Denkowy szał vol. 8!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Czy kiedykolwiek wyjdzie słońce?! Jeszcze tydzień i depresja u Higheels murowana. Nie poddaję się jednak i piszę dla Was NOWEGO POSTA. Jestem w szoku, ile produktów udało mi się zużyć w ostatnim czasie! Właśnie zerkam do mojej siatki z opakowaniami i nie dowierzam, ile pudełek od kosmetyków makijażowych w niej leży! Oznacza to tylko jedno- denko makijażowe zrobię osobno. Tak, pierwszy raz na moim blogu :D. Dzisiaj jednak zapraszam Was na standardowy Projekt Denko kosmetyków raczej pielęgnacyjnych. Dziś aż 10 produktów, ale nie martwcie się, bo niektóre już dobrze znacie.

image

image

1. Vichy, Normaderm, żel głęboko oczyszczający. 

Ten produkt jest mega, super, hiper wydajny! Nie da się go zużyć w czasie, który przewiduje producent. Na szczęście nie zmienia swoich właściwości po upływie daty ważności, dlatego spokojnie można zużywać go do końca. Używałam go przez dobrych parę lat i byłam z niego pozornie zadowolona na początku. Później jednak zauważyłam, że moja skóra nadmiernie się błyszczy. Okazało się, że płyn ten bardzo mocno ją wysuszał. Nie powiedziałabym, że oczyścił głęboko moją skórę. Może faktycznie zwęził pory i zredukował ilość wyprysków. Po myciu jednak skóra była tępa, kiedy przejeżdżałam po niej palcem. Była zbyt czysta! Naturalna warstwa ochronna sebum nie istniała! Ten żel wysuszał ją wręcz drastycznie. Zaczęłam stosować go rzadziej, ale tak czy siak nadal ją wysuszał. Przy myciu baaaardzo się pienił, co oczywiście zawdzięczamy obecności Sodium Laureth Sulfate (sławne SLS) w składzie. Nie mówię o tym, że jak dostał się do oczy, to je po prostu wypalał. Fakt faktem zmywał nawet najcięższy podkład, ale dziękuję bardzo za takie wysuszenie! Dodatkowo jest drogi… Podsumowując, nie polecam go. 

2. Vichy Capital Soleil SPF 50.

Chyba nie muszę Wam mówić, że jest to mój ulubiony krem z filtrem! Widać to chociażby po Denkach i Ulubieńcach. Kolejne opakowanie, tym razem SPF 50, wylądowało w koszu. Uwielbiam go i na pewno nie zrezygnuję z niego szybko. Teraz w kosmetyczce stoi świeżo otwarta wersja SPF 30. Jeśli jeszcze go nie próbowaliście, to zachęcam gorąco!

3. Surowe masło shea z zrobsobiekrem.pl.

Zużywałam je bardzo długo, ale z wielką przyjemnością. Przydawało się praktycznie do wszystkiego. Do wysuszonych miejsc (łokcie, pięty, skórki przy paznokciach). Po regulacji brwi, aby czerwone miejsca szybciej zniknęły. Po depilacji, żeby złagodzić skórę. Użyteczne również przy hennie brwi do natłuszczania przed nałożeniem henny. Bardzo dobrze mieć w kosmetyczce taki uniwersalny produkt. Przyda Wam się do wszystkiego, a wcale nie jest drogi. Teraz zastępują go u mnie oleje: kokosowy, jojoba, ale na pewno kiedyś do niego wrócę. 

4. Sylveco, lekki krem brzozowy.

Uważam, że jest to jeden z lepszych kosmetyków marki Sylveco. Bardzo dobrze sprawdził się u mnie w okresie letnim i jesiennym. Nakładałam go zawsze rano na czystą skórę twarzy. Bardzo higieniczne opakowanie z pompką, takie jakie lubię najbardziej. Lekka konsystencja, która wchłania się w mgnieniu oka. Zapach średni, ale nie o to przecież chodzi. Pod makijaż nadawał się idealnie. Ładnie nawilżał skórę w ciągu dnia. Nie było to jakieś spektakularne nawilżenie, ale na tamten okres mi starczyło. Skład całkiem, całkiem. Olej z pestek winogron, olej sojowy, masło shea, olej arganowy na pierwszych miejscach. Faktycznie jest też alkohol, ale nie zauważyłam, żeby jakoś negatywnie wpłynął na skórę. Nie zapchał mnie, ani nie podrażnił. Z czystym sumieniem go polecam. W okresie letnim na pewno zagości u mnie jeszcze nie raz.

image

5. LaciBios femina.

Jest to żel do codziennej pielęgnacji okolic intymnych. Stosowałam go zawsze po depilacji bikini, aby złagodzić podrażnienia. Gdzieś, kiedyś słyszałam, że działa. Niestety średnio. Niby coś tam złagodził, ale liczyłam na więcej. Jeśli słyszałyście o produkcie, który sprawdzi się w tej roli, dajcie mi koniecznie znać! Tego kosmetyku niestety nie polecam.

6. Sylveco, lniana maska do włosów.

Napisałam dla Was kiedyś post o pierwszych wrażeniach po uzyciu tej maski. Możecie poczytać o nich TUTAJ. Niestety moje zdanie za bardzo się nie zmieniło w tej kwestii. Konsystencja tej maski jest baaardzo dziwna. Niby płynna (aż za bardzo), ale taka jakby piankowa. Strasznie, ale to strasznie plątała mi włosy. Nie mogłam ich rozczesać po nałożeniu, ale tez po spłukaniu nie było lepiej. Po zabiegu włosy bardzo napuszone, jakieś takie nieułożone. W dotyku nie były wcale lepsze. Ani to miękkie, ani lejące, ani nawilżone. Próbowałam uzywać ją na różne sposoby. Na początku, zgodnie z zaleceniami producenta, czyli na umyte włosy i spłukać po 2 minutach albo przed umyciem jako kompres pozostawiony na pół godziny. Pierwszy sposób dodatkowo jakoś obciążał mi włosy. Drugi sposób trochę lepiej, bo nie obciążał, ale z drugiej strony jakoś dziwnie je puszył. No nie polubiłyśmy się. Na pewno nie nawilżyła moich włosów, a wręcz mam wrażenie, że były po niej jakieś suche. Nie widziałam żadnej poprawy w wyglądzie i kondycji włosów. Niestety muszę powiedzieć, że jest to totalny bubel.

7. Purederm, Botanical Choice, plastry na nos.

Kiedyś plastry z tej firmy z olejkiem herbacianym trafiły u mnie do Ulubieńców. Z tych z kolei jestem średnio zadowolona. Nie pomagały mi za bardzo. Ledwo widziałam jakiekolwiek efekty po ich zastosowaniu. Nie zasuszały też wyprysków, które czasem się u mnie zdarzyły, tak jak ich poprzednicy z herbatą. Miałam wrażenie, że nakładam je zupełnie na darmo. Tak dla sportu, a to przecież nie o to chodzi. Nie kupię ich już więcej, tym bardziej, że widziałam że w Hebe są strasznie drogie. Moje opakowanie dostałam kiedyś w Biedronce za nieco ponad 7 zł.

image

8. Vaseline, Intensive care, Essential Healing Lotion, balsam nawilżający.  

Na razie koniec narzekania :P. Między mną, a tym balsamem zaiskrzyło. Polubiliśmy się szczególnie w lato. Z początku używał go tylko mój narzeczony, ale w końcu i ja się do niego przekonałam. Pięknie pchnie, dość szybko się wchłania i całkiem, całkiem nawilża. Ładnie napina skórę i dodaje jej blasku, co jest efektem pożądanym szczególnie latem. Jest mega wydajny! Taka mała pojemność starczyła nam na naprawdę długi czas. Całe szczęście nie pozostawiał lepkiego filmu, który doprowadza mnie do szału, kiedy jest gorąco. Naprawdę zaplusował u mnie!

9. Gillette for Women, Satin Care with a touch of Olay, pianka – żel do golenia dla kobiet.

Pierwszy raz miałam do czynienia z żelem, który zamieniał się w piankę. Serio! Powiem szczerze, że bardzo mi się to spodobało! Produkt jest super wydajny! Pozornie ma się wrażenie, że potrzeba go sporo, ale wystarczy dosłownie odrobinka. Nawet dla długich nóg! Nie wiem jakim sposobem, ale coś w stylu cudownego rozmnożenia chyba :P. Nie wysuszał skóry, a nawet po depilacji była bardzo przyjemnie nawilżona, mięciutka i miła w dotyku. Maszynka gładko sunęła po skórze, nie było z tym żadnego problemu. Zapach jak najbardziej przypadł mi do gustu. Jedynym jej minusem jest wysoka cena (19 zł). Teraz szukam czegoś równie dobrego w lepszej cenie. Mam już coś na oku, ale na razie nic Wam nie powiem :P. Mimo wszystko uważam, że na różnych promocjach warto go kupić i spróbować.  

10. Cetaphil, krem intensywnie nawilżający. 

Ostatni produkt i znów trochę narzekania. A co mi tam :P. Wiem, że wiele osób (w tym lekarze) polecają go, jako świetny środek nawilżający. Uważam, że faktycznie całkiem dobrze nawilża, ale jakim kosztem! On się nigdy nie wchłania! Nawet po nocy zostawał jakiś taki klejący film na skórze. Nie ma mowy o stosowaniu go na dzień. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Tak jakby skóra była wiecznie brudna, poklejona i tłusta. Oj bardzo nie lubię czegoś takiego. Ciężko się też rozprowadzał pomimo dość lekkiej konsystencji. Muszę mu oddać, że jest bardzo wydajny, jednak jest to nieliczna z jego zalet. Cena też nie zachęca, jak w przypadku większości kosmetyków marki Cetaphil. No nie jest to krem dla mnie. Zupełnie się nie sprawdził. Po którymś użyciu zapchał mnie, co mi się praktycznie nie zdarza. Także bez wyrzutów sumienia, nie polecam Wam go.

Tak się prezentuje moje ósme już denko na blogu. Życzę Wam miłego wtorku! Jeśli tylko macie ochotę, napiszcie co Wam udało się ostatnio zdenkować. Zapraszam na mojego Facebooka i Instagrama!

Buziaki:*

HIGHEELS

Zimowa pielęgnacja mojej skóry- dobre rady cioci Higheels

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dziś chciałabym Wam trochę opowiedzieć o mojej pielęgnacji twarzy zimą. Jako że różni się ona znacznie od tej, którą stosuję w ciągu lata, myślę że warto jest Wam co nieco o niej opowiedzieć.

image

A więc zawsze w okresie późnej jesieni i zimy stosuję terapię kwasami. Dlaczego? Żeby przede wszystkim rozjaśnić przebarwienia po lecie no i oczywiście pozbyć się zanieczyszczeń. W tym roku moją kurację kwasami zaczęłam dość późno z uwagi an to, że we Włoszech w listopadzie jeszcze świeciło ostre słońce i bałam się powstania przebarwień. Około grudnia zdecydowałam się zużyć krem, który dostałam dawno temu w beGLOSSY z Bandi. Jest to krem z kwasami migdałowym i polihydroksykwasami (PHA). Z założenia jest to krem nawilżający o działaniu złuszczająco- biostymulującym, który nie podrażnia skóry. Na stronie firmy Bandi czytamy, że krem ten:

  • delikatnie usuwa nagromadzone, martwe komórki warstwy rogowej
  • oczyszcza i zwęża rozszerzone pory oraz ogranicza błyszczenie skóry
  • łagodzi objawy aktywnego trądziku
  • głęboko i długotrwale nawilża

Ogólnie muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z niego. Stosowałam go zawsze raz dziennie wieczorem (nie stosujcie kremów z kwasami częściej, bo może to przynieść efekty zupełnie odwrotne do tych pożądanych). Krem faktycznie oczyścił moją skórę. Pozbyłam się męczących mnie wcześniej zaskórników zamkniętych na policzkach. Zgadzam się, że zwęził rozszerzone pory. Teraz ich praktycznie wcale nie widać, co mnie niezmiernie cieszy. Zredukował również ilość zaskórników otwartych. W ogóle stan mojej skóry zdecydowanie się poprawił w czasie stosowania tego kremu. Skóra się rozjaśniła, wygładziła (mimo tego, że nie mam zmarszczek wydaję mi się, że to się właśnie z nią stało :P). Wygląda na zdecydowanie bardziej zadowoloną z życia. W ogóle jej nie podrażnił. Generalnie polecam go wszystkim tym, którzy zaczynają przygodę z kwasami. Jest on naprawdę delikatny w swoim działaniu. Tylko pamiętajcie zawsze, że przy kuracji kwasami warto nakładać codziennie krem z wysokim filtrem, bo kwasy maja działanie fotouczulające i niszczą (szczególnie te mocne, jak retinoidy) naturalną zdolność skóry do obrony przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Nie stosując filtrów narażamy się na ryzyko wystąpienia przebarwień na skórze. 

Jedyny minus kremu z Bandi był taki, że nie nawilżył mojej skóry. W życiu nie nazwałabym go kremem nawilżającym. Dlatego też stosowałam go co dwa dni na  przemian z moim niezawodnym nawilżaczem skóry, który zawsze w takich sytuacjach mi pomaga. Mowa o arganowym serum nawilżającym z witaminą E ze Starej Mydlarni (Argan & Neroli, Organic Face Serum with Vit. E). Uwielbiam ten produkt i sięgam po niego zawsze wtedy, gdy moja skóra potrzebuję szybkiego nawilżenia. Jest to serum, które składa się tylko z olejku arganowego, olejku z neroli (co nadaje mu przepiękny pomarańczowy zapach), witaminy E i lecytyny, która jest świetnym składnikiem odżywczym ze względu na obecność kwasu linolenowego, ale też emulgatorem, który umożliwia mieszanie się wody z tłuszczem. Dzięki temu serum ma jednolitą konsystencję. Tak więc dokładnie takie składy Higheels lubi najbardziej. Krótkie, naturalne i bez zbędnych dodatków. Oprócz tego, że serum genialnie nawilża skórę, to na dodatek dzięki witaminie C i E rozjaśnia skórę, hamuje procesy starzenia się i neutralizuje wolne rodniki. Jest to już moja druga buteleczka i nie zamierzam na niej poprzestać. Swoją drogą buteleczka jest bardzo wygodna w użyciu. Ciemne szkło i pipetka, którą odmierzymy idealną ilość produktu. Uwielbiam moją skórę rano po użyciu tego kosmetyku! Jest mięciutka, odżywiona i promienna. 

image
(tak, to małe pudełeczko to krem Bandi :P)

Rano z kolei przemywałam twarz tylko wodą lub przecierałam wacikiem zwilżonym hydrolatem (najczęściej oczarowym) i nakładałam krem nawilżający. Wróciłam do kremu z Tołpy- Tołpa Botanic czarna róża, odzywczy krem-miód regenerujący, bogaty. Uwielbiam przede wszystkim jego zapach. Tak bardzo kojarzy mi się z Panadolem, którego kochałam w dzieciństwie :P. Tołpa bardzo dobrze nawilża moja skórę w ciągu dnia, odżywia i idealnie sprawdza się pod makijaż. Jest to już drugie moje opakowanie. Pod koniec (o ile o tym pamiętałam) nakładałam filtr. Wiem, że jestem trochę hipokrytką. Ciągle powtarzam, żeby stosować krem z filtrem przy kuracji kwasami, a samej mi się zdarza o nim zapomnieć. Ale nie martwcie się, dostałam za swoje- 2 nowe przebarwienia na policzku :P. Najbardziej lubię oczywiście krem z Vichy Capital Soleil, chociaż ostatnio też stosowałam jego tani zamiennik, czyli krem z Sun Ozon. Niestety nie jest on tak niezawodny pod makijaż jak Vichy.

Od czasu do czasu oczywiście w ciągu dnia zdarzały się też peelingi i maseczki. Najczęściej opisywane Wam jużz wcześniej saszetki od Banii Agafii. Możecie o nich poczytać TUTAJ.

I tak mniej więcej wyglądała moja pielęgnacja skóry podczas tych chłodniejszych miesięcy. Dogłębne oczyszczenie przy jednoczesnym zachowaniu nawilżonej skóry. Jestem ciekawa, jakich produktów Wy używałyście. Dajcie znać koniecznie!

Buziaki:*

HIGHEELS

Tani zamiennik kremu z filtrem Vichy Capital Soleil!

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Zapewne już wiecie, że moim niekwestionowanym faworytem w kategorii „Kremy z filtrem” był zawsze krem matujący z Vichy- Capital Soleil. Bardzo dobrze się u mnie sprawdza. Chroni przed słońcem, tak jak ma chronić. Nie bieli skóry i nie sprawia, że świeci się jak opętana. Makijaż trzyma się na nim nienagannie. Łatwo się rozprowadza. Ma przyjemną konsystencję i zapach. Ładne opakowanie. Normalnie nie ma się do czego przyczepić… A nie, przepraszam. Jest. Cena! Mała tubka tego kremu kosztuję w granicach 30-50 zł. Czyli duża za dużo.

Szukałam czegoś równie dobrego tylko w bardziej przystępnej cenie i w końcu natknęłam się zupełnie przypadkiem na produkt, który okazał się naprawdę godnym zamiennikiem. Przy okazji wizyty w Rossmannie spojrzałam na półkę z kosmetykami Sun Ozon. W oczy rzucił mi się matujący fluid przeciwsłoneczny z SPF 50. Spojrzałam na cenę i zobaczyłam 13 zł z groszami za 50 ml. Długo nie myśląc wrzuciłam go do koszyka. I tak zaczęła się moja przygoda z firmą Sun Ozon :P.

image

Ta słodka buteleczka skrywa w sobie krem, który moim zdaniem można spokojnie uznać, jako tani zamiennik dla kremu Vichy. Dlaczego? Bardzo dobrze chroni przed słońcem. Tak jak w przypadku Vichy wystarczy, że posmaruje się nim rano i nie trzeba nic poprawiać. Oczywiście nie mówię tu o spędzaniu całego dnia na słońcu i kąpieli w morzu. Chodzi mi o taki normalny dzień powszedni. Jego konsystencja jest trochę bardziej rzadka. Dobrze się rozsmarowuje. Niestety trochę bardziej się świeci niż Vichy. Na szczęście nie jest źle i po wyschnięciu i przypudrowaniu wygląda tak jak jego droższe wydanie. Szybko się wchłania i mojej skóry nie bieli. Wiem, ze niektórzy na to narzekają, ale u mnie akurat nic takiego się nie wydarzyło. 

Krem nie wysuszył mojej skóry. Na pewno też jej nie zapchał, ani nie podrażnił. Muszę przyznać, że jestem z niego naprawdę zadowolona. Warto wspomnieć o tym, że jest bardzo łatwo dostępny. Dostaniemy go praktycznie w każdym Rossmannie. Na dodatek często jest w promocji. Nie to co Vichy. Jeśli już jest w Super Pharm to jego cena wynosi średnio 40/50 zł. Ja najczęściej kupowałam go w aptecegemini przy okazji większych zakupów.

Krem z Sun Ozon można jeszcze dostać w wersji z SPF 30. Także polecam wszystkim wrogom filtru 50 :P. 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym filtrem! Na pewno, jak go skończę, to będę do niego wracać. Zdaję sobie sprawę z tego, że Vichy jest jednak trochę lepszy, ale naprawdę żal mi pieniędzy na zwykły filtr, którego i tak nie stosuję codziennie (nie używam teraz żadnego kremu z kwasami, ani nic z tych rzeczy, a więc ostatnio odpuściłam sobie codzienne nakładanie filtru przeciwsłonecznego). Wypróbujcie go koniecznie, bo za taką cenę naprawdę warto!

Jakie inne filtry polecacie?

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol. 5!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Najwyższy czas na wielki powrót Projektu Denko! Dzisiaj w moim denku znalazło się 9 produktów z czego tylko jeden kosmetyk kolorowy i aż 8 pielęgnacyjnych. Nie przedłużając, zapraszam na mini recenzje!

Zdjęcie 13.07.2015, 19 01 28

Zdjęcie 13.07.2015, 19 06 42

1. Kropla Zdrowia Eco Argan Body Butter- masło do ciała z olejkiem arganowym.

Dostałam je na urodziny i byłam bardzo ciekawa jak się sprawdzi, bo nigdy nie słyszałam o tej firmie. Na pierwszy rzut oka wszystko w porządku. Zapach ładny, konsystencja i skład jak najbardziej w porządku, dobrze się rozsmarowuje i co więcej szybko się wchłania. Na dodatek ładnie nawilża skórę. Niby wszystko okej… gdyby nie jeden malutki szczegół. Na opakowaniu, na pudełku, NIGDZIE nie było napisane, że jest to masło z brokatem! Ja patrzę na skórę pod światło, a tam miliony malutkich, złotych drobinek, czyli coś czego szczerze nienawidzę. Oczywiście cała pościel, piżama, prawie wszystko w brokacie. Zużyłam do końca będąc na wakacjach, żeby ograniczyć dostęp mojej pościeli do brokatu :P. Całkiem nieźle się sprawdził, ale nie kupię go nigdy więcej przez ten okropny brokat, który go z miejsca skreśla!

2. Planeta Organica Mango Butter Hair Shampoo- nawilżający szampon do włosów z masłem mango.

Po przeczytaniu recenzji jednej z blogerek postanowiłam zaryzykować. Skusił mnie przede wszystkim dobry, naturalny skład i zapewnienia o widocznym nawilżeniu. Na początek zachwycił mnie piękny zapach. Uwielbiam zapach mango! Jeśli chodzi o działanie to już nie jest tak kolorowo. Jakoś mnie zupełnie do siebie nie przekonał. Dobrze mył, ale moich włosów z pewnością nie nawilżył. Dodatkowo jakoś je dziwnie plątał. Bez szału, nie kupię go ponownie. Razem z nim kupiłam jeszcze wersję z maslem shea, także zobaczymy, czy tamta się lepiej sprawdzi. 

3. Biały jeleń- hipoalergiczny szampon do włosów z kompleksem sermo-łagodzącym.

Faktycznie szampon mnie nie podrażnił, ale miałam wrażenie, że przesuszył mi włosy i delikatnie skórę głowy. Po myciu włosy były napuszone i nie wyglądały zbyt dobrze. Bez użycia odżywki lub maski po myciu, tragicznie się z nimi czułam. W zestawie z szamponem była też odżywka z tej samej serii, ale ona równiez zupełnie się u mnie nie sprawdziła. Zużywam ją go golenia lub do zmiękczania włosia pędzli :).

Zdjęcie 13.07.2015, 19 08 04

4. Zrób Sobie Krem- hydrolat z kwiatów pomarańczy gorzkiej.

To mój drugi hydrolat i powiem szczerze, że jak najbardziej też się u mnie sprawdzil. Może nie tak dobrze, jak ten z RÓŻY, ale byłam z niego zadowolona. Zapach niestety nie zachwyca, bo pachnie jak chwasty, ale z czasem się przyzwyczaiłam :P. Fajnie ściągał skórę i łagodził podrażnienia. Dodatkowo ten hydrolat ma działanie przeciwzapalne i zmniejsza zaczerwienienia skóry. Zauważyłam też, że zmniejszył ilość wydzielanego sebum i delikatnie nawilżał buzię. Stosowałam go jako tonik lub jako taką mgiełkę odświeżającą. Uwielbiam hydrolaty i zamówilam sobie już sobie dwa kolejne do testowania! 

5. Vichy Idealia- krem do cery normalnej i mieszanej.

Dostałam go pod choinkę i bardzo chętnie wypróbowałam. Tym bardziej, że normalnie kosztuje, jak większość kremów Vichy, ok. 100 zł na 50 ml! Oczywiście słoiczek i szata graficzna są wizytówką Vichy i wyglądają schludnie i ekskluzywnie. Zapach kremu przepiękny! Przypomina mi świeżego ogórka. Konsystencja jest bardzo lekka przez co krem szybko się wchłania. Jeśli chodzi o działanie to nie zachwycił mnie. Faktycznie rozświetla buzię, ale jest to zasługa drobinek rozświetlających, które są widoczne z kremie. Cera faktycznie wyglądała bardziej zdrowo i promiennie. Nawilżenie niestety bardzo słabe, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że kiepskie lub bliskie zeru. Delikatnie wyrównał koloryt skóry. Zmarszczek mimicznych mi nie wygładził, bo takowych po prostu jeszcze nie mam, ale szczerze wątpię, żeby spisał się w tej roli. Uważam, że za taką cenę krem powinien działać bez zarzutów, więc na pewno go sobie nie kupię.

6. Ziaja krem nawilżająco-matujący 25+.

Pisałam o nim już nie raz. Nie mam mu nic do zarzucenia. Jest to jeden z lepszych kremów na dzień, pod makijaż, jakie stosowałam. Teraz zrobiłam sobie przerwę i używam kremu z Tołpy, który pojawił się ostatnio w Ulubieńcach, ale na pewno jeszcze wrócę do Ziaji. Polecam, bo krem naprawdę dobry, a cena niziutka!

Zdjęcie 13.07.2015, 19 09 55

7. Tisane balsam do ust.

Uwielbiam ten balsam! Nic tak nie regeneruje moich wymagających i często spierzchniętych ust jak to cudeńko! Jest to już któryś mój słoiczek, bo co jakiś czas wiernie do niego wracam. Miałam wersję w sztyfcie, ale moim zdaniem nie była tak dobra, jak ta w słoiczku. Pięknie nawilża i regeneruje usta! Nie tylko zapobiega, ale też leczy. UWIELBIAM!

8. Nivea Lip Butter Vanilla & Macadamia.

Kolejny produkt do pielęgnacji ust, który uwielbiam. Muszę Wam zrobić post o najlepszych moim zdaniem kosmetykach pielęgnayjncyh do ust :). Wcześniej miałam wersję karmelową i malinową. Genialne masełka! Bardzo dobrze nawilżają i pielęgnują usta. Zapachy przepiękne! Olbrzymia pojemność (19 ml), którą za każdym razem zużywam do cna. Mam już w domu wersję jagodową i czaję się na kokosową. Jedyny ich minus to to, że trzeba grzebać w masełku paluchem, ale wystarczy pamiętać, żeby myć ręce przed użyciem. Polecam z czystym sumieniem każdemu!

9. Sephora- lakier do paznokci.

Nie polecam tych małych lakierów z Sephory. Są drogie, a odpryskują mi po dwóch dniach. Kolory bardzo ładne, ale nic więcej. Ten piękny zielony wyrzucam, bo już zasechł. 

To już koniec, Kochani! Czekam na Waszych zdenkowanych i pozdrawiam Was serdecznie! Do zobaczenia na InstagramieFacebooku lub w kolejnym poście!

Buziaki:*

HIGHEELS

Denkowy szał vol. 4!

12 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Najwyższy czas na kolejną odsłonę Denkowego Szału! Po raz kolejny prezentuję Wam 10 produktów wraz z krótkimi recenzjami, które zużyłam w ostatnim czasie. Zaczynamy!

denko1

denko3

1. Lovena- delikatny kremowy żel do mycia twarzy z ekstraktem z piwonii i d-panthenolem.

To już moje drugie zużyte opakowanie. Kupuję go w Netto za niecałe 5 zł (!). Myłam tym żelem twarz zaraz po wstaniu, żeby oczyścić skórę z resztek kremu i ewentualnego brudu i kurzu i muszę powiedzieć, że nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia. Bardzo fajny, delikatny produkt. Nie podrażnił mnie, nie uczulił, nie wysuszył skóry. Do delikatnego oczyszczania nadaje się idealnie! Teraz przerzuciłam się na coś innego, ale na pewno jeszcze do niego będę wracać. Naprawdę warto wypróbować za tak niską cenę.

2. Olejek myjący pomarańczowy z Biochemii Urody.

Mój absolutny ulubieniec i kosmetyk bez którego nie wyobrażam sobie demakijażu. Połączenie oleju słonecznikowego, olejku pomarańczowego  i witaminy E jest według mnie genialne. Nie dość, że tani, to jeszcze super skuteczny i naturalny. Żadnej zbędnej chemii! Używam go do metody OCM, o której pisałam tutaj. Zmywam nim pokład, korektor, puder i nigdy mnie nie zawiódł. Delikatny kilkudziesięciu sekundowy masaż i pozbywamy się całego makijażu. Spisuje się rewelacyjnie i jestem już prawie w połowie kolejnego opakowania. Muszę powiedzieć, że jest meeega wydajny! Myślałam, że nigdy się nie skończy. I kocham ten pomarańczowy zapach! Moim zdaniem nie znajdziemy tu żadnych, absolutnie żadnych wad. Jeśli jeszcze go nie miałyście, to koniecznie musicie spróbować.

3. Alantan Dermoline- lekki krem.

Jest to kolejny tani jak barszcz, a zarazem bardzo dobry produkt. Możemy go dostać w aptekach za ok. 6 zł. Jest to produkt przeznaczony dla niemowląt, dzieci i dorosłych. Jest to moje drugie zużyte opakowanie. Ładnie nawilża, koi skórę i przyspiesza jej regenerację. Dodatkowo nie zapycha, nie podrażnia i na pewno nie uczula. Nadaje się do pielęgnacji skóry wrażliwej. Często nakładałam go po maseczkach oczyszczających, żeby skóra się nie przesuszyła, ale też często robił za krem na noc. Bardzo szybko łagodził wszelkiego rodzaju podrażnienia i zaczerwienienia. Nie wchłania się za szybko, więc nie za bardzo nadaje się pod makijaż, ale na noc jest idealny. Nie wiem czy za taką cenę dostaniemy lepszy krem nawilżający. Polecam każdemu!

denko2

4. The Body Shop- serum nawilżające z witaminą E.

Ten produkt zupełnie  mnie nie zachwycił. Jest bardzo przeciętny i na pewno nie kupię go ponownie. W cenie regularnej kosztuje jakieś 90 zł (JAK TO MOŻLIWE?!)! Ja kupiłam go na allegro za mniej więcej połowę tej kwoty. Bardzo podoba mi się opakowanie. Czyste, proste, higieniczne i z pompką, która jest genialnym rozwiązaniem. Stosowałam rano przez nałożeniem kremu. Serum błyskawicznie się wchłaniało, ale samo w sobie nie bardzo nawilżało, a więc postanowiłam mieszać je z kwasem hialuronowym 1% i wtedy faktycznie nawilżenie było większe. Oprócz tego nie zauważyłam żadnych oznak jego pozytywnego działania. Za taką cenę oczekiwałam czegoś zupełnie innego i niestety się zawiodłam.

5. Organic Shop- maseczka do twarzy algi i błoto z Morza Martwego.

Jak widać zużyłam do cna. Fajna maseczka o jeszcze fajniejszym, naturalnym składzie. Bardzo praktyczne i wygodne opakowanie. Maseczka pachnie świeżo, trochę jak męski perfum. Tak przynajmniej myślę :P. Po 10/15 minutach na twarzy oczyszcza i odżywia skórę. Na pewno ją regeneruje i przyspiesza gojenie się mniejszych niedoskonałości. Mam wrażenie, że też delikatnie nawilża. Po zabiegu skóra jest gładka, oczyszczona, ale nie ściągnięta. A i jest super wydajna! Na początku myślałam, że szybko się skończy, ale nic bardziej mylnego. Starczyła na bardzo długo. Naprawdę fajny produkt!

6. Vichy- woda termalna.

Co tu dużo mówić o wodzie termalnej. Nawilża, koi i odżywia skórę przekazując jej cenne minerały. Skóra jest odświeżona, ochłodzona (szczególnie przydatne latem) i przy dłuższym stosowaniu wygląda na bardziej zdrową. Z całego serca mogę polecić wodę termalna tej marki! 

denko4

7. Isana- suchy szampon.

Produkt, który wielokrotnie ratował moje włosy, kiedy nie miałam czasu ich umyć. Moim zdaniem działa identycznie jak Batiste, a jest jednak tańszy, dlatego to właśnie jego zawsze wybieram. I zapach nie jest mocny i męczący, tak jak w przypadku niektórych wersji Batiste. Robi dokładnie to co ma robić, czyli odświeża i podnosi włosy. Jeśli odpowiednio go zaaplikujemy, to nie zostawia żadnych białych śladów. Nie mam mu nic do zarzucenia i polecam gorąco!

8. Ziaja Kozie Mleko- krem do rąk i paznokci.

Bardzo lubię jego zapach i to chyba wszystko, co mogę dobrego o nim powiedzieć. Nawilża, ale tylko chwilowo. Po godzinie dłonie są na nowo suche. Tani, ale niestety zupełnie go nie polecam.

9. Sephora- czarny eyeliner w kałamarzu.

Dość fajny produkt z cieniutkim i precyzyjnym pędzelkiem. Czerń jest intensywna, a więc nie trzeba domalowywać paru warstw, żeby uzyskać pożądany efekt. Jest bardzo wydajny i długo utrzymuje się na powiece. Niestety rozmazuje się. Wystarczy łezka w kąciku oka i już plama gotowa. Nie jestem z niego w stu procentach zadowolona i pewnie nigdy już po niego się sięgnę. Zdecydowanie wolę eyeliner w kałamarzu z Maybelline!

10. Bomb Cosmetics- Lipology balsam do ust.

Niesamowicie wydajny balsamik o pysznym zapachu czekolady z pomarańczami i naturalnym składzie. Niestety nie sprawdził się za bardzo na moich baaardzo wymagających i często skrajnie przesuszonych ustach. Zbyt mało nawilżał i w ogóle nie regenerował ust. Myślę, że osoby z normalnymi, nawilżonymi ustami mogłyby go używać ochronnie i wtedy może by się sprawdził. Ja niestety nie jestem zadowolona, tym bardziej, że zapłaciłam za niego 19,90zł…

To już wszyscy zdenkowani! Napiszcie koniecznie, jakie kosmetyki Wy ostatnio wykończyłyście!

Buziaki:*

HIGHEELS