Ulubieńcy września i października!

7 komentarzy Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Ale zimno! Dzisiaj czekając na autobus trzęsłam się jak galareta! U Was też? Dzisiaj mam dla Was Ulubieńców! Wiem, wiem.. trochę się spóźniłam, ale spokojnie już są ULUBIEŃCY ostatnich dwóch (no dobra dwóch i pół) miesięcy! Długo zastanawiałam się, które produkty powinny się tu znaleźć, ale w końcu wybrałam PIĄTKĘ najlepszych! Możecie mi wierzyć na słowo, że te oto rzeczy ułatwiły i zdecydowanie umiliły mi ostatnio życie. 

img_5265

  1. Evree- różany tonik do twarzy.
    Rozważając to co powinnam Wam o nim napisać wpadłam na jedno zdanie, które idealnie wyrazi to co o nim myślę. Mianowicie: jestem w stanie dla niego porzucić wszelkie hydrolaty! Tak, dobrze wiecie jak kocham hydrolaty: różany, oczarowy, aloesowy, z kwiatów gorzkiej pomarańczy, ale ten tonik spokojnie zastąpi je na dłuższy czas w mojej pielęgnacji. Jest rewelacyjny! Odświeża skórę, zmniejsza zaczerwienienia, lekko nawilża. Stosuję go po umyciu twarzy, przed nałożeniem kremu rano i wieczorem, po zmyciu maseczki… Używam go cały czas! Jest wydajny, stosunkowo tani. Skład ma krótki i nie ma w nim nic co mogłoby zaszkodzić mi i mojej skórze. Pachnie różą i to co mnie jeszcze zachwyca to opakowanie z atomizerem! W ten sposób kosmetyk się nie marnuje, aplikacja jest higieniczna, prosta i przyjemna. Jestem zachwycona tym produktem i z pewnością przetestuję drugi tonik, który marka Evree posiada w swojej ofercie. 
  2. Idea Toscana- Crema Viso Idratante, czyli nawilżający krem do twarzy.
    Jest to krem, który zawiera w sobie Biologiczną Toskańską Oliwę z Oliwek IPG i jest memu sercu szczególnie bliski ze względu na fakt, że został wyprodukowany niedaleko Florencji, w której mieszkałam przez pół roku. TUTAJ możecie przeczytać, co tam robiłam :). Produkty marki Idea Toscana są ekologiczne i nie zawierają w składach parabenów, silikonów, olejów mineralnych, sztucznych barwników, czy syntetycznych substancji zapachowych. Skład jest faktycznie bardzo w porządku według mnie. Ten krem stosuję na noc i przyznam szczerze, że jest genialny! Z założenia ma nawilżać (oleje roślinne), odżywiać, zmiękczać (skwalen warzywny) i wzmacniać skórę. Nie mam podstaw nie zgodzić się z tymi założeniemi. Krem ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania i nie pozostawia na twarzy nieprzyjemnego filmu. Z powodzeniem można stosować go też na dzień. Uwielbiam szklane, solidne opakowanie z pompką! Wydobywamy odpowiednią ilośc produktu nie brudząc przy tym palców. I nic nie wchodzi pod paznokcie (Was też to tak wkurza?!). Genialnie nawilża i zmiękcza skórę! Rano budzę się zawsze z mięciutką, przyjemną w dotyku skórą. Nie mam problemu z przesuszeniem nawet teraz, gdy jest zimno. Genialny produkt! Ma dość specyficzny zapach lekko lawendowy. Nie jest moim ulubionym, ale przyzwyczaiłam się już do niego i nie przeszkadza mi ani trochę. Jeśli będziecie mieć okazję, koniecznie go wypróbujcie! Cudo!

    img_5266

  3. Wibo- Growing Lahes Stimulator Mascara.
    Kupiłam ją jak tylko sama zdjęłam sobie przedłużane rzęsy, bo szukałam czegoś taniego, nowego a jednocześnie dobrego. No i znalazłam, a co! Genialna szczoteczka- mała, silikonowa, dociera wszędzie. Nie brudzi powieki. Pomalowanie dolnych rzęs nie sprawia mi żadnego problemu, a niestety nie zawsze tak bywało. Ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy nie pozostawiając na nich grudek. Trzyma się cały dzień! Przy pierwszej aplikacji po paru godzinach zaczął się kruszyć. Nie wiem dlaczego, bo później już tego problemu nie zauważyłam. Nie rozmazuje się w ciągu dnia, nawet jak lekko kropi lub jest mżawka. Łatwo się zmywa. Kupiłam go w Rossmannie za 11,90 zł bez promocji, więc jak na to, jak działa cena jak najbardziej odpowiednia. Dorównuje nawet mojemu absolutnemu hitowi, czyli Lovely Pump Up Mascara. Lovely może jest troszkę lepsza, bo podkręca lepiej rzęsy i szybciej je rozdziela. Tak czy siak jestem bardzo zadowolona. Koniecznie wypróbujcie! Aha i nie spodziewałabym się, że będzie stymulować wzrost rzęs :P.
     
  4. Urban Decay- paletka cieni Naked Basics.
    Jest to obecnie jedyna paletka, z której korzystam i nie mam na razie zamiaru wracać do innych lub szukać czegoś nowego. Nie dość, że sam produkt cieszy oko, posiada solidne opakowanie z lusterkiem, to cienie są naprawdę dobrej jakości. Najbardziej cieszy mnie to, że jest to pierwsza paletka w mojej kolekcji, z której wszystkie cienie mi się podobają i ze wszystkich korzystam. W pudełku znajduje się 5 matowych cieni i jeden perłowy, delikatnie świecący, który idealnie nadaje się pod łuk brwiowy lub w wewnętrznym kąciku oka (Venus). Są to najbardziej uniwersalne kolory na świecie! Wykonacie nimi każdy makijaż: ten dzienny i ten mocniejszy wieczorowy. U mnie nawet bez bazy, a z kamuflażem Catrice na powiecie, makijaż oka trzyma się praktycznie cały dzień. Korzystam z każdego koloru, żaden się marnuję, co uspokaja moje sumienie po wydaniu dość sporej kwoty na tę paletkę- 145 zł. Pamiętam, że skorzystałam z dużej zniżki i finalnie zapłaciłam ok 100 zł, ale jak powszechnie wiadomo, jest to całkiem sporo jak na paletkę. Niemniej jednak nie żałuję. Na początku musiałam się nauczyć z nimi pracować, bo delikatnie się osypują, ale teraz już wiem, jak je poprawnie nałożyć, żeby nie marnować kosmetyku. Jestem niesamowicie zadowolona z tej paletki. Korzystam z niej codziennie, a produktu jakby nie ubywa. Gorąco ją wszystkim polecam! Szczególnie na promocjach oczywiście!
  5. Zoeva- Brow Line pędzelek do brwi (322).
    Nie mogę nie wspomnieć o moim ulubionym pędzelku, który odpowiada za codzienny makijaż moich brwi. W połączeniu z rewelacyjnym produktem, o którym wkrótce Wam opowiem, tworzy efekt, który pożądałam od zawsze. Jest idealnie miękki i idealnie ścięty. Pomalowanie brwi zajmuje dosłownie minutkę i jest przyjemne jak nigdy. Według mnie ma doskonałą szerokość i grubość. Nie zamieniłabym go na żaden inny. Moim zdaniem jest to najlepszy pędzelek do brwi, jaki możecie znaleźć i mój faworyt jeśli chodzi o pędzle marki Zoeva. Łatwo się domywa, nie zmienia swojego kształtu po wielu, wielu myciach i wciąż jest super miękki. Zdecydowanie polecam!

Moim Drodzy, tak się prezentują moi Ulubieńcy ostatnich miesięcy. Mam nadzieję, że znajdziecie tutaj coś dla siebie. Jestem też ciekawa, jakie produkty sprawdziły się u Was w ostatnim czasie! Piszcie koniecznie, a ja jem banana i lecę pobiegać!

Buziaki:*

HIGHEELS

Przedłużanie rzęs- wady i zalety. Odczucia po zdjęciu.

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Wiecie, że dzięki współpracy z Lush Barem w Poznaniu byłam szczęśliwą posiadaczką pięknych, naturalnie wyglądających, przedłużonych rzęs metodą objętościową. W porównaniu z moimi  był to istny kosmos! Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Co zresztą mogliście podziwiać w postaci pierwszego ever selfie na moim blogu! 😀 Teraz już rzęs nie mam i postanowiłam podzielić się z Wami moją refleksją na ten temat.

Jak wyglądał sam zabieg, jakie to były rzęsy i jakie uczucie… wszystko opisałam Wam w osobnym poście TUTAJ. Moje naturalne rzęsy może nie były jakieś mega tragiczne, ale i tak bardzo chciałam cieszyć się długimi i gęstymi. Efekt zabiegu mnie po prostu zwalił z nóg! Niesamowicie mi się podobał! Do rzęs przyzwyczaiłam się niemal od razu i nosiło mi się je bardzo dobrze. Nie było osoby, która mnie znała wcześniej i nie zauważyłaby zmiany. Niewątpliwą zaletą było to, że praktycznie się nie malowałam. Przedłużone rzęsy robiły robotę. Eyeliner, cienie, kredki… wszystko odłożyłam w kąt. Mój makijaż oka ograniczał się do wytuszowania dolnych rzęs. Niesamowita wygoda i niesamowity komfort. Uwielbiałam moje przedłużane rzęsy pod każdym względem.

image
(Przypominam moje zdjęcie PRZED zabiegiem)

image
(I moje rzęsy PO przedłużaniu)

Jak wszystko na tym świecie, nawet przedłużanie rzęs na swoje wady i zalety. Obok oczywistych i niekwestionowanych zalet, plasują się także niedogodności natury finansowej i praktycznej. Po pierwsze u mnie pierwsze kępki rzęs zaczynały zawsze wypadać po około tygodniu. Po dwóch i pół tygodnia zawsze należało je uzupełnić. To był taki optymalny czas, po którym dało się w godzinę/półtorej doprowadzić rzęsy do ładu. Tu parę zdjąć, a tu przykleić nowe. Niestety dla mnie jest to dość krótki odstęp czasu. Jestem osobą z natury dość zajętą i dwa tygodnie mijają mi jak z bicza strzelił. Tak więc wydawało mi się, że co chwilę muszę jechać na uzupełnianie. Minusem jest także odległość od salonu. Niestety mieszkam w ścisłym centrum, więc podróż w dwie strony do Lush Baru, który znajduje się na poznańskim Chartowie zajmowała mi średnio godzinkę. Niby nie dużo, ale jak dodać do tego na przykład 2,5 godziny nakładania rzęs, to praktycznie wieczór zmarnowany. 

Drugą ważną kwestią jest aspekt finansowy. Nie oszukujmy się… trzeba mieć odpowiedni budżet, żeby bawić się w przedłużanie rzęs dobrej jakości. Oczywiście, że możecie znaleźć salony, w których robi się rzęsy za nieprzyzwoicie małe pieniądze. Zgadzam się, ale pamiętajcie o tym, że liczy się przede wszystkim jakość i efekt końcowy. Mi zależało na naturalnie wyglądających rzęsach, które nie będą się błyszczały, nie będą wchodziły przede mną do pomieszczenia i będą założone w sterylnych i higienicznych warunkach. Nawet nie wiecie ilu chorób można się nabawić przez nieodpowiednie warunki sanitarne w salonach! Lush Bar jest miejscem, w którym o takie rzeczy nie musicie się martwić. Dziewczyny stawiają czystość i jakość na pierwszym miejscu. Jak wiadomo właśnie za takie rzeczy trzeba płacić. Powiem szczerze, że jak na razie moja sytuacja finansowa nie pozwala mi na takie szaleństwa, więc z ponownym nałożeniem rzęs na razie muszę się wstrzymać. Niestety…

Wspomnę Wam jeszcze o zdejmowaniu takich rzęs. A więc… zrobiłam to sama. Tak, jestem głupia. Niestety potrzebowałam bardzo pilnie, aby moje oczy wyglądały dobrze, a zapomniałam o tym, że są święta i salon będzie zamknięty. Ze względu na brak czasu, postanowiłam zaryzykować i zrobić to sama. Poczytałam trochę i stwierdziłam, że dam radę. Generalnie dałam radę, ale ucierpiały na tym trochę moje rzęsy. Muszę zaznaczyć, że gdy samoistnie wypadały mi kępki praktycznie zawsze wypadały wraz z moją naturalną rzęsą. Stworzyłam domową mieszankę, dzięki której zdjęłam rzęsy sama. Płyn micelarny, olej kokosowy, olej jojoba i olej marula. Taką mieszankę na płatek kosmetyczny i trzymałam przyciśnięte przez jakiś czas. Niektóre rzęsy zeszły od razu, sukces! Ale reszta wymagała delikatnego, a czasem mniej delikatnego tarcia. Koniec końców udało się, ale po przebudzeniu rano moje powieki były mega spuchnięte i podrażnione. Okład z lodu i korektor pomogły co prawda, ale nie polecam. Następnego dnia przy linii rzęs miałam wręcz mini strupki. Bardzo nieodpowiedzialnie, wiem. Nie zrobię tego więcej. I Wam również polecam jednak udać się do salonu, żeby ktoś kompetentny Wam to zrobił. Samo odczucie po zdjęciu… tragedia. Miałam wrażenie, że w ogóle nie mam rzęs, że oko jest małe, że spojrzenie bez wyrazu… Na szczęście po dwóch dniach zaczęłam na nowo się przywyczajać. Wróciłam też do tuszu i eyelinera!

Jak wyglądają moje rzęsy po przedłużaniu? Otóż nie najlepiej. Całkiem sporo ich wyleciało wraz z kępkami. Pewnie moje beznadziejne ściąganie się do tego również przyczyniło. Oprócz tego rzęsy są też krótsze. Mam wrażenie, że te sztuczne trochę je obciążyły i przez to te normalne nie urosły tak jak powinny. Koniec końców na razie robię przerwę od przedłużonych rzęs. Wracam do odżywki 4 Long Lashes i mam zamiar je trochę zregenerować. Ale jak tylko zdobędę odpowiednie środki i podleczę rzęsy z pewnością przedłużę je sobie nie raz, nie dwa. Generalnie polecam Wam bardzo przedłużanie rzęs, w szczególności w Lush Barze! Bądźcie pewni, że nie raz mnie tam jeszcze zobaczycie. Pamiętajcie jednak, że na taką zabawę z rzęsami potrzeba dużo czasu, cierpliwości i pieniążków!

img_5246
(Inwestycje: odżywka i nowy tusz) 

Jakie są Wasze doświadczenia w temacie przedłużania rzęs?

Buziaki:*

HIGHEELS

Dobre i tanie, czyli pomadki za mniej niż 15 zł

3 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi tanimi rozwiązaniami na pomadki/szminki do ust. Ostatnio uzależniłam się od malowania ust. Nie wyobrażam sobie wyjścia na imprezę bez czerwonych lub opcjonalnie różowych lub fuksjowych ust. Dlatego przygotowałam dla Was zestawienie kilku moich ulubionych pomadek, które kosztują naprawdę grosze! Zaczynamy!

1. Wibo Eliksir w kolorze 04- nawilżająca pomadka do ust. 

Kupiłam w Rossmannie za ok. 5,50 zł (!). Pomadka była przeceniona, ale w cenie regularnej ostaniecie ją za ok. 8 zł. Piękny różowy kolor na co dzień! Pasuje praktycznie do wszystkiego i bardzo efektownie wygląda na ustach. Jest to pomadka nawilżająca, więc nie musimy się martwić o suche skórki, które są moją zmorą! Uwielbiam tę pomadkę! Jest genialna
i zawsze noszę ją w torebce. Pachnie przepięknie waniliowo! Jedynym jej minusem jest opakowanie, które nie oszukujmy się, jest dość tandetne. Aleee nie bądźmy powierzchowni, liczy się wnętrze! W naszym wypadku pomadka. Naprawdę bardzo polecam Wam tę pomadkę! Za taką cenę trudno jest znaleźć coś lepszego :).

higheels-blog-pomadki-03

2. Celia Lips On Top w kolorze 4- pomadka w kredce.

Jest to kredka do ust, którą kupiłam w małej drogerii za ok. 10 zł. Wygląda bardzo estetycznie i schludnie. Kolor taki jak lubię- mogę nosić codziennie lub dodając trochę więcej produktu iść z nią na imprezę. Ta kredka nie nawilża nam ust, ale na pewno ich nie wysusza. Utrzymuje się długo na ustach (ok. 4/5 godzin), a sposób aplikacji jest banalny! Kredki te możecie dostać również w innych kolorach: od czerwieni, przez fuksję do typowych nudziaków. Ma delikatny, przyjemny zapach. Problemem jest dostępność, bo Celie najczęsciej dostaniecie w jakiś mniejszych, osiedlowych drogeriach lub opcjonalnie w drogeriach internetowych. Nie wysuwajcie zbyt dużo produktu na raz! Ja tak zrobiłam i złamałam moją kredkę :(. Na szczęście obyło się bez wyrzucania produktu. Według mnie jedna z lepszych kredek do ust na rynku! I jeszcze ta cena! Naprawdę warto spróbować :).

higheels-blog-pomadki-02

3. Manhattan Soft Mat- matowa pomadka w kremie w kolorze 54L.

Tutaj mamy do czynienia z długotrwałą, matową szminką. W tym przypadku nasze usta muszą być zadbane i nawilżone, żeby kosmetyk dobrze wyglądał. Kupiłam ją w drogerii internetowej ezebra.pl za…..UWAGA…. 4,48 zł! Zdecydowanie najlepsza długotrwała szminka jaką kiedykolwiek miałam!
Aplikator precyzyjny i taki jak lubię. Zapach przyjemny i niedrażniący. Wydajność ekstra. Kolor bardzo przypadł mi do gustu. Dość mocny, ale nie krzykliwy. Bardzo przyjemna kremowa konsystencja. Utrzymuje się na ustach przez całą noc! Oczywiście jeśli dużo jemy lub pijemy poprawki będę konieczne, ale tak czy tak trwałość godna podziwu. Serio, za taką cenę nie mogłam odkryć niczego lepszego! Fakt faktem delikatnie przesusza mi usta, ale każda długotrwała szminka do ust to robi. Alee za takie efekty i cenę mogę jej to wybaczyć. Zapewniam, że się nie zawiedziecie!

higheels-blog-pomadki-06

4. Essence XXXL Longlasting Lipgloss Mat Effect w kolorze 07 silky red.

Kupiłam w Naturze za jakieś 10 zł. Przepiękna soczysta czerwień, która wygląda dobrze na ustach chyba u każdego! Jako, że jest to błyszczyk nie ma co liczyć na wykończenie w postaci płaskiego matu, ale za to nie wysusza. Po aplikacji (która jest bardzo przyjemna :)) zostaje na naszych ustach delikatnie mieniąca się tafla. Kosmetyk cudownie pachnie! Jak dla mnie wanilią z karmelem, ale nie warto mi ufać w opisach zapachów, bo jestem w tym beznadziejna :P. Niestety produkt nie jest super trwały, bo nie zastyga na ustach. Jedząc i pijąc na pewno szybko się go pozbędziemy. Bardzo łatwo jest go sobie rozmazać, ale wystarczy po prostu uważać. Chyba, że wychodzicie na dwór, gdy mocno wieje wiatr, macie rozpuszczone włosy i świeżo pomalowane usta…. Najgorzej! Generalnie polecam spróbować, chociaż zdecydowanie częściej sięgam po pomadkę z Manhattan.

higheels-blog-pomadki-05

5. Catrice Ultimate Colour- pomadka do ust.

Można je dostać w Naturze w cenie regularnej za ok.18 zł, natomiast ja kupiłam w promocji za 15 zł (jeszcze się łapie na mój ranking :P). Mój kolor to 290 Sweet Coraline. Bardzo ładny, koralowy kolor (nie próbujcie wymówić tego na głos) wpadający delikatnie w pomarańcz. Fajna, kremowa konsystencja, dzięki której produkt łatwo się rozprowadza po ustach. Utrzymuje się dość długo na ustach, ale mam wrażenie, że delikatnie je przesusza. Mimo, że nie ma matowego wykończenia. Gama kolorów jest dość szeroka, więc każdy znajdzie coś dla siebie, a pigmentacja jest baaaaardzo dobra. Kolejnym plusem jest opakowanie, które jest solidnie wykonane i na pewno nic się z nim nie stanie. Trochę nie pasuję mi jej zapach, ale jest na tyle delikatny, że prawie go nie czuję. Warto zwrócić uwagę na te pomadki, szczególnie kiedy jest promocja!

higheels-blog-pomadki-04

higheels-blog-pomadki-07

Tak się prezentuje ranking moich ulubionych, a zarazem tanich produktów do ust. Nie ukrywam, że najczęściej stosuję produkty Wibo, Manhattan i Celia, ale pozostałe dwa też sobie cenię. Dajcie znać, czy znacie jakieś dobre i tanie pomadki, to chętnie spróbuję!

Buziaki:*

HIGHEELS