La Roche-Posay Effaclar K – recenzja

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

W końcu zakończyłam kurację kremem od La Roche-Posay Effaclar K i przyszedł czas na recenzję! Postanowiłam sobie, że w tym roku rozpocznę pierwszą w swoim życiu kurację kwasami. Po zapoznaniu się z recenzjami miliona kremów w końcu zdecydowałam się właśnie na Effaclar K. Wahałam się pomiędzy nim, a Effaclar Duo, ale pani w Superpharm ostatecznie przekonała mnie do K. Moim celem było zmniejszenie ilości zaskórników zamkniętych, dogłębne oczyszczenie porów po lecie, a więc odetkanie i jednocześnie zmniejszenie porów. Nie mam dużych problemów z niedoskonałościami, ale chciałam szczególnie pozbyć się zaskórników. Nie ukrywam, że pokładałam bardzo duże nadzieje w tym kremie i niestety przez to się na nim zawiodłam.

la-roche-posay-effaclar-K-krem

Źródło

No może nie tak zupełnie, ale spodziewałam się czegoś lepszego. Zdecydowałam się na niego, bo chciałam rozpocząć kurację z retinolem. W składzie Effaclar K znajdziemy połączenie Retinol linolate – czyli pochodną retinolu o silnym działaniu, która przeznaczona jest dla cery tłustej lub mieszanej z kwasami LHA.

Zaczęłam używać tego kremu pod koniec sierpnia i skończyłam moją tubkę dopiero wczoraj, więc od razu rzuca nam się o czy, że jest to bardzo wydajny produkt. Ma bardzo schludne i proste opakowanie, które zdecydowanie ułatwia nam aplikację produktu. Według mnie bardzo ładnie pachnie, trochę jakby świeżym ogórkiem. Bardzo szybko się wchłania i na pewno nie zostawia lepkiego filmu. Przy pierwszym użyciu czułam lekkie mrowienie skóry, ale następnego dnia nic takiego się już nie wydarzyło. Nie uczulił mnie, ani nie podrażnił. Po miesiącu ( co najmniej tyle musimy czekać, żeby zobaczyć efekty kuracji takimi kremami) skóra zaczęła się delikatnie oczyszczać, co oznacza, że pojawia się wysyp grudek podskórnych, które dość szybko schodzą. Po tym czasie zauważyłam, że ilość zaskórników się zmniejszyła, więc uradowana czekałam na dalsze efekty.

Processed with VSCOcam with c1 preset

I jak się okazało już się ich nie doczekałam. Effaclar K nie zrobił niczego nadzwyczajnego z moją skórą. Owszem ilość zaskórników zamkniętych zmniejszyła się, ale nie do zera. Na otwarte w ogóle nie zadziałał. Faktycznie pory troszkę się zmniejszyły, ale też bez szału. Przed pierwsze miesiące moja skóra przestała się świecić, ale niestety później znowu zaczęła. Krem na pewno wysuszył dość mocno moja skórę, co jest normalne przy kuracji retinoidami. Na początku używałam go codziennie wieczorem, ale widząc, że skóra jest coraz bardziej sucha zaczęłam stosować go co drugi dzień. Mimo tego i dobrego kremu nawilżającego niestety cera wciąż  była przesuszona.

Processed with VSCOcam with c1 preset

Nie nabawiłam się przebarwień, mimo tego że stosowałam go pod koniec lata, ale ZAWSZE CODZIENNIE stosowałam krem z wysokim filtrem (Vichy Capital Soleil). Kolejnym minusem jest dość wysoka cena ok. 56zł/30ml.

poranna-pielengnacja-higheels_04

Może za dużo od niego wymagałam i przez to się przeliczyłam? Nie wiem. Ale Effaclar K nie zadziałał tak jakbym tego chciała. Nie jestem z niego zadowolona. Teraz mam zamiar zregenerować i nawilżyć moją cerę i może po jakimś czasie spróbuje Effaclar Duo, ale tym razem postaram się za bardzo nie napalać na super efekty :D. Koniecznie dajcie mi znać, jeżeli stosujecie jakiś dobry krem z kwasami!

Buziaki:*

HIGHEELS

Pielęgnacja twarzy z rana

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi sposobami na poranną pielęgnację twarzy. Nie jest ona oryginalna albo nie wiadomo jak skomplikowana. Moim celem jest dostarczyć skórze to, czego potrzebuje, używając przy tym minimalnej ilości kosmetyków. Musimy pamiętać, że tak naprawdę im mniej kosmetyków używamy, tym lepiej :).

Pierwszym krokiem jest delikatne oczyszczenie cery z resztek kremu na noc i ewentualnego kurzu i brudu, który mógł na niej osiąść w czasie snu. Do tego celu używam delikatnego, kremowego żelu do mycia twarzy z firmy Lovena. Kupuję go z polecenia innej bloggerki w Netto (!) za niecałe 5 zł (!!). Delikatnie myje buzię, nie podrażnia, ładnie pachnie… CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ ?! Najczęściej sięgam przy tym po moją ulubioną szczoteczkę do mycia twarzy z Shiseido. Jej recenzję znajdziecie TU. A jeśli nie mam na nią ochoty, to wykonuję masaż twarzy rękoma :).

poranna-pielengnacja-higheels_05

Kolejnym krokiem jest przetarcie twarzy tonikiem lub hydrolatem. Dobra… nie będę Was oszukiwać. Czasem zapominam o tym kroku i od razu przechodzę do następnego, ale jednak warto wbić sobie to do głowy, bo taki tonik przywraca nam odpowiednie pH skóry, dzięki czemu skóra lepiej przyswoi krem. Obecnie stosuję produkt z Tołpy, który sprawdza się bardzo dobrze zarówno jako tonik, oraz jako mgiełka.

poranna-pielengnacja-higheels_09

Następnie nakładam serum nawadniające z Dermedic, ponieważ moja skóra potrzebuje teraz mocnego nawilżenia w ciągu dnia. To serum super się do tego sprawdza! Utrzymuje wodę w skórze, orzeźwia i dodatkowo ma piękny ogórkowy zapach.

poranna-pielengnacja-higheels_02

 Gdy serum się wchłonie nakładam cienką warstwę kremu nawilżająco-matującego 25+ z Ziaji. Chyba nie muszę po raz kolejny pisać, że jest to mój absolutny ulubieniec? 🙂

poranna-pielengnacja-higheels_07

Jak tylko krem się wchłonie nakładam dość grubą warstwę kremu z filtrem. Praktycznie zawsze (z małymi wyjątkami) decyduję się na wersję z SPF 50. Niezmiennie u mnie Vichy Capital Soleil.

poranna-pielengnacja-higheels_04

I to już wszystko. Po tym jak filtr się wchłonie, robię sobie ewentualny makijaż.

Nie jest to skomplikowany proces, ale zapewnia mojej cerze wszystko to, czego potrzebuje rano, czyli delikatne oczyszczenie, mocne nawilżenie na cały dzień i oczywiście ochronę przed słońcem.

Buziaki :*

Higheels

 

 

 

Vichy – Capital Soleil, Emulsion anti-brillance toucher sec

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj recenzja wszystkim już znanego kremu z filtrem. Rok temu postanowiłam, że krem z filtrem będzie obowiązkowym elementem mojej porannej pielęgnacji. W końcu tyle się nasłuchałam o niekorzystnym wpływie słońca na naszą cerę (przede wszystkim o przedwczesnym starzeniu i przebarwieniach), że rozpoczęłam intensywne poszukiwanie mojego ulubieńca. Oczywiście dość szybko natknęłam się na Vichy Capital Soleil, ale jako że była jesień, krem ten był ciężko dostępny. Niestety zaczęłam też stosować terapię z kwasami, więc potrzebowałam wysokiego filtra NATYCHMIAST! Kupiłam wtedy najgorszy krem z filtrem jaki istnieje na tym świecie ( o tym już wkrótce :)). Totalnie zniechęcona rozpoczęłam intensywne poszukiwania Vichy. W końcu udało mi się znaleźć jedną jedyną aptekę internetową, która miała go w swojej ofercie (kosztował wtedy ok. 48 zł). Bez wahania kupiłam wersję z SPF 50 i……..zdecydowanie się NIE zawiodłam! 

spf 50

A teraz już konkrety! Krem na bardzo przyjemną konsystencję. Nie jest ani za gęsty, ani zbyt wodnisty. Według mnie baaaardzo przyjemnie pachnie, aż chce się nim smarować 🙂 ! I najważniejsza zaleta – on naprawdę matuje! Jestem nieszczęśliwą posiadaczką cery mieszanej w stronę tłustej i zdecydowanie potrzebuję kremu z filtrem, który nie będzie dodatkowo jej przetłuszczał i ten właśnie jest idealny. Dodatkowo w ogóle nie bieli cery. Krem szybko się wchłania, więc makijaż nakładam od razu i trzyma się normalnie. Po nałożeniu nie pozostawia lepiącego filmu. Bardzo wygodne opakowanie, które można przeciąć kiedy będzie się kończył, więc nic się nie zmarnuje, a to właśnie lubię :). 

Jeśli chodzi o działanie, to nie narzekam. Jeśli rano nałożę odpowiednią ilość kremu ( ok. 1ml na samą twarz), to nie opalę się. Oczywiście nie spędzam całego dnia bezpośrednio na słońcu, ale jakiś czas na pewno. Najczęściej używam wersji z SPF 50, ale ostatnio na promocji w Superpharm kupiłam ten z SPF 30 i również jest bardzo dobry. Używam go, kiedy wiem, że nie spędzę zbyt dużo czasu na słońcu. 

spf 30

(Niestety wyrzuciłam już kartonik)

Skład jest dość dobry. Producent zapewnia nam brak jakichkolwiek parabenów. Zawiera stabilne filtry. Stosuję ten produkt od dobrych 3 miesięcy i muszę powiedzieć, że w ogóle mnie nie uczulił. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że dodatkowo nawilża mi cerę i delikatnie ją pielęgnuje. 

razem

swatch

Należałoby wymienić również jego wady. Po pierwsze małe opakowanie. Jeśli będziemy stosować odpowiednią ilość kremu, zalecana przez producenta, na jedną aplikację, to jedna tubka 50 ml starczy nam na około miesiąc. Kolejną wadą jest mała ochrona przed promieniami UVA, bo tylko PPD 17. Niestety to właśnie promienie UVA odpowiadają za przedwczesne starzenie się skóry i przebarwienia, więc jest to trochę mało. 

Podsumowując, jest to bardzo dobry krem z filtrem. Najlepszy jaki dotychczas miałam. Bardzo dobrze się sprawdza na mojej skórze. Przede wszystkim nie powoduje nadmiernego świecenia się, a co za tym idzie makijaż wygląda świeżo przez cały dzień. Jestem z niego bardzo zadowolona, chociaż martwi mnie mała ochrona przeciw promieniami UVA. Na pewno będę szukać w przyszłości czegoś „mocniejszego”.

Dajcie znać koniecznie, czy używałyście kiedyś, któregoś produktu z serii Capital Soleil.

Buziaki:*

Higheels