Koniec z rozdwojonymi końcówkami włosów!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Rozdwajające się końcówki to problem, z którym użeram się stosunkowo długo. Udało mi się nad nim zapanować w momencie, kiedy zaczęłam stosować się do kilku podstawowych zasad, które opisałam Wam we wcześniejszym poście TUTAJ.

Jedak mimo to nadal czasem znajdywałam rozdwojone końcówki. Czasem nawet roztrojone (!). Postanowiłam coś z tym zrobić. Pierwsze co, to oczywiście zaczęłam szukać naturalnego oleju. Dowiedziałam się, że olej z pestek śliwek nieźle się sprawuje do takich rzeczy i tydzień później miałam już swoją buteleczkę. Pierwsza aplikacja była tragiczna, bo nałożyłam dużo za dużo oleju i włosy były fatalnie sklejone i obciążone. Zniechęcona za drugim myciem, stwierdziłam, że jednak spróbuję. Wystarczyły dwie krople olejku! Zaczęłam stosowac go regularnie. Olej z pestek śliwek jest stosunkowo lekki i przepięknie pachnie marcepanem. Zauważyłam, że stan końcówek zdecydowanie się polepszył i przede wszystkim ilość rozdwojonych końcówek się zmniejszyła. Kiedy olej się skończył, znalazłam coś nowego.

image

Serum do końcówek z Apteczki Babuni jest to serum silikonowe, co w tym przypadku wcale mi nie przeszkadza, bo akurat silikon na końcówki bardzo dobrze mi robi. Po zaaplikowaniu włosy są gładkie, końcówki się nie plączą, także zdecydowanie trudniej je uszkodzić. Ażeby dodać serum trochę naturalnego akcentu, postanowiłam mieszać je ze świeżo zakupionym olejem jojoba. Takie połączenie sprawuje się u mnie idealnie. Mała dawka silikonu, a jednocześnie oleju jojoba, który świetnie wpływa na kondycje włosów, to strzał w dziesiątkę!

Zauważyłam znaczną poprawę stanu końcówek. O wiele wolniej się przesuszają, no i oczywiście rozdwojonych końcówek jest zdecydowanie, zdecydowanie mniej. Czasem stosuję naprzemiennie. Raz dwie krople oleju jojoba, a raz samo serum silikonowe. Włosy są przez to cięższe, nie puszą się tak bardzo. A najważniejsze, że są zdrowsze i wyglądają lepiej. Bo czy jest coś gorszego niż piękne długie włosy z poszarpanymi, rozdwojonymi i napuszonymi końcówkami?!

Polecam Wam właśnie różnego rodzaju mixy serum silikonowego i naturalnych olei. Przy regularnym stosowaniu taka mieszanka działa cuda! Ostatnio też testuję połączenie tego samego serum z Apteczki Babuni wraz z dwoma kroplami Wella System Professional Luxe Oil, czyli z odbudowującym olejkiem/eliksirem do włosów. Muszę przyznać, że na razie jestem bardzo zadowolona. Zobaczymy, jak będzie sprawdzał się dalej.

Dajcie mi znać, jakich Wy produktów używacie, żeby zabezpieczać końcówki włosów!

Buziaki:*

HIGHEELS

Lokówka stożkowa Babyliss Pro- co myśli Higheels

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Nie wiem jak Wy, ale ja mam boleśnie proste włosy. „Boleśnie” to znaczy, że nie ma opcji, że po myciu będą falowane. Oczywiście, zawsze marzyłam, żeby mieć burzę loków na głowie, w myśl popularnej zasady „Jeżeli mam proste włosy, chcę lokowane, a jeśli lokowane, to chcę proste”. Kiedyś trafiłam na stożkowe lokówki. Bardzo mi się spodobała prostota działania i to, że loki powstają mega szybko. W końcu w zeszłym roku zasugerowałam delikatnie, co chciałabym dostać na urodziny i tak w moim posiadaniu znalazła się lokówka stożkowa tytanowo – turmalinowa Babyliss Pro BAB2281TTE Tourmaline Conical Iron. Zdecydowałam się na średnicę 32 do 19 mm, bo taka moim zdaniem jest idealna dla moich włosów. 

image

Kilka ważnych (według mnie) informacji technicznych:

  • rok temu kosztowała ponad 200 zł, jakieś 250 zł,
  • dzięki obecności turmalinu (metalu półszlachetnego) łuski włosów zamykają się przez co stan nawilżenia utrzymuje się i włosy bardziej się błyszczą i po prostu lepiej wyglądają,
  • ma możliwość elektronicznej regulacji temperatury (aż 25 ustawień),
  • izolowany uchwyt i końcówka lokówki,
  • w zestawie dostajemy osłonki na dwa palce i izolującą podkładkę ochronną, na której możemy położyć gorącą prostownicę,
  • bardzo szybko się nagrzewa, dosłownie w ciągu kilkudziesięciu sekund,
  • automatyczne wyłączenie po 72 minutach (!), a więc bez obaw,
  • obrotowy kabel, który zdecydowanie ułatwia sprawę,
  • kabel jest bardzo długi (ponad 2 m) !

image

Co sądzi Higheels:

Muszę przyznać, że ta lokówka jest moją pierwszą. Oprócz małych eksperymentów ze starą lokówką mojej babci :P. Nie mam, więc, jakiegoś super porównania, ale myślę, że jest naprawdę w porządku. Jak robię loki? Wydzielam warstwę włosów, którą będę lokować, a resztę spinam na czubku głowy. Psikam je płynem, który je na wszelki wypadek zabezpieczy. U mnie akurat bardzo fajnie sprawdza się Revlon Uniq One– wielofunkcyjna odżywka w sprayu do włosów. Czekam, aż przeschnie i zaczynam nawijać pasma na stożek. Nie mogą być grube, bo wtedy nie wyjdą nam ślimaki, tylko delikatne fale. Nawijam pasmo przez całą długość lokówki i czekam kilkanaście sekund, uważając, żeby nie spalić włosów, jak dziewczynka w popularnym ostatnio filmku na YouTube :P. Gotowy lok psikam od razu lakierem, bo niestety bez tego loki utrzymają się u mnie jakąś godzinę. No i robię to samo z resztą włosów. Oczywiście najbardziej przykładam się do zewnętrznej warstwy włosów, najbardziej reprezentacyjnej :P. Później znowu wszystko piskam lakierem i gotowe.

Całość zajmuje mi jakieś 20/30 minut, ale musicie pamiętać, że nie mam jakiś super gęstych włosów. Muszę przyznać, że tak wykonane loki trzymają się u mnie naprawdę długo. Spokojnie jakieś 9/10 godzin, co jest sukcesem. Uwierzcie mi! Później oczywiście się rozprostowują. Aha warto dodać, że ja robię sobie loki rzadko. Tylko na wyjątkowe okazję. Moje włosy nie zniosłyby gdybym powtarzała tę czynność parę razy w tygodniu. No i wolę nie ryzykować przesuszeniem. 

Z osłonek na palce nigdy nie korzystałam, bo nie jest mi w tym wygodnie, ale uważam, że jest to naprawdę fajny pomysł dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z kręceniem włosów. Jestem niesamowicie zadowolona z tej lokówki. Nigdy nie przypaliłam sobie nią włosów, ani nawet się nie oparzyłam. Bardzo szybko robi loki i jest to efekt najbardziej ostatnio pożądany, czyli poskręcane fale, które dodają objętości. Nie wiem, dlaczego, ale jak zrobię sobie loki, to czuję się od razu bardziej pewna siebie. Czemu nie mam naturalnie loków?! 

Wklejam Wam zdjęcie moich gotowych loków. Wiem, że jest niewyraźne, ale innego nie mam. Ważne, że widać efekt. Poza tym tu miałam jeszcze taaaakie długie włosy :). Teraz je podcięłam.

10831995_1533677400204269_117186395_n

Podsumowując, polecam Wam serdecznie tę akurat lokówkę. Super się sprawdza i efekt jest naprawdę świetny. Bardzo podoba mi się to, że mogę nią zrobić różne loki, dzięki temu, że jest stożkowa. Od drobnych do bardziej szerokich. Mam nadzieję, że posłuży mi na dłuuuugie lata. 

A Wy jakich lokówek używacie?

Buziaki:*

HIGHEELS

Piękniejsze włosy w 3 minuty? To możliwe- sprawdź jak!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Kończąc prenumeratę pudełek beGLOSSY zamówiłam sobie pudełko specjalne z najlepszymi kosmetykami 2014 roku. Akurat trafiłam na promocję i okazało się, że dostanę dodatkowy, pełnowymiarowy produkt- odżywkę do włosów 3 Minute Miracle Reconstructor, Deep Conditioner for Damaged Hair z Aussie. Nie spodziewałam się po niej wiele. Mało tego, spisałam ją na straty, ponieważ wcześniej testowałam jakąś inną odżywkę Aussie też z beGLOSSY i, że była beznadziejna, to mało powiedziane. Odstawiłam ją do szafki i zapomniałam o niej. Jednak kiedy jechałam nad morzę, to szukałam na szybko jakieś odżywki. W ręce wpadła mi właśnie ta i postanowiłam ją ze sobą wziąć. 

image 
Co pierwsze rzuca się w oczy, to niespotykana butelka (250 ml), z której bardzo łatwo wycisnąć produkt. Myślę, że łatwo będzie też zużyć ją do samiuteńkiego końca. Po drugie genialny zapach! Typowa guma balonowa! Taka jak się żuło w dzieciństwie. Przy pierwszej aplikacji nie mogłam przestać jej wąchać. Mało tego, zapach utrzymuje się na włosach jeszcze długo po zmyciu! Wiem, ze regularnie odżywka kosztuje ok. 30 zł! Co, według mnie, jest dużo za dużo.Warto czekać na promocję albo kupić ją w zestawie. 

Stosuję ją wtedy, kiedy nie mam czasu na maskę lub olej. Wtedy, kiedy wiem, że każda minuta jest ważna, ale włosy nie mogą być napuszone i beznadziejne. Nakładam ją po myciu na dosłownie, tak jak nakazał producent, na 3 minuty. Konsystencja odżywki jest na tyle zbita, że produkt nie spływa z włosów. Zmywam i zostawiam włosy, aż wyschną. Nie stosuję jej codziennie. Tylko co jakiś czas. Jak już naprawdę nie mam czasu na chociażby 15 minut zabiegu z jakąś maską. 

Efekt? Mega miękki i lejące się włosy! Nie plączą się przez co o wiele łatwiej je rozczesać. Mało tego! NIE PUSZĄ SIĘ!  Są gładkie i wyglądają na zdecydowanie zdrowsze. Zdaję sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości skład nie jest zbyt dobry i to sprawa silikonów i innych chemikaliów, ale wychodzę z założenia, że czasem nawet coś takiego przydaje się włosom. Co więcej, są sprężyste i przede wszystkim odżywione. Czuć to w dotyku, ale i wyglądają na bardziej zadbane i lśnią. 

Ogólnie stan moich włosów się ostatnio polepszył, ale nie mogę powiedzieć jednoznacznie, że to od tej odżywki, bo stosuję równocześnie dużo innych rzeczy, ale przypuszczam, że Aussie na pewno się do tego przyczyniła. 

Podsumowując, jestem z niej zaskakująco zadowolona. Nie spodziewałam się wiele, a jednak zaskoczyła mnie swoim działaniem! Z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić, jako dobrą i szybką odżywkę po umyciu włosów. Warto też podkreślić, że jest bardzo wydajna, a więc nawet w cenie regularnej, warto zaryzykować. Jest to idealne wyjście dla osób, które nie lubią nosić przez godzinę lub dwie maski na włosach lub dla tych, którzy po prostu nie mają na to czasu. Polecam!

Buziaki:*

zaskoczona HIGHEELS

Gumki do włosów Invisibobble- hit czy kit?

2 komentarze Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Bardzo dawno temu zakupiłam moją pierwszą gumkę Invisibobble w kolorze czarnym. Podniecona zakupem od razu zrobiłam sobie kitkę, ale niestety gumka cały czas się zsuwała. Oczywiście wkurzyłam się i odstawiłam gumkę na bok. Porzuciłam ją na dobrych parę miesięcy. Pewnego dnia nie mogłam znaleźć gumki do włosów, żeby zrobić sobie koka. W końcu odkopałam mój czarny zwinięty kabel telefoniczny (który btw. wygląda trochę jak pająk w szufladzie) i związałam nim włosy. Jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam, że pierwszy raz, naprawdę pierwszy raz, kok trzyma się idealnie. I to jeszcze taki w artystycznym nieładnie, a nie taki zbity. Żadnych wsuwek, żadnych poprawek. I właśnie tak dałam drugą szansę czarnej gumce Invisibobble.

image

Mam włosy dosyć lejące, ale jednak trochę puszące się. Mam ich dużo, ale są cienkie. Zawsze wiązałam włosy czarnymi gumkami z H&M. Jednak zauważyłam, że ten malutki metalowy element wyrywa mi włosy, a więc przerzuciłam się na cienkie, jasne bez metalowych wstawek. Te z kolei niby są fajne, ale strasznie plączą się w nie moje baby hair z tyłu głowy. I co najgorsza przy noszeniu wysoko kitki bolą mnie cebulki, a czasem nawet głowa. No i nie mówiąc o tym, że odznacza się na włosach linia gumki.

A więc Invisibobble. Nieśmiertelne gumki, które okazały się HITEM. Po pierwsze naprawdę nie wyrywają mi włosów. Włosy, które same wypadną nie są zaplątane na gumce, co mnie bardzo cieszy, bo szczerze tego nienawidziłam. Dobrze trzyma włosy, ale z drugiej strony nie ściska ich za mocno, a więc nie ma mowy o jakimkolwiek bólu. Po jej ściągnięciu nie zauważyłam nigdy, żeby było widać miejsce, w którym była zawiązana. Lubię ją nosić, bo wiem, że nie uszkadzam struktury włosa, ani nie wyrywam ich niepotrzebnie. 

image

Wyglądają bardzo estetycznie. Są elastyczne i można je rozciągnąć tak bardzo, jak tylko chcemy (oczywiście, bez przesady :P). Fajnie prezentują się na nadgarstku, można je pomylić z bransoletką. Bardzo mi to odpowiada, bo ja muszę, po prostu muszę mieć zawsze gumkę w pogotowiu na nadgarstku. I nie zostawia też śladu na nadgarstku, co mnie mega wkurzało w starych gumkach. Jeśli się zbyt je rozciągnie, wystarczy zalać je na chwilę gorącą wodą i gumka wróci do swojego pierwotnego kształtu. Nic się z nimi nie dzieje! Absolutnie nic! Nie pękną nam niespodziewanie (co się często zdarzało z nieszczęsnymi gumkami z H&M), nie przecierają się, nic! Warto wspomnieć, że bardzo ładnie prezentuje się na samych włosach. Dość oryginalnie i bardzo estetycznie. 

Fakt, nie sprawdza się u mnie w niskich kitkach. Z kolei w wysokich, takich na czubku głowy daje radę. Rewelacyjnie spisuje się w przeróżnych kokach. Jeśli chodzi o warkocz, to niespecjalnie lubię wiązać nią włosy. Jakoś nie podoba mi się jak to wygląda. A jako że na ogół śpię w warkoczu, wtedy powracają do łask jasne gumki, bez metalowych wstawek z H&M. 

Muszę powiedzieć, że oczarowana moją czarną Invisibobble, postanowiłam zainwestować w jakiś inny kolor. Wybór padł oczywiście na różowy, który bardzo fajnie wygląda na włosach. Minusem jest jej cena, bo jedna gumka kosztuje 4,99 zł, a więc całkiem sporo jak na zwykłą gumkę do włosów, ale wybaczam jej nawet to, za to, że w końcu mogę chodzić z kokiem przez cały dzień. Żadnych więcej poprawek co 10 minut, żadnych wkurzających, kłujących wsuwek. W końcu normalny kok!

Gdzie można je kupić? Stacjonarnie wiem, że w Hebe, ale chyba tylko w opakowaniach po 3 gumki. Ja kupiłam obydwie na ezebra.pl. I to każdą osobo. 

Dziewczyny z długimi włosami, polecam Wam je szczerze! Wiem, że sama na początku mówiłam, że są beznadziejne, ale przekonałam się i nie wyobrażam sobie wrócić na stałe do tamtych gumek. Invisibobble są rewelacyjne! Polecam je każdemu!

Buziaki:*

HIGHEELS

 

Denkowy szał vol. 5!

Zostaw komentarz Udostępnij na Facebooku

Cześć wszystkim!

Najwyższy czas na wielki powrót Projektu Denko! Dzisiaj w moim denku znalazło się 9 produktów z czego tylko jeden kosmetyk kolorowy i aż 8 pielęgnacyjnych. Nie przedłużając, zapraszam na mini recenzje!

Zdjęcie 13.07.2015, 19 01 28

Zdjęcie 13.07.2015, 19 06 42

1. Kropla Zdrowia Eco Argan Body Butter- masło do ciała z olejkiem arganowym.

Dostałam je na urodziny i byłam bardzo ciekawa jak się sprawdzi, bo nigdy nie słyszałam o tej firmie. Na pierwszy rzut oka wszystko w porządku. Zapach ładny, konsystencja i skład jak najbardziej w porządku, dobrze się rozsmarowuje i co więcej szybko się wchłania. Na dodatek ładnie nawilża skórę. Niby wszystko okej… gdyby nie jeden malutki szczegół. Na opakowaniu, na pudełku, NIGDZIE nie było napisane, że jest to masło z brokatem! Ja patrzę na skórę pod światło, a tam miliony malutkich, złotych drobinek, czyli coś czego szczerze nienawidzę. Oczywiście cała pościel, piżama, prawie wszystko w brokacie. Zużyłam do końca będąc na wakacjach, żeby ograniczyć dostęp mojej pościeli do brokatu :P. Całkiem nieźle się sprawdził, ale nie kupię go nigdy więcej przez ten okropny brokat, który go z miejsca skreśla!

2. Planeta Organica Mango Butter Hair Shampoo- nawilżający szampon do włosów z masłem mango.

Po przeczytaniu recenzji jednej z blogerek postanowiłam zaryzykować. Skusił mnie przede wszystkim dobry, naturalny skład i zapewnienia o widocznym nawilżeniu. Na początek zachwycił mnie piękny zapach. Uwielbiam zapach mango! Jeśli chodzi o działanie to już nie jest tak kolorowo. Jakoś mnie zupełnie do siebie nie przekonał. Dobrze mył, ale moich włosów z pewnością nie nawilżył. Dodatkowo jakoś je dziwnie plątał. Bez szału, nie kupię go ponownie. Razem z nim kupiłam jeszcze wersję z maslem shea, także zobaczymy, czy tamta się lepiej sprawdzi. 

3. Biały jeleń- hipoalergiczny szampon do włosów z kompleksem sermo-łagodzącym.

Faktycznie szampon mnie nie podrażnił, ale miałam wrażenie, że przesuszył mi włosy i delikatnie skórę głowy. Po myciu włosy były napuszone i nie wyglądały zbyt dobrze. Bez użycia odżywki lub maski po myciu, tragicznie się z nimi czułam. W zestawie z szamponem była też odżywka z tej samej serii, ale ona równiez zupełnie się u mnie nie sprawdziła. Zużywam ją go golenia lub do zmiękczania włosia pędzli :).

Zdjęcie 13.07.2015, 19 08 04

4. Zrób Sobie Krem- hydrolat z kwiatów pomarańczy gorzkiej.

To mój drugi hydrolat i powiem szczerze, że jak najbardziej też się u mnie sprawdzil. Może nie tak dobrze, jak ten z RÓŻY, ale byłam z niego zadowolona. Zapach niestety nie zachwyca, bo pachnie jak chwasty, ale z czasem się przyzwyczaiłam :P. Fajnie ściągał skórę i łagodził podrażnienia. Dodatkowo ten hydrolat ma działanie przeciwzapalne i zmniejsza zaczerwienienia skóry. Zauważyłam też, że zmniejszył ilość wydzielanego sebum i delikatnie nawilżał buzię. Stosowałam go jako tonik lub jako taką mgiełkę odświeżającą. Uwielbiam hydrolaty i zamówilam sobie już sobie dwa kolejne do testowania! 

5. Vichy Idealia- krem do cery normalnej i mieszanej.

Dostałam go pod choinkę i bardzo chętnie wypróbowałam. Tym bardziej, że normalnie kosztuje, jak większość kremów Vichy, ok. 100 zł na 50 ml! Oczywiście słoiczek i szata graficzna są wizytówką Vichy i wyglądają schludnie i ekskluzywnie. Zapach kremu przepiękny! Przypomina mi świeżego ogórka. Konsystencja jest bardzo lekka przez co krem szybko się wchłania. Jeśli chodzi o działanie to nie zachwycił mnie. Faktycznie rozświetla buzię, ale jest to zasługa drobinek rozświetlających, które są widoczne z kremie. Cera faktycznie wyglądała bardziej zdrowo i promiennie. Nawilżenie niestety bardzo słabe, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że kiepskie lub bliskie zeru. Delikatnie wyrównał koloryt skóry. Zmarszczek mimicznych mi nie wygładził, bo takowych po prostu jeszcze nie mam, ale szczerze wątpię, żeby spisał się w tej roli. Uważam, że za taką cenę krem powinien działać bez zarzutów, więc na pewno go sobie nie kupię.

6. Ziaja krem nawilżająco-matujący 25+.

Pisałam o nim już nie raz. Nie mam mu nic do zarzucenia. Jest to jeden z lepszych kremów na dzień, pod makijaż, jakie stosowałam. Teraz zrobiłam sobie przerwę i używam kremu z Tołpy, który pojawił się ostatnio w Ulubieńcach, ale na pewno jeszcze wrócę do Ziaji. Polecam, bo krem naprawdę dobry, a cena niziutka!

Zdjęcie 13.07.2015, 19 09 55

7. Tisane balsam do ust.

Uwielbiam ten balsam! Nic tak nie regeneruje moich wymagających i często spierzchniętych ust jak to cudeńko! Jest to już któryś mój słoiczek, bo co jakiś czas wiernie do niego wracam. Miałam wersję w sztyfcie, ale moim zdaniem nie była tak dobra, jak ta w słoiczku. Pięknie nawilża i regeneruje usta! Nie tylko zapobiega, ale też leczy. UWIELBIAM!

8. Nivea Lip Butter Vanilla & Macadamia.

Kolejny produkt do pielęgnacji ust, który uwielbiam. Muszę Wam zrobić post o najlepszych moim zdaniem kosmetykach pielęgnayjncyh do ust :). Wcześniej miałam wersję karmelową i malinową. Genialne masełka! Bardzo dobrze nawilżają i pielęgnują usta. Zapachy przepiękne! Olbrzymia pojemność (19 ml), którą za każdym razem zużywam do cna. Mam już w domu wersję jagodową i czaję się na kokosową. Jedyny ich minus to to, że trzeba grzebać w masełku paluchem, ale wystarczy pamiętać, żeby myć ręce przed użyciem. Polecam z czystym sumieniem każdemu!

9. Sephora- lakier do paznokci.

Nie polecam tych małych lakierów z Sephory. Są drogie, a odpryskują mi po dwóch dniach. Kolory bardzo ładne, ale nic więcej. Ten piękny zielony wyrzucam, bo już zasechł. 

To już koniec, Kochani! Czekam na Waszych zdenkowanych i pozdrawiam Was serdecznie! Do zobaczenia na InstagramieFacebooku lub w kolejnym poście!

Buziaki:*

HIGHEELS