starcza na dobrych parę miesięcy. Po demakijażu skóra wokół oczu jest ukojona i nie potrzebuje dodatkowego nawilżenia. Za butlę o pojemności płacimy w drogerii ok 20 zł bez promocji, ale pamiętajcie, że w internetowych sklepach zawsze jest odrobinę taniej. Moim zdaniem najlepszy drogeryjny płyn micelarny!

2. The Body Shop- masło do ciała mango.

Już nie raz rozpływałam się na blogu, na Instagramie, czy Facebooku o tym maśle. Jego zapach jest najlepszy na świecie. Mój ideał, czyli mango z delikatną nutą brzoskwini. Przynajmniej tak mi się wydaję :P. Wspaniały zapach to jednak nie wszystko. Genialnie nawilża skórę! Stosuję go najczęściej na noc i rano budzę się z nawilżoną, jędrną, mięciutką i nadal pachnącą skórą. Szczególnie dobrze spisuje się na nogi, które najczęściej się u mnie wysuszają. Kupiłam do wielkie opakowanie na promocji i starczyło mi na baaaardzo długo. Żałuję bardzo, że w Poznaniu nie ma TBS, bo są teraz wyprzedaże, a do Warszawy nie wybieram się w najbliższym czasie. Jak tylko będzie okazją kupię to masło na pewno! Jest to zdecydowanie moje ulubione masło do ciała!

3. Biovax- maski do włosów.

Nie raz nie dwa zachwycałam się maskami Biovax. Miała już chyba z 2/3 opakowania wersji latte, opakowanie keratynowej, z 2/3 opakowania wersji natural oils z olejem kokosowym, makadamia itp. Używałam ich przez bity rok i nie zamierzam przestać.Teraz zdecydowałam się na nowość z olejem awokado. Zobaczymy jak się sprawdzi. Te maski genialnie wpływają na moje włosy.Świetnie je nawilżają, wygładzają. Włosy po zabiegu są lejące, świecące i widać gołym okiem, że dobrze odżywione. Warto dodać, że często można je znaleźć na promocji w Super-pharm. W niektórych drogeriach internetowych można dostać też wielkie opakowanie 400 ml w dobrej cenie. Jeśli jeszcze nie próbowaliście żadnej maski Biovax, to koniecznie musicie nadrobić zaległości. Są genialne!

image

4. Golden Rose Black Diamond Hardner- odżywka do paznokci.

Długo szukałam dobrej odżywki do paznokci. Wiecie, że używałam jakiś czas słynnego produktu z Eveline, ale postanowiłam zrezygnować z formaldehydu, który niestety znajduje się w składzie kosmetyku z Eveline, a może poważnie zaszkodzić. W końcu trafiłam na Golden Rose- firmę, która mnie jeszcze nigdy nie zawiodła. Nie mogło być inaczej i tym razem. Tę odżywkę mam na paznokciach prawie zawsze. Ze stosownymi przerwami oczywiście. Moje paznokcie zmieniły się nie do poznania. Są mocne, nie łamią się, nie wyginają się (co doprowadzało mnie wcześniej do szału). W ogóle wizualnie wyglądają po prostu lepiej. Najlepsza odżywka na świecie!

5. ECOSPA- olej kokosowy.

Kto czyta mojego bloga wie, że olej kokosowy to mój niekwestionowany Ulubieniec od sama nie wiem kiedy. Powstał cały post o moich ulubionych zastosowaniach tego cudeńka. Jednak najbardziej lubię olejować nim włosy. Żaden olej tak na nie nie działa jak właśnie kokosowy. Czasem dodaję też parę kropel oleju jojoba i efekt też jest świetny! Moje włosy go uwielbiają. Po półtoragodzinnym domowym SPA z olejem kokosowym w roli głównej, włosy są miękkie, gładziutkie, przepięknie pachną i są przyjemnie lejące. Dodatkowo świecą się i widać, że są bardziej odżywione. Ubóstwiam tej olej i muszę mieć go zawsze w mojej kosmetyczce.

6. ECOSPA- hydrolat oczarowy.

Niestety nie dotarła do mnie na czas nowa, pełna buteleczka tego hydrolatu, ale możecie zobaczyć ją w ostatnim denku lub w haulu kosmetycznym z ECOSPA. Jest to hydrolat, który skradł moje serce w tym roku. Wyciągnięty z lodówki i naniesiony na buzię daje niesamowite uczucie ukojenia. Moja skóra go uwielbia. Dzięki niemu niedoskonałości goją się szybciej i też rzadziej wychodzą. Niweluje wszelkie podrażnienia i pielęgnuje skórę, mimo że jest to tylko hydrolat! Z pewnością zostanie ze mną na dłużej.

7. Glinki rosyjskie- czarna, anapska, kambryjska.

Moja miłość do glinek rośnie z każdym kolejnym użyciem. To chyba przez to, że są tak uniwersalne. W zależności od potrzeb skóry, możemy przygotować odpowiednią maseczkę przy użyciu tych samych glinek. Kiedy skóra potrzebuje nawilżenia sięgam po mix glinki anapskiej i kambryjskiej i dodaję parę kropek kwasu hialuronowego i olejku jojoba lub marula i GOTOWE! Kiedy z kolei na gwałt potrzebuję oczyszczenia wtedy koniecznie glinka czarna z hydrolatem oczarowym. Nie dość, że są super tanie, to jeszcze mega wydajne! Z tych trzech opakowań korzystam rok. Działanie maseczek z glinek jest rewelacyjne, a jak pomyślę ile cennych minerałów oddają mojej skórze, to już w ogóle się rozpływam :P. Jeśli nie wiecie, jak przygotować maseczkę, lub jakich reguł przestrzegać stosując glinki zapraszam TUTAJ!

image

8. Resibo- olejek do demakijażu. 

Genialny produkt! Nie należy do najtańszych, ale za to jest naturalny i świetny w działaniu! Jest to mieszanka naturalnych olei: abisyńskiego, manuka, z pestek winogron i witaminy E. Zmywa każdy podkład, a skóra po demakijażu jest gładka i co najważniejsza zadbana i NAWILŻONA. Nie ma potrzeby szukania na szybko kremu nawilżającego, bo skóra jest ściągnięta. Nic z tych rzeczy! Ten olejek jest genialny, a z metody oczyszczania twarzy olejami nie zrezygnuję nigdy. Nic się tak u mnie nie sprawdza jak właśnie OCM. Spróbujcie koniecznie!

9. Uriage- woda termalna.

Zakochałam się w minionym roku w wodach termalnych! Uwielbiam spryskiwać nimi twarz po zmyciu maseczki, po demakijażu i w ciągu dnia. Szczególnie ta woda z Uriage przypadła mi do gustu. Pięknie koi moją skórę. Mam wrażenie, że skóra wręcz ją chłonie i zachłannie wciąga wszystkie dobroci zawarte w tej wodzie. Niby zwykła woda, ale u mnie sprawdza się idealnie. Kupuję ją zawsze na promocji w Super-Pharm za 12 zł ( za 150 ml), także naprawdę warto czekać. Woda termalna= świetna sprawa! A ta z Uriage bije inne na głowę!

10. Pervoe Reshenie Organic Therapy Gold Face Scrub- peeling do twarzy. 

Tutaj Was pewnie zaskoczę. Nie wspominałam często o tym produkcie, a jednak znalazł się tutaj w tym jednym z ważniejszych postów. Stosowałam ten peeling przez bardzo długi czas i muszę przyznać, że nigdy nie miałam lepszego. Trzeba uważać, bo jest to niezły zdzieracz i trąc za mocno można sobie zrobić krzywdę, ale przy racjonalnym używaniu jest świetny! Dlaczego? Naturalny skład a w nim olej ze słodkich migdałów. Duża ilość złuszczających drobinek. Nie jest ani zbyt gęsty, ani zbyt lejący. Konsystencja idealna, według mnie. Słodki lekko pomarańczowy zapach, który umila zabieg i cieszy zmysły. Jest meeega wydajny, a jego cena to zaledwie ok. 17 zł za taką pojemność! Kupiłam go kiedyś przypadkiem i zapomniałam o nim. Na szczęście odkopałam go z szafy po jakimś czasie, bo jest to mój peeling idealny. Skóra po złuszczaniu jest miękka, gładka, ale nie wysuszona. Jak dla mnie, najlepszy peeling jaki kiedykolwiek miałam. Martwię się tylko, bo ostatnio nie widziałam go w żadnym sklepie :(. Dajcie mi znać, czy gdzieś go spotkałyście, bo na pewno kupię go ponownie!

Kochani, to już wszystko! To moi wszyscy Ulubieńcy roku. Jeśli nie widzieliście poprzedniego wpisu z najlepszymi kosmetykami kolorowymi w 2015 roku, zapraszam TUTAJ. Bardzo byłoby mi miło, jeśli podzielilibyście się ze mną swoimi kosmetycznymi odkryciami. Czekam na komentarze!

Buziaki:*

HIGHEELS 

Wakacyjni ulubieńcy by Higheels!

1 komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Wakacje, wakacje i po wakacjach, a więc….czas na zestawienie kosmetyków, które bardzo dobrze sprawdziły się w mnie szczególnie latem. Mam nadzieję, że spędziliście wolny czas tak jak chcieliście i przede wszystkim, że wypoczęliście! Ja czuję się mega wypoczęta i gotowa na nowe wyzwania! Do rzeczy! Oprócz mojego mega wielkiego ulubieńca olejku Evrēe, o którym pisałam wcześniej mam dla Was aż 7 ulubieńcow! Zaczynamy!

image

1. The body shop masło do ciała o zapachu mango.

Nie ukrywam, że każde masło z TBS jakie miałam zawsze trafiało do Ulubieńców, ale ta wersja mango przebiła wszystkie wcześniejsze! Po pierwsze i najważniejsze. Boże, jak to pachnie!! Zdecydowanie moja ulubiona kompozycja zapachowa. Mango wymieszane z brzoskwinią i nektarynką. Istny cud! Nie mogę przestać wąchać! Nawilżenie super! Przez całe lato ratowałam nim skórę. Szybko się wchłania, zostawia skórę odprężoną, nawilżoną i zadowoloną. No i zapach nie znika od razu, a utrzymuje się na skórze. Taaak przyjemnie się potem śpi. Dodatkowo jest mega wydajne. Używam go prawie codziennie od lipca i jestem w połowie pudełka. Wiem, że drogie, ale zawsze kupuję tylko na promocjach. POLECAM, POLECAM, POLECAM!

2. Woda termalna Uriage.

Ratowałam się nią podczas najgorszych upałów. Bardzo fajna woda termalna. Łagodzi, delikatnie nawilża i orzeźwia. Wiele osób uważa, że wody termalne to zbędny kosmetyk, ale ja naprawdę lubię je używać. Przede wszystkim dlatego że dostarczają skórze wiele niezbędnych minerałów. Często po zmyciu maseczki psikam sobie nimi twarz lub używam jako toniku lub mgiełki. Na promocji w Super-Pharm dostałam ją za ok. 12 zł. Warto dodać, że jest bardzo wydajna, bo na przykład woda termalna z Vichy znikała mi w zastraszającym tempie. Bardzo się polubiłyśmy i na pewno nie będzie to moja ostatnia butelka.

3. Balsam Vaseline Intensive Cream.

Dostałam go w beGLOSSY i zajumał mi go mój narzeczony na wakacjach, kiedy miał suchą skórę… Przypadł mu do gustu tak bardzo, że kazał mi go umieścić na blogu :P. Moim zdaniem jest to dobry, drogeryjny balsam. Nie nawilża tak dobrze jak masło z TBS, ale jest naprawdę ok. Aaa miałam dodać, że ma bardzo, ładny przyjemny zapach. Szybko się wchłania i nie zostawia lepiącego filmu. Naprawdę godny polecenia.

image

4. Hydrolat oczarowy ECOSPA.

Jest to kolejny hydrolat, który pojawił się u mnie. Pokazywałam Wam cały haul z ECOSPA TUTAJ. Jestem w połowie buteleczki i uważam, ze jest naprawdę świetny. Faktycznie leczy stany zapalne! Jeśli zdarzy mi się jakiś nieprzyjaciel, ten hydrolat radzi sobie z nim rewelacyjnie. Oprócz tego napina i ściąga skórę. Hydrolat oczarowy jest też silnym antyoksydantem, a więc zapobiegnie też powstawaniu zmarszczek. Miejmy nadzieję :). Bardzo lubię to uczucie, kiedy w takie upały myję buzię, a później przecieram ją zimnym hydrolatem z lodówki. Kocham hydrolaty i nigdy nie wrócę już do gotowych toników!

5. Błyszczyk Clarins Instant Light w kolorze Candy Shimmer.

Dobrze wiecie, że wolę matowe pomadki w mocnych kolorach, ale w takie upały postanowiłam spróbowac czegoś innego. Dobra, nie tylko upały mnie przekonały. Przez cały sieprień w Douglasie te błyszczyki można było kupić za 49 zł. Oczywiście, jak to baba na promocjach skusiłam się i nie żałuję. Błyszczyk ma ładny zapach, nie obciąża ust. Nie mamy uczucia, że coś lepkiego, ciężkiego przykleiło się do warg. Zauważyłam, że włosy się mniej do niego kleją podczas wiatru! A to jest zdecydowanie wielki plus! Nadaje delikatny kolor, który bardzo fajnie współgra z moją opalenizną. W opakowaniu jest go dużo, bo aż 12 ml. Na promocji- jak najbardziej, w cenie regularnej (79 zł) już gorzej. Aplikator- gąbka jest wygodny i łatwo nakłada się nim produkt. Jest to pierwszy błyszczyk, który mnie aż tak zachwycił. Polecam z czystym sumieniem, bo na co dzień, dla delikatnego podkreślenia ust nadaję się rewelacyjnie.

6.  Eyeliner Eveline Celebrities.

Kupiłam go na spontanie w Rossmannie za ok. 11 zł. Jakoś spodobała mi się buteleczka i coś mi świtało, że ktoś go polecał. Pędzelek jest bajecznie cieniutki. Narysujecie nim każdą, dosłownie każdą kreskę! Z jaskółką też nie ma najmniejszego problemu. Nie rozmazuje się, nie odbija się i jest mega trwały- cały dzień bez w stanie idealnym! Dodatkowo jest to głęboka czerń, a więc nie musimy domalowywać kilku warstw. Pobił na głowę eyeliner w słoiczku z Maybelline. Jedynym jego minusem jest opakowanie, które nie ma dostatecznego zabezpieczenia i kiedy buteleczka nie stoi w pionie, to tusz zalewa ten plastik w środku. Wiecie, o czym mówię? Ale wszystko moge wybaczyć za tę cenę. 11 zł i tak dobry produkt?! Czy może być lepiej?

7. Antyperspirant Nivea Double Effect w kulce.

Generalnie nie przepadam za antyperspirantami w kulce. Wkurza mnie, że muszą wyschnąć. Skusiłam się na ten po wielu dobrych opiniach i… jestem absolutnie zachwycona! Nie zostawia białych śladów na ubraniach! Nareszcie mogę przestać się wkurzać :P. Dodatkowo komfort w ciągu dnia zapewniony w 100%. Nienawidzę czuć się nieświeżo! Ten antyperspirant jest naprawdę godny polecenia. No i w końcu przeprosiłam się z antyperspirantami w kulce :P. Mogę nawet wytrzymać bez marudzenia te 2/3 minutki, kiedy wysycha, w zamian za tak dobre jego działanie!

To już wszyscy moi wakacyjni Ulubieńcy. Czekam na Waszych!

Buziaki:*

HIGHEELS